niedziela, 13 października 2019

Eagles Flying: niesamowite show w wykonaniu niemieckiego zaklinacza ptaków



Wychował się w południowo-zachodniej części Niemiec, w Heidelbergu, gdzie znajduje się jeden z najstarszych uniwersytetów w Europie. To tam studiował biologię i medycynę. I nie robił tego z przypadku. Miłość do zwierząt i ptaków towarzyszyła mu już od wczesnych lat dzieciństwa. W zasadzie od zawsze. 


Niegdyś z utęsknieniem spoglądał w kierunku centrum poświęconego dzikim ptakom w jego rodzinnym mieście. Nie stać go było na bilet wstępu. Spacerował więc w jego pobliżu, licząc, że natrafi choć na jedno piórku zgubione przez któregoś z tych majestatycznych ptaków. Dziś sam jest właścicielem takiego centrum. Daje schronienie około 350 ptakom i zwierzętom z kilkudziesięciu różnych gatunków. Są tu nawet gołębie, które - jak żartobliwie mówi -  „srają na podwórko”, ale on nie ma nic przeciwko. Tego ostatniego już nie dodaje, bo też nie musi. Kiedy obserwuję go w akcji, nie mam żadnych wątpliwości, że on robi to, co kocha. W moich oczach Lothar jest zaklinaczem ptaków.


Nie planował tego. Do Irlandii przybył w 1999 roku, by w spokoju spędzić swoje emerytalne lata. Był tu już wcześniej, w 1992 roku, ale wtedy zabawił tu tylko kilka miesięcy. Siedem lat później pozostawił za sobą swoje dotychczasowe życie w Niemczech. Zabrał ze sobą to, co miał najdroższe: żonę Reginę i kilka ptaków drapieżnych, by prowadzić nad nimi badania. 

Los miał jednak inne plany wobec niego. Pasja Lothara i jego ptaki spotkały się z dużym zainteresowaniem lokalnej ludności. Wkrótce zaczęło go odwiedzać coraz więcej osób, część z nich dostarczała mu także zranione ptaki i inne zwierzęta, by w zaciszu jego rezerwatu, pod jego czujnym okiem, mogły wracać do zdrowia. To skłoniło go w 2003 roku do oficjalnego otwarcia centrum dla zwiedzających, Eagles Flying, które zajmuje obecnie pierwsze miejsce na Trip Advisor wśród atrakcji w hrabstwie Sligo. 

Bilet wstępu dla dorosłego kosztuje 13.90€. Nie należy do najtańszych, ale są to pieniądze zdecydowanie dobrze spożytkowane. Centrum, które prowadzi Lothar uzależnione jest od datków pochodzących od odwiedzających. Pożarło sporą część jego oszczędności, bo i jego mieszkańcy pożerają mnóstwo pokarmu. 


Ptaki drapieżne praktycznie zawsze żywią się mięsem – miesięcznie zużywa się tutaj jakieś 20 kg ryb, kilka owiec i kilkanaście tysięcy małych, żółciutkich kurczaczków. To właśnie one znajdują się w torbie Lothara. Pochodzą z fermy zajmującej się chowem kur dla jaj. Niedługo po wykluciu trafiają pod czujne oczy sekserów: jeśli są męskimi osobnikami, giną. Na fermie są bowiem bezużyteczne, ale dla Lothara i jego pięknych ptaków drapieżnych są cennym nabytkiem. To one robią za przynętę dla „współpracowników” Niemca. 


Kiedy mężczyzna stoi przed tłumem ludzi, by przeprowadzić jeden z dwóch pokazów, które codziennie odbywają się tutaj [o 11:00 i 15:00], martwe kurczaczki są wabikami dla ptaków. Odrywa im nóżki, macha nimi zachęcająco, czasami kładzie je na czapkach lub ramionach widzów. I woła po imieniu każdego z ptaków, które nam prezentuje. 


Każdy z nich ma ludzkie imię, i jak to bywa z ludźmi, one też mają swoje humory i swoje pomysły na spędzanie czasu. Żaden pokaz nie jest taki sam, bo po prostu nie sposób przewidzieć reakcję ptaków. Czasami któryś z nich odmawia współpracy. „Bo one są jak dzieci” – mówi Lothar. „Doskonale znają swoje imiona, ale czasami udają, że nie słyszą, jak się je woła”. Właśnie tak jak oglądana przez nas charakterna sówka. Lothar kusi ją  i woła do siebie, a ona za każdym razem „odpyskowuje”. Przekomarzają się tak chwilę, ku uciesze publiczności, w końcu majestatyczna sowa, będąca nie tylko symbolem mądrości, ale przede wszystkim fantastycznym okazem piękna, robi to, o co prosi ją mężczyzna. 
Te oczyska!!!
 

