czwartek, 23 lipca 2015

Zwyczajna, niezwyczajna Irlandia

Ta wycieczka zrobiła mi naprawdę dobrze.



Kilka dni temu urządziłam sobie małą przerwę w budowaniu arki – tak, tak, lipcowa pogoda nadal nie zachwyca i praktycznie każdego dnia są opady deszczu o jakimś tam natężeniu – i wybrałam się w trasę. Boże, jak mi tego brakowało… Dwanaście godzin poza domem, kilkaset przejechanych kilometrów i ileś tam pokonanych pieszo dało mi więcej przyjemności, relaksu i szczęścia niż weekend w luksusowym SPA. To był taki nieco spóźniony prezent od siebie dla siebie z okazji dziewiątej rocznicy pobytu na wyspie.




Do domu wracałam w strugach deszczu, ale nawet on nie był w stanie zmyć mi z twarzy uśmiechu zadowolenia. Zresztą już się nie liczył. Przez cały dzień pogoda wyjątkowo sprzyjała, choć zdarzyło się, że w nastrojowym opactwie cystersów położonym dość wysoko, u podnóża wielkiej góry, wiatr solidnie mnie wysmagał.  No ale od czego ma się w samochodzie termos z pokrzepiającą i jeszcze parującą herbatą?



Gdyby ten wątły i kruchy mnich nie przytrzymywał się żywopłotu, z pewnością zostałby wywiany do Chin


To niesamowite, ile radości może przynieść w takim momencie różowy kubek ze zwykłą herbatą z cytryną. I zwykła bagietka z całkiem zwyczajnym nadzieniem. Przysięgam, że ta zjedzona w czasie podróży, zrobiona przeze mnie kilkanaście godzin wcześniej, była najlepszą, jaką jadłam od dłuższego czasu. W takim momencie szczęście sprowadza się do tego ciepła gorącego napoju, który wypełnia ciało od wewnątrz, do bezpiecznej i wygodnej bryły auta, która ochroni od zimna, wiatru i ulewy.



Jaki kraj, takie Morskie Oko ;)


Zobaczyłam inne pejzaże, inne miasta i ludzi. Inny świat – to właśnie ta potrzeba zobaczenia go, posmakowania czegoś nowego, pcha mnie w trasę. Kiedy podróżuję, czuję, że żyję. Czuję, że oddycham pełną piersią. Uwielbiam swój dom, uwielbiam do niego wracać, ale kiedy przebywam w nim zbyt długo, czuję, że się duszę. Jestem jak ptak, który nie potrafi żyć bez wolności. Zamknięta w klatce usycham jak kwiat, którego pozbawia się wody. Klatka, nawet złota i najpiękniejsza, będzie tylko i wyłącznie klatką.



Chyba mogę powiedzieć, że tegoroczny urlop spędziłam pod palmami? ;)


Jadąc wśród zielonych pól, złotych łanów zboża, tuneli utkanych ze splecionych gałęzi drzew, wśród lasów – tych lasów, których przecież nie ma w Irlandii! - na nowo odkryłam piękno tego kraju. Zaskoczyła mnie uroda hrabstw, które wydawało mi się, że znam. Tak mało wiem jeszcze o tym kraju. Tyle zakątków mam tu do odkrycia.



Niby zwyczajny widok, a nie potrafiłam przejechać koło niego obojętnie


Zauroczyło mnie piękno Knockmealdown Mountains, mimo że widziałam znacznie wyższe góry. I "The Vee” – fantastyczna trasa wśród lasów, paproci, krzewów i rododendronów, których już nie miałam okazji podziwiać w czasie kwitnięcia. I nawet długowłose owce wypełzły w pewnym momencie na drogę. Przez sekundę poczułam się, jak w moim ukochanym Kerry. Takie same owce nam wtedy przed dresowozem biegały.


Niezbyt ostre, bo robione na szybko i przez szybę auta


Teraz tylko pozostaje wziąć się w garść i przelać na papier jak najwięcej wrażeń. Spisać je na gorąco i jeszcze ciepłe podać Wam pod nos. Tak dla przypomnienia, jak pięknym i interesującym krajem jest Zielona Wyspa. Tymczasem zaś zostawiam Was z kilkoma fotkami odwiedzonych miejsc, które mam nadzieję, opiszę już niedługo. Zastanawiam się, czy uda Wam się rozpoznać któreś z nich?


Klimatyczne ruiny ukryte w lesie. Niedługo poświęcę im cały post


A oto kogo spotkałam w drodze: Minionka ze Smurfem :)


54 komentarze:

  1. Dopięłaś swego Taito, choć pewnie niechcący ;)
    Po raz pierwszy jestem w stanie przyznać, że niesamowicie tęsknię za Irlandią... Mam nawet ochotę, żeby wysmagał mnie ten wiatr i zlała ulewa. A kiedy tęsknota stanie się nieznośna, przyjadę :)))

    Wiesz, mam bardzo podobnie - za długo posiedzę w domu i już mnie nosi :) Co gorsza - jestem już w Polsce od prawie 3 lat, prowadzę w miarę ustabilizowane życie... i zaczynają mnie dopadać rożne dziwne myśli typu: a może by znów wyjechać gdzieś za granicę? Nie zrozum mnie źle - zbyt dobrze nam się tu ułożyło, żeby znów pakować manatki i zaczynać wszystko od nowa. Jestem na 100% usatysfakcjonowana z życia w Polsce. Jednakowoż nosi mnie i to coraz bardziej - zaczyna mi brakować wyzwania, możliwości sprawdzenia się na nowym gruncie....

