sobota, 25 listopada 2017

Breaking news

Wydarzenia z ostatnich kilku dni tylko utwierdziły mnie w przekonaniu, że życie chyba już nigdy nie przestanie mnie zaskakiwać.


Za każdym razem, kiedy tylko wydaje mi się, że moja wiedza o życiu osiągnęła master level, dostaję od niego tak siarczystego kopniaka w tyłek, posyłającego mnie w powietrze, że w sąsiednim hrabstwie policja zatrzymuje mnie za przekroczenie prędkości.


Mój ukochany Forrest Gump zwykł mawiać, że "życie jest jak pudełko czekoladek: nigdy nie wiesz, co Ci się trafi". Guess what? Ja wiem. W każdej - a jeśli już nie w każdej, to przynajmniej w co drugiej - mojej bombonierce są piękne sreberka, tylko co z tego, skoro jest w nie zawinięta kupa zamiast czekoladki.


Jeśli kiedyś zastanawiało Cię to, dlaczego zwykłam mawiać, że nie lubię niespodzianek, teraz już masz odpowiedź.


Końcówka roboczego tygodnia upłynęła mi zatem pod znakiem notorycznego wkurwa i nie, nie był to wynik PMS-u, którego to nie mam, albo inaczej: który to objawia się u mnie tym, że robię się miękką i płaczliwą bułą, którą wzruszają nawet reklamy czopków i środków na zgagę. Wspomniany stan wynikał głównie z przelania czary goryczy - był reakcją na niesprawiedliwość i bezbrzeżną głupotę ludzką, której to mam już zwyczajnie po kokardy. Chyba nigdy się na to nie uodpornię.


Szczęśliwie dla całej ludzkości nie dysponuję nadprzyrodzonymi mocami niczym El ze "Stranger Things", ani Elsa z "Krainy Lodu", bo latałyby gromy, a co niektórzy padaliby trupem. Są bowiem w życiu takie sytuacje, kiedy liczenie do dziesięciu - ba! nawet do stu! - gryzienie się w język, i powtarzanie w kółko "jestem oazą spokoju" nie przynosi żadnego skutku [oprócz bolącego języka...]


To są też jednocześnie takie sytuacje, w których to, już po ochłonięciu, dziękuję Bogu, że nie mam pod ręką spluwy, bo na znak zrezygnowania przyłożyłabym ją sobie do skroni i wypaliła niczym Jon-Erik Hexum  z "Niebezpiecznych ujęć", mojego ulubionego serialu z dzieciństwa [już wtedy wykazywałam zamiłowanie do kryminalistyki i kryminologii]. A tak na marginesie, skoro już tak filmowo zrobiło się w tym poście, to dodam, że drugim nieszczęśnikiem, który zginął w wyniku rany postrzałowej na filmowym planie był Brandon Lee z "Kruka", którego również ukochałam sobie w dzieciństwie, i którego do dziś uwielbiam i oglądam z wypiekami na twarzy. Najlepiej w Halloween.


Wiesz, jakie jest jedno z największych chamstw na świecie? To, jak ktoś bawi się bronią, a Ty dostajesz rykoszetem. To, jak ktoś zapada się w ruchomych piaskach i postanawia wciągnąć przy okazji Ciebie, bo w kupie zawsze raźniej. To, jak ktoś nawarzy sobie piwa, a Ty musisz je spijać.  I żeby była jasność: nie mówimy tu o Moëcie wśród piw, tylko o zwyczajnym, podłym sikaczu, którego nie dotknąłby kijem nawet największy osiedlowy żulik. To jest właśnie chamstwo przez CH.


Żeby nie było tak do końca depresyjnie, wspomnę, że Boże Narodzenie tuż za rogiem! Na niektóre przygotowania jest zwyczajnie za wcześnie, ale jest coś, co lubię robić wcześniej, żeby później nie biegać z obłędem w oczach. I tym czymś są zakupy. Nie cierpię galerii handlowych i tłumów, byłam więc przeszczęśliwa, kiedy udało mi się sporą część upominków nabyć przez Internet. Black Friday też nieco mi w tym pomógł, bo ceny interesujących mnie produktów faktycznie były niższe [od 15-50%] od tych zwyczajowych. Udało mi się upolować kilka łupów, zanim inni się na nie rzucili. Co prawda ktoś mi sprzątnął sprzed nosa zestaw męskich kosmetyków Hermèsa, a także jedną zabawkę dziecięcą, ale bilans i tak jest na plus. I nawet mnie nie poniosło i nie wykupiłam całego asortymentu kosmetyków Diora, którego jestem wielką fanką, mimo że dwa moje zapachy już się skończyły i doprawdy nie pogniewałabym się, gdyby jakimś cudem się odnowiły. Trzeba znać umiar.


Kilka brakujących rzeczy dokupiłam z kolei wczoraj w sklepie stacjonarnym, do którego to wpadłam na błyskawiczne zakupy, bo wyjątkowo nie miałam ochoty ani nastroju na szwendanie się po sklepie, ale rozsądek kazał mi to zrobić. Ostatecznie wróciłam do domu dopiero... wpół do pierwszej nad ranem, bo w sklepie niespodziewanie natrafiłam na znajomego, z którym w nieco nieprzyjemnych okolicznościach urwały mi się kontakty z dekadę temu, a który to uparł się na kawę u niego w domu. I choć nie bardzo mi się to widziało, to mówił do mnie takim głosem, że w końcu się zgodziłam. Powiem tylko tyle, że było zaskakująco miło i przyjemnie, a z samej kawy nic nie wyszło, bo ostatecznie zastąpiliśmy ją whiskey. Muszę przyznać, że sama nie wiedziałam, że aż tak bardzo tego potrzebowałam. Więc to chyba jednak nie do końca tak, że życie zsyła mi same poronione niespodzianki. Ta akurat była zaskakująco miła. A jakby tego było mało, wychodząc od niego, zauważyłam, że z nieba lecą grube płatki śniegu, co tylko dodatkowo wprowadziło mnie w dobry nastrój. I nawet ślizgające się auto na pokrytej śniegiem nawierzchni na naszym osiedlu [bo przecież wszyscy normalni ludzie już śpią, więc nikt nie miał okazji zniszczyć tej pięknej warstwy puchu...] nie zmyło mi uśmiechu z twarzy.