Przez chwilę przestępuje z nogi na nogę, jakby niecierpliwiąc się, a potem rozkłada swoje skrzydła i leci wprost na mnie i na siedzące za mną osoby. Co niektórzy, a raczej niektóre, bo to są głównie kobiety, wrzeszczą i krzyczą. Zupełnie niepotrzebnie, bo mimo iż ptaki – orły, sępy, jastrzębie, sowy i sokoły – szybują nad naszymi głowami, nie grozi nam żadne niebezpieczeństwo z ich strony. Wszystko jest pod kontrolą. Aż chciałoby się powiedzieć: Relax! And enjoy! 


To mit, że ptaki drapieżne porywają niemowlaki i zabijają jagnięta. Bardzo jednak krzywdzący mit. Błędne przekonania wielu ludzi sprawiły, że ptakom drapieżnym nadano przydomek szkodników. Bezwzględnie i bezmyślnie tępiono je, nie zaprzątając sobie głowy rozważaniami nad ich rolą w ekosystemie. To w połączeniu z powszechnym stosowaniem pestycydów sprawiło, że populacja tych pięknych ptaków uległa znacznemu zmniejszeniu. Dziś ptaki drapieżne są pod ścisłą ochroną gatunkową. 


Lothar lubi nazywać to, co robi „edutainment”. Jego pokaz w rzeczy samej jest połączeniem rozrywki z jednoczesnym edukowaniem widza. Nauka przez zabawę zawsze była skuteczną metodą przyswajania wiedzy, i zdaje się, że sympatyczny Niemiec doskonale o tym wie.  Przez całe godzinne show umiejętnie dzieli się z nami informacjami na temat swoich podopiecznych. Wszystko odbywa się w tak przyjemny sposób, że aż łezka kręci się w oku na myśl o tym, że szkolne lekcje biologii tak nie wyglądają.


Z humorem i pasją opowiada nam o tym, co zapewne mówił wcześniej tysiącom innych widzów. O charakterystycznych zakrzywionych dziobach ptaków drapieżnych, o ich ostrych jak brzytwa szponach. O tym, że pełnią  istotną funkcję w środowisku, eliminując chore i najsłabsze osobniki, co z kolei dobrze wpływa na ewolucję. Poprzez zabijanie swoich ofiar zapobiegają ich reprodukcji, a poprzez żywienie się padliną, odgrywają ogromną rolę sanitarną, której wielu ludzi zwyczajnie nie docenia. Wielu z nich musi się o tym przekonać w bolesny sposób. Jak pokazało wiele przykładów z przeszłości, tam, gdzie całkowicie wytępiono drapieżniki, w tym właśnie ptaki drapieżne, odnotowano rozprzestrzenianie się wielu chorób epidemicznych wśród zwierzyny łownej. 


Dlatego Lothar raz po raz powtarza, że ptaki drapieżne nie atakują i nie zabijają dla zabawy. Robią to po to, by przetrwać, by zdobyć pożywienie. Nie tracą energii na czynności, które nie przynoszą im żadnych korzyści: nie fruwają bezmyślnie, nie atakują, kiedy nie są głodne. I doprawdy nie porywają się na zabicie bezbronnego niemowlaka czy owcy. Owszem, czasami można je zobaczyć w trakcie pożywiania się mięsem bydła czy innego zwierzęcia, ale tylko dlatego, że to zwierzę było już martwe. Coś innego je zabiło: choroba, człowiek albo inny mięsożerca, ale nie ptaki drapieżne. One przyleciały tylko na łatwy posiłek. One po prostu lubią iść na łatwiznę. Jak wielu z nas. 

  
I żeby nie pozostać gołosłownym Lothar wabi do siebie potężne orły, sępy, sowy, sokoły i jastrzębie, mimo że koło nóg praktycznie cały czas plącze mu się żarłoczna czapla, która w naturalnym środowisku spokojnie może czasami paść ofiarą większych od siebie ptaków drapieżnych. Tu jednak nie pada. Bynajmniej nie dlatego, że jest ociężała od połkniętych wcześniej martwych piskląt i zbyt powolna, by uciec. Wcale nie musi uciekać, bo ptaki zwyczajnie nie są zainteresowane. Wolą łatwy łup, czyli żółtego, martwego kurczaczka. „Czapla nie jest taka głupia, na jaką może wyglądać” – mówi mężczyzna. „Dobrze wie, że orzeł jej nie zaatakuje i że jest bezpieczna”. 
 