    I nie wiedziałam, że owce pełzają :))) Bardzo lubię twój styl pisania :) A dresowóz to jak rozumiem BMW ;) Mój Tygrys jeździ BMW, ja pozostaję wierna hondzie :)

    Pozdrawiam z gorącej, upalnej Polski - dziś mają być zabójcze 34 stopnie i wyobraź sobie mnie wsiadającą do nagrzanego auta postawionego na cały dzień na nasłonecznionym na maksa parkingu - mam tam chyba jakieś 50-60 stopni Celsjusza i zero klimatyzacji ;) Na szczęście pootwierane na oścież okna robią robotę. Dziś Taito wszyscy Polacy Ci zazdroszczą :) A ja chyba najbardziej, chociaż wciąż kocham upały ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Witaj Taito!
    Czyżbyś już powróciła z pobytu nad oceanem?
    Jak ja Ciebie rozumiem... I dla mnie, jak opisywał Tolkien, podróż a niej jej cel jest najważniejsza. Sfotografowałaś przepiękne zakątki i już nie mogę doczekać się postu o owym zamku w krzakach ;). Mnie ostatecznie udało się spędzić godzinkę na farmie motyli. Niestety poraz kolejny przekonałem się, że mój syn ma podobne podejście do podejścia Uli na sprawy podróży - "Daleko jeszcze???". A wracając na chwilę do Farmy to zawiodłem się jej wielkością i zachwyciłem ekspozycją i wolierą z żywymi okazami. Zdjęcia dało się robić dopiero po dziesieciu minutach, kiedy para przestała kondensować się na szkle obiektywu ale w niedzielnym tłumie zwiedzających nie było warunków by "zaszaleć". Niemniej kilka fotek wybrałem i na Google+ wrzuciłem.
    Aż Ci zazdroszczę czasu na wycieczki i przepięknych widoków...
    Pozdrawiam ciepło w ten nienajcieplejszy poranek.

    OdpowiedzUsuń
  3. Pierwsza fotka to Dungarvan. Ładne miasteczko. Następna być może też, ale tej uliczki nie widziałem osobiście. No i Mount Melleray Abbey, ale to znany obiekt, więc nie trzeba było widzieć osobiście aby odgadnąć. :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Zdobywasz dwa punkty: za Dungarvan i opactwo. Na drugiej fotce jest inne miasto - bardzo ładne swoją drogą. Podobało mi się bardziej niż Dungarvan, mimo że nie jest nad wodą.
    Zaskoczyłeś mnie znajomością Mt Melleray i zawstydziłeś jednocześnie - nie spodziewałam się, że ktokolwiek zgadnie, co to za budowla. Przyznam, że ja dowiedziałam się o nim na krótko przed wyjazdem.

    OdpowiedzUsuń
  5. Witaj, Pełnoletnia :) Miło znów Cię tutaj widzieć i czytać.

    Cieszę się, że zatęskniłaś za Irlandią. Wcale mnie to nie dziwi, przecież źle Ci tu nie było, a kraj jest piękny. Nie miałam jednak zamiaru przyprawiać Cię o nostalgię. Wybacz, ale nawet nie pomyślałam o Tobie, pisząc tego posta ;) Rzadko się odzywasz, więc byłam święcie przekonana, że już dawno przestałaś tu zaglądać [choćby z braku czasu].

    Wodniki to niespokojne dusze bardzo ceniące sobie wolność [u mnie sprawdza się to w 100%], więc nie jestem zaskoczona, że odczuwasz podobne "dylematy" jak ja :) Rozumiem doskonale, co masz na myśli - mnie również jest tu bardzo dobrze, a mimo to zdarzyło mi się kilkukrotnie pomyśleć "a może powinnam zamieszkać w innym kraju"? Nieznane przyciąga i kusi, z drugiej strony jednak odzywa się to moje bardziej ułożone ja i mówi: "po co ci to potrzebne? Przecież tutaj ułożyłaś sobie życie!".

    Wiem, wiem, pamiętam Twoją wielką miłość do tej Hondy :)

    34 stopnie? Roztopiłabym się. W takich momentach cieszę się, że nie mieszkam w Polsce. A co do rozgrzanego auta, to uwierz, miałam z nim do czynienia. Nasze ma skórzaną tapicerkę, która bardzo szybko nagrzewa się w słońcu, więc miałam okazję parę razy poczuć się jak naleśnik wrzucony na rozgrzaną patelnię :)

    Dziękuję za miłe słowa i odwiedziny :) Super było zacząć dzień od czytania takich komentarzy :) Trzymaj się ciepło :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Witaj, Zielaku :)

    Tak, tak, jestem już w domu. Już w sobotę byłam. Nawet siedzenie w domu może mieć swój urok. Fajnie jest się kłaść do łóżka z myślą, że rano nie trzeba wstawać do pracy i że ma się cały dzień na robienie tego, czego się chce [albo musi - pisanie postów]. Strasznie nie chce mi się wracać do pracy. Tak dobrze jest mi na urlopie. Kurczę, a mogłam się zwolnić ;)

    Zamek w krzakach został już opisany i niedługo zagości na blogu. Fajna historia, myślę, że miejsce też przypadnie Ci do gustu. Masz do niego zdecydowanie bliżej niż ja. I pomyśl nad tą wspomnianą trasą - the Vee. Idealna na motocyklowe wycieczki. Choć w maju albo czerwcu jest tam pewnie ładniej, to nawet teraz trasa robi wrażenie. Niby zwyczajne widoki, a miały w sobie coś, co kazało wysiąść mi z auta i sfotografować to, co widziałam.

