środa, 27 marca 2013

Literacka podróż po Irlandii Północnej (3) - Duchy Belfastu

Literacki tryptyk poświęcony Irlandii Północnej zamykają Duchy Belfastu Stuarta Neville’a, które znalazłam pod choinką minionego Bożego Narodzenia. Ta ostatnia pozycja różni się od swych poprzedniczek chociażby tym, że doczekała się tłumaczenia na język polski.

Autor musiał się najeść chleba z niejednego pieca, zanim ostatecznie odniósł sukces na polu literackim. Neville próbował swoich sił jako piekarz, nauczyciel, muzyk, statysta, sprzedawca, a także sobowtór pewnego komika. Zdaje się, że były to jednak zawody ‘szyte nie na jego miarę’, bo żaden z nich nie przyniósł mu sławy tak wielkiej, która byłaby w stanie rozpromować jego nazwisko poza granicami kraju. Wszystko zmieniło się w 2009 roku, bo to właśnie wtedy Neville zadebiutował Duchami Belfastu i utorował sobie nimi drogę na literackie salony.

Książka nosząca w oryginale tytuł The Twelve, ale znana także jako The Ghosts of Belfast, spotkała się z pozytywnymi recenzjami i bardzo przychylnym odbiorem. Udało jej się zdobyć nagrodę Los Angeles Times w kategorii thriller. Pisarz doczekał się przekładów m.in. na język francuski, hiszpański, niemiecki, a nawet grecki i japoński. Skoro był popyt, musiała być także podaż - Neville kuł żelazo póki gorące i już rok później na rynku pojawiła się kontynuacja Duchów Belfastu w postaci Collusion, a także Stolen Souls. Rok 2013 przyniósł z kolei Ratlines - najnowsze dzieło tego autora, jeszcze świeżutkie i pachnące farbą drukarską.

Choć tytuł może przywoływać na myśl tematykę spirytyzmu, egzorcyzmów i religii, tego w książce nie znajdziemy. Tytułowe duchy są tu bohaterami drugorzędnymi sprowadzonymi na siebie – bynajmniej nie w seansie spirytystycznym - przez protagonistę, Gerry’ego Fegana. Fegan jest bohaterem republikanów, byłym bojownikiem IRA i więźniem politycznym, który spędził za kratami 12 lat swojego życia, a wszystko to „dla sprawy”.

Trzynastka uchodzi ze pechową, ale w przypadku Fegana to dwunastka okazała się być  nieszczęśliwą liczbą. The Twelve (ang. dwanaście) to liczba duchów prześladujących Gerry’ego. To jednocześnie liczba osób zabitych niegdyś przez ‘nawiedzonego’. Zjawy od siedmiu lat dręczą go psychicznie, a Fegan systematycznie próbuje utopić je w alkoholu. Naiwnie wierzy, że odeśle je w zaświaty, zanim on sam tam trafi. Czas działa na jego niekorzyść - zamienia go powoli w nieudacznika gadającego do samego siebie i sprawia, że otoczenie zaczyna przyglądać mu się z niepokojem.

Zjawy, towarzyszące Gerry’emu niczym złowrogie cienie, dają mu do zrozumienia, że jest antidotum na jego bolączki. Duchy chcą krwawej wendety. Dwanaście osób musi zginąć. Nie przypadkowych zresztą, lecz tych, które w jakiś tam sposób przyczyniły się do śmierci dwunastki duchów. Do Fegana dociera brutalna prawda: chcąc uciszyć natrętne głosy w głowie musi najpierw uciszyć wielu ze swoich kumpli z IRA, a to jest zadaniem o podwyższonym ryzyku. Dziwaczne zachowanie Fegana może nieco uśpiło czujność jego towarzyszy, ale czy to wystarczy, by duchom udało się dokonać zemsty rękami Fegana, który – chcąc nie chcąc - staje się męskim wcieleniem Nemezis?

Momentami nieco drażnił mnie język. Ze względu na głównego bohatera i jego niezbyt wyrafinowane towarzystwo był on nieco ordynarny, jednak zrozumiale konieczny, by oddać realizm sytuacji. Nie wyobrażam sobie słodkich i grzecznych dialogów między typami spod ciemnej gwiazdy. Wulgarny język trochę mi przeszkadzał [taka ze mnie cnotka!], ale nie na tyle, by odłożyć książkę i już do niej nie wrócić. Nie dominował na szczęście, był tylko tłem. Książka jest mimo wszystko dobrą rozrywką. Nie pełni funkcji poznawczej, ale niesie ze sobą szansę na wypoczynek i relaks.

Można by się doszukiwać w niej morału: kiedyś w końcu dopada nas kara za popełnione grzechy. Tak jak człowiek jest samotny w obliczu śmierci, tak samo w pojedynkę staje do walki z konsekwencjami własnych występków. W ostatecznym rozrachunku jesteśmy tylko my i nasze uchybienia ciągnące się za nami niczym cienie.

2 komentarze:

  1. Już wiem dlaczego tak Cię lubię. Ja słyszę ostatnio dzień w dzień, że bardzo pruderyjna jestem;)
    Morał niesie nadzieję, że jakaś sprawiedliwość na świecie jest.

    OdpowiedzUsuń
  2. Ty wiesz, ale ja nadal nie ;)

    Hmm. Jak to mawiają: w każdej plotce jest ziarenko prawdy :) Zatem skoro wieść gminna niesie, żeś pruderyjna, coś musi być na rzeczy :)

    Jakoś jej nie dostrzegam na co dzień.

    OdpowiedzUsuń