To, co Lothar robi może zapewne budzić w niektórych niesmak i powodować kontrowersje. Bo trzyma ptaki na uwięzi, bo niektóre z nich są zamknięte w wolierach. Bo to, bo tamto. Zmierzając w kierunku areny, na której odbywa się pokaz, i mijając po drodze ptaki siedzące na metalowych podestach, czułam przez chwilę smutek i żal. Przypominały mi nieruchome eksponaty i psy uwięzione na łańcuchu koło budy – trudno było nie zauważyć tych pasków u ich nóg. Może faktycznie widziałam w ptasich oczach smutek, a może jestem tylko przewrażliwioną neurotyczką i mimozą, która doszukuje się drugiego dna tam, gdzie go nie ma. 


Pamiętajmy jednak, że Lothar jest biologiem z pasją. To, co robi, to nie jego widzimisię. To nie szalony pomysł szalonego naukowca, lecz autentyczna chęć niesienia pomocy ptakom i zwierzętom, to chęć uratowania ich od wyginięcia. To nie on skrzywdził ptaki, które trafiły pod jego opiekę. Nie on znudził się nimi, kiedy okazały się zbyt kosztowne w utrzymaniu. To nie on bezdusznie pozbawił je domu. 
Całowałabym tę słodką mordkę! ;) 
 

Bez ludzi takich jak on nie byłoby już niektórych gatunków ptaków. Ten człowiek dokonuje rzeczy niemal niemożliwych. Oswaja lisy, nosi je na rękach, leczy i pielęgnuje zranione ptaki. Poświęca swój czas i swoje życie na robienie czegoś, co MA znaczenie. Ile z nas robi coś, co ma pozytywne znaczenie nie tylko w zasięgu lokalnym, ale także tym światowym?


To dzięki niemu i jego współpracy z innymi placówkami tego typu udało się doprowadzić do powiększenia liczebności zagrożonych populacji ptaków. Centrum badawcze Lothara szczególne sukcesy odnosi na polu rozmnażania sępów himalajskich, będących jednymi z największych ptaków drapieżnych na świecie. Ich waga może osiągnąć nawet 14 kg, a rozpiętość skrzydeł dojść nawet do ponad trzech metrów u samic. Tylko garstka placówek na świecie ma u siebie tego rodzaju ptaki, nie wspominając o tym, że na wolności znajduje się ich coraz mniej. 
Przepiękna Ashley! 
 

W rezerwacie Niemca schronienie znalazło wiele innych gatunków zwierząt. Od tych doskonale nam znanych po te rzadziej spotykane. Część z nich powróciła tutaj, mimo że zostały uprzednio wypuszczone na wolność. Nutrie, szynszyle, węże, świnki morskie, króliki, konie, kozy, przedziwne świnki, czy tchórzofretki – to tylko nieliczni mieszkańcy tego przybytku. 


Myślę, że dwie godziny powinny wystarczyć na spokojną wizytę w tym miejscu. Ja niestety przybyłam tutaj na krótko przed ostatnim pokazem o 15:00, więc po jego zakończeniu zostało mi naprawdę niewiele czasu na dokładne zapoznanie się z wszystkimi zwierzakami i ptakami. Centrum zamykane jest o 16:30. Absolutnie nie żałuję jednak wizyty w tym miejscu. Było naprawdę fantastycznie! Zaryzykuję stwierdzenie, że nietypowe przedstawienie Lothara i jego ptaków było lepsze niż niejedna sztuka teatralna. Każdy kto siedział w zasięgu mojego wzroku, miał nieschodzący uśmiech z twarzy. Ten pokaz rozweseliłby nawet największego ponuraka, a lekarze powinni przepisywać go na receptę wszystkim tym, którzy cierpią na depresję. Dobra zabawa gwarantowana!  



Rosie. Jedyne 350 kg żywej wagi! 
 