    To "daleko jeszcze?"/"Are we there yet???" to chyba normalne u dzieci. Też to słyszymy, jak mamy na pokładzie dziecko. Ja mogę jechać nawet kilka godzin bez upierdliwego dopytywania się. Zmieniające się pejzaże i ciekawa muzyka utrzymują moje zainteresowanie na wysokim poziomie. Na dzieci najlepiej działa jakiś elektroniczny gadżet. Ewentualnie sen ;)

    To ja idę poszukać tych wspomnianych fotek, bo jestem bardzo ciekawa, co udało Ci się uwiecznić :) Serdeczne pozdrowienia przesyłam :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Droga Taito, ale jak to - już po urlopie? I widzę że wybrałaś się jednak na południe? Jestem niepocieszony - myślałem ze jednak zachód Cię skusi, przyciągnie i będzie okazja spotkać Cię na którejś z tutejszych ścieżek :)

    W tamtych okolicach byłem tylko przejazdem, dawno temu, w drodze z dalekiego północnego wschodu na południowy zachód wyspy, a do tego wiele nie pamiętam jako że głównym celem było jak najszybsze dotarcie do Cork (a właściwie Cobh i Kinsale). I właściwie, odkąd Connaught skutecznie mnie zachwycił i w tym zachwycie trzyma, zaglądać tam po raz kolejny nie planowałem, jednak Twoje zdjęcia - jak zwykle zresztą - sprawiają że ma się ochotę tam wybrać i zobaczyć te miejsca na własne oczy :)

    BTW ja zaczynam swój urlop z ostatnim dniem lipca. Pierwszego dnia planuje nastawić budzić jak zwykle na 6 rano by w końcu z zimną, wyrachowaną satysfakcją móc go wyłączyć i pójść spać ;) Potem zaś sprawdzić czy zostało tu jeszcze wiele miejsc których nie widziałem.

    OdpowiedzUsuń
  8. Dzień dobry, Peadairs :)

    Nie, nie, jeszcze nie po urlopie. Jeszcze mam trochę czasu zanim wrócę do pracy. To była tylko jedna z kilku wycieczek, które zaplanowałam. Spokojnie, Twój boski zachód nadal plącze mi się po głowie, ale może niekoniecznie teraz w szczycie turystycznego sezonu. Jeśli jesień będzie ładna, to może wtedy tam zawitam. Zresztą... moje plany zmieniają się jak w kalejdoskopie. Na pewno jednak nie będę wynajmować żadnego domku letniskowego na Achill. Znalazłam ostatnio jeden, ale cena za tygodniowy pobyt pod koniec sierpnia [ponad 800 euro!] sprawiła, że pomysł trafił do muzeum niezrealizowanych marzeń ;)

    Ha! Też tak czasami robię! Ustawiam budzik na wczesną godzinę, mimo że nie planuję o niej wstać, tylko po to, by z czystą satysfakcją wyłączyć go i dalej leżeć. Czasami nawet nie muszę go nastawiać, bo moja kotka zaczęła się włóczyć nocami i wraca wczesnym porankiem. Serenady pod oknem o godzinie 5:00/6:00 murowane. Masz jakieś plany związane z urlopem? Może jakiś zagraniczny albo lokalny wyjazd? A co z kotkami? Znalazły już nowy dom?

    OdpowiedzUsuń
  9. ~monikacookies and cats23 lipca 2015 15:19

    tez tesknie za irlandia, wciaz...
    i pomimo ze tam tez pada wciaz jak i w anglii, to i tak tam byl inny klimat, jakos swiezej, cieplej...
    dlatego wybieram sie znow we wrzesniu na 5 dni, mam nadzieje, ze pogoda jeszcze dopisze :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Jak miło i swoisko :))) Uwielbiam miejsca pokazane przez Ciebie. Dwie wieże - Ballysaggartmore Towers:)))) Ruinki klimatyczne, a historia .... no cóż .... nie będę robić konkurencji ;) Jadę dziś kupić namiot i wykorzystam kilka dni na rodzinne biwakowanie, chociaż nie wiem, jeszcze gdzie.... Jakaś podpowiedź? Ściskam z zachmurzonego Cork...

    OdpowiedzUsuń
  11. Wrzesień często bywa słoneczny i pogodny. Mam więc nadzieję, że pogoda Ci dopisze. A masz już jakiś wstępny plan? Które strony wyspy Cię interesują? Przez pięć dni można naprawdę dużo zobaczyć.

    Uściski dla Mikiego i Mai :)

    OdpowiedzUsuń
  12. Witaj, Donik :) Widzę, że jesteś dobrze zapoznana z tamtymi stronami :) Oczywiście zdobywasz punkt za poprawną odpowiedź :)

    Jak na biwak to koniecznie nad morze, albo chociaż jakieś jezioro. Trudno mi doradzić, bo nie wiem, jak daleko chcesz odjechać od domu.

    A u mnie nawet ładnie dzisiaj - 20 stopni i słońce. Suszę pranie w ogródku :)

    Serdeczne pozdrowienia i uściski :)

    OdpowiedzUsuń
  13. Failte!

