czwartek, 9 lipca 2015

Długo zapowiadany comeback

Prawie trzy miesiące upłynęły od mojego ostatniego wpisu, a mnie zwyczajnie nie chce się w to wierzyć. Gdyby nie to, że znaleźli się wierni i niestrudzeni Czytelnicy [też Was kocham!] systematycznie, acz taktownie przypominający mi o tej przedłużającej się ciszy, pewnie nieprędko bym tu coś napisała. Prawda jest taka, że jakoś ostatnio nie po drodze mi z blogiem. Mijamy się jak skłócone małżeństwo, a nasze ścieżki za nic nie chcą się połączyć. Co najgorsze – wydaje się być nam z tym dobrze. Nie tęsknimy za sobą, nie odczuwamy potrzeby naprawiania czegokolwiek.


Nie mogę się oprzeć, by nie sparafrazować popularnych słów piosenki Andrzeja Rosiewicza - „trzy miesiące minęły, jak jeden dzień”. Z niecodziennych wydarzeń chciałabym odnotować, że w tym czasie udało mi się wydrzeć ptaka z paszczy śmierci, no i prawie zostałam damą z łasiczką, ale o tym opowiem Wam może następnym razem. Stuknęła mi też niedawno prawie, że okrągła rocznica pobytu na wyspie i też nie wiem, kiedy te wszystkie lata przeleciały. Trochę to dziwne uczucie, bo czuję się czasami, jak osoba, która po prawie dziesięciu latach została wybudzona ze śpiączki. Mentalnie ciągle tkwię w przeszłości, w tym roku, w którym „zapadłam w śpiączkę” i nie mogę zrozumieć, jak to możliwe, że jestem nagle starsza o prawie dekadę. Przecież to było wczoraj! Mrugnięciem oka – ot, czym jest nasze życie.


A skoro już mowa o życiu, to biję się właśnie z własnymi myślami i próbuję podjąć ważną decyzję życiową. Dotarłam w pracy do punktu, do którego wiedziałam, że kiedyś dotrę. Nie widzę już w niej miejsca ani perspektyw dla siebie. Prawdę powiedziawszy nie mam też motywacji, o czym uczciwie doniosłam szefowi wszystkich szefów. Wygarnęłam mu przy okazji parę innych rzeczy, które leżały mi na wątrobie. Choć rozmawiamy normalnie i obyło się bez fochów i rękoczynów, to jednak sytuacja zrobiła się niezręczna i napięta jak gacie na tyłku Kim Kardashian, bo każda strona czuje się teraz tą poszkodowaną. Nie podobają mi się zmiany, które zaszły, a jemu to, że mnie się może coś nie podobać. Nie usłyszałam tego na własne uszy, ale mam wrażenie, że wyszło na to, że jestem straszną niewdzięcznicą. Dziwne, że jeszcze nie usłyszałam, że toczą się boje o tak zajebistą pracę, a na moje miejsce jest iluś tam chętnych. Nie satysfakcjonuje mnie już wizja podwyżki i zmniejszenia godzin pracy. Kusi mnie, naprawdę mnie kusi, by złożyć wypowiedzenie, choć z drugiej strony nie palę się do tego, by przekonać się, jak to jest być bezrobotną. Może kiedyś pożałuję swojej decyzji, ale póki co, mam dużą potrzebę utarcia komuś nosa.


Ze spraw mniejszej wagi – jestem właśnie na etapie poszukiwania fajnego kosza piknikowego. Co prawda piękne i gorące irlandzkie lato najwyraźniej już się skończyło, ale łudzę się, że jeszcze powróci. Po okresie wysokich temperatur, kiedy słupek rtęci praktycznie codziennie przekraczał 25-26 stopni, temperatury poleciały w dół na łeb na szyję i znów trzeba było wyciągnąć z szafy kurtkę i robić za trolla waciakowego. Oczywiście miało to miejsce teraz, kiedy już jedną nogą jestem na urlopie. Jakie to typowe. A mój nowy i piękny kapelusz leży bezużytecznie i się kurzy.


Wracając jednak do koszyka na piknik – jeśli wiecie, gdzie można znaleźć takie cudo, dajcie znać. A jak nie wiecie, to chociaż wypowiedzcie się, który ładniejszy: niebieski, szary czy może ten w kształcie serca? Tego ostatniego tak naprawdę nie biorę zbytnio pod uwagę, bo jest mało pojemny i przeznaczony dla dwóch osób, nie dla czterech.