Kocham! Można przytulać i głaskać do woli! :)
 



28 komentarzy:

  1. Kolejny interesujacy wpis. Swego czasu slyszalem ze gdzies w Sligo istnieje to sanktuarium, jednak byly to zaledwie zdawkowe wzmianki, niezbyt przekonujace do odwiedzin. Nieopodal Aillwee Cave w Co. Clare rowniez jest podobne sanktuarium dzikich ptakow, jednak mam wrazenie iz nie tak duze jak te wspomniane tutaj, i posiadajace zdaje sie zaledwie kilkadziesiat osobnikow.
    Ptaki drapiezne niestety nie maja na wyspie lekko - pomijajac mity o ktorych wspomnialas i ktore sprawiaja iz niektorzy patrza na nia z niechecia duzym problemem jest, nielegalne lecz bardzo czesto praktykowane, rozkladanie przez farmerow wokol pol i lak trucizny na lisy i inne drapiezniki. Nierzadko ofiarami staja sie ptaki, wietrzace latwa zdobycz widzac podlozona przez ludzi padline. To zreszta bylo jedna z przyczyn niepowodzen w odnawianiu populacji orlow, w tym bielikow, ktore nie dalej niz na przestrzeni 4 ostatnich lat znajdowano otrute, w Connemarze niestety. Przykre.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja nawet nie wiedziałam, że takie wspaniałe miejsce istnieje na wyspie! Dowiedziałam się zaledwie parę lat temu tylko i wyłącznie dzięki rekomendacji mojego kolegi blogowego, Ćwirka. Teraz sama idę jego śladem i szerzę dobrą nowinę. Jest to zdecydowanie jedna z lepszych atrakcji turystycznych, w jakich byłam. Może nawet najlepsza? Nikt, kto ze mną wtedy tam był, nie wyszedł rozczarowany, a jak się później przyznali moi towarzysze - bardzo sceptycznie podchodzili do tego pomysłu.
      Zresztą, spójrz tylko na twarze widzów: radość, niedowierzanie, entuzjazm. To mówi samo za siebie.

      Lothar dba o to, by show było bardzo interaktywne i efektowne - typuje ochotników, pozwala im potrzymać i pogłaskać ptaki, nie ma zatem mowy o nudzie. Poza tym ma talent nie tylko do pracy ze zwierzętami, ale także ludźmi. Jest znakomitym "showmanem".

      Obawiam się, że nie ma takiego gatunku zwierząt, które miałyby lekko z ludźmi.

      Kolejny negatywny wpływ rolnictwa na ekosystem i całą planetę.


      Usuń
  2. Byłam kiedyś na takim pokazie na Fuertaventurze. Było to niesamowite. Tam drapieżniki wypuszczali w górach i przylatywały na pokaz, choć na początku lojalnie uprzedzali, że ptaki mogą nie mieć humoru, żeby się pokazać :) Lubię takich ludzi z pasją.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wierzę na słowo, Elso, i bardzo chciałabym to zobaczyć na własne oczy! Nie sądziłam, że ptaki drapieżne są takie fascynujące i piękne!

      Usuń
  3. Podobnie jak Elsa miałem przyjemność oglądać podobne pokazy na Kanarach. W Jungle Park na Teneryfie i Rancho Teksas na Lanzarote pokazy ptaków drapieżnych a w Loro Park na Teneryfie papugi(głównie). Jedne majestatyczne i groźne, inne szybkie, zwinne i jeszcze groźniejsze a papugi bajecznie kolorowe.
    Dlaczego tak "cicho" pod tym wpisem? Kiedy Połówek zaprezentował dwa członki, to zachwytom prawie końca nie było, a tu gość z wielkim ptakiem i raptem dwa komentarze. ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zielak! Witaj!

      Hahaha. Mnie nie pytaj, sama się nad tym zastanawiałam, bo wpis uważam za jeden z moich lepszych. Winę zaś zrzucam na Rose, która się "obija" ;) A skoro już wspomniałeś o tym wielkim ptaku, to robiliśmy sobie podobne, niewybredne żarty, bo Lothar wziął Połówka na środek sceny, gdzie publicznie trzymał "swojego" ptaka, a ludzie mu jeszcze brawo bili ;)

      Dla mnie to był pierwszy raz i zdecydowanie zapamiętam go na długo! Świetna sprawa!

      PS. Wyjazd się udał?

      Usuń
    2. Owszem, udał się. Podeślę parę fotek.

