Dopadło mnie! Mają ją wielcy pisarze tego świata, mają też niszowi polscy blogerzy. Mowa o czymś, co ładnie nazywa się "writer's block", blokadą pisarską, lub brakiem weny twórczej, jednak "zatwardzenie intelektualne" zdecydowanie lepiej oddaje to, przez co przechodzę. Niby wiem, co napisać, mam dwa posty w głowie, niby chcę się ich z tej głowy pozbyć, próbuję, ale nie mogę. No nie wychodzą i już! Wybaczcie to ekspresyjne porównanie!
Zatem, w oczekiwaniu na lepszy czas, publikuję ten wpis, który napisałam już parę miesięcy temu na gorąco, po przeczytaniu poniższych książek. Nie opisuję dokładnie fabuły, bo sama nie lubię, kiedy inni to robią, sygnalizuję jedynie, że coś takiego jest/pojawiło się w literackim świecie, a nuż kogoś zainteresuje któraś z przedstawionych tu książek?
Nie chcę zapeszać, ale mój czytelniczy rok zapowiada się całkiem obiecująco. Póki co zdominowany jest przez kobiety, zupełnie przypadkowo i nie ma w tym żadnej dyskryminacji, aczkolwiek tematyka niekoniecznie jest tylko i wyłącznie kobieca.
O Colleen Hoover nie będę się rozpisywać. Nadal ją lubię, jej książki mają świetne przekłady na polski, jednak jej twórczość niekiedy delikatnie ociera się o tandetę. Mam tu na myśli konkretne fragmenty jej powieści.
I tym oto sposobem "Verity" mocno mnie zawiodła. Dość wulgarny język, historia szyta grubymi nićmi, nie taką Colleen polubiłam. Cieszę się, że nie było to moje pierwsze przeczytane "dzieło" Amerykanki. "Nagie serce" dużo bardziej mi się podobały, ale też utrzymane były w typowym stylu dla tej autorki.
Za to "Wild Atlantic Anthology", autorstwa Mary Heeran White (Irlandki z hrabstwa Clare), miło mnie zaskoczyła.
Akurat byłam w tym dziwnym stanie, w jaki czasami wchodzę po przeczytaniu bardzo dobrej lektury ‒ niby miałam rozgrzebane dwie inne, ale to jednak nie było "to". Czasami sobie myślę, że pustkę, jaką pozostawia po sobie świetna lektura można porównać do narkotykowego głodu. Koniecznie chce się go jak najszybciej zagłuszyć.
Książkę wybrałam w bibliotece na chybił- trafił. Zaintrygowała mnie tematyka, jak i sama okładka: dziki Atlantyk w tytule, irlandzkie wybrzeże, latarnie morskie i statek. Co mogłoby pójść nie tak? Bez większych oczekiwań zaczęłam ją czytać późnym i zimnym wieczorem. To tylko 9 opowiadań, niecałe 160 stron. Po drugim z nich wiedziałam już, że tak szybko jej nie odłożę. Takie myślenie to spory sukces w moim przypadku, bo od opowiadań zdecydowanie wolę porządną powieść.
Obcowanie z nią było nie tylko pożywną strawą dla umysłu, ale też fajnym sensorycznym doświadczeniem. Nie ma "śliskiej", zimnej okładki, ani szorstkiego papieru ‒ jest miękka i przyjemna w dotyku. Tak, wymacałam ją bardziej, niż to było konieczne. Przyznaję bez bicia.
Szkoda, że "Wild Atlantic Anthology" nie jest bardziej obszerna. Na oprawce widnieje napis "volume 1" (pierwsza część"), zdecydowanie czuję się zachęcona do sięgnięcia po drugi tom!
"Antartica" Claire Keegan jest ‒ podobnie jak pozycja wyżej ‒ zbiorem opowiadań, nieco tylko bardziej obszernym (210 stron). To było moje pierwsze spotkanie z tą popularną irlandzką autorką. Przysiadłam na sofie, bo pilnowałam obiadu w piekarniku i pomyślałam, że zamiast siedzieć na niej bezczynnie "przeczytam stronę albo dwie". Ostatecznie skończyło się na 10, bo tyle liczyło otwierające książkę, tytułowe opowiadanie "Antartica". Ożeż! Ale mnie wciągnęło! Omal nie spaliłam obiadu!
Kolejne były mniej lub bardziej absorbujące, czasami dość szokujące, niemniej po tym inicjującym spotkaniu czuję, że rudowłosa Irlandka musi częściej u mnie gościć. Nieprzereklamowany hype, słusznie nagradzana. Zdecydowanie ma kobieta talent! A ja mam ochotę na więcej.
Na koniec wspomnę o rodzynku w tym doborowym, kobiecym towarzystwie. Po przejściu na policyjną emeryturę John Sweetman, ekspert daktyloskopijny, opublikował "Identity", którą pochłonęłam w błyskawicznym tempie i z ogromnym apetytem. "Słodka" lektura, palce lizać, jeżeli w ogóle można tak powiedzieć o dziele literackim. Bardzo lubię tematykę kryminalistyki, zwłaszcza jeśli dotyczy ona Irlandii, musiałam więc sięgnąć po tę książkę. Czytałam już trochę książek byłych detektywów/policjantów, ta zdecydowanie jest jedną z lepszych w tej dziedzinie. Okładka nie kłamie ‒ to naprawdę była fascynująca lektura!












