piątek, 8 maja 2026

Dylematy i inne problemy pierwszego świata

Pokarało mnie.

Brr, zimno jak w psiarni! Sama nie wierzę, że to piszę, bo jeszcze do niedawna zdecydowanie nie uważałam się za zmarzlucha, ale w tym roku przeszłam samą siebie! Cały czas mi zimno! Czy ktoś jeszcze z Was tak ma, zwłaszcza tych, którzy zamieszkują Zieloną Wyspę, czy to ze mną coś nie tak?

Gdyby nie to, że włączenie ogrzewania wiążę się obecnie ze zbyt dużym wydatkiem kalorycznym (na który nie mogę sobie pozwolić) i zbyt skomplikowaną operacją polegającą na wpełznięciu przez małe drzwiczki pod schody (nie pytajcie, za długa historia, a ja ponadto nie znam się na technikaliach, by to przystępnie wytłumaczyć), to wczoraj złamałabym się i uruchomiła kaloryfery. Tak, dobrze przeczytaliście: włączyłabym grzejniki w drugim tygodniu maja! Mój termometr kuchenny nie pozostawiał złudzeń i pokazał, czarno na białym, siedemnaście stopni w tym pomieszczeniu, które i tak ma tendencję do bycia jednym z najcieplejszych w domu, co jest zasługą jego ekspozycji południowej.

Normalnie za wpełzanie pod schody i inne "alpinistyczne wyczyny" odpowiadał Połówek, ale zostałam chwilowo słomianą wdową, więc nie mogłam się nim wysłużyć. Kiedy w akcie desperacji byłam skłonna sama popełzać, usłyszałam przez telefon pełne obaw: "może jednak tego nie rób". Dla niewtajemniczonych – mam w domowym kręgu przydomek podkradziony Margaret Thatcher. Jestem dyskontową wersją Iron Lady. Z tym, że Margaret miała twardą rękę do rządów, a ja... do niszczenia i wyłamywania różnych rzeczy.

I tak się zastanawiam – skąd mi się wzięło to nieustanne uczucie zimna? To stary wiek? Choroba? Szwankująca tarczyca, czy może wreszcie karma mnie dopadła za te niegroźne podśmiechujki ze zmarzlaków, którym wiecznie było zimno i nawet w najcieplejszy dzień roku rozpalali ogień (true story)?

Zaczynam się martwić, bo ewidentnie w złym kierunku to zmierza – patrzę na swojego rozgogolonego "chłopa", paradującego przez całą zimę w t-shircie, i zamiast robić mi się gorąco na jego widok, robi mi się... jeszcze zimniej! W efekcie rzucam kocem w jego kierunku i jakimś niesprawiedliwie oskarżycielskim tekstem typu "weź się przykryj, bo aż mi się niedobrze robi".

Nie było oczywiście żadnego majowego grilla, ani turystycznego wypadu, bo choć końcówka kwietnia była dość obiecująca, mieliśmy przyjemne temperatury i dużo, dużo słońca, to jednak wszystko, co dobre szybko się kończy – szlag trafił ten nasz mały "żar tropików", i szybko zastąpił go pogodą dla koneserów.

A tu za winklem jeszcze widmo zimnych ogrodników! Ciekawa jestem, czy dotrą do Irlandii! Z powodu jakże mało wyjściowych temperatur nie chciało mi się też dłubać w ogródku. Pszczoły będą musiały mi wybaczyć – nie posadziłam jeszcze żadnych miododajnych kwiatów, i – o zgrozo! – nawet nie wiem, czy będę to robić w tym roku. Ale, kurczę, ogródek bez bzykania?! To nie ogródek!  Jakoś tak nie przystoi! Tym, co mają kosmate myśli, taktownie przypominam, że o pszczołach mówimy.

Kolejna rzecz, nad którą ostatnio usilnie dumam, to: zamknąć blog czy zostawić tak, jak jest? Żeby nakreślić tło, muszę dodać, że te powyższe myśli spowodowane są ogromnym ruchem na nim. Przez lata byłam niszową blogerką bardzo ceniącą sobie swoją prywatność. Nigdy nie dążyłam do bycia celebrytką i do wypromowania mojej strony tak, aby stała się najbardziej poczytną w sieci. Dla mnie to brzmi jak koszmar, nie spełnienie marzeń.

Tymczasem mój blog przeżywa prawdziwe oblężenie, a ja jako właścicielka tej "twierdzy" odczuwam naturalną chęć do obrony przed tym jakże niepożądanym zainteresowaniem, które w moich oczach ma złowrogie znamiona i nieznane motywy działania.

Ubiegły miesiąc wykręcił niemal 13 000 wyświetleń! Dla innych może to norma, dla mnie zdecydowanie NIE. Codziennie setki dziwnych i podejrzanych odwiedzin z całego świata! I kiedy mówię "całego świata" naprawdę mam na myśli CAŁY ŚWIAT! Jakoś nie wierzę, żebym miała stałych i oddanych czytelników w Singapurze, Wietnamie, Hongkongu, Wenezueli, Urugwaju, Uzbekistanie (!), Jordanii, Nikaragui (!), Libanie, Argentynie, Syrii, Bangladeszu, Pakistanie, Maroku, Kenii. Zmęczeni tą wyliczanką? To, co ja mam powiedzieć? Jeszcze długo mogą ją tak kontynuować, bo to nie wszystkie kraje pochodzenia moich niechcianych gości.

Czy ktoś mądrzejszy ode mnie wie, o co w tym chodzi? Bardzo prosiłabym o oświecenie.

I tu moje pytanie do innych autorów prowadzących otwarte blogi – czy Wy też się zmagacie z tym problemem? Trafiłam niedawno do pewnej blogerki i miała identyczny problem, a także identyczne odruchy, co ja. Z tym, że ja nie planuję kasować bloga, a jedynie uczynić go otwartym dla zaproszonych czytelników, co też zresztą już kiedyś uczyniłam (z podobnych powodów), wtedy jednak to zjawisko miało znacznie mniejszą skalę, a ja głupia myślałam, że WTEDY było źle. No nie. Teraz jest! Wtedy był pikuś!


55 komentarzy:

  1. Ajajaj

    Jesteśmy w tym obie, chociaż po innych stronach kontynentu. Byłam dziś na basenie i tak mi wszędzie wiało! A woda nawet w jacuzzi była dla mnie niedostatecznie ciepła! Gdy jechałam na basen na zewnątrz było 9 stopni.

    Tylko, że mi to zimno właściwie nie przeszkadza jeśli się ubiorę. Co innego jak muszę iść o szóstej rano na spacer jak dziś a leje tak niemiłosiernie, że aż przykro patrzeć.