    Mimo pogody, która w Irlandii płata figle zdjęcia tradycyjnie piękne. Uwielbiam te krajobrazy, jestem w nich zakochana po uszy. Dostrzegam podobieństwo do mojej skromnej notki, kiedy to się zachwycam herbatą pitą na pokładzie najbardziej tanich, irlandzkich linii lotniczych oraz nad podróżami. Gdyby ktoś mnie kiedykolwiek zapytał czym jest dla mnie wolność to odpowiedziałabym, że kiedy myślę o wolności mam przed oczyma ocean, brodzę w nim nogami, wpatruję się w horyzont, a wokół mam piękne krajobrazy..Ah no i też piszę o innym świecie;) Tak różnym od tego, o którym pisał Grudziński...

    Mogłabym się spokojnie podpisać pod słowami o klatce.

    Różowy kubek? Hm...

    Nie rozpoznaję żadnego z miejsc. Tyle jeszcze do odkrycia!

    Trzymaj się ciepło i sucho w te irlandzkie deszcze Taito. Nie zapominaj o herbacie:)

    OdpowiedzUsuń
  14. Dia Dhuit, Rose :)

    Bóg zapłać za czułe słówka, dobra kobieto ;) Oczywiście krajobrazy są znacznie piękniejsze na żywo, ale o tym doskonale wiesz, bo nie raz i nie dwa miałaś okazję się przekonać. Zdjęcia są tylko namiastką - dają ogólne wyobrażenie Irlandii. Żeby naprawdę docenić urodę tego kraju, trzeba go zobaczyć na własne oczy i... dać mu się rozkochać w sobie. Uroda wyspy ciągle mnie oczarowuje. Jeszcze nie uodporniłam się na jej piękno.

    Prawda, podobieństwa w naszych notkach są podejrzanie uderzające, ale niezamierzone :) Najwyraźniej doceniamy to samo i niewiele trzeba nam do szczęścia.

    Tak, najzwyklejszy, tani, plastikowy kubek. Kupiony tylko po to, by go zabierać w podróż jako niezniszczalny sprzęt :) Zabawna sprawa z tym różem. Kiedy zapytałam Połówka, czy chce herbatę w różowym kubku, czy też może w tym od termosa, stwierdził, że chce różowy. A potem, gdzieś w połowie trasy, zatrzymał się w przydrożnym sklepie na małe zakupy. Wrócił z... różowym lodem Magnum o smaku malinowym i różowym napojem Lucozade. Zapytałam go więc, czy powinnam się martwić tym nieoczekiwanym zainteresowaniem różem ;)

    Ty również trzymaj się ciepło :) A o herbacie nie zapominam - wypiłam już jeden kubek :)

    OdpowiedzUsuń
  15. No już, już bo się jeszcze przyzwyczaisz;)

    Z każdym pobytem na Szmaragdowej Wyspie wydawało mi się, że już piękniej być nie może, a z każdym razem jest piękniej. Mam nadzieję, że nigdy się nie uodpornisz. Kto wie, może kiedyś gdzieś tam na szlaku spotkam Cię na żywo...

    Może Połówek po prostu pomyślał, że bardzo lubisz różowy i chciał pozostać w tematyce. Jest też inna opcja, tak mu dobrze zrobiła ta herbata w różowym kubku, że róż mu się zaczął dobrze kojarzyć;)

    Przyjaciel, kiedy dowiedział się o rychłych narodzinach kolejnej córki powiedział: "już nigdy nie uwolnię się od różowych nosorożców";)

    OdpowiedzUsuń
  16. Prawda. Człowiek bardzo szybko przyzwyczaja się do dobrego. Skoro masz niedługo zniknąć, to mnie nie rozpieszczaj, bo potem będę usychać z tęsknoty :)

    Skąd ja znam to uczucie? Kiedy wydaje mi się, że widziałam już wszystko, co najpiękniejsze w tym kraju, trafiam do zakątka, który oszałamia mnie swoją urodą. Ale to dobrze, że wyspa ma swoje ukryte skarby. Gdyby ich nie miała, nie miałabym, co robić ;)

    Coś może być na rzeczy z tym różem. Na starość zamieniam się w dzidzię piernik. Kiedyś unikałam tego koloru jak diabeł wody święconej, a ostatnio mnie poniosło i kupiłam sobie intensywnie różowe buty i top, tzw. bardotkę, z różowym nadrukiem. Masz rację - różowy lód zdecydowanie go zadowolił. Mlaskał z uznaniem ;)

    OdpowiedzUsuń
  17. Poproszę o następny punkt. Miasteczko na drugim zdjęciu to Lismore. Chyba nadal lubię zagadki :).

    OdpowiedzUsuń
  18. Taaak! Gratuluję! Zdobyłeś trzy punkty i prowadzisz :)

    OdpowiedzUsuń
  19. Ojej, jakie to miłe. Może ja chcę, aby ktoś usychał z tęsknoty;) Na przykład taka Taita mieszkająca w dalekiej, niedalekiej Irlandii:)

    Na jaką starość ja się pytam?;) Do przetrawienia dla mnie jest ewentualnie pastelowy róż albo brudny róż. Kupiłam w brudnym różu sukienkę na komunię. Myślisz, że to oznacza, że i ja się starzeję? Hm?

    Różowy lód powiadasz;) Bezwstydna jesteś Taito;)

    OdpowiedzUsuń
  20. To jeszcze napiszę, że trzecia fotka również jest z Lismore. Ale tych zakrętów 180 stopni nie dam rady umiejscowić... chociaż... Czyżby droga R668? A te ruinki w miasteczku to już na prawdę nie zgadnę.