A tak w ogóle to morze mi się marzy. I plaża. I jakaś irlandzka samotnia, gdzie w ciszy, tylko wśród dźwięków przyrody i ewentualnie mojej ulubionej muzyki będę mogła oczyścić umysł i całkowicie się zresetować.


Jako, że niedługo spodziewam się corocznej „delegacji” z Polski, wymyśliłam sobie, że może by tak zabrać gości na jakiś  tygodniowy pobyt nad morzem lub oceanem. Piękna plaża, przytulny domek – te klimaty. Upiekłabym wtedy dwie pieczenie na jednym ogniu: zaspokoiłabym wyżej wspomnianą potrzebę, a przy okazji zapewniłabym atrakcję gościom. Zaczęłam więc węszyć i szukać, ale coraz bardziej zaczyna to przypominać orkę na ugorze. Co by nie mówić, pomysł roku to to nie jest. Co fajniejsze domki w atrakcyjnej lokalizacji i cenie są już dawno zarezerwowane, a jak trafi się jakiś wolny, to ma tak wyśrubowaną cenę i śmieszny standard, że musiałabym na głowę upaść, by wydać sześćset euro za takie coś. Chyba ze dwa razy przekopałam się przez Internet i udało mi się trafić na taki, który mógłby spełnić moje oczekiwania, ale jeszcze nic nie rezerwowałam. Wyciągnęłam za to następujące wnioski: sierpień to zdecydowanie nie jest najlepszy miesiąc na wynajem domów letniskowych, a Irlandia jest cholernie droga pod tym względem. Taniej wychodzi wynajem domu na Wyspach Kanaryjskich, gdzie pogoda jest raczej pewna. A, i jeszcze jedna rzecz. Jak już koniecznie chcesz wynająć taki dom w Irlandii na sierpień, to nie bądź łosiem i nie szukaj go w lipcu. Taka mała rada od… klępy.

28 komentarzy:

  1. No i doczekaliśmy się. Brawo!
    Na mój gust - niebieski. Szarość na zewnątrz i w środku jest chyba nieco mniej naturalna... Napiszę później. Praca w usługach ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Witaj Córko Marnotrawna! W końcu! Teraz uciekam do pracy, gdzie z kolei ja będę nękać kierownika o moją umowę. Kończy się za dwa tygodnie, a ja wciąż nie wiem czy będę mieć pracę czy też wpadnę w odmęty bezrobotnych.

    Myślałam, że w Irlandii ludzie nie mają problemów z krytyką wobec nich i taką postawą jak Twoja. Ileż można się zadowalać tym, co się ma i nie chcieć więcej? Nieważne czy to rozwój własny, gotówka czy inne kwestie.

    Koszyk zdecydowanie niebieski.

    Nie możecie nocować w B&B przyjemnym? Myślę co prawda, że mam bardziej ubogie doświadczenie z noclegami w Irlandii niż Ty, tym bardziej w Twoich ulubionych okolicach, ale z B&B jest tak, że zazwyczaj ludzie przyjeżdżają tylko na jedną, dwie noce, więc może jest szansa, że będzie coś wolnego.

    Dobrego dnia Taito!

    OdpowiedzUsuń
  3. Welcome back :D Szkoda zycia na prace, ktora nie daje satysfakcji... Mnie natomiast prace same znajduja i powoduja skret kiszek zwiazany z podejmowaniem decyzji. Nie chcac z niczego zrezygnowac niebawem bede pracowac 7 dni w tygodniu! Sciskam z deszczowego Cork

    OdpowiedzUsuń
  4. Kurczę, tak sobie czytam te Wasze dzisiejsze komentarze i stwierdzam, że super było do Was wrócić. Czyli jednak mi Was brakowało!

    A mnie tylko jeden dzień pracy został :) Hip hip, hooray! Do pełni szczęścia brakuje mi jeszcze tylko trochę więcej słońca, bo chciałabym jechać na plażę.

    Dzięki za męski punkt widzenia - Połówek jest pod tym względem bezużyteczny. Pytałam, który koszyk ładniejszy, ale on tylko stwierdził, że jemu to wszystko obojętne, a tak poza tym, to się nie zna.