    Każdy ma swoją życiową misję jak widać. Ty do niszczenia rzeczy, ja do robienia sobie krzywdy i tak to się ten świat kręci 😉

    Ogródek bez bzykanka made my day! Ja posadziłam póki co rukolę i szczypiorek. Dziś kupiłam nasiona bazylii, zobaczymy czy coś wyrośnie.

    Dopiero co się wszyscy ucieszyli Twoim powrotem a Ty już w twierdzy chcesz się chować? To chyba jest STAROŚĆ. Żeby nie było ja się już dawno schowałam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak woda w jacuzzi nie jest wystarczająco gorąca, to już jest grubo ;) Brr, aż mnie zmroziło, jak przeczytałam o tych dziewięciu stopniach. U mnie od 13-15 w ostatnich dniach, a i tak szczękam zębami! W nocy ma być pięć! Obłożę się gorącym kotem i może jakoś przetrwam ;)

      Ktoś musi psuć, by inny mógł naprawiać ;) A propos psucia, i bycia Iron Lady, dziś były sąsiad skosił mi trawę (a raczej chaszcze), bo tydzień temu zepsułam kosiarkę! Na swoje usprawiedliwienie mam, że to jakieś dziadostwo było, a nie kosiarka. Nawet części zamiennej nie można dokupić, bo już jej nie produkują!

      No właśnie przyzwyczaiłam się już do tego, że w tym ogródku zawsze słychać bzykanie i nawet to polubiłam ;)
      Trzymam kciuki, żeby Ci coś wyrosło (najlepiej te wspomniane roślinki, a nie na przykład nowy guz na głowie)

      No mam ochotę się zabarykadować, bo nie podoba mi się to, że mam codziennie setki dziwacznych wejść na bloga. Ktoś go kopiuje? Trenuje AI na nim? Próbuje zhakować? Bóg jeden wie, o co w tym chodzi. Jeden archiwalny post potrafi mieć po 50-60 odsłon codziennie. Inne też mają po tyle samo. To nie jest normalne.

      Usuń
    2. A może to było niewyspanie? Jak jestem niewyspana zawsze mi zimno! U nas ma być osiem, ale w mieszkaniu nie mamy aż tak zimno jak Ty na wietrznej wyspie.

      O to to 😉 To jak ja całe życie nie miałam nic złamanego a w ciągu roku miałam w gipsie i nogę i kciuka 😉
      Brzmi jak kosiarka vintage, już ją lubię!
      Czyli masz codzienne bzykanie w ogródku? Dobrze rozumiem? 🤭

      Mam nadzieję, że coś tam wyrośnie i nie zjedzą gąsienice.

      Faktycznie jest to dziwne. Ja miałam tak z instagramem, że pisali do mnie ludzie różnych narodowości, więc zastrzegłam profil. Podobnie zamroziłam profil na linkedinie.

      Usuń
    3. Wątpię, bo nie cierpię na bezsenność i śpię tyle, ile potrzebuję (czasami nawet spokojnie mogłabym spać krócej). Wyłączyliśmy ogrzewanie gdzieś pod koniec kwietnia, kiedy zrobiło się naprawdę ciepło i przyjemnie, i nie było sensu już z niego korzystać. Potem jednak przyszło ochłodzenie i najwidoczniej dom trochę się wyziębił, albo ja nie zaaklimatyzowałam się wystarczająco szybko do nowych temperatur :) Kiedy działało ogrzewanie, termometr w kuchni pokazywał jakieś 20 stopni, i to było OK.

      Czyli potwierdziła się stara prawda, że nieszczęścia chodzą parami! Oby to było Twoje ostatnie!
      Haha, kosiarka-jednorazówka raczej :) Vintage brzmi dumnie!
      Codziennie to nie, to już by była przesada ;) No i chłodniejszą porą roku bzykaczy nie uświadczysz ;) Ale latem, to raczej tak.
      Gąsienica też człowiek i jeść musi (tylko czemu nasze roślinki?) ;)

      Bardzo, bardzo dziwne. Tak, tam też pełno dziwnych typów, oszustów podszywających się pod atrakcyjne dziewczyny, i chętnych do "współprac". Musiałam zrobić prywatne konto, żeby się ode mnie odczepili, dopiero niedawno znów je odblokowałam. A na LinkedIn mnie nie ma, więc jeden problem z głowy ;)

      Usuń
    4. Zazdroszczę. Ja cierpię i to bardzo. Chodzę spać o 2-3 w nocy, wstaję o 6 i przypominam zombie.

      Mury się szybko wyziębiają. Ja jestem w tym wieku, że nie lubię jak mi zimno, więc kocham kaloryferki i marzę o kocu elektrycznym (zupełnie nie wiem dlaczego mi się skojarzyło z krzesłem elektrycznym). Oczywiście nie grzeję na full, ale tak minimalnie żeby jednak było lekkie ciepełko. No i kocyk. Kocyk nie pyta. Kocyk rozumie.

      Nawet mi nie mów o gąsienicach! Uwielbiam motyle, ale nigdy im nie wybaczę moich zjedzonych na balkonie słoneczników, które miały rozkwitnąć.

      Straszne jest to, że nikt tego niw kontroluje. Tyle razy zgłaszałam lewe profile w social mediach i nic.

      Usuń
    5. Dziewczyno, przecież Ty tak długo nie pociągniesz! Nic dziwnego, że mogłabyś wziąć udział w castingu do "The Walking Dead"! Zrób z tym coś jak najszybciej, bo to nie są żarty.

      To prawda – parę chłodniejszych dni i ten wspomniany termometr w kuchni pokazał... 15-16 stopni! Trzeba było włączyć ogrzewanie, żeby nie zamienić się w bryłkę lodu. Ponoć pod koniec miesiąca mają być oszałamiające 22 stopnie ;)

      A zatem życzę Ci, żebyś jak najszybciej trafiła pod ten koc elektryczny, broń Boże nie na krzesło! ;)

      RIP, słoneczniki!

      Usuń
    6. Tylko co? Leków nie chcę brać. Musiałabym się czymś porządnie zmęczyć, a i wtedy czasami mam tak, że nie potrafię zasnąć ze zmęczenia.

      U nas obecnie jest tak ciapkowato. Czasem słońce, czasem deszcz, a że kupiłam w tym roku nowe lampki na balkon to nie nadążam z myśleniem czy je zdjąć czy zostawić bo jak zamokną zrobią się brzydkie ;) Dzięki tym lampkom zyskałam miano wyłudzaczki z Ikei, ponieważ przyszły niekompletne, wyobrażasz to sobie? Kupiliśmy w sklepie i zamiast 24 lampioników było 19! Ktoś musiał w sklepie sobie otworzyć opakowanie i zabrać. Złożyłam reklamację, dostaliśmy kolejny zestaw, ale ten niekompletny też zawiesiliśmy na balkonie i teraz kpimy sobie, że nasz balkon ma iluminacje :D

      Amen!