      Usuń
    3. Szczęściarz! Z góry dziękuję! :)

      Usuń
    4. http://murphysicecream.ie/flavours.html

      A propos smaków lodów. ;) Ciągle eksperymentują, więc jest nadzieja, że kiedyś będą śledzie i kapusta. ;)

      Usuń
    5. Haha, kto wie? Widzę, że mają już za sobą lody o smaku wędzonego łososia, a także sera pleśniowego z karmelizowaną szalotką, więc od tych o smaku kiszonej kapusty i solonego śledzia dzieli ich już tylko krok ;)

      Byłam u nich raz na lodach, ale już nie pamiętam, na co się zdecydowałam [raczej na coś nudnego i zachowawczego!]. Jedno jest pewne - na pewno nie wzięłabym do ust powyższych "przysmaków"! ;) Dla mnie szczytem ekstrawagancji i tak był ten irlandzki brązowy chleb, na który się skusiłeś! :)

      Usuń
  4. Sokole Oko

    o Jezu !! straszne. Wabi ptaki na nóżki martwych kurczaków ?? takie coś to nie dla mnie. Szanuję taką pracę ale jakby te zwierzęta leczył i pozwalał im wracać do natury ale tak to jednak ja tego nie pochwalam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No, ale te kurczaczki i tak są już martwe :( Gdyby używał ich jako żywej przynęty, sama pierwsza bym stamtąd wyszła. Uwierz.

      Usuń
    2. Sokole Oko ma sporo racji. Już pomijając, że są to małe kurczęta, to mógłby Lothar podawać surowe mięso w kawałkach a nie pisklęta w całości, podobnie jak to się robi w innych tego typu przybytkach. Z jednej strony to naturalne, a z drugiej na widowni siedzą też dzieci. Obrazki cokolwiek drastyczne. Choć może to w przyszłości zaowocować wegetarianizmem u "oglądaczy". Zbyt wielu ludzi nie kojarzy, że kotlet na talerzu czy kiełbasa na haku w sklepie to tak naprawdę martwe zwierzęta.

      Usuń
    3. Sokole Oko

      No ale przyznasz, że to straszne, że kury zostają a przyszłe koguty idą pod topór no i właśnie jak pisze Zielak te pisklaki wystające z dziobów z całości to jest straszny widok.

      Nie, ja tego nie pochwalam. Co innego ośrodki leczenia dzikich zwierząt które potem je wypuszczają na wolność a jak się nie nadają to zostają jako rezydenci. Coś takiego jednak do mnie nie przemawia :(((

      Usuń
    4. Moja Droga, może wyjdę tu na zimną sukę, ale nie, nie razi mnie widok martwego kurczaka w dziobie ptaka drapieżnego, bo w swoim życiu napatrzyłam się już na tyle przykładów okrucieństwa człowieka wobec zwierząt [nieudolne szlachtowanie świni, przeraźliwie piszczący królik, któremu oprawca nie potrafił skutecznie przetrącić rdzenia kręgowego, utopione w gnojówce kocięta, konie okaleczone przez pewnego sadystę, wygłodzone psy całe swoje życie spędzające na krótkim łańcuchu koło budy...], że drapieżnik zjadający pokarm nie jest dla mnie szokującym obrazkiem. Nie oczekuję, że Lothar będzie karmił swoje ptaki kurczakiem prosto ze sklepowej półki, bo w naturalnym środowisku nie tak się to odbywa. Co mnie bardziej boli i razi? Widok martwych pisklaków zaplątanych w sznurek, wieloryby i foki zaplątane w sieci rybackie, z żołądkami pełnymi plastiku, wypuszczanie balonów i chińskich lampionów przez niedoinformowanych ludzi, kłusownictwo i zabijanie afrykańskich zwierząt dla własnej fanaberii, masowa wycinka lasów tropikalnych i świadomie niszczenie siedlisk gatunków zagrożonych wyginięciem... Ale nie martwy kurczak, na którego to nie Lothar podpisał wyrok śmierci.

      Tak, to straszne, że ze względu na swoją płeć jedne osobniki giną, a inne przeżywają. Tu należałoby winić fermy kurczaków, nie Lothara. Tak zresztą wyglądają realia życia w rolnictwie - farmerzy zachowują samice ze względu na funkcje rozrodcze, samce lądują pod rzeźnickim nożem.

      Ale przecież on się tym wszystkim zajmuje - leczy, rehabilituje, wypuszcza na wolność. A do tego jeszcze robi co może, żeby zwiększyć populację zagrożonych gatunków. Pisałam przecież o tym w tekście i wspominałam o sępach himalajskich. Show to dla niego tylko przerywnik od trudnej i męczącej pracy w "szpitalu" i centrum rehabilitacyjnym.