Bo widzisz, do śniegu mam nadal podejście typowo dziecięce i ogromnie nacechowane sentymentem. Ekscytuję się nim tak, jak robiłam to kilkanaście lat temu i tak, jak robią to tutejsze dzieci. Tak się bowiem składa, że ze śniegiem i moim rodzeństwem mam najprzyjemniejsze wspomnienia. Choć zazwyczaj bywało tak, że fukaliśmy na siebie niczym kot na psa, to jednak śnieg zawsze nas jednoczył. To był ten czas, kiedy zakopywaliśmy topór wojenny, wybiegaliśmy na podwórko, by spędzać tam długie godziny na budowaniu murów obronnych, walkach na śnieżki i na jeździe z górki na workach wypchanych słomą. Kiedyś to nawet najprawdziwsze igloo wybudowaliśmy. Tak kozackie, że zazdrościła go nam cała wieś!


Dziś rano zaś obudziłam się w białym świecie. Jak za starych, dobrych lat w Polsce, kiedy zima była zimą z tonami śniegu i mrozem sięgającym prawie trzydziestu kresek na termometrze. A że na Zielonej Wyspie nadal jest to rzadki widok, postanowiłam to odnotować w blogowych annałach.


A żeby nie było mi tak wesoło, obudziłam się z czymś jeszcze - rumieniem o średnicy dwóch centymetrów, z wielkim jak Mount Everest pęcherzem w środku, który - mam wrażenie - cały czas rośnie. I za cholerę nie mogę dociec, skąd wzięło mi się to dziadostwo na ręce. I co to w ogóle jest?! Z wyglądu przypomina bąble po oparzeniu słonecznym, które miałam parę lat temu, i których to nabawiłam się z powodu swojej własnej głupoty, bo przez cały dzień pobytu nad irlandzkim oceanem, nie użyłam ani kropelki kremu do opalania, mimo że miałam ze sobą całą butlę. Naiwnie myślałam, że skoro słońce schowane jest za grubymi chmurami, to nic mi nie zrobi. Zrobiło mi niezłe kuku. Skończyło się na bolących pęcherzach na ramionach, dekolcie i plecach, nieprzespanych nocach [ja w przeciwieństwie do Połówka nie lubię spać na brzuchu] i paru dniach nieobecności w pracy. Wtedy jednak nie miałam tej czerwonej otoczki, jaką mam teraz.


Oczywiście nie byłabym sobą, gdybym nie poszukała pomocy w Google. Raka mózgu na szczęście nie mam, ale jedna taka babka z sieci porządnie mnie wystraszyła, bo miała to samo dziadostwo, które po pęknięciu pęcherza goiło się przez jakieś trzy tygodnie i zostawiło bliznę [moje wspomniane bąble po oparzeniu nie zostawiły ani jednego śladu, skóra cudownie się zregenerowała!]. I jak tu spać?! Zwłaszcza, że jedna z wersji pojawienia się tajemniczego rumienia z pęcherzem głosi, że powstał on po ugryzieniu przez pająka! I ja się teraz pytam, gdzie były moje koty, kiedy ja ich najbardziej potrzebowałam?! [jeden z nich UWIELBIA zjadać wszystkie owady i pajęczaki, to dla niego największy rarytas - nawet ukochany Perfect Fit, Iams i Purina One nie smakują tak wybornie jak włochata ćma, albo pająk].


Kończę ten przydługi wpis filozoficzną myślą: spieszmy się kochać śnieg, tak szybko odchodzi. A nawet dwoma, przy czym ta ostatnia będzie nieco fatalistyczna: jakbym długo nie dawała znaku życia, to wiecie - ten pęcherz to był jednak rak mózgu.

20 komentarzy:

  1. Oj Taito.

    Jedna z teorii spiskowych tego świata mówi, że jak kobieta ma wkurwa to trzeba odsunąć się na bezpieczną odległość i rzucać w nią czekoladą. To może ja spróbuję? Łap. Zrobiłam dziś czekoladowe zapasy, bo i ja jestem w podobnym stanie.

    Nie mam jednak tak dobrego serca jak Ty i zamiast likwidować siebie, zlikwidowałabym wszystkich tych, którzy działają mi na nerwy. Lepiej, aby w Polsce broń nie była legalna. Zaprawdę powiadam Ci.

    Ja bym do tych chamstw dodała jeszcze jedno: ktoś spija śmietankę, która należy się Tobie. I jeszcze wiele innych bym tu dodała.
    Są rzeczy na które mając godność, wartości nie da się uodpornić. No nie da się.

    Śnieg działa na mnie podobnie. Chociaż mam już tyle lat dla mnie pierwszy śnieg to ciągle magia. To zjawisko, które widziałam już tyle razy w życiu i nigdy nie mam dosyć. Zawsze muszę znaleźć chwilę, aby się pozachwycać.

    Ostatnio takie bąble miała moja bliska koleżanka i faktycznie, obwiniałyśmy o nie pająki. W pierwszej kolejności szukałyśmy pluskiew, ale ona twierdziła, ze sprawdziła dokładnie wszystko i po tych gadach nie ma śladu. Trafiała natomiast na mieszkaniu na pająki i to prawdopodobnie one były winne.

    Kochana. Zbliża się Mikołaj. Ty podobno do grzecznych dziewczynek nie należysz, na raka mózgu nie licz.

    To jak? Dobra ta czekolada? Mam nadzieję, że nie zepsuła się po przebyciu tylu kilometrów:P

    OdpowiedzUsuń
  2. Proszę, proszę, kto nawiedził mój wirtualny zakątek? Zaginiona w akcji! Witaj ponownie, córko marnotrawna ;)

    Haha, spróbować możesz, nic nie tracisz. Pokaż, co tam masz dobrego - może coś zaspokoi moje podniebienie i uleczy wszystkie moje bolączki. Przyznam jednak, że w takich sytuacjach czekolada nie jest pierwszym środkiem ratunkowym, po jaki sięgam. W międzyczasie zaś radzę sobie w inny sposób.

    Twój plan jest zacny i pewnie bym mu przyklasnęła, ale ma jedną poważną wadę - potem musiałabyś za to solidnie "beknąć" ;) Mój z kolei ma tę przewagę, że byłabym wolna od wszelkich konsekwencji. Widzisz zatem, że niewiele w tym mojego miłosierdzia i dobrego serca, a jedynie pełno zimnej i wyrachowanej kalkulacji, plus trochę egoizmu ;)

    O tak, tak! To nie podlega żadnej dyskusji - to ten sam rodzaj świństwa i niesprawiedliwości, o której pisałam.