    OdpowiedzUsuń
  21. Uzależniłaś mnie już od siebie. Blog bez Ciebie to jak Flip bez Flapa. Albo odwrotnie :) To naturalne, że tęsknię za Wami, kiedy się nie odzywacie. Przecież nie piszę tego bloga tylko dla siebie - ja go nie potrzebuję. Byłam, widziałam, nie muszę tego koniecznie spisywać i dokumentować. Chcę jednak zainspirować Was do podróżowania i odkrywania Irlandii, bo wystarczająco wiele razy nasłuchałam się od Polaków, jakim brzydkim krajem jest Irlandia. Bo tu nie ma piaszczystych plaż, nie ma lasów, Irlandczycy są brzydcy a Irlandki szpetne jak Bazyliszek.

    Powiadasz, że nabyłaś różową sukienkę? Nie dziwi mnie to zważywszy na fakt, że praktycznie jesteśmy rówieśniczkami. Może tym objawia się kobiece wchodzenie w kryzys wieku średniego? ;) Jak sobie kupię niedługo różowego kabrioleta, to chyba zacznę poważnie się martwić ;)

    Ja bezwstydna?! Wypraszam sobie! Dlaczego mam odpowiadać za czyny Połówka? To on poszedł do sklepu po różowego loda. Ja nawet słowem nie wspomniałam, że chciałabym loda! :) Tylko nie mów, że dałam mu to do zrozumienia czynami, lub że wyczytał to w moich myślach :)

    OdpowiedzUsuń
  22. Taaak! To zamek Lismore :)
    Fotki o numerach 6, 7, 9, 10 i 11 pochodzą z trasy widokowej "Vee", o której pisałam. To chyba właśnie R668 była :)

    Jak to możliwe, że nie kojarzysz tych ruin ze zdjęcia numer 5? Przecież znasz to miasto! Ten pomnik koło parkingu samochodowego nic Ci nie mówi? Za tymi autami jest woda.

    OdpowiedzUsuń
  23. Twoje słowa są miodem dla mojej duszy. Nie zamierzam Ci robić detoksu. Przynajmniej nie na dłuższą metę;) Muszę się tylko zorganizować. Dziś po 4 dniach dopiero się skończyłam rozpakowywać. Jutro mnie czeka pakowanie dla odmiennej rozrywki, ale najlepsze i najbardziej zabawne pakowanie czeka mnie w kolejnym miesiącu;)

    Pokaż mi tych Polaków, już ja się z nimi rozprawię! Każdy tak reaguje. Ilekroć mówiłam w pracy, że jadę do Irlandii rzucano w moją stronę spojrzenia w stylu: tu się puknij. Irlandia? Albo słyszałam: Ty to jednak jesteś dziwna. I don't care. Teraz, kiedy w Polsce jest ze 34 stopnie, jak nie więcej marzę o Irlandii. Wolę być ubrana i mieć się z czego rozebrać niż nie mieć już się z czego rozbierać.

    Kolejna herezja. Ja tam lubię rudych Irlandczyków:D Irlandki to już mniej, no bo wiadomo...

    Ha! Nawet mam zdjęcie w tej sukience. Jaki kryzys? Jaki wiek średni? Ojej. To straszne Taito. Nie zbudowałyśmy jeszcze domu, nie posadziłam drzewa i nie spłodziłyśmy jeszcze dzieci! I co teraz? Jak żyć?

    Daj znać, przyjadę i zrobię Ci wtedy terapię na kozetce, tudzież na zielonej trawie.

    No jak to? To Twój różowy kubek spowodował te lodowe następstwa;) Wiesz to jak z Ewą i Adamem;)

    OdpowiedzUsuń
  24. Kurczę, nie myślałaś o pracy w Secret Service albo jakiejś konspiracji? Bo masz genialne zadatki na to - jesteś niesamowicie tajemnicza. Gdyby Cię torturowali, to i tak pewnie nie puściłabyś pary z ust ;) Konkrety, moja droga, konkrety poproszę ;) Jeśli coś już wiadomo, to ja chcę o tym wiedzieć. Taka wścibska jestem :)

    Staram się ich unikać, bo z reguły mają kompletnie inny światopogląd i jakoś trudno nam się dogadać.
    34 stopnie? Brr, jak pewnie wiesz, nie znoszę upałów. Kocham za to świeże poranne powietrze :)

    Głupotą jest ocenianie ludzi po wyglądzie i urodzie. A już najlepsze jest to, kiedy negatywnie komentująca osoba sama nie grzeszy urodą.

    Nie wiem, jak Ci to powiedzieć i jak to przyjmiesz, ale... trudno będzie nam razem spłodzić dzieci ;) Jakimś in vitro trzeba by było się ratować, do tego banku, hmm, plemników trzeba by było się udać ;)

    OdpowiedzUsuń
  25. Nie myślałam, ale wiem, że jestem w tym dobra. Nie chwaląc się;) Spotykałam się kiedyś z pewnym panem, zabawiłam się w detektywa, znalazłam o nim informacje gdzie pracuje i na jednym ze spotkań prosto z mostu mu powiedziałam co wiem. Jego mina bezcenna:D

    Chwilę temu usłyszałam też, że jestem jak medium i wiem wszystko. Prawda jest taka, że jestem dobrym obserwatorem i mocno polegam na swojej intuicji i instynkcie. Zanim odeszłam z pracy ścięłam włosy zupełnie na krótko i każdy mnie pytał co się wydarzyło w moim życiu, że to uczyniłam. Odpowiadałam z tajemniczym uśmiechem, że zmiany, zmiany;)

    Kochana, ja nawet nie wiem gdzie mieszkasz, a Ty byś chciała tyle o mnie wiedzieć..Przecież i tak boisz się mnie spotkać osobiście:D

    Nie jestem zaskoczona. To pewnie ci, którzy na Irlandczyków mówią irole, opowiadają tylko o owieczkach i o tym, że Irlandia zatrzymała się na dorożkach.