      Dziękuję za komentarz, a za drastyczne zdjęcia przepraszam! W przyszłości wezmę Waszą wrażliwość pod uwagę, obiecuję!

      Usuń
    5. Sokole Oko

      Każdy po prostu ma inną wytrzymałość :) moja jest niestety na takie rzeczy słaba więc staram się jednak takich pokazów nie oglądać. Wszystkie takie rzeczy w necie blokuję bo nie jestem w stanie tego obejrzeć. Wiem, że to głupie bo mięso jadam i wiem skąd się bierze ale po prostu nie. Zdecydowanie wolę oglądać zwierzęta na wolności choć takich ścigających jedzenie to też bym wolała nie widzieć ;D

      Usuń
    6. Pewnie też - na szczęście - nie masz tak drastycznych przeżyć jak ja, przez co częściowo już się przyzwyczaiłam do takich scen. Co nie oznacza, że je lubię.

      Poza tym chciałam dodać, że Wy widzicie tutaj pokaz oglądanymi moimi oczami, a zatem z odpowiednimi zbliżeniami na niefortunne kurczaczki. Ludzie z dalszych rzędów mogli nie zwracać na nie aż takiej uwagi. Bo te nie było tak, że Lothar wychodził na środek, brał martwego kurczaczka i oznajmiał dostojnym głosem: "a teraz oderwę mu to czy tamto", to odbywało się dość szybko i dyskretnie, że tak powiem ;)

      Usuń
    7. Sokole Oko

      No właśnie pewnie gdybym miała kiedykolwiek do czynienia z wsią (wakacje u dziadków albo coś takiego) to bym oglądała takie różne sceny i byłabym pewnie odporniejsza. A tak w mieście jedzenie od razu jest martwe dziadek nie ubija kurki na rosół tylko już kupuję taką bezosobową kurę i dlatego nie mam odporności. Nie wiem jak bym zniosła jakbym sobie nazwała kurę Jadzia np. i sobie za nią goniła po podwórku a potem się dowiedziała, że właśnie jem kotleciki z Jadzi i zapijam rosołem. Jednak miastowe dzieci są nieprzystosowane :D

      Usuń
    8. I jedno i drugie nie jest dobre, wiesz? Bo ja np. z chęcią wymazałabym sporo scen z mojej pamięci, ale jednak nie mam takiej możliwości. Wtedy jakoś dorośli nie wydawali się przejmować psychiką dziecka i tym, czy takie brutalne sceny są dla niego odpowiednie. Ja bym w życiu nie dała przyzwolenia na to, by moje dziecko przyglądało się, jak zabija się zwierzę, a nie daj Boże, brało w tym udział! To jest w ogóle temat rzeka. Na dawnej wsi [i pewnie na tej współczesnej też...] było tyle praktyk, które budziły mój największy wstręt i opór... Jak można np. kazać zabić swojego psa, bo jest... już stary i schorowany. I pisząc "zabić" mam na myśli okrutnie zabić, nie dokonać eutanazji. Wziąć do lasu i zabić z zimną krwią. Czyste kurewstwo...

      To możesz sobie wyobrazić, co ja czułam, kiedy przywiązywałam się do moich królików, bawiłam z nimi - a nawet trzymałam w ramionach, rycząc, kiedy umierały z powodu choroby - a potem kazano mi pomagać w ich zabiciu... Do dziś pamiętam jasnoczerwoną krew na moich białych "adidasach".

      A propos kury i dziadka, to Połówek [mimo że miastowy] był swego czasu regularnym świadkiem tego, jak jego dziadek zabija kurę na niedzielny rosół. Tak mocno zapadło to w jego pamięć, że zaczął nagminnie rysować krwawe obrazki w szkole: dziadek z siekierką ociekającą krwią i te sprawy. Aż nauczycielka się zaniepokoiła i skontaktowała z rodzicami!

      Takich rzeczy się dzieciom nie robi! Po prostu. Dlatego ja bym swojemu nie pozwoliła. Ale popatrzeć na ptaki drapieżne zjadające pisklaka - tak, bo to nie jest krwawe i wstrząsające doświadczenie. Zresztą przez znakomitą większość pokazu nie były one widoczne.

      Usuń
  5. Zielaku, nie wiem, jak to się robi w innych placówkach tego typu, bo jestem pod tym względem laikiem. Lothar za to jest specjalistą w tym temacie, ufam, że wie, co robi.

    Nie uważam tego za drastyczny obrazek, choć naturalnie wolałabym, aby te kurczaczki szczęśliwie biegały sobie po łące za matką, niż leżały martwe.