    Prawda? Wczorajszą nocą miałam ochotę zacząć tańczyć w tym śniegu. Dziś rano zaś z przyjemnością patrzyłam przez okno na puch spadający z nieba. Jest w tym coś kojącego i pięknego :) Przynajmniej do momentu, kiedy nie musisz odmrażać auta albo marznąć na przystanku ;) A poza tym nie zapominajmy, że jak nie ma śniegu, to nie można robić orzełków!

    I co, i co? Opowiadaj, bo umieram z ciekawości. Gdzie miała? Zostały jej jakieś ślady po tych pęcherzach? Wiesz coś na ten temat? Pytam, bo mój jest w widocznym miejscu. Wszędzie czytałam, aby ich nie przebijać, nie gnieść, zatem od samego ranka chuchałam na mój Everest, żeby - broń Boże - go nie przekuć i żeby się rana nie jątrzyła, i wszystko było cacy, dopóki Połówek był w pracy. Wyobraź sobie, że... przez przypadek zgniótł mój pęcherz w niecałe pięć minut po pracy! Ale muszę przyznać, że od wczoraj się tak długo i głośno nie śmiałam... Wszystko wskazuje na to, że broń nie będzie mi potrzebna, bo wyeliminuję się, postępując odwrotnie do zaleceń internetowych znachorów [najpierw przekłucie pęcherza, a później zaklejenie go plastrem...]

    Za bardzo pospieszyłam się z tą radością z nadchodzącego Mikołaja. Zaczynam się obawiać, że mnie nie odwiedzi. Niech go szlag - akurat w tym roku, kiedy przydałoby mi się tyle rzeczy z Polski ;) Jakbyś go gdzieś widziała, to weź mu nagadaj, że nie może mi zrobić takiego świństwa. Byłabym wdzięczna za interwencję ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Oferuję po kolei: czekoladę mleczną z całymi orzechami laskowymi, czekoladę białą ze Słowacji, ciasto bananowe, tiramisu, galaretkę truskawkami. Bierz, co chcesz;]

    No to jak Ty sobie radzisz, co? Racjonalizujesz za bardzo kochana. Co Ci po tej wolności. Inni nie są warci Twojego życia;) W Polsce by mi dali pewnie jedyne kilka lat i zwolnili wcześniej za dobre sprawowanie. Obniżyli by jeszcze wyrok za to, że do tej pory nie byłam karana. Kto wie, może bym wyszła na zero:D

    Ja jeszcze lubię otwierać paszczę i łapać płatki śniegu na język albo na rękawiczki i obserwować ich kształty. Pamiętasz? Nie ma złej pogody, jest tylko złe ubranie. Ubieram się odpowiednio, potem jedynie gotuję się po drodze, gdy ogrzewanie jest na full.

    Nie zostały jej ślady. Zniknęło. To coś gryzło ją regularnie przez jakiś czas, po czym samo się wyniosło. Wiem, że się czymś tam smarowała. Ja polecam olej kokosowy. Spokojnie Taito. Pozostaniesz piękna i młoda. Pająki Ci nie straszne.

    Kochana! Ja? Really? Przecież mnie to on w ogóle nie odwiedza i o mnie już dawno zapomniał! Jakbym go jednak jakimś cudem spotkała nagadam mu. Bez obaw.

    OdpowiedzUsuń
  4. O, kurczę, toż to prawdziwy róg Amaltei, a ja taka niezdecydowana! Już wiem: na przystawkę wezmę czekoladę z orzechami, na danie główne - ciasto bananowe, a na deser - tiramisu :) Za galaretkami nie przepadam, zatem dzięki ;)

    Przy zdrowych zmysłach trzymają mnie tylko procenty i muzyka ;) Próbowałaś kiedyś domowego SPA: gorącej kąpieli z ulubionym płynem do kąpieli/solą, przy palących się świecach? To w połączeniu ze słuchaniem muzyki ma naprawdę zbawienny wpływ na moje skołatane nerwy. Działa jak balsam. Bez tego już dawno bym była zamknięta w wariatkowie ;) W ten weekend do znudzenia słuchałam Alter Bridge i Creed. Aż dziwne, że sąsiedzi nie nasłali na mnie Gardy ;) Pomogło - po stanie notorycznego "wkurwa" zostało mi tylko wspomnienie. Kennedy'emu i Stappowi udało się wykrzyczeć całą moją złość. Ale spokojnie, jutro wracam do roboty, to pewnie wszystko zacznie się na nowo. 20 - tyle roboczych dni dzieli mnie od przerwy świątecznej. Dam radę.

    Tak, śnieżynki są przecież takie piękne! :) Lubię też przyglądać się "malunkom" wykonanym na szybach przez mróz.

    No co Ty, ja tam rzadko kiedy zakładam na siebie więcej niż cztery części garderoby - ważne żeby szybko się zdejmowało ;) Nie cierpię, kiedy jest mi za gorąco!

    Uff, lejesz miód na moje serce! Oleju kokosowego akurat nie mam, bo nie uzupełniłam braków po tym, jak skończył mi się ostatni słoik. Nie mam już chyba także maści z witaminą A, muszę pogrzebać w apteczce.

    Tu się mylisz: na pozostanie piękną i młodą nie mam szans, bo już teraz zostało tylko "i", choć jeśli wierzyć temu znajomemu, o którym pisałam w poście, to "nic się nie zmieniłam na buzi, nadal mam ten sam uśmiech, tylko włosy inne" [wróciłam do korzeni i teraz mam swój naturalny kolor]. A pająkom chyba wytoczę wojnę, bo do tej pory zawsze je oszczędzałam, łapałam i zamiast zabić - eksmitowałam. I na co mi to było? Tak mi odpłaciły?!

    Nie mów! Stary jest, to pewnie ma już Alzheimera. Czas mu się przypomnieć! :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Kiedy otwieram bombonierkę, zanim złapię za konkretną czekoladkę, najpierw czytam smaki nadzień na spodzie opakowania ;] W życiu robię dokładnie tak samo, nie lubię niespodzianek, lubię wiedzieć, ale że mam umiejętność "szybkiego myślenia w trakcie", spontanicznie potrafię przeprogramować się na plan B (jednocześnie go dopiero tworząc). Niemniej - wolę WIEDZIEĆ.