    OdpowiedzUsuń
  5. Witaj, Donik! :) Jak miło, że jeszcze o mnie nie zapomniałaś :)

    Fajnie, że praca sama do Ciebie ciągnie, ale tego skrętu kiszek to nie zazdroszczę. Boli na samą myśl ;)

    U mnie dziś 20 stopni, jutro ma być cieplej. Trzymam zatem kciuki, żeby więcej słońca dotarło do boskiego hrabstwa Cork.

    OdpowiedzUsuń
  6. Córka marnotrawna skruszona powraca na rodzinne łono. I od razu przeprasza za wszystkie zgryzoty, które z pewnością przysporzyła swoim bliskim. Wybaczysz, prawda? Wiem, że wybaczysz, bo mimo niewielkiego wzrostu masz ogromne serce :)

    Powodzenia życzę w rozmowie z kierownikiem, a także pomyślnego obrotu sprawy. Ja jeszcze wczoraj zaczęłam oswajać się z myślą, że po raz pierwszy w życiu wyląduję na bezrobociu [i to na własne życzenie], ale po dzisiejszej rozmowie z Matką Przełożoną i jej wzruszającymi tekstami "I really want you to stay." "I want you to be happy at work", "I hope you will make the right decision"...] już nie jestem takim kozakiem. Matka Przełożona - jako kobieta - doskonale wie, które struny mojej wrażliwej duszy należy nacisnąć, aby uzyskać pożądany dźwięk. A może po prostu lepiej opanowała strategie ugłaskiwania pracowników stroszących piórka? ;)

    A wiesz, że ja od początku napaliłam się na ten szary koszyk? Być może nawet bym go już kupiła, ale przez długi czas był niedostępny, potem na chwilę się pojawił, a teraz znowu go wykupili. Ten szary wydawał mi się bardziej elegancki i solidny. Teraz jednak coraz bardziej zaczynam rozmyślać nad niebieskim. Póki co każdy oddał na niego głos.

    Oczywiście, że byśmy mogli, ale wydaje mi się, że tygodniowy nocleg dla pięciu osób wyszedłby znacznie drożej niż w przypadku wynajęcia domku. Wtedy co prawda mielibyśmy zapewnione śniadania, ale ciągle bylibyśmy gośćmi, którzy powinni uszanować gospodarzy i innych turystów przebywających w B&B. A mnie trochę większa swoboda się marzyła: nocne posiedzenia na plaży, długie [i pewnie też głośne] wieczorne rozmowy poprzeplatane śmiechem i tak dalej. Znalazłam prawie że idealny dom do wynajęcia w Mayo na wyspie Achill, praktycznie położony na plaży, ale kurczę, był już zajęty w interesującym mnie terminie.

    Trzymaj się ciepło, Rose :)

    OdpowiedzUsuń
  7. I teraz już mogę parę słów napisać.
    Droga Taito, jeśli chodzi o rozmijanie się z blogiem to uważam, że powinnaś pisać tylko za siebie. Śmiem wątpić w twierdzenie, że jest wam z tym dobrze. Może Tobie tak. Ale czy blog aby na pewno podziela tę opinię? Wydaje mi się, że jeszcze parę osób mogłoby podzielić moje wątpliwości co do opinii Bloga.

    A wracając do koszy piknikowych - http://www.amazon.co.uk/s/ref=nb_sb_ss_i_1_7?url=search-alias%3Daps&field-keywords=picnic+basket&sprefix=picnic+%2Caps%2C2343
    Masz i wybieraj ;) Będziesz miała teraz zagwozdkę, jak ja z wyborem atrakcji do zwiedzania. Owocnych wyborów :)