    Taito, nie chcę złamać Twojego serca, ale ja zupełnie nie to miałam na myśli;) Nie zrobiłabym tego Połówkowi, który tak pięknie kiedyś wypisywał dla mnie koperty i paczki;) No tak powinnam raczej rozdzielić, że ani Ty ani ja nie zbudowałyśmy domu i nie spłodziłyśmy dzieci;)

    Uważaj, w mojej pracy krążyły plotki, że lubię kobiety, ponieważ jestem sama i oparłam się urokowi T przy którego biurku ciągle klęczą kobiety:D

    OdpowiedzUsuń
  26. Taito miła! Namiot kupiony! Namiot kupiony, a dzisiejszy deszcz utwierdził mnie w przekonaniu, że wodoodporność to jedyne naprawdę istotne kryterium wyboru namiotu w tym kraju ;) Myślałam o Doolin... Albo Wave Crest na Ring of Kerry.Coś tak koło 2 godzin jazdy z Cork... Ostatecznie jakaś plaża - chyba nas nie przepedzą, co? Uściski

    OdpowiedzUsuń
  27. AAAAA.... też polubiłam kolor różowy.....Musi być to związane z okresem dojrzewania ;) Albo i klimat temu się przysłużył ;) Pozdrowienia, Dziewczyny :)

    OdpowiedzUsuń
  28. Dungarvan. Ale to była trudna zagadka. Trudniejsza od drogi R668 :)

    OdpowiedzUsuń
  29. ~monikacookies and cats24 lipca 2015 14:13

    no juz plan jest, lot do dublina, tradycyjnie najpierw na cliffy w moher, a potem na polnocna irlandie, giant causway, belfast i powrot do dublina:)
    juz sie nie moge doczekac
    koteczki dziekuja:)

    OdpowiedzUsuń
  30. ~monikacookies and cats24 lipca 2015 17:05

    a moze polecasz zobaczyc cos po drodze z lahinch na polnoc?

    OdpowiedzUsuń
  31. W sumie to nie wiem skąd u Ciebie przekonanie, że znam Dungarvan. Byłem w tym miasteczku, ładnym i portowym nie przeczę, raz w życiu. I to ze dwa lub trzy lata temu. Niemniej uwielbiam zagadki i wszelkie zabawy w stylu kalambury, skojarzenia czy krzyżówki. Jednym zdaniem lubię "szturchanie" szarej komórki. A nawet kilku szarych komórek ;).
    Widzę, że ostatni post to istny kij w mrowisko. Może nie zupełnie w tym znaczeniu, ale mrówki wypełzły (jak nie przymierzając owca) i piszą, i piszą, i piszą... I fajnie. Ruch się zrobił na blogu i aż miło poczytać i uczestniczyć w dyskusjach. A już Wasze z Rose dygresje zmierzające w kierunkach różowych czy może nawet tęczowych... ;) No boki zrywać :D
    Miłego weekendu.

    OdpowiedzUsuń
  32. Kochana, jutro pomyślę, bo dziś jestem skonana. Marzę tylko o prysznicu i łóżku.

    OdpowiedzUsuń
  33. Jak Giant's Causeway to może też Carrick-a-rede, ruiny Kinbane Castle [mało popularne, ale urokliwe miejsce], Mussenden Temple i Dark Hedges? Jak dobrze się zmotywuję, to uda mi się opisać te miejsca przed Twoim wylotem.

    OdpowiedzUsuń
  34. Już tłumaczę. Otóż od razu rozpoznałeś fotkę numer 1, a ponieważ ta piąta przedstawia zamek, który leży blisko obiektu z pierwszego zdjęcia, to uznałam, że musisz znać Dungarvan.

    Skoro tak bardzo lubisz zagadki, to może powinnam częściej publikować posty tego typu? :) Jak dobrze znasz hrabstwo Mayo? Bo mam świeżutkie fotki z dzisiaj ;) Muszę je przerzucić na komputer i przejrzeć, czy coś nadaje się do publikacji. Jak zwykle zrobiłam setki zdjęć, zawstydzając niejednego azjatyckiego turystę, ale pewnie tylko 1/4 jest godna uwagi ;) Robienie zdjęć w ciemnych pomieszczeniach aparatem z zepsutą lampą to koszmar. Dobrze, że miałam ze sobą też starego poczciwego Canona. Parę razy wybawił mnie z opresji.

    Prawda - bardzo mnie cieszy ta aktywność w komentarzach pod tym postem. Uwielbiam prowadzić z Wami dyskusje. Tylko utwierdzacie mnie w przekonaniu, że mam wspaniałych i ciekawych Czytelników!

    Dziękuję i wzajemnie :)

    OdpowiedzUsuń
  35. Ale zgadłeś i to się liczy. Twardy z Ciebie zawodnik :) Walczysz do ostatniej kropli krwi ;)

    OdpowiedzUsuń
  36. Proszę, proszę, kolejna różowa landrynka ;) Ja już mam w szafie trzy różowe bluzki i dwie pary butów w tym kolorze. Myślę, że dobry róż nie jest zły. Całkiem fajnie się prezentuje, jeśli nie przesadzi się z jego ilością.