      Usuń
  2. To zle, ze tyle osob czyta? :) mnie nie jest zimno, ja wole, jak jest chlodno. Nie kasuj bloga :) Dublinia

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie kasuję, tylko rozważam prywatnego bloga (do którego będą mieć dostęp chętni czytelnicy), żeby ukrócić te niepożądane wizyty z całego świata. To nie są żadni czytelnicy, to jakiś najazd botów.

      Usuń
    2. Dlatego jestem na WordPress, co prawda place troche za opcje bez reklam ale tam nie ma czegos takiego :)

      Usuń
    3. Ja nie przepadam za WordPressem, nie do końca się polubiliśmy, a wierz mi, próbowałam, bo kiedy Onet zamykał platformę dla blogujących, zaczęłam tworzyć nowego bloga właśnie tam. Zresztą do dziś istnieje, ale nie zadomowiłam się tam na tyle, by chcieć to ciągnąć.
      O widzisz, czyli Blogger.com jest w czymś lepszy, bo ja nic nie płacę za brak reklam. Celowo też ich tu nie umieszczam, żeby na tym zarabiać, bo jest taka opcja.
      A wracając do Twojego poprzedniego komentarza, to my zawsze miałyśmy podobnie, bo ja nie cierpię upałów i irlandzka pogoda nigdy specjalnie mi nie przeszkadzała. Wolałam, żeby było mi chłodniej niż za gorąco.
      Wielkie dzięki za zabranie głosu :)

      Usuń
  3. Wprawdzie mieszkam po drugiej stronie świata - Melbourne, Australia - ale ostatnio mieliśmy podobne huśtawki pogodowe - 3 tygodnie letniej pogody w kwietniu i zimne chłody w ostatnich dniach (na wysokości ponad 600 m deszcz zamieniał się w śnieg).
    Nie bardzo rozumiem dlaczego niepokoją Cię takie liczne odwiedziny na Twoim blogu. Jeśli tylko nie wpisują głupich komentarzy to co Ci szkodzi?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Witam w moich skromnych blogowych progach :) Od razu dziękuję za Twój komentarz – pierwszy chyba, bo nie przypominam sobie, bym miała wcześniej przyjemność gościć Cię tutaj :)

      Niepokoją mnie dlatego, że to nie jest coś normalnego, a ponieważ nie wiem, o co w tym chodzi, węszę podstęp i złe zamiary ;) Bloguję już prawie 20 lat i taki zwiększony ruch nigdy wcześniej się nie zdarzał. Kiedyś pisałam na Onecie i tam zdarzało się, że polecali mnie na stronie głównej platformy – wtedy był kosmiczny ruch na blogu i mnóstwo sfrustrowanych komentarzy, ale wszystko szybko wracało do normy. Na Blogger.com nie ma opcji polecania blogów, więc nie miałam nigdy aż takiego nagłego napływu gości. Ruch utrzymywał się raczej na stałym poziomie. Niektóre posty miały mniej wyświetleń, inne więcej (normalne), bywały okresy w roku, kiedy był spadek czytelników (nadal nic podejrzanego), ale to, co się dzieje teraz, jest dla mnie zupełnie niezrozumiałe. Nasuwa na myśl nalot botów. Nie mam nic przeciwko, by jakiś nowy czytelnik poczytał sobie archiwalne wpisy, jeśli to go ciekawi, ale teraz widać, że ktoś grzebie w całej kilkunastoletniej historii, a ten sam post jest wyświetlany po kilkadziesiąt razy dziennie. I mam też codziennie wejścia z różnych miejsc na świecie, ale w niemal takiej samej liczbie, co też jest dziwne, czyli (przykładowo): Hongkong: 148 wyświetleń, Singapur: 150, Bangladesz: 150, etc. Nie uwierzę, że nagle tego samego dnia weszło do mnie 150 czytelników z Singapuru i tyle samo z Bangladeszu.
      Wiem, że niektórzy czytelnicy mogą korzystać z VPN, co może fałszować kraj pochodzenia, sama czasami to robiłam, jak byłam z nią połączona, ale to raczej nie jest to. I stąd ta moja chęć uczynienia bloga prywatnym (przynajmniej na jakiś czas, żeby te boty odbiły się od ściany i poszły szukać szczęścia gdzie indziej ) ;)
      Mam nadzieję, że w miarę zrozumiale Ci to wytłumaczyłam :)
      Poza tym nie szukam uwagi, a niechciana atencja jest chyba gorsza niż jej brak.
      Dobrego dnia Ci życzę :)

      Usuń
    2. Ja też zauważam dziwnie wysoką ilość "odwiedzin" mojego blogu (choć nie tak wysoką jak u Ciebie).
      Inna sprawa, to u mnie jest dużo wejść na blog, nie tak dużo na indywidualne posty.
      Tłumaczę to działalnością SI - ona niezmordowanie szuka materiału do wykorzystania w jakichś swoich pracach.
      Pozdrawiam.

      Usuń
    3. Z tego, co już zdążyłam się zorientować, to jest to powszechne zjawisko także u innych blogerów. Wielu się ono nie podoba, tak samo jak mi.
      Nie znam się na tym, i specjalistką nie jestem (liczyłam, że wśród komentatorów znajdzie się ktoś mądrzejszy i wtajemniczony), ale też bym obstawiała coś z AI związanego.
      Miłego weekendu :)

      Usuń
  4. Ja mam przeciwnie - cały czas jest mi gorąco. I to trwa już ze trzy lata ❤️‍🔥🔥
    Też mam taki podejrzany ruch z całego świata na blogu. I też się zastanawiam, o co w tym chodzi. I też myślę, czy nie zamknąć bloga 😉

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Współczuję! Od moich starszych koleżanek słyszę o tych "mitycznych" falach gorąca. Jeszcze ich nie doświadczyłam, i mam nadzieję, że to się już nie zmieni, bo z dwojga złego chyba wolę ten chłód – zawsze mogę narzucić na siebie dodatkową warstwę.
      Jak miło, że rozumiesz mój dylemat :) Gdybyś zdecydowała się zamknąć bloga, to oczywiście wykazuję chęć dalszego czytania i poproszę o zaproszenie na taita@onet.eu Dziękuję za uwagę ;)