    Nie wiem, czy Ci zazdrościć, czy podziwiać śmiałość i odwagę, czy ostrzegać przed podjęciem pochopnej decyzji? Jejku! Jako główny dostawca środków do utrzymania rodziny, nawet przez myśl nie przyszłoby mi porzucać pracę w nadziei znalezienia czegoś lepszego. Poza tym polubiłem pracę fizyczną i kontakt z klientami, z którymi w większości jestem już po imieniu. Jak to powtarzam, nie wykształciłem się na lekarza, to pomagam ludziom klejąc opony ;). To coś zupełnie innego niż praca za biurkiem i wklepywanie faktur od rana do wieczora. Jak to ująć, żeby nie zabrzmiało protekcjonalnie? Pewnie przemilczeć... Eeech, powiedziałem "a" to dokończę. Są dni, kiedy chciałbym wrócić do czasów, gdy moje decyzje odbijały się tylko na mnie, ale to niemożliwe. Podjąłem pewne życiowe decyzje i dzisiaj odpowiadam nie tylko za siebie. Tak sobie myślę, że w ten sposób to nasze życiowe zobowiązania czynią nas niewolnikami. Mogę sobie wmawiać, że jestem wolnym człowiekiem bo żyję w demokratycznym kraju, bo jestem Polakiem mieszkającym w Zjednoczonej Europie, ale jednak w świadomości pozostaje fakt, że nie jestem wolny ekonomicznie. I tutaj właśnie zazdroszczę Ci, Twojej wolności podejmowania decyzji.

    Pomysł z domkiem popieram. :) I niestety zgadzam się z Twoimi spostrzeżeniami. Irlandia pod tym względem jest KOSZMARNIE droga. I nie wiedzieć czemu, domki w centrum wyspy z nijakim otoczeniem i widokami, są niewiele tańsze od tych na zachodnim wybrzeżu. Cena za tygodniowy pobyt wyższa niż miesięczna opłata za dom z wygodami!!! Toż to o pomstę do nieba woła. A może tak zainwestować w przyczepę kempingową?
    http://www.donedeal.ie/caravans-for-sale/caravan/9860841?offset=20
    Tak, ja wiem, że jest nieco droższa niż domek na tydzień ale już domek na dwa miesiące będzie droższy - czyż nie? No i nie pytałem jak duża "delegacja" zjedzie a tu tylko pięć łóżek. Bywają też większe, a skoro wizyty są co roku... W każdym razie życzę pogody i miłych chwil nad morzem.

    Ale wiesz, że nie zapomniałem o recenzji książki Cejrowskiego? ;)

    Dobranoc Taito.

    OdpowiedzUsuń
  8. Masz szczęście, że jednak się za nami stęskniłaś. Porównanie bloga do małżeństwa nie napawało optymizmem. Pomyśl jak tu nas lubisz, to jacy fajni musimy być na żywo:D Wybaczyć to pewnie wybaczę, musiałabym Ci wymyślić srogą karę albo spuścić lanie (chociaż nie jestem zwolenniczką przemocy).

    Byłam wczoraj. Na dwa tygodnie przed końcem mojej umowy kierownik nie wie czy chce dalej ze mną współpracować. Uwierzysz? Naszą Główną lubię i szanuję, więc daję sobie nadzieję, że nie potraktowałaby mnie źle, ale jej zastępczyni za mną nie przepada od początku i na naszej linii co jakiś czas dochodzi do zwarcia. Potwornie nie lubię jak ktoś ma nieludzkie zachowania i traktuje ludzi z góry, a przy tym nie błyszczy inteligencją i kompetencją.

    Ja Ci powiem, że niemal od zawsze myślę, że większość ludzi, którzy obejmują stanowiska wyższe są ludźmi bez skrupułów. Szczególnie teraz szefowie w korpo chodzą na te couchingi, gdzie im robią istne pranie mózgu, więc jak piszesz. Oni dobrze wiedzą jaką strunę poruszyć.

    Szary koszyk wybacz, z szacunkiem dla Twoich upodobań wydaje mi się bury i byle jaki. Ten pierwszy najbardziej kojarzy mi się z latem, słońcem, świeżym powietrzem, morską bryzą...

    Możliwe. Jeżdżąc sama nie patrzę na wynajem domków;) Chcecie być niegrzeczni jednym słowem?;) Może uda Ci się jednak coś znaleźć. W każdym razie tego Ci życzę. Ja mam urlop za około miesiąc, ale wszystko pewnie zależy od sytuacji w pracy i finansowej. Już się przyzwyczaiłam, że w tym roku to ani jeden urlop nie był do końca pewny, choć wszystko zaplanowane na rok wcześniej.

    Tymczasem znowu do pracy, mam mały maraton, więc trzymaj się ciepło i słonecznie!