    Baw się dobrze, Donik :)

    OdpowiedzUsuń
  37. To super! Ja dokonałam tego zakupu już chyba dwa lata temu. Parę razy nawet załadowałam do bagażnika namiot i śpiwory z twardym zamiarem nocowania gdzieś na plaży, albo w jej bliskim sąsiedztwie, ale ostatecznie zamieniałam się w trzęsidupę i rezygnowałam z tego pomysłu. I potem trzeba było o północy wracać z plaży do domu. Kiedyś się odważę!
    No, no, to Wave Crest w Kerry pięknie wygląda!
    Ach, gdybym tylko miała na pozbyciu kilkanaście tysięcy euro, bez zastanowienia kupiłabym pięknego VW Transportera T1 typu 2 i objechała nim Irlandię :) To byłoby lepsze niż namiot :)

    OdpowiedzUsuń
  38. Wróżę Ci świetlaną przyszłość w Irlandii - jako Szpieg z Krainy Deszczowców :) Sherlock Holmes i Herkules Poirot to przy Tobie żółtodzioby :)

    Chcesz powiedzieć, że masz nową fryzurę? Jak to? Nie masz już grzywy Króla Lwa?

    Mieszkam w tym samym mieście, tylko na innym osiedlu. I wcale się Ciebie nie boję :) Zawodnicy w wadze piórkowej nie są mi straszni ;) Nie zapominaj, że jako dziecko namiętnie oglądałam w tv Wrestling, no i że znam karate, judo, taekwondo i... jeszcze parę innych groźnie brzmiących słów ;)

    Te kobiety ciągle klęczące przy biurku T. zdecydowanie zadziałały na moją wyobraźnię ;)

    OdpowiedzUsuń
  39. Och! Dziękuję za słowa uznania. :)
    County Mayo jest mi całkowicie nieznane. Jechałem dwa razy do Donegal, raz Killybegs po pierwszy motocykl w 2008 albo 2009 roku, drugi raz do Ardara dwa lata temu po Daisy, ale za każdym razem Mayo omijałem. Owszem wyspa Achill jest mi znana z opisów i fotografii (jest w planach) jednakże na własne oczy nie widziałem nawet granicy hrabstwa. Co nie zmienia faktu, że podejmuję wyzwanie. A nuż coś odgadnę.
    Wspominałaś coś o VW Transporterze. "No, ładne cacko!", że tak za klasykiem powtórzę. Ale to tak na bogato. Tańszym rozwiązaniem jest konwersja małego vana (toyota hiace) zarejestrowanego jako commercial. Akurat na dwie osoby, a miejsca do spania i wypoczynku z tyłu aż nad to (a może nadto). Polecam Donedeal w sekcji Commercials lub Campers.
    No to do pracy...

    OdpowiedzUsuń
  40. Hello :) Chwilowo zostanę przy namiocie. Metoda małych kroczków :) Przyległości- 7 i 6 lat wyjątkowo podekscytowane. Mąż również ;) Ostatecznie wybrałam Nagle's Doolin Camping. Zdam relację po powrocie. Trzymajcie kciuki za pogodę :) Wolałabym nie potrzebować wioseł ;)

    OdpowiedzUsuń
  41. Wcale im się nie dziwię. Mam znacznie więcej niż 6-7 lat, a mimo to z przyjemnością pisałabym się na taką przygodę :) Dobrej zabawy i odpoczynku życzę. Nie traćcie humoru nawet, jeśli deszcz Was dopadnie :)

    OdpowiedzUsuń
  42. Nie ma za co, całkowicie na nie zasłużyłeś :)

    Daisy - ale słodko :)

    Niektóre modele tej Toyoty są nawet fajne. Tyle tylko, że serce nie sługa ;) Co poradzę na to, że zakochałam się w innym? A widziałeś wersję VIP-owską Toyoty Hiace? Cuda na kiju ;) Wiesz, nie mam jakiegoś wielkiego parcia, by mieć tego campera już teraz. Nawet nie bardzo byłoby go gdzie zaparkować, bo dresowóz zabiera całe miejsce parkingowe. Marzy mi się ten konkretny VW Transporter, więc na razie nie będę zadowalać się półśrodkami. Teoretycznie moglibyśmy go kupić nawet w tym roku, ale to nie jest dobry moment. Zdecydowanie nie byłby to rozsądny zakup. Wolę, żeby pieniądze zostały na koncie, bo mogą być bardziej potrzebne np. na rozkręcenie firmy.

    Ja na razie jeszcze leniuchuję, ale nie wymigam się od sprzątania. Nawiozłam piachu do domu po wczorajszej wizycie na plaży i każdy krok po kuchennej podłodze przypomina mi, że trzeba odkurzyć.

    OdpowiedzUsuń
  43. Prawdę mówiąc urlop mam zamiar spędzić tak leniwie jak się tylko da - kilka krótkich wycieczek po okolicy, może wspinaczka na klify na Achill jeśli pogoda dopisze, włóczenie się z psami po nielicznych lasach i licznych plażach by zakończyć go z hukiem irlandzko-szkockim weselem w Donegal :)

    OdpowiedzUsuń
  44. ~monikacookies and cats27 lipca 2015 15:51

    oczywiscie most, aleja drzew i Mussenden Temple obowiazkowo, irlandie polnocna mam juz zaplanowana, ale czeka nsa dluga podroz z poludniowej tam,myslalam zeby ja jakos urozmaicic :)

    OdpowiedzUsuń
  45. Ponad pięć godzin jazdy to faktycznie sporo. A wiecie już, którą drogą pojedziecie? Trudno mi cokolwiek polecać, nie wiedząc, którą wybierzecie i co Was najbardziej interesuje [lubicie zamki?]