      Usuń
  5. Co jakiś czas u mnie tez wyświetla się olbrzymia liczba wyświetleń, ale myślę, że to zasługa także remontów na blogspocie czy jak to nazwać, ciągle cos zmieniają i raczej nie na lepsze. trzeba przetrwać!
    Zimno i ciepło, to uczucia względne, u mnie zależy to od wyspania, migreny, frontów pogodowych. Te same temperatury , gdy front znad Atlantyku wydają się znośniejsze! Poza tym u kobiet, te hormony ciągle cos psują, tez tak mam...menopauza do śmierci!!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U mnie tych zmian na blogu raczej nie widać, interfejs użytkownika taki sam od wielu lat, podstawowe funkcje, żadnych nowoczesnych i ładnych szablonów, etc. Może do mnie jeszcze nie dotarli z tymi remontami?
      Zgadza się – względne. Jedna osoba może się w tej samej temperaturze topić, a druga szczękać zębami :) Brak słońca ma duże znaczenie, bo czasami jest tylko 16 stopni, ale słonce tak intensywnie świeci, że odczuwalna jest znacznie wyższa (przetestowane wielokrotnie, bo mam słoneczny ogródek, i czasami wygrzewam się właśnie w 16 stopniach) :) A innym razem przy 17 i sporym zachmurzeniu jest zimno!
      Menopauza jeszcze mnie nie dopadła, ale to kwestia czasu ;)

      Usuń
  6. Taito, siostro moja! :) U nas tez ziab sakramencki nockami i porankami, MM nawet doniosl uprzejmie, ze pare dni temu odnotowano na Wyspach najzimniejszy dzien maja od ilus tam lat, piecdziesieciu czy cos :)) Nic wiec dziwnego, ze skoro masz w pokoju 17 st. to cie zaczyna trzasc! Mnie zaczyna trzasc dokladnie przy 18.5 stopnia, sprawdzalam. Doskonale wiem o czym mowisz z tym wlaczaniem ogrzewania, tez mielismy przez 15 lat taki system, tyle ze u nas pokretlo znajdowalo sie nie pod schodami a w mojej czesci garazu , zwanej utility room, do ktorego trzeba przejsc przez lodowata werande. I nieraz z zimna wolalam siedziec pod kocem niz pchac sie w te lodowate rewiry i podkrecac. W koncu zgodzilam sie na zalozenie termostatu, o ludzie, czemuz nie wczesniej? Dopiero od 3 lat mamy termostat. Kosztowalo to grosze, trwalo godzinke i teraz " pokretlo" mam w pokoju na polce. Bez zadnej wymiany bojlera. Mozna to zalozyc do kazdego. Nie dziw sie wiec, ze podkrecam temperature jak tylko czuje , ze mnie zaczyna telepac. Moj chlop robi dokladnie to co Twoj : siedzi na fotelu na pol rozebrany, gole stopy, goly brzuch i sarka, ze przeciez jest cieplo??? Jakie cieplo jak wyraznie widze, ze temp. spadla do 18 stopni, i mnie trzesie??? Termostat mozna sobie nastawic dowolnie na godziny i wybrana temperature, ale ze ja nie cierpie automatyzmu i wole indywidualizm, to po prostu wlaczam go tylko kiedy jest potrzeba. Na noc wylaczamy ogrzewanie jak wszyscy na Wyspach, rzecz w Polsce nie do pomyslenia😂 Polecam ci zalozenie termostatu, oplaci sie w dwojnasob : po pierwsze bedziesz go miala pod reka a nie pod schodami, a po drugie poprzez rownomierne ustawienie spadaja koszty ogrzewania. A po trzecie dom nigdy nie jest wyziebiony zima tylko trzyma minimalna temperature ( te ktora ustawicie). 🔥🔥🔥 A co do wejsc, to faktycznie moze to byc niepokojace, to pewnie rozmaite " boty" i roboty przeszukujace internet - ale zamkniecie bloga tylko dla wybrancow to bron obosieczna : wtedy juz nigdy nie wpadnie do Ciebie ktos nowy, ktos kto przypadkiem natrafil na ten blog, a moglby okazac sie bardzo wartosciowa i cenna dla niego osoba ... Sciskam mocno po zimnej nocce , ale juz wstaje nowy piekny cieply majowy dzien 🌺🌺🌺 Kitty

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A jeszcze dodam, ze termostat to takie malutkie biale pudeleczko , wielkosci malego telefonu , oczywiscie przenosne i mozna je sobie postawic gdzie sie chce. Tam gdzie Tobie wygodnie 😉 Kitty

      Usuń
    2. Hahaha :) Dzięki za poranną dawkę śmiechu, Kitty :) Nie zawodzisz :) Muszę Ci się do czegoś przyznać... to ja byłam kiedyś Twoim mężem :D Nawet nieco mi po nim zostało, bo choć nie biegam po domu w top cropach odsłaniających pępek, to skarpet często nie zakładam i mi ciepło ucieka przez stopy (ale mam pantofle) ;) Cierp ciało, jakżeś chciało :)
      Rozbawiły mnie też te Twoje "obserwacje i badania meteorologiczne" ;) Grunt to być świadomą swoich potrzeb kobietą, a o Tobie nie można inaczej powiedzieć, skoro masz to wszystko pięknie wyliczone i wiesz, że musi być przynajmniej 19 stopni dla Twojego komfortu :)
      U nas jakiś czas temu coś się popsuło, Połówek kiedyś mi to tłumaczył, ale moja blond głowa i tak nie zrozumiała, o co w tym wszystkim chodzi ;) A ponieważ to nie nasz dom, tylko wynajmowany, to naprawy leżą w gestii właścicielki, która "ostatnio" zaczęła się coś ociągać z nimi. Kiedyś działała ekspresowo. Ogrzewanie działa, ale żeby było uruchomione (i grzało w wyznaczonych godzinach) trzeba wejść pod schody, a to za dużo zachodu, bo... no powiedzmy, że Perfekcyjna Pani Domu miałaby spore zastrzeżenia do bajzlu, który "zrobił się" pod schodami (pudła, pudełka, wielkie torby kociej karmy, setki słoików na zbliżające się kiszenie ogórów...) Jak już tam wejdziesz i zrobisz, co masz zrobić, to działa perfekcyjnie, ale CODZIENNIE. Zawsze, kiedy grzeje się woda, grzeją też grzejniki. A ja nie chcę, żeby codziennie były włączone, bo jest wtedy za ciepło. Teraz jest więc wyłączone, jest ciepła woda, ale grzejniki są zimne. Termostat mamy, ale on jest bezużyteczny, jeśli wcześniej nie zaliczysz wizyty pod schodami i nie uruchomisz ogrzewania. Wcześnie działało to sprawnie, właśnie za pomocą termostatu i jednego przycisku na bojlerze.

      Wcale mnie nie dziwi ten najzimniejszy dzień maja! Ja to w ogóle mam wrażenie, że ten rok jest BARDZO zimny i poprzednie lata były znacznie cieplejsze. Ciekawa jest, jakie będzie lato, albo inaczej: czy w ogóle będzie? I w który dzień miesiąca wypadnie :D Sprawdziłam z ciekawości długoterminową prognozę i najbliższe dni to tylko marne 13-14 stopni (nawet jedna dwunastka się znalazła!), dopiero pod koniec miesiąca przewidują ocieplenie i oszałamiające 18 stopni :)

      Święta racja – nigdy ogrzewania na noc! Chyba bym się ugotowała. Ja często specjalnie wietrzę sypialnię na noc, żeby lepiej się spało, albo do późna czytam przy otwartym oknie, nawet jak pada deszcz (najlepiej!) :)

      W poście wspominałam właśnie o Oldze, którą mi poleciłaś. Opisała mój problem! Aż "miło" było poczytać, że ktoś tak dobrze oddał moje myśli. To zamknięcie raczej nie byłoby na zawsze, tylko pewnie na parę miesięcy, żeby roboty odbiły się od ściany :) Myślę jeszcze nad tym, bo tak jak piszesz, nie jest to idealne rozwiązanie. Ma też swoje wady.

      Serdeczne podziękowania za Twój komentarz :) U mnie też zapowiada się fajny i słoneczny dzień. Może nawet wypiorę pościel i wysuszę w ogródku.

      Usuń
    3. Hi hi Taito obserwacje mamy podobne, bo i warunki tez podobne, znaczy wyspiarskie :)) Wyobrazam sobie, ze sytuacja z tym boilerem jest pokrecona, tu nic nie jest proste :)) U nas na szczescie odkad mamy ten termostat w pokoju , ogrzewanie stalo sie mniej upierdliwe, choc trzeba pamietac, zeby je wylaczyc na noc. Jak czasem zapomne ( bo to sie stal jakby moj obowiazek, MM zaklucza dom :)) , to w srodku nocy zaczynamy sie gotowac :)) Ufff. Mozna by oczywiscie ustawic automat, ale to sie nie sprawdzilo. Przy naszym trybie zycia i pracy , raz w domu, raz w biurze, raz pozniej, raz wczesniej, a w wikendy jeszcze inaczej - automat nie ogarnia 😂 Ale pudeleczko stoi na wyciagniecie reki i nie trzeba lazic na tyly czy w inne zakamary :)) Cudnego, slonecznego wikendu wam zycze ☀️🌷☀️ Kitty

      Usuń
    4. Oj nie wszyscy na wyspach prezentują takie same spostrzeżenia, to my po prostu jesteśmy "bratnimi duszami", co mnie bardzo cieszy, bo natrafianie na ludzi, z którymi nadaje się na tych samych falach, jest jak znalezienie zagubionego członka plemienia (o którym się nawet nie wiedziało!) :)) Uwielbiam!
      Cieszę się, że ten mały wynalazek zrewolucjonizował Twoje życie – o to właśnie w nim chodzi, trzeba je sobie ułatwiać takimi gadżetami :) Tylko bardziej się pilnuj, żebyś którejś niepozornej nocy nie ugotowała się! Skoro nie ogarnia, to chyba za bardzo dajecie mu popalić ;)
      Nie wiem, jaka będzie niedziela, ale sobota jest faktycznie piękna, sucha i słoneczna – pranie powiewa mi w ogródku na wietrze, tak jak lubię :) No i prawie uwinęłam się ze sprzątaniem, jeszcze tylko szybkie odkurzanie, mycie podłóg i prasowanie ;)
      Ja również życzę Ci wystrzałowego weekendu :)

      Usuń
    5. Wikend jest nawet niezly w sensie pogody, duzo slonca, malo deszczu i nawet w sloneczku da sie posiedziec i powygrzewac lekko , ale spedzam go na szmacie i ze szmata w reku 💪W tym roku dom i obejscie nie bylo w ogole sprzatniete po zimie, z powodow ktore znasz, caly marzec i kwiecien mnie tu nie bylo , w ten wikend wypadly wiec " wiosenne porzadki", ale takie gruntowne, od podszewki , zakamary i wszelkie miejsca nietykane zima sa dzisiaj tykane , lacznie z awantura , bo jakze by nie. Wlasnie opadlam z sil i zbieram sie do rundy numer trzy :) a moze i cztery:) Poki co grzeje sie na sloncu, sacze malutki dram of whisky i patrze jak moj cudny rododenron szykuje sie do pelnego wybuchu gwiazdzistej rozowosci 🌺🌺🌺 , nade mna dzis niebo cudne, blekitne, ale ciemne chmury juz na horyzoncie ... Nie szkodzi, bo runda nr 4 bedzie pod dachem... cala moja zawalona weranda:) Ciesze sie, ze jestes Taito . Kitty 😘

      Usuń
    6. Specjalnie napisalam whisky a nie whiskey, bo szkocka sacze :) 🥃 Kitty

      Usuń
    7. Wygląda na to, że miałyśmy taką samą pogodę, tylko Ty zdecydowanie bardziej pracowity weekend niż ja. Mam nadzieję, że wyszłaś cało z tego starcia i teraz możesz spokojnie zasiąść w wygodnym fotelu, ze szklaneczką dobrej szkockiej whisky, i z podziwem patrzeć na owoce swojej ciężkiej pracy :)
      Powiem Ci, że i mnie od dłuższego czasu chodzi po głowie myśl o porządnych wiosennych porządkach (sprzątanie szafek kuchennych, czystki w szafach...), ale chyba jeszcze nie jestem na nie mentalnie gotowa ;)
      Zazdroszczę tego różowego rododendrona – uwielbiam te piękne krzewy!
      Dziękuję pięknie za Twoje miłe słowa i... to samo mogę powiedzieć o Tobie :)

      Usuń
  7. Lubię Twój styl pisania. Masz świetne poczucie humoru :)
    Co do odczuwania zimna - mam odwrotnie. KIedyś byłam zmarźlakiem, takim że przy byle niepogodzie trzęsłam się jak osika i szczękałam zębami. Od paru lat mi to przeszło.

    Jeśli zdecydujesz się na udostępnienie bloga tylko dla zaproszonych użytkowników, to proszę o zaproszenie :)
    Serdeczne pozdrowionka :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ogromnie Ci dziękuję za te przemiłe słowa! :) Sprawiłaś mi nimi dużo przyjemności. A jeszcze bardziej cieszę się, że wykryłaś w tekście nutkę humoru i że nie odebrałaś wszystkiego śmiertelnie poważnie. Boję się ludzi, którzy nie mają dystansu, poczucia humoru i we wszystkim doszukują się drugiego dna/dziury w całym!
      A to ciekawe, przeważnie bywa odwrotnie! Jeszcze nie spotkałam się z takim przypadkiem jak Twój :)
      Będę o Tobie pamiętać!

      Usuń
  8. Aż sprawdziłam tę statystykę u siebie na blogu, bo nie robiłam tego od dawna, odkąd znikła mi lista panstw.
    Rzeczywiście było po kilkaset wejść codziennie, ale wyszczególnienie na posty pojawiło takie jak zwykle, czyli kilkanaście do 30. Nie chce mi się nad tym zastanawiać.
    U mnie też zimno, to włączam przenośne elektryczne kaloryfery, lub zapalę w kominku, bo mam pełno cienkich patyków na rozpałkę. Robiliśmy porządek na ogrodzie.
    Wychodzę na taras i robię przysiady albo macham rękami jak cepem dla rozgrzewki. albo biegam krótkie dystanse 😃
    jutro moja wnuczka ma komunię, ale ja zostałam z mężem. W świętokrzyskim ma być 19 stopni i słonecznie, to może im się uda impreza, bo jest w domu i w ogrodzie.
    pozdrówka.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To lista państw może zniknąć? O kurczę, nawet nie wiedziałam, że takie rzeczy się dzieją!
      Nie dziwię Cię się, że nie chce Ci się nad tym zastanawiać, masz ważniejsze rzeczy na głowie.
      Tak, ponoć ta dzisiejsza niedziela ma być ładna i słoneczna, nie tylko w województwie świętokrzyskim, co na pewno będzie pomocne w przypadku Pierwszej Komunii Świętej, na którą właśnie pojechał Połówek.
      Ćwiczenia skutecznie rozgrzewają – to prawda!
      Miłej niedzieli, Alicjo! :)

      Usuń
  9. U mnie też zimno i mnie zimno, a niby wolę zimno, ale nie teraz. Mam też tak że jak jestem niewyspana to mi zimno, łapie też za termometr żeby sobie zmierzyć temperaturę czy nie mam gorączki i niestety często mam takie stany podgorączkowe, których bardzo nie lubię, bo i nie wiadomo dlaczego je mam. Na szczęście z ogrzewaniem domu mam łatwo, tylko naciskam guziczek. Tylko że ja nie lubię sztucznego ogrzewania, zamkniętych okien, takie tam. Niestety wiem że muszę się grzać, bo w moim wieku chyba łatwo można się wychłodzić na amen.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chyba wiem, o czym piszesz – zamknięte okna i ogrzewanie podkręcone na maksimum, to najlepsza recepta na zaduch, a tego właśnie nie cierpię. Ja nawet zimą wietrzę dom, bo uwielbiam świeże powietrze. Jest świeży, słoneczny poranek i mam wszystkie okna na piętrze otwarte na przestrzał. Chyba jestem dziwakiem, bo zauważyłam, że mało kto z sąsiadów wietrzy dom w ten sposób ;)

      Z tego samego powodu bardzo rzadko korzystam z suszarki bębnowej – najchętniej rozwieszam pranie w ogródku, a wiatr i słońce robią resztę :)
      Masz rację, jesteś niestety w takim stanie, że musisz na siebie dmuchać i chuchać, bo łatwo o wychłodzenie i inne nieprzyjemności :(
      Pewnie niewiele to pomoże, ale wysyłam Ci gorące pozdrowienia i moc serdecznych uścisków. Trzymaj się tam ciepło i zdrowo, Tereso. Mam nadzieję, że masz jakąś ciekawą lekturę Connelly'ego pod ręka i że w ogóle masz jeszcze chęci do obcowania z dobrą książką :)

      Usuń
  10. No kochana, ale Ci się trafiła kumulacja;-) Zastanawiam się co gorsze..? Czy ta zatrważająco niska temperatura i walka o przetrwanie w majowe 17 stopni, czy inwazja 'czytelników' i oblężenie bloga przez pół świata;-)))
    Co do bloga–mam to samo, nie ma jeszcze połowy miesiąca, a ja mam już 2 razy tyle wejść, co w przeciętny miesiąc. To pewnie boty i spamerskie wejścia, które ostatnio zalewają sieć. Nie dajmy się więc zwariować tym liczbom i nie zamykajmy blogów, bo szkoda nerwów na pilnowanie twierdzy przed automatami.
    Znowu z radością odnotowuję, że mamy coś wspólnego, bo ja też jestem taką trochę Iron Lady za sprawą dwóch tytanowych śruɓ w prawym udzie;-)
    Zimno-ciepło, ciepło-gorąco... Kiedyś byłam STRASZNYM zmarzluchem, teraz to się zmieniło przez menopauzę, ale głównie przez chorobę i leczenie więc pozwolisz, że nie będę się o tym rozpisywała;-)
    Trzymaj się ciepło (dosłownie!) i źyczę Ci, żeby zimni ogrodnicy w tym roku ominęli Irlandię:-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z przykrością donoszę, że zimni ogrodnicy okazali się ekspertami w nawigacji i bezbłędnie trafili pod mój adres! A taką miałam nadzieję, że GPS wyprowadzi ich w maliny i wylądują na sąsiedniej wyspie ;) Temperatura spadła do jedenastu stopni i, rad nierad, trzeba było ratować się włączonym ogrzewaniem, bo termometr w kuchni pokazywał jedynie... 15-16 stopni! Brr!
      Ale za Twoje ciepłe pozdrowienia serdecznie dziękuję i odwdzięczam się tym samym :)

      Usuń
  11. Jestem okropnym zmarźluchem, więc chyba lepiej nie będę się przyznawać, że niekiedy latem, kiedy na Majorce wieczorem temperatura spada do 24 stopni, jest mi zimno. Myślę jednak, że to kwestia dużej różnicy temperatur w ciągi dnia i w nocy. Co do niechcianego ruchu na blogu, to trudno mi w tej kwestii cokolwiek Ci doradzić. Jeśli te wizyty wiążą się z niechcianymi komentarzami, może rozwiązaniem będzie włączenie moderacji komenatrzy?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, zdecydowanie ma to związek z tymi gwałtownymi spadkami temperatury, stąd ten szok termiczny ;)
      Z niechcianymi i spamerskimi komentarzami na szczęście nie mam problemu. Gdyby się pojawiły, to faktycznie rozważyłabym moderację, bo nie lubię, gdy ktoś zaśmieca mi bloga.
      Słonecznych dni i cieplutkich wieczorów Ci życzę :)

      Usuń
  12. Mnie jest zaś wiecznie ciepło i uwierz, nie jest to fajne. Wiecznie mi za duszno, za ciepło, zastanawiam się,  czy ja misiem polarnym kiedyś nie byłam i dla mnie polska to tropiki normalnie...to jest do zastanowienia. hehe A ja tak nie trawię się pocić i wolę zimno, a tu wiecznie ciepło miiiiiiii.... Oczywiście są wyjątki, ale to tak ogólnie.
    Ty rozwalasz, a ja jestem ciamajdą stulecia, praktycznie codziennie w coś się walnę, nie ma dnia beż boom.
    No, a co do bloga. Oczywiście, że zostajesz, proszę mnie tu nie denerwować w świecie jakże rozwalonym. Proszę sławą się nie przejmować. Dla uspokojenia napiszę, że miałam widzów w ostatnim miesiącu jakoś 27 tysięcy i też nabijałam się, że sławna się zrobiłam, a marzeniem moim to też nie jest. Dziwne kraje, nie wiem, skąd to wszystko się wzięło. Teraz dla przykładu mam ponad 3 tysiące, specjalnie dla Ciebie sprawdziłam. Nie wiem, jak będzie po publikacji posta, choć będzie tak zimowy, że dużo się nie spodziewam. :D Zostajesz tu, bo czy Ty wiesz, jaką radością jesteś dla innych? Mogę jeszcze zaakceptować blog prywatny, ale być tu musisz. :)))))))))))))))))
    Będę wspierać w sławie, i słowami ocieplać, ale bądz tu światełko moje. <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wierzę, wierzę, bo zawsze byłam tą osobą, która dziwiła się, że innym jest zimno – przebywaliśmy wszyscy w tym samym pokoju i mnie autentycznie było wystarczająco ciepło, a wizja włączenia ogrzewania była przerażająca ;) To się niestety trochę zmieniło i nie bardzo wiem, z czym to związane. Obawiam się, że z wiekiem. Zawsze byłam "gorącą dziewczyną", a teraz robię się zimną matroną ;)

      Hehe :) Już dobrze, dobrze, nie będę więcej o tym wspominać, żeby niepotrzebnie nie podnosić Ci ciśnienia i nie narażać na kolejne uderzenia gorąca ;) O wow, 27 tysięcy – nieźle! Toż to prawdziwe oblężenie! U mnie ten dziwny ruch jest głównie w archiwalnych postach. Różne wpisy z dawnej przeszłości mają niemal identyczną liczbę wyświetleń, np. w przeciągu tygodnia były wyświetlone po 27 razy.
      Wielkie dzięki za Twój komentarz i tonę pozytywnych słów! Trzymaj się tam, hmm... chłodno ;)

      Usuń
  13. Pogoda dla koneserów - sie uchachałam. Ja najwyraźnie do nich nie należę, bo nie protestowałam, kiedy Malżonek podkręcił termostat na 21 stopni któregoś dnia, ale to właśnie jemu jest ostatnio zimno cały czas i co wieczór zamyka okno, gdy ja wolę spać przy otwartym, bo mi teraz wieczorami strasznie gorąco (cholerna sztuczna menopauza). W dzień już nie jest mi za gorąco i często siedzę pod kocem w takie ponure dni. Na weekend nadają u nas i 28 stopni. Czekam na to.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jesteś już którąś z rzędu osobą, która wspomina o tych napadach gorąca przy menopauzie – zaczynam się bać, choć mam tę naiwną nadzieję, że może jakimś cudem mnie to ominie :)
      Też bardzo lubię spać przy otwartym oknie, tylko kiedy śpię w sypialni od ulicy, to mam schizy, że ktoś mi w nocy przez to okno wlezie do środka (ewidentnie za dużo horrorów się naoglądałam).
      O pani, koc to życie! Uwielbiam! I dożywotnio jest dozgonnie wdzięczna temu, kto go wynalazł :)
      W Irlandii wreszcie lato! Od samego rana słońce, wysuszyłam pranie w ogródku, a prawdziwe upały mają właśnie być w poniedziałek i wtorek – 27 stopni!

      Usuń
  14. Mnie raczej zawsze było zbyt ciepło, kaloryferów przez ostatnie lata prawie wcale nie włączałam, a w sypialni i kuchni nigdy, w saloniku raz na jakiś czas, aby mury nie przemarzły. W tym roku kilkanaście razy włączyłam kaloryfery a niemal codziennie używałam termoforu z gorącą wodą, bo stopy miałam jak kawałki lodu. Zaczęłam nawet po raz pierwszy w życiu się zastanawiać, czy tak się objawia ocieplenie klimatu - niskimi temperaturami :)
    Co do statystyk to nie pomogę, bo rzadko na nie zaglądam, ale kiedyś jak jeszcze patrzyłam czasami tak się działo, a to jakieś słowo, zdanie, a to zdjęcie wzbudziło zainteresowanie. Ja bym się tym nie przejmowała, no chyba, że zaczniesz otrzymywać dziwne, czy hejterskie komentarze, ale zawsze można włączyć moderowanie (czyli zatwierdzanie, piszę, bo mnie się na początku wydawało, że to oznacza jaką ingerencję w treść :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O to, to! Czyli po prostu zimny maj. Parę osób z Polski wspominało mi właśnie o tym, że i u nich ogrzewanie jeszcze hulało w maju. My zazwyczaj wyłączaliśmy je gdzieś w marcu, najpóźniej w kwietniu, a w tym roku ogrzewaliśmy dom jeszcze parę dni temu. Teraz na szczęście przyszła fala ciepła i wszystko wskazuje na to, że będzie pierwsza fala upałów ;)
      Termofor to wspaniały wynalazek, też lubię z niego korzysta, szczególnie w mroźne wieczory.
      Ja też rzadko zaglądałam do statystyk, aby szczegółowo je analizować, ale kiedy zabieram się za pisanie nowego posta, to niejako liczby same rzucają się w oko, a że są nadprogramowo wysokie, to tym bardziej mnie to zaciekawiło.
      Dobrego weekendu życzę :)

      Usuń
  15. Witaj w świecie zmarzluchów :) Mi jest ciągle zimno, może dlatego tak bardzo kocham lato, słońce i upały, Wtedy czuję się jak ryba w wodzie. I u mnie to jest fakt... w tym roku podgrzewaliśmy jeszcze w maju, nie pamiętam takiego ruchu w poprzednich latach. Mój mąż też biega w krótkich rękawkach, a ja ciągle zakutana w jakieś swetry, a letnie sukienki wiszą w szafie i się marnują :) Może masz jakieś kłopoty z krążeniem? Oby nie!
    Co do statystyk i ruchu na blogu nie pomogę, bo kompletnie nie zwracam na to uwagi, a jeśli chodzi o komentarze, to jakieś dziwne, nowe się u mnie nie pojawiają, więc myślę, że odwiedzające mnie osoby, to wciąż te same persony :) Ale może się mylę, nie wiem...
    Dużo ciepłych myśli Ci przesyłam, niech Cię ogrzeją! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Haha, jestem tutaj nowa i jeszcze nie do końca się odnajduję w tym nowym świecie zmarzluchów ;) Czyli ewidentnie jest coś na rzeczy, bo jesteś kolejną osobą z Polski, która musiała ogrzewać dom w maju. Słyszałam jednak, że i do Was zawitała już lepsza pogoda :)
      Dziękuję za komentarz i te ciepłe myśli – dotarły, bo temperatura powietrza znacznie wzrosła ;)

      Usuń
  16. zmarzluchem jestem od zawsze już przywykłam, że ludzie sie rozbierają a ja zawsze mam gdzieś pod reką sweterek. Nawet w upały go noszę bo 30 stopni na dworze a w autobusach klima tak nastawiona że po 10 minutach mam sople z nosa i musze sweter zakładać.

    Sezon grzewczy u mnie nadal w pełni co nie dziwi. Zwykle grzeją jeszcze w maju. Właśnie dostałam maila ze spółdzielni że kończą grzanie 25 maja.

    Ogrodnicy nam przynieśli zimne 1,5 tygodnia nadal chodziłam w puchówce. Ale teraz jest wreszcie poprawa.

    Co do bloga z wiadomych powodów nie mam pojęcia co sie dzieje i nie doradzę :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kto nosi, ten nie prosi ;) Warto mieć go pod ręką, bo nigdy nie wiadomo, kiedy może się przydać :)

      To jakaś ogólnokrajowa inicjatywa, bo u naszych bliskich w Polsce (mieszkających w blokach) też powiadamiali o wyłączeniu ogrzewania.
      U nas też poprawa, dziś było słonecznie i ciepło, a będzie jeszcze cieplej. Rychło w czas, jak by nie patrzeć, już prawie czerwiec i połowa roku! (kiedy to zleciało?!)

      Usuń
    2. Taito, mysmy grzali w tym roku do 20-tego maja! Ziab sakramencki nie odpuszczal, a jak wreszcie przyszlo troche ciepla, to od razu w mediach spiewka " najgoretszy dzien w roku" i bicie na alaram jak to planeta plonie. szczegolnie w Hiszpanii , bo " az 30 stopni" . A jaki ma byc po polrocznym zimnie ??? 😂😂😂Kitty

      Usuń
    3. Kitty, ja się tu gotuję żywcem, bo to już kolejny dzień upałów, wczoraj i dzisiaj 28 stopni! Nawet nie chce mi się siedzieć przy komputerze, bo on też dodatkowo emituje ciepło! Wybacz więc późną odpowiedz, unikam go jak diabeł wody święconej.
      Dzień bez propagandy to dzień stracony ;) Trzydzieści stopni w Hiszpanii o tej porze roku to nie przelewki! :D

      Usuń
  17. Swego czasu na moim blogu podróżniczym zaczęło pojawiać się dużo komentarzy-spamów i dlatego musiałem wprowadzić moderacje. Obecnie otrzymuję je sporadycznie, ale w razie czego moderację pozostawiłem, nie chce udostępniać mojej platformy spamerom nawet na krótki czas. Nigdy też nie zauważyłem, aby nagle liczba wizyt się zwiększyła. Myślę, że ktoś bardziej obeznany z komputerami i Internetem szybko wytłumaczyłby ten fenomen.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Witam w moim blogowym światku, Jack, i od razu dziękuję za wizytę :) W pięknym zakątku świata mieszkasz – chciałabym kiedyś odwiedzić Kanadę, marzy mi się między innymi Nowa Fundlandia. W wolnej chwili postaram się bliżej zapoznać z Twoją twórczością.
      Na szczęście nie mam problemu z niepożądanymi i masowymi komentarzami, tylko te dziwne wizyty...
      Liczyłam na to, że ktoś z czytelników będzie wiedział, o co chodzi, ale w zasadzie nie dowiedziałam się niczego nowego.
      Pozdrawiam z upalnej Zielonej Wyspy (tak, tak, u nas też zdarzają się fale upałów) ;)

      Usuń
  18. Taito, witaj w klubie, ale nie nazwałabym Cię zmarźluchem, bo z godnością zniosłaś w domu zaledwie 17 stopni! Gdy u nas temperatura zjechała w maju do 19, to już urządzałam dramę i mąż włączał ogrzewanie. Mam nadzieję, że po zimnych ogrodnikach, dotarło do Was ciepło. U nas już weekend zrobił się niemal upalny, więc dla mnie bomba, bo kocham ten stan :-)
    Co do statystyk na blogu, zupełnie się na tym nie znam, bo u mnie są zmienne. Jednak odkąd założyłam bloga, to miewam gości z najodleglejszych zakątków świata. Nie budzi to moich podejrzeń, ponieważ sporo przestrzeni poświęcam podróżom. Mogę więc tylko snuć domysły, że jakieś boty, roboty lub AI przeczesują Twoje treści. Cokolwiek zdecydujesz Kochana to proszę pamiętaj, że ja chcę tu pozostać i czytać Twoje teksty pełne fantastycznego humoru!
    Uściski i do usłyszenia...
    Anita

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Haha, czy z godnością? Tu można by było ostro polemizować ;) Ale umówmy się, że tak właśnie było, Anitko, było w tym dużo gracji i godności ;)) Wygląda na to, że człowiek to taka istota, której nigdy nie można dogodzić, bo w poście narzekałam na zimnicę, to teraz mam żar tropików – chłodzę stopy w lodowatej wodzie i biorę po kilka chłodnych pryszniców dziennie, żeby się nie roztopić! I tak źle, i tak niedobrze! ;) Niestety nie mogę pójść za Twoim śladem i powiedzieć, że kocham upał. Nie znosimy się, ale kto wie, może i to mi się kiedyś odmieni?
      Pozdrawiam Cię serdecznie i dziękuję za Twój obszerny i ciekawy komentarz :)

      Usuń
  19. Nie dałam rady doczytac do konca, bardzo mi smutno :( Dublinia

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ten komentarz powinien znaleźć się pod wpisem "Pusty transporter" ;)
      Wybacz, że Cię zasmuciłam. Przykra sprawa dla kociarzy. W ogóle to tamta historia miała niespodziewany ciąg dalszy, może kiedyś to opiszę jeszcze.

      Usuń

Be real. Be yourself. No AI-generated comments, please!
Nie czytam blogów tworzonych przez sztuczną inteligencję, a komentarze przez nią wygenerowane usuwam.