    OdpowiedzUsuń
  9. Witaj Taito!

    Jak to dobrze , że powróciłaś do swojego bloga , przykro byłoby gdybyś zrezygnowała z pisania.Co do kosza piknikowego , to wybrałabym niebieski ( jeden z moich ulubionych kolorów ).Taki kosz można kupić na Allegro. Jest tam duży wybór "różnistych" koszy w różnych cenach. Jednak nie wszyscy wysyłają swoje produkty za granicę. Pewnie już jest za późno na taki zakup , jeżeli już masz urlop , a potrzebny byłby na zaraz.

    Jeżeli chodzi o moje podróże , to na razie byłam na greckiej wyspie Zakynthos. Przepiękna wyspa , z cudownymi widokami i niezapomnianym kolorem morza. Wybraliśmy się na kilkugodzinny rejs statkiem dookoła wyspy i był to trafiony wybór.

    Na wrzesień mamy zarezerwowany lot do Irlandii. Nie wiem jeszcze co zwiedzimy, bo już w wielu miejscach byliśmy. Tym razem raczej nie będziemy za daleko oddalać się od Killarney. Może to będą okolice Shannon, bo tam również jest coś niecoś do zobaczenia.

    Na razie cieszę się krótką , bo tygodniową wizytą córuni.Po raz pierwszy przyleciała latem, zawsze była jesienią. Jakoś udało jej się dostać tym razem urlop letnią porą i trafiła przez 2 dni na ponad 30 stopniowe upały. Miała uzasadniony powód przyjazdu , bo jej dokumenty tożsamości tracą ważność.Już poskładała wnioski o dowód i paszport. Przyleci za kilka miesięcy po odbiór. Przy okazji złożyła wizytę stomatologowi , pochodziłyśmy po sklepach, pojadła "prawdziwych " truskawek, zobaczy się z koleżankami . Jednym słowem nacieszy się przez tydzień rodzinnymi stronami.

    Mam nadzieję, że Twój urlop będzie w pełni udany , będziesz miała super pogodę, wspaniale wypoczniesz i z entuzjazmem powrócisz do swojej pracy. A tak jak mogę coś poradzić , to nie rezygnuj z pracy , dopóki nie będziesz miała innej .Bezrobocie to nic przyjemnego.

    Pozdrawiam cieplutko.

    OdpowiedzUsuń
  10. Halo!
    Piszę, noce zarywam i co? Nic! Moderowany jestem.
    Jak już się namoderujesz droga nasza Taito, to proszę skasuj to powtórzone. Czy to załączone linki powodują oczekiwanie na moderację?

    Pozdrawiam i czekam na wiadomość co z moim komentarzem.

    OdpowiedzUsuń
  11. Zielaku, najmocniej Cię przepraszam, ale wierz mi, naprawdę nie miałam nic wspólnego z tą cenzurą. Jak pewnie zauważyłeś, nie moderuję komentarzy, każdy z nich ukazuje się zaraz po opublikowaniu, ale w tym konkretnym przypadku chyba zawiniły moje ustawienia. Najwyraźniej za dużo linków było. Muszę pogrzebać w bebechach bloga i pozmieniać ustawienia.
    Późno włączyłam dzisiaj komputer, więc dlatego tyle czasu to zajęło. Komentarz wisiał cierpliwie i czekał, aż go zatwierdzę. Na szczęście nic nie przepadło. Jeszcze raz bardzo przepraszam za utrudnienia.

    OdpowiedzUsuń
  12. Ale daj spokój. W ogóle nie ma o czym mówić. Przecież nikt nie będzie obrażał się o jakieś tam małe opóźnienie






    po trzymiesięcznym oczekiwaniu na nowy wpis. :))))

    I jeszcze raz życzę miłego urlopu.

    OdpowiedzUsuń
  13. Bawo, witaj - myślałam o Tobie ostatnio.

    Dzięki za komentarz i zabranie głosu w sprawie kosza. Coraz bardziej zaczynam przekonywać się do tego niebieskiego, aczkolwiek teraz to już w ogóle nie jestem pewna, czy kupię akurat ten konkretny model, bo dzięki uczynności Zielaka widzę, że mogę nabyć dużo ładniejsze i przede wszystkim tańsze egzemplarze. Allegro to super sprawa, ale w moim przypadku raczej się nie sprawdzi. Wolałabym dokonać zakupu w sklepie stacjonarnym. Poza tym znając moje szczęście byłoby tak, że upatrzony przeze mnie koszyk nie mógłby zostać wysłany za granicę.
    Na zakup nie jest jeszcze za późno, bo choć jestem już na urlopie, to jednak nie muszę mieć tego kosza już teraz. Może się przydać nawet na weekendy, czy w późniejszym okresie np. we wrześniu, który wielokrotnie okazywał się łagodny i słoneczny [pierwszego września rok temu jeszcze kąpałam się w oceanie].

    Jak miło, że nie próżnujecie tylko nadal poszerzacie horyzonty i badacie nieznane Wam miejsca i lądy :) Grecji oczywiście zazdroszczę, bo lubię ten kraj i jest on wysoko na mojej turystycznej liście.

    To jest właśnie ten problem z wyspą - jest stosunkowo niewielka, więc w pewnym momencie pojawia się dylemat: co teraz zwiedzić, skoro byłam już tu, tu i tu. A może powinniście wziąć na celownik jakąś irlandzką wyspę? Jest ich trochę, a niektóre są naprawdę piękne i godne uwagi. A właśnie, z Killarney to relatywnie niedaleko - byliście już na Valentia Island? Mnie naprawdę urzekła. Powinnam ją koniecznie opisać na blogu.

    Cieszę się, że chociaż przez ten tydzień masz córkę pod matczynymi skrzydłami. Co prawda już niedługo znowu się zobaczycie, ale mimo wszystko życzę Wam, abyście wykorzystały ten czas na maksa. O tych polskich upałach słyszałam i dziękowałam Bogu za to, że u nas ich nie było. W moich rodzinnych stronach temperatury dochodziły do 40 stopni. Ugotowałabym się żywcem. Nie cierpię takiego ukropu, zdecydowanie bardziej gustuję w orzeźwiających temperaturach i chłodnym porannym powietrzu.
    Mnie też przydałaby się wizyta w Polsce. Dowód mam nieważny od paru lat, a u stomatologa byłam ostatni raz... w szkole podstawowej. Na szczęście nie mam problemu z zębami, ale pewnie gdyby wziąć mnie pod lupę, to znalazłyby się jakieś małe ubytki.

    Dziękuję bardzo za życzenia i rady. Przyznam szczerze, że potrzebuję tego urlopu, chociażby po to, by z dystansu spojrzeć na parę spraw. Po dzisiejszej rozmowie wszystko wskazuje na to, że jednak zostanę, choć jeszcze dwa dni temu byłam gotowa zasiąść do napisania listu rezygnacyjnego.

    OdpowiedzUsuń
  14. Muszę przyznać, że "zemsta" za moje podróżnicze podpowiedzi zdecydowanie Ci się udała - jejku, ale piękne i kolorowe te koszyki. I taaaki wybór, zupełnie inaczej niż w Debenhamsie, gdzie w najlepszym przypadku były tylko trzy, które by mnie interesowały. Poza tym jestem zaskoczona ceną, jest dużo korzystniejsza. Jestem Ci zatem wdzięczna za linka, bo choć pytając w poście o poradę, miałam na myśli sklep stacjonarny [lubię obejrzeć i pomacać przed zakupem], to jednak teraz pewnie zdecyduję się na któryś z tych podlinkowanych przez Ciebie. Wyobrażasz sobie, jaką zagwozdkę będzie miał teraz Połówek? Przedtem nie potrafił wskazać faworyta wśród trzech proponowanych, a co dopiero teraz. W razie ewentualnych skarg i zażaleń, będę go kierować pod Twój adres ;)

    Nie podziwiać za odwagę i nie zazdrościć tylko współczuć głupoty i lekkomyślności ;) Teraz - po znacznym ochłonięciu - wiem, że także ja trochę nawaliłam, bo użyłam nieco za mocnych słów w stosunku do szefa wszystkich szefów. Następnym razem byłabym bardziej oszczędna w słowach. Dokonałam dzisiaj zupełnie nieplanowanego zakupu - kupiłam poduszkę z napisem "Be sure to taste your words before you spit them out", więc mam