    A dzisiejsze dzieci tak rzadko są uczulane na krzywdę zwierząt, że wspomniane sceny NIC im nie robią i nie sądzę, by miały destrukcyjny wpływ na ich psychikę. Nie zauważyłam, by którekolwiek z niesmakiem patrzyło na to, co się dzieje. Co więcej - sama widziałam i słyszałam, jak irlandzkie dzieci bardzo "przeżywają" krzywdę zwierząt, kiedy opowiadały mi, jaki to miały ubaw z krwi tryskającej jak fontanna(!) w czasie dokornizacji [obcinania rogów u bydła] przeprowadzanej przez ich tatę... Tego samego tatę, który przez kilkadziesiąt metrów brutalnie ciągnie owcę za ogon pod górkę, albo kopie ją, żeby załadować ją na przyczepę i zawieźć do ubojni. Welcome to rural Ireland, Zielaku.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cóż... z ogromną przykrością jestem zmuszony przyznać Ci rację. Wolałbym abyś jej nie miała i nasz Świat był nieco lepszym miejscem ale nie na wszystko mamy wpływ jako jednostki. I tutaj prześmiewczy nieco, ale jakże wymowny cytat:
      "- Nawet mięsożerność nie jest niczyją winą, skoro wynikła z toku ewolucji naturalnej! Wszelako różnice, dzielące tak zwanego człowieka od jego krewnych zwierzęcych, są niemal żadne! Podobnie, jak osobnik WYŻSZY nie może uważać, aby to dawało mu prawo pożerania wzrostem NIŻSZYCH, tak i obdarzony WYŻSZYM nieco umysłem nie może mordować ani pożerać NIŻSZYCH umysłowo, a jeśli już musi to czynić (okrzyki: “Nie musi! Niech je szpinak!) - jeżeli, powiadam, MUSI, za sprawą tragicznego obciążenia dziedzicznego, winien pochłaniać okrwawione ofiary w trwodze, po kryjomu, w norach swych i najciemniejszych zakątkach pieczar, targany wyrzutami sumienia, rozpaczą i nadzieją, że kiedyś uda mu się wyzwolić od brzemienia mordów tak nieustannych. Niestety, nie tak postępuje Ohydek Szalej! Bezcześci szczątki śmiertelne, dusząc je i kulgając, bawi się nimi, a dopiero potem wchłania na publicznych żerowiskach, wśród podskoków obnażonych samic swego gatunku, bo mu to wzmaga apetyt na zmarłych, konieczność zaś odmiany tak do całej Galaktyki o pomstę wołającego stanu rzeczy nawet mu nie przychodzi do półpłynnej głowy! Przeciwnie, potworzył sobie wyższe usprawiedliwienia, które, osadzone pomiędzy jego żołądkiem, tą kryptą cmentarną niezliczonych ofiar, a nieskończonością, upoważniają go do mordowania z podniesionym czołem. Tyle tylko, by nie zajmować czasu Wysokiemu Zgromadzeniu, o zajęciach i obyczajach tak zwanego człowieka rozumnego. Wśród jego przodków jeden zdawał się rokować niejakie nadzieje. Był to gatunek homo neanderthalensis. Warto się nim zainteresować. Podobny do człowieka współczesnego, miał większą od niego pojemność czaszki, a zatem i większy mózg, czyli rozum. Zbieracz grzybów, skłonny do medytacji, rozmiłowany w sztukach, łagodny, flegmatyczny, zasługiwałby bez wątpienia na to, aby jego członkostwo w tej wysokiej Organizacji było dziś rozpatrywane. Niestety, nie ma go wśród żywych. Czy nie zechciałby nam powiedzieć delegat Ziemi, którego tu mamy zaszczyt gościć, co się stało z jakże kulturalnym i sympatycznym neandertalczykiem? Milczy, a więc ja powiem za niego: został wygubiony do szczętu, starty z powierzchni Ziemi przez tak zwanego homo sapiens. Nie dość atoli było ohydy bratobójstwa, wzięli się tedy uczeni ziemscy do oczerniania zgładzonej ofiary, sobie, a nie jej - wielkomózgiej - przypisując wyższy rozum. I oto mamy wśród nas, ma tej czcigodnej sali, w tych wzniosłych murach, reprezentanta zwłokojadów, zmyślnego w poszukiwaniu zabójczej uciechy, pomysłowego architekta środków zagłady, budzącego wyglądem swoim zarazem śmiech i zgrozę, nad którą ledwo potrafimy zapanować, oto widzimy tam, na niepokalanej dotąd, białej ławie istotę, która nie posiada nawet odwagi konsekwentnego zbrodniarza, albowiem swoją śladami mordów znaczoną karierę bezustannie opatruje pięknem fałszywych imion, których straszne, prawdziwe znaczenie rozszyfrować potrafi każdy obiektywny badacz gwiazdowych ras. Tak, Wysoka Rado..."