    Ścierając się z "ciężkimi" umysłami, marzy mi się aby móc wyrzucić takiego delikwenta z naszego wymiaru. Ew. wyobrażam sobie, że stoi w płomieniach i uśmiecham się doń, co delikwent sobie bierze za miłą reakcję. Dlatego chodzi pogłoska, że mnie nie da się wyprowadzić z równowagi. Owszem da - ale to ja kontroluję i ja decyduję czy być jak Etna, czy jeszcze podrzemywać i obserwować dalszy rozwój wydarzeń.

    Gdybym miała zaczerpnąć siłę w jakiegoś serialu, zajrzałabym za kulisy "Supergirl", gdzie dyrektor "Departament of Extranormal Operations" posiada zdolności telepatyczne i nie tylko. Najchętniej wyzerowałabym, tak jak on to potrafi, te wszystkie tępe głowy, które sprawiają, że świat staje się gorszy. Na zero totalne. Zostawiłabym ich śliniących się i... dlatego nie mam takiej mocy ;]

    Witaj w klubie, ja też nienawidzę zakupów, centrów handlowych, tłumów i całego tego zgiełku... wiesz, ja nie urodziłam się na Wenus, nie mam z tym nic wspólnego. Do tego jeszcze jak dodać, że nie obchodzę świąt, a w tym okresie przecież świat staje na głowie i mi utrudnia. Bo jadąc w odwiedziny do rodziny w tym okresie, nie wypada wejść z pustą ręką, bo i w drugą stronę - przeważnie coś dostaję, więc rozumiesz, że w grudniu bywam wybitnie wkur... To takie zmuszanie do brania udziału w czymś, w czym się bardzo nie chcę, a nikogo nie obchodzi, że nie jestem Katoliczką albo że jestem nihilistką.

    Wczoraj z mężem spacerowaliśmy po mieście i zaczął sypać taki gruby śnieg właśnie. I ja wtedy powiedziałam do męża:
    - UWAGA właśnie PRZEŻYWAM pierwszy śnieg. - zaakcentowałam to słowo z wielce poważną miną ;)

    I dodam, że co roku lepię bałwana ;)

    Ja bym na Twoim miejscu pokazała pęcherz lekarzowi...

    OdpowiedzUsuń
  6. Czy ja dobrze czytam i rozumuję? Czy Ty się właśnie publicznie przyznałaś, że lubisz oszukiwać i korzystać ze ściągi? ;)

    Ja wolę zostawić swoje wyobrażenia dla siebie, żeby Was nie przerazić ;) Powiem tylko tyle, że jestem wdzięczna, iż myśli nie potrafią zabijać, bo w przeciwnym razie byłabym seryjną morderczynią.

    Że nie lubisz centrów handlowych, tłumów i zakupów - jak najbardziej rozumiem. Ale że nie obchodzisz świąt - nie bardzo ;) I nawet nie dekorujesz domu, ani nie kupujesz upominków bliskim? Ja nie potrafiłabym pozbawić się tej przyjemności. Od zawsze uwielbiałam Boże Narodzenie, to był taki fajny, magiczny okres w moim życiu, który miło wspominam. I to nie tylko dlatego, że miałam wtedy długą przerwę od szkoły :) Dodatkowo wprost uwielbiam sprawiać bliskim prezenty, więc robię to przy każdej nadarzającej się okazji, nie oczekując tego samego od nich. Któregoś roku wysłałam do Polski wielką paczkę z prezentami świątecznymi, a moja mama potem stwierdziła: "że też ci się chciało te wszystkie prezenty pakować...". Z mojej strony odpowiedź mogła być tylko jedna: Mamo, to była sama przyjemność!!! Tych tegorocznych jeszcze nie zapakowałam, na razie powiększam "stertę", czekam na dotarcie kilku zamówień, ale już mnie cieszy sama myśl o zawijaniu tych cudeniek w sreberka i złotka ;)

    Nie lubię tego świątecznego przymusu - wiadomo, że różnie bywa, jednych członków rodziny lubi się bardziej, innych mniej, a jeszcze innych wcale, więc to naturalne, że nie dla każdego szczytem marzeń są odwiedziny u każdego przedstawiciela familii. Moja polska Wigilia zawsze była kameralna i nigdy nie przypominała małego wesela. Moja recepta na udane święta jest prosta - spędzanie ich tylko z najbliższymi + robienie tego, co się lubi, a nie tego, czego od nas oczekują inni. Egoistyczne? Trochę pewnie tak.

    Yyy, jaki pęcherz? Połówek wrócił z pracy, złapał mnie za nadgarstek i zmiażdżył mojego gigantycznego bąbla, jednocześnie opryskując mnie jego zawartością [fuj!]. Od tego czasu dezynfekuję to miejsce kilka razy dziennie i póki co, wszystko wskazuje na to, że nie wdało się zakażenie. I już nawet nie mam nabrzmiałej skóry. Jest dobrze! Nie cierpię chodzić do lekarzy, zresztą nawet nie bardzo miałabym kiedy.

    OdpowiedzUsuń
  7. Nie ma lekko. Czekolada i ciasto bananowe jeszcze są. Po tiramisu śladu nie ma moja droga.

    Ha! Chętnie bym spróbowała, gdybym tylko miała wannę. Pod prysznicem to nie wychodzi niestety. Ostatni raz takie spa to sobie zrobiłam w którymś z hoteli. Zawsze wtedy proszę o wannę, chociaż wiem, że są tacy, których hotelowa wanna zniechęca. Kto wie, może spotka mnie ten luksus za tydzień. Byle nie za długo bo wstawać na lotnisko trzeba będzie w środku nocy.

    Rozumiem ten Twój sposób, sama bym chętnie z takiego skorzystała. Masz tolerancyjnych i wyrozumiałych sąsiadów. Lucky you. Został mi tydzień. Za tydzień o tej porze:-)

    Też nie lubię kiedy jest mi gorąco, ale wiem, że nie może mi być zbyt zimno:-) Jak jest gorąco-mogę się rozebrać, a jak jest mi zimno i nie mam już co ubrać, to gorzej.

    Myślę, że przesadzasz. Wydaje mi się, że pamiętam jaki masz kolor włosów. Nie jestem z tych, co krzyczą na widok pająka, ale brzydzą mnie one, a jak mnie coś brzydzi to chętnie to unicestwiam :D

    OdpowiedzUsuń
  8. No nie ma lekko, szczególnie wtedy, kiedy te słodkości odkładają się w postaci dodatkowych kilogramów - ktoś ten nadbagaż musi nosić ;) Wcale się nie dziwię, że już nie ma po nim śladu. Już starożytni wiedzieli, że tiramisu służy do jedzenia, a nie do podziwiania :)

    Faktycznie, wyleciało mi z głowy! Oddałabym Ci moją, choć pewnie Połówek by protestował, bo ja akurat preferuję prysznic. Z wanny korzystam zdecydowanie rzadziej. Nie lubię mieć jej na wyjazdach, bo ja niemal codziennie myję włosy, a mycie długich włosów najlepiej wychodzi pod prysznicem. Miałam wannę w jednej noclegowni w Walii i to w dodatku bez możliwości przymocowania słuchawki do uchwytu na ścianie, i byłam tak niepocieszona, że zamieszczając opinię na booking, umieściłam to w wadach. Taka wredna jestem. Ale weź porządnie umyj długie i gęste włosy [a wtedy miałam je prawie do pasa] pochylając się nad wanną...

    Muzyka ma zbawienny i nieoceniony wpływ na mnie. Naprawdę pomaga mi w relaksowaniu się, dlatego czasem przed zaśnięciem odtwarzam sobie jakąś płytę. Przeważnie zasypiam po wysłuchaniu dwóch-trzech piosenek. Bezsenność nie jest moją zmorą. A z tym głośnym słuchaniem, to oczywiście przesadziłam. Mam tylko jedną sąsiadkę, z którą dzielimy wspólną ścianę. Na szczęście nie tę w pokoju, w którym słucham muzyki. Poza tym, jeśli wierzyć w słowa tej Irlandki - jesteśmy jej wymarzonymi sąsiadami. Poprzedni porządnie dawali jej popalić.

    Lucky me? N-i-e. LUCKY YOU! To nie ja jadę na urlop, choć przyznam, że strasznie mi się on marzy. Wszystko, byleby tylko uciec od pracy i codzienności. Rutyna wychodzi mi już bokiem.

    Ja też nie krzyczę na ich widok, mimo że nie są to najbardziej urokliwe stworzenia, jakie kiedykolwiek widziałam. Jestem jednak pacyfistką - peace and love ;) - więc przeważnie wyrzucam je przez okno na podwórko. No chyba, że wcześniej koty je zjedzą, albo Połówek ukatrupi. Poza tym wiesz, gdyby wszyscy postępowali tak jak ja, to w Irlandii nigdy by nie padało :) Każdy zabity pająk to dzień deszczu ;)

    OdpowiedzUsuń
  9. zabawa słowna z przenośniami nigdy nie była moją mocną stroną :/ wnioskuję (być może błędnie), że coś się w pracy porobiło ale co ??? I have no idea ...

    Ja z kolei miałam tydzień masakryczny, który tak mi prędko przeleciał, że nie wiem kiedy. Każdy kolejny jego dzień był gówniany włącznie z środą i pogrzebem. Ale na szczęście już weekend i można zluzować i się wreszcie czymś milszym zająć. Np. czytaniem tego wpisu, który dawno już widziałam ale czasu nie miałam.

    Ja też mam już trochę prezentów świątecznych głównie dla młodej. Jakoś z nią jeszcze jest łatwo i szybko. A co do black piątku to nic nie kupiłam. U nas ten dzień ma śmieszne przeceny -15% a piszą tak ładnie DO -50% tylko na co jest te 50 ja się pytam.

    Mam nadzieję, że tylko źle doczytałam, że wróciłaś autem po whiskey ??? :DDDDDD

    Śnieg lubię podziwiać na zdjęciach i za oknem jak wiem, że nie muszę z domu wychodzić a jak już muszę to już mi się nie podoba :)

    Co do krosty ... coś podobnego mi kiedyś wyskoczyło na brzuchu ... po kilkunastu godzinach okazało się wprawdzie nie guzem ale ... ospą wietrzną ha !

    OdpowiedzUsuń
  10. Ty to masz nie tylko imponującą ostrość wzroku, ale i zmysł powonienia niczym wyżeł niemiecki - dobrym tropem idziesz :) A tam takie drobnostki jak odkrycie, że firmowe hasła to tylko wyświechtane frazesy na potrzeby PR, zupełnie niemające pokrycia w praktyce, a decyzje podejmowane przez Szefa Wszystkich Szefów są tak nielogiczne, że niemal wszyscy w firmie reagują tak jak Ty, czyli: I have no idea what's going on here, albo w skrócie: What the fuck?! Długo by pisać...

    Współczuję tygodnia z piekła rodem. Mój był akurat dobry, więcej takich tygodni bym sobie życzyła. Dokładnie tak - weekend. Najpiękniejsze słowo świata :)

    A ja właśnie nie mam jeszcze upominku dla najmłodszego dziecka w rodzinie. Na pewno nie będę kupować żadnych zabawek, bo nie jestem zwolenniczką zawalania dzieci toną zabawek, a poza tym ona i jej siostra mają ich pod dostatkiem. Do tego dojdą teraz te nowe, pod choinkę od najbliższej rodziny. Doskonale wiem, jak to wygląda w praktyce: dzieci i tak bawią się zaledwie kilkoma, cała reszta leży nieużywana, podczas gdy mogłaby cieszyć porzucone bądź ubogie dzieci. Wybiorę jakieś ubranko.

    Z okazji Black Friday sklepy często robią "fałszywe promocje", mnie jednak naprawdę udało się kupić kilka rzeczy po okazyjnej cenie. Nie wpadłam w żadne marketingowe sidła, bo doskonale wiedziałam, jak wygląda normalna cena tych produktów. Sama przy okazji zrobiłam sobie prezent, kupując krem pod oczy Kiehl's, który wszyscy zachwalają [we'll see about that...] i nowe perfumy.

    Hahaha, zabawnie wyszło z tą whiskey i ślizgającym się autem :) Żeby była jasność: jedno z drugim nie miało nic wspólnego, mimo że tekst mógłby sugerować coś innego. Never drink and drive! Ja na Połówka drę ryja za każdym razem, kiedy siedząc za kierownicą, sięga po komórkę, a co tu dopiero mówić o prowadzeniu auta w stanie spożycia...

    Przyznam się, że i ja tak mam. Najbardziej lubię podziwiać śnieg, gorzej, gdy zaczyna komplikować mi życie ;) Białe święta jednak nadal mi się marzą. Kto wie? Końcówka roku dość zimna w Irlandii, może będzie zima dziesięciolecia ;)

    Nie, nie, to zupełnie co innego. Ja nie miałam, ani nie mam żadnej krosty. To był spory pęcherz wypełniony płynem surowiczym, o takie coś jak na tym zdjęciu, tylko mój był większy: http://bundles.sfd.pl/ObrazkiSFD/zdjeciaSFD2/5223133b40144e89b6cc4e2d69060bb1.jpg

    OdpowiedzUsuń
  11. No widzisz ksywa jak widać całkiem na miejscu :)

    Mój tydzień tak jakoś przypadkiem się posypał, to rzadka kumulacja więc na szczęście już poza mną i mogę w weekend oddawać się może nie całkiem lenistwu i nic-nie-robieniu ale sprzątam sobie powoli przed-świątecznie bo mnie remonty zmusiły, dziś poczynię jeszcze wianek adwentowy i zarobię ciasto na pierniki a potem zasiądę do kartek świątecznych hand made.

    Ja najmłodszemu też zwykle albo ciuch albo coś z zabawek edukacyjnych. W tym roku mam ciastolinę (jeszcze jej nie ma) jakieś karty do gry rozwojowe i zażyczyła sobie hulajnogę 3 kołową to będzie miała. Ona ma jeszcze teraz urodziny dlatego tyle się obłowi ;) poza tym mama się dorzuca.

    U Ciebie przeceny jednak są przecenami a u nas to jest jeszcze pic na wodę fotomontaż. Może kiedyś, We will see ...

    Nie podejrzewałam Cię o picie i jazdę ale faktycznie z opisu wyszło zabawne połączenie :D

    I jak tam wrzód ?? :D zeszło ??? co to ostatecznie było wiesz ???

    OdpowiedzUsuń
  12. U mnie podobnie. W ostatnich tygodniach sprzątałam dom już w czwartek - tak, by po przyjściu do domu w piątek mieć już tylko czas na przyjemności, ale tym razem mi się nie udało. Nie mogłam się zmobilizować, więc skończyło się na tym, że niedługo po przyjściu do domu weszłam do łóżka "na chwilę", zakryłam się kołdrą po czubek nosa, odpaliłam muzykę, zamknęłam oczy i odpłynęłam. W piątek również darowałam sobie sprzątanie, bo myślałam, że Połówek będzie miał wolną sobotę, a co za tym idzie, że wejdzie na strych [skomplikowana operacja] i zniesie choinkę i wszystkie ozdoby świąteczne. Zawsze się trochę brudzi przy tym znoszeniu rzeczy ze strychu, więc ogarnianie domu miało nastąpić po jego udekorowaniu i ubraniu choinki. Stanęło jednak na tym, że Połówek pojechał do pracy i plan spalił na panewce. Dziś z kolei obudziłam się z okropnym bólem głowy, co zdarza mi się rzadko, ale jeśli już, to oczywiście w weekend!

    Nie mów, że masz jeszcze sprzątanie po remoncie?! Współczuję! O, wieniec adwentowy też by mi się przydał, niestety nie jestem tak ambitna jak Ty i go nie zrobię. Z kartkami podobnie, będę wysyłać tylko kupne. Niektóre z nich są tak piękne, że w życiu nie zrobiłabym ładniejszych. A przyznaj się, słuchasz sobie świątecznej muzyki w czasie produkowania kartek?

    Ciastolina fajna rzecz, tylko że dziecko potrzebuje kogoś, kto z nim usiądzie i się z nim pobawi nią. Hulajnoga?! To ile ona ma już lat? W moich myślach nadal jest małym dzieciaczkiem, który nie potrafi dobrze chodzić, a co dopiero mówić o jeździe na hulajnodze... Coś nie na bieżąco jestem.

    A daj spokój, jak tak dalej pójdzie, to sprawdzą się słowa tej dziewczyny, która pisała, że jej się goiło trzy tygodnie... Na początku wydawało mi się, że nie będzie żadnych problemów z zagojeniem się, tak jak było w przypadku niemal identycznych pęcherzy po poparzeniu słonecznym, ale ostatnie trzy dni mocno nadwyrężyły mój przesadny optymizm... Nadal nie mam pojęcia, skąd mi się to wzięło, ani co to jest... W każdym razie nie polecam ;)

    OdpowiedzUsuń
  13. Nie o to chodzi, że po samym remoncie mam sprzątanie tylko niestety jak zwykle się przy tej okazji nakurzyło wszędzie. Poza tym zawaliłam gratami pozostałe pokoje i nie było ich jak przez 3 tygodnie sprzątać bo mieliśmy zastawioną całą podłogę i łóżka toną książek i innych pierdów. Więc jak już gość poszedł to najpierw czyściłam remontowany pokój, potem te gdzie było składowisko a potem bez sensu było zostawić brudne pozostałe pomieszczenia no to uznałam, że w ramach porządków na święta których nigdy nie robię wyczyszczę po kolei wszystko. Włącznie z czyszczeniem żyrandoli i szorowaniem drzwi :D no i już zrobiłam 2 pokoje, łazienkę i wc (pomyłam kafle i ściany i odmalowałam sufity bo mi farby białej zostało). Lu posprząta swój pokój (moja noga tam nie staje bo tam jest odwieczny bajzel) a mnie została jeszcze kuchnia i przedpokój z wielką szafą. Poza tym przy okazji robię przegląd i wywalam starocie albo wrzucam do sprzedaży w sieci :)

    Z ciastoliną dokładnie o to mi chodzi żebym miała pretekst do zabawy :P wcale nie będzie się tym bawiła sama :DDD a hulajnoga taka 3 kołowa :D dla maluchów ona ma dopiero 2 lata, spokojnie

    A to ciekawo co to. W sumie też obstawiam, że to ugryzienie jakiegoś zwierza. Ja miałam coś takiego jak wracałam z Włoch. Tamtejsze komary mnie uczulają i właśnie takie pęcherze mi robią. W zasadzie o ile pamiętam też mi to schodziło ok. 3 tygodni nawet z tym byłam u lekarza ale nie uwierzył, że to z komarów a ja dokładnie wiedziałam, że na 100% to one.

    OdpowiedzUsuń
  14. Zmęczyłam się samym czytaniem, a co tu dopiero mówić o faktycznym sprzątaniu! Przyjmij moje najszczersze wyrazy współczucia ;) Z doświadczenia wiem jednak, że takie konkretne porządki są raz na jakiś czas zdecydowanie potrzebne. Efekt końcowy na pewno będzie wart tego całego trudu. U mnie dla równowagi kompletny chill out w kwestii porządków przed świętami. Co tydzień jestem na nie gotowa ;) Gdyby nie to, że nie mam jeszcze ani choinki, ani udekorowanego domu - pewnie jestem jedyną taką osobą w Irlandii ;) - to Boże Narodzenie spokojnie mogłoby być dla mnie nawet w ten weekend :)

    Też by mi się przydał solidny przegląd zawartości moich szaf, szuflad i generalnie domu, ale to zostawiam raczej na bardziej optymistyczny okres życia, czyli wiosnę :) Czuję, że wiele rzeczy poleci...

    Strach byłoby ją samą zostawić z tą ciastoliną, chociażby dlatego, że takie małe dzieci ciągle lubią jeszcze zjeść coś z listy zakazanych rzeczy, a plastelina wygląda [a niekiedy nawet pachnie!] przecież tak apetycznie ;) Jak byłam mała, to u nas "hitem" było wkładanie sobie do nosa różnych małych przedmiotów - chyba nie znam nikogo, kto by tego nie robił ;)

    O, proszę, czyli przechodziłaś przez to samo i nawet zdecydowałaś się na wizytę u lekarza! Doradził Ci coś mądrego? Ja nadal się do niego nie wybieram, najwyżej dostanę sepsy ;) Z dwojga złego cieszę się, że mi to wyskoczyło na ręce, a nie - na przykład - twarzy ;) Coś mi mówi, że zostanie po tym brzydki ślad.

    OdpowiedzUsuń
  15. Słyszałem, że są ludzie, którzy prezenty świąteczne ogarnięte mają jeszcze w listopadzie, ale bardziej w kategorii "Mity i podania ludowe" to traktowałem. Szacun Pani Taito. Ja mam tylko jedną osobę w tym roku do odhaczenie. I to niezupełnie grzeczną, więc poprzeczka wysoko nie wisi. Niemniej na tą chwilę worek Mikołaja pusty zwisa smętnie jak wyprane kalesony.

    Dramaturgią zawiało tu jak u Hitchcocka. I otwartym zakończeniem. Bo wiemy, że był wkurw, ale na co, to już wybrać musimy sobie sami. Mam nadzieję, że okowitka pomogła.

    Ciekaw jestem, czy ja krótki śnieżny moment przespałem lub przepracowałem, czy też do nas na południe zamieć nie dotarła. Tak czy siak szkoda. Acz w zeszły weekend wpadliśmy na wariacki pomysł nocnego wypadu w tutejsze góry. Na szczycie stanęliśmy o świcie z żelaznym postanowieniem spłodzenia bałwana, bowiem śniegu w tych partiach było w bród. Niemniej wiało tak wściekle, żeśmy skitrali się w skalnym wyłomie, opróżnili termos herbaty z wiśniówką i nie mitrężąc ruszyli w drogę powrotną. No, ale zima dopiero przed nami. Nie wszystek stracone...

    OdpowiedzUsuń
  16. Ja tu wracam z daleka i nowego posta nie ma? Złamałaś mi serce koleżanko:]

    Spokojnie. Przedwczoraj zaspokoiłam mój głód wanny. Zrobiłam sobie długą, relaksującą kąpiel. Kiedy miałam wannę to i tak w tygodniu brałam prysznic. Dla mnie dobre jest to, że mając wannę i prysznic-masz wybór. Gdy masz tylko prysznic-nie masz wyboru, zostaje Ci tylko prysznic. Wanna przydałaby się, kiedy zmarznięta wracam do domu. Ze słuchawkami sprawa ma się tak, że ja właśnie takie wolę. Jestem małym człowiekiem, a nie zawsze chcę myć głowę. Miałam taką zainstalowaną na stałe słuchawkę w Irlandii i nie znosiłam tego.

    Mam podobnie. Również często zasypiam słuchając muzyki, słucham jej także w drodze do pracy i z pracy (o ile z kimś nie rozmawiam przez telefon). Nie wyobrażam sobie życia bez muzyki, bez wanny to jednak daję radę jakoś egzystować;) A jak tam ma się Twoja miłość do The High Kings? Długo o nich nie wspominałaś.

    Kochana. Niestety już wróciłam i spędzam dziś cały dzień w łóżku. Wczoraj spędziłam cały dzień w podróży od 4 rano. Za tydzień to ja pewnie już nie będę pamiętać, że byłam na urlopie. Ale wiesz co? Ten urlop to był fantastyczny pomysł. Na lotnisku miałam jeszcze wątpliwości, że chyba mnie poniosło i w ogóle, przemknęło mi przez myśl, aby nie wsiadać do samolotu. Ale dziś myślę, że muszę to koniecznie powtórzyć. Znalazłam kolejny kraj, w którym jestem zakochana po uszy.

    To by tłumaczyło dlaczego było tyle deszczu jak byłam w Irlandii;] Unicestwiałam te stworzenia niemal codziennie.

    OdpowiedzUsuń
  17. Kolego Drogi, ja zaczynam ogarniać prezenty świąteczne już... w styczniu :) Ponieważ uwielbiam sprawiać upominki bliskim, to gromadzenie ich przez cały rok dostarcza mi sporo frajdy. Oszczędza mi to później wielu problemów, sporo czasu, nerwów, a dodatkowo sprawia, że w mojej kieszeni zostaje więcej monet. Przy okazji muszę się przyznać, że oficjalnie mam już dość pakowania prezentów. W ostatnim czasie robiłam za pełnoetatowego świstaka i pieczołowicie zawinęłam grubo ponad trzydzieści prezentów w przeróżne sreberka i złotka. Już mi to bokiem wyszło...

    Mam nadzieję, że worek Mikołaja nabrał już odpowiednich rozmiarów i kształtów :)

    Może zabrzmiało to dość enigmatycznie - choć wydaje mi się, że między wierszami łatwo można wyczytać powód - ale zwyczajnie nie chciałam zagłębiać się w szczegóły, by się niepotrzebnie nie nakręcać.

    Procenty lekiem na całe zło ;) Dlatego dziś wróciłam do domu z butelką różowego wina i już ją nawet zdążyłam napocząć.

    Czyżbyście ponownie zaatakowali Carrantuohill? To musiał być boski widok!

    Jeśli pracujesz na zmiany, to faktycznie mogłeś przespać. U nas był to dość "długi moment". Rozpoczął się po północy i trwał przez połowę dnia. Tak w ogóle, to w szoku jestem, że w Irlandii, w tej Irlandii, w której tak rzadko pada śnieg, w ostatnich dwóch tygodniach widziałam jego opady już kilkukrotnie! Dziś rano wszystko było pokryte śniegiem i taki stan utrzymywał się przez większość dnia. Jak dla mnie - bomba!

    OdpowiedzUsuń
  18. Czekałam specjalnie na Twój powrót, więc spójrz na mnie, grzesznicę, łaskawym okiem! A poza tym, to nie moja wina, że nie udało mi się wstrzelić z nowym postem na powrót Jaśnie Pani, wszak panienka nie raczyła mnie poinformować o dacie powrotu na łono ojczyzny. I kto zawinił, no kto? :)

    Na złamane serce coś się wymyśli. W ostateczności będę musiała zabawić się w Szewczyka Dratewkę i załatać Twoje poturbowane serce. A tego byś nie chciała, wierz mi. To jak? Jesteś pewna, że jest złamane? ;)

    To się nazywa złośliwość losu. Miałaś, nie korzystałaś i przepadło ;) Zgadzam się jednak, że lepiej mieć wannę i opcję wyboru [prysznic bądź kąpiel] niż samą kabinę prysznicową. Wiem, że jesteś mała, ale bez przesady - w brodziku nie będziesz mogła się wylegiwać ;) O tak, słuchawki na stałe przymocowane do ściany to samo zło. Nie cierpię tego ustrojstwa. Mam w jednej łazience właśnie taką słuchawkę w kabinie prysznicowej i w ogóle z niej nie korzystam. Ja muszę mieć ruchomą, by pokierować strumień wody tam, gdzie mi się podoba :) A ta wspomniana wanna w Walii była tak dziwnie umieszczona, że bateria wannowa nie była przy ścianie, tylko naprzeciwko niej. Nie mogłam zatem umieścić słuchawki na ścianie, by wziąć prysznic, bo tej ściany tam nie było.

    Miłość to zbyt górnolotne słowo. Nadal ich lubię, grają fajną muzykę folkową, problem polega jednak na tym, że ja od dłuższego czasu nie czuję nastroju do słuchania tego rodzaju piosenek. Pewnie gdybym trafiła do pubu, a z głośników leciałaby ich muzyka, to dobrze bym się do niej bawiła, ale w domu wolę jednak słuchać czegoś, co bardziej wpisuje się w mój nastrój. Byłam jakiś czas temu na ich stronie internetowej, odsłuchałam kilka fragmentów piosenek z najnowszej płyty, ale na tym się skończyło. Nie zdecydowałam się nawet na kupno biletów na ich koncert, mimo że - wyobraź sobie - będą grać w dniu moich urodzin i to nie tak daleko ode mnie! A zauważyłaś, że THK mają nowego członka? [jakkolwiek by to nie zabrzmiało] ;) Martin Furey odszedł z zespołu ponad trzy miesiące temu.

    Regeneruj się. Ja, nie uwierzysz, mam ostatnio dość "lajtowo" w pracy, więc niespecjalnie się przepracowuję. Cieszę się, że urlop tak bardzo przypadł Ci do gustu :) "Ale dziś myślę, że muszę to koniecznie powtórzyć." - oj, jak ja dobrze to znam!

    Nawet się do tego nie przyznawaj, bo dostaniesz dożywotni zakaz wstępu do Irlandii! ;)

    OdpowiedzUsuń
  19. Oj nie, nie odwracaj mi tu proszę kota ogonem. Wiesz co to oznacza? To oznacza, że zbyt rzadko piszesz. Poinformowałam chociaż, że dotarłam cała i zdrowa i to especially for you, bo już już narzekałaś na brak posta:P
    Tak. Jest złamane jak nic;-)

    To gdzie ta słuchawka była jak nie na ścianie ja się pytam? I ja właśnie tak lubię, a kiedy ona jest przymocowana na stałe to często do niej nie dosięgam;)

    O widzisz, w ogóle nie jestem na bieżąco. Jakiś czas temu słuchałam ich nowej płyty na spotify, ale nie porwało mnie. Te pierwsze płyty bardziej do mnie trafiały.

    Kochana! Od jutra do roboty. To była krótka regeneracja.

    Nie rób mi tego, bowiem mam już kupione bilety. Jak mnie nie wpuszczą będzie na Ciebie! :D

    OdpowiedzUsuń
  20. Chyba jeszcze nie widziałaś mnie w akcji, jeśli myślisz, że tamto to było narzekanie ;)

    True - rzadko piszę, nie będę zaprzeczać.

    Skoro jesteś pewna, że jest złamane, to musisz wypróbować moje plastry. Będziesz moim królikiem doświadczalnym ;) Kupiłam je w Tesco kilkadziesiąt minut temu. Zwą się "Faster healing hydrocolloid plasters" i zapłaciłam za nie jak za zboże. Oby okazały się warte swojej ceny! Miałam je przeznaczyć na pozostałość po moim tajemniczym pęcherzu, ale mogę się podzielić. Znaj moje dobre serce!

    No właśnie była tam, gdzie nie powinno jej być - po przeciwnej stronie ściany. To chyba jakiś walijski wynalazek był. Niezbyt udany.

    Też mam takie wrażenie, dlatego nie kupiłam dwóch ostatnich płyt. To, że przestałam słuchać ich muzyki chyba jednak nie było przypadkiem. Może jeszcze mi się to odmieni [La donna e mobile - jak śpiewał Luciano Pavarotti...], ale obecnie ich muzyka jest dość niekompatybilna z moimi potrzebami, że się tak wyrażę :)

    Lepiej krócej niż wcale - tego się trzymaj.

    Co?! Masz bilety do Irlandii i ja o tym nic nie wiem?

    OdpowiedzUsuń