    OdpowiedzUsuń
  46. Szczęściarz! Korzystaj, ile tylko się da :) A mnie dziś wielka krzywda spotkała - powrót do roboty. Strasznie bolało!

    PS. Zacne plany! I jeszcze to wesele :) Zapowiada się super.

    OdpowiedzUsuń
  47. Szczerze współczuję - ja odliczam (dosłownie) czas do pierwszej godziny urlopu, muszę jeszcze poczekać 26 godzin i 7 minut by się móc porozkoszowac czystym, niesplamionym myśleniem o obowiązkach lenistwem ;)

    A wesele faktycznie zapowiada się super . Zaledwie miesiąc temu gościłem już weselu jednego z moich przyjaciól, notabene oryginalnego mieszkańca Achill, z jego szkocką piękniejszą połówką i była to naprawdę wyśmienita impreza, więc liczę na conajmniej podobną (acz tym razem odwrotnie - znajomy Szkot i jego irlandzka wybranka) :) Hm... i właśnie przypomniało mi się, że we wrześniu czeka mnie jeszcze jedno, tym razem irlandzko-irlandzkie... nie wiem czy to nie będzie ciut za dużo i nie będę sobie potem cierpiąc wypominał: 'i na co mi było to całe integrowanie się przez ostatnie lata...' ;)

    OdpowiedzUsuń
  48. 26 godzin i 7 minut pracy, oczywiście :) A właściwie to już 'tylko' 25 godzin i 48 minut ;)

    OdpowiedzUsuń
  49. E, teraz to już masz z górki: zwiększa się przyjemność z odliczania, a liczby tak pięknie maleją :)
    [Właśnie uświadomiłam sobie, że mam jeszcze dwa tygodnie urlopu do wykorzystania - i świat od razu zrobił się piękniejszy]

    OdpowiedzUsuń
  50. A dziękuję - lżej egzystować, wiedząc, że jest ktoś, kto mi współczuje ;)

    U mnie już od dawna posucha w temacie ślubów. Nie żebym jakoś specjalnie nad tym ubolewała. Ostatni raz byłam chyba na weselu siostry, a to było dawno, dawno temu, kiedy byłam jeszcze piękna i młoda ;)

    Jak zapraszają, to trzeba iść i korzystać :) Spokojna głowa, zwierzaki nie rozwalą w tym czasie domu ;)

    OdpowiedzUsuń
  51. ~monikacookies and cats30 lipca 2015 18:05

    zamki moga byc, ale nie za duzo i naprawde fajne, zeby byly wzdluz trasy bo nie usmiecha mi sie gdzies zjezdzac..., bardziej chyba wole jechac przez jakies malownicze, gorskie tereny, google pokazuje jedna trase przez athlone i dungannon, a druga przez knock, sligo, donegal, derry, ktoras z tych dwoch, bo spowrotem bedziemy jechac przez belfast i do dublina :)

    OdpowiedzUsuń
  52. A, widzisz, to zmienia postać rzeczy - może być problem z tymi górskimi terenami i naprawdę fajnymi zamkami. W Athlone jest zamek, ale nie nazwałabym go spektakularnym. Pod względem widoków to pewnie ta druga trasa będzie lepsza. Ja sprawdzałam inną - myślałam, że będziecie jechać z Lahinch przez Ennis, Limerick, Portlaoise, Dundalk. Tam byłoby sporo atrakcji po drodze: ruiny opactwa w Quinn, skansen Bunratty, bardzo fajna wioska Adare z domkami krytymi strzechą, zamek w Roscrea, Narrow Water Castle [fajna lokalizacja, ale nie wiem, czy już skończyli prace restauratorskie], ruiny Dundrum Castle, Castle Ward [jedna z z lokalizacji, w których kręcono "Grę o Tron"... Z takich najbardziej widowiskowych zamków to chyba Dunluce Castle. Mnie się te miejsca podobały, ale zaznaczam, że jestem miłośniczką zamków i niewiele trzeba, żeby mnie zadowolić ;)

    OdpowiedzUsuń
  53. ~monikacookies and cats3 sierpnia 2015 02:51

    w limerick i adare mieszkalam, wiec juz mi starczy narazie tam wycieczek...:P
    to dobrze, poslucham ciebie i jedziemy druga trasa. dzieki :)

    OdpowiedzUsuń
  54. Faktycznie! Skleroza nie boli - całkowicie o tym zapomniałam.
    To Wasza decyzja, ja nie chcę nic Wam narzucać. Ta druga trasa wydaje się bardziej widokowa. Będziecie przejeżdżać przez ładne nadmorskie miejscowości, zawsze możecie zatrzymać się w którejś z nich na kawę albo spacer po plaży. Ładne plaże znajdziecie w Strandhill i Streedagh [ale tylko do podziwiania, nie do kąpania, bo uchodzą za niebezpieczne], Culleenamore, Bundoran. Lubię też Mullaghmore i Rosses Point. W Drumcliff możecie zahaczyć o grób irlandzkiego wieszcza, W.B.Yeatsa, a także zobaczyć dwa z symboli Irlandii: okrągłą wieżę [są tu ładniejsze i bardziej imponujące] i wysoki krzyż. W Donegalu są ładne ruiny zamku.

    OdpowiedzUsuń