      Usuń
    2. Ach, przez moment myślałam, że cytujesz mi Pratchetta, a to Lem! Dziękuję za kolejny ciekawy cytat, Zielaku, zdecydowanie wart pochylenia się nad nim! :)

      PS. Dopiero teraz zauważyłam, że popełniłam literówkę w poprzednim komentarzu. Chodziło mi oczywiście o "dekornizację".

      Usuń
    3. Brawo Taito! To przecież SF w najlepszym wydaniu a wiem, że nie przepadasz za tym gatunkiem. Skąd więc ta wiedza? A Pratchett też jest świetnym źródłem cytatów. Powinienem zapoznać się z jeszcze kilkoma jego dziełami.
      A kończąc już temat nieszczęsnych piskląt chciałem powiedzieć, że zdjęcia w powyższym wpisie są piękne tak jak i opis a wszelkie negatywne wypowiedzi z mej strony dotyczyły tematu ogólnie, nie tego posta konkretnie.
      W dokumentalnych filmach przyrodniczych też niejednokrotnie pojawiają się drastyczne sceny, a ludzie je oglądają więc nie kruszmy więcej kopii.

      Usuń
    4. Drogi Zielaku, chyba nie sądzisz, że bezbłędnie trafiłam i to bez oszukiwania? Nie widzisz, że pod swetrem ukryłam ściągę? ;) Google mi pomógł. Tak, jak wspomniałam - nie wiedzieć czemu pomyślałam o Pratchecie, chciałam więc sprawdzić, czy dobre skojarzenia mi się nasunęły, ale okazało się, że to stary, dobry i polski Lem! :)

      Czekałam cierpliwie na pochwałę zdjęć! ;)

      Nie żartuj, to nie były przecież żadne negatywne wypowiedzi :) Od razu widać, że nigdy nie stałeś koło prawdziwego trolla! :) Fajnie, że wyrażacie swoje prawdziwe odczucia i nie boicie się tego robić! :) "Narzekałeś", że cicho pod postem, a dzięki Wam wywiązała się interesująca dyskusja, więc... to ja dziękuję!

      Usuń
  6. Witam, witam i o zdrowie pytam:)

    Muszę powiedzieć, że ptaszyny, podobnie jak ryby i inne morskie stwory nie są moimi ulubionymi zwierzętami. Świetne jest przedłużanie istniejących czy zagrożonych gatunków, jednak smutno by mi było z powodu ptaków, które nie żyją na wolności. Z pewnością ciekawe miejsce!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No witaj, zgubo! :) Już myślałam, że nie dotrzesz! ;) Nowa praca chyba dała Ci porządnie w kość, co?

      Dobrze się czujesz? :) Jakaś taka oszczędna w słowa dzisiaj jesteś ;) Myślałam, że widok takich ptaków bardziej rozwiąże Ci język ;)

      Jak to?! Nie wierzę, że jesteś nieczuła na widok przeuroczych delfinów albo fok!

      Usuń
    2. Jednak póki co zawsze docieram!:D Nie tyle praca, co wstawanie w środku nocy:D

      Czuję się zmasakrowana tygodniem, a jutro skoro świt jadę w góry, więc ten tego...;)Czasami mogę być oszczędna w słowa, nie czepiaj się już tak, no:P Tak jak wspomniałam-ptaki są dla mnie dosyć obojętne. No chyba, że to są krzyczące mewy. Chociaż, czekaj, czekaj! Chciałabym zobaczyć puffina! O! To by było coś! Już bardziej od ptaków fascynują mnie motyle...

      Delfiny i foki lubię, ale całej obłej reszty nie:P

      Usuń
    3. A zatem udanego wyjazdu, którego troszkę Ci zazdroszczę! :) To już druga rzecz, której Ci zazdroszczę w tym tygodniu, zauważyłaś? :)

      O tak! Maskonury są absolutnie przepiękne i fantastyczne!

      Ech, rozczarowana jestem Twoją obojętną postawą ;)

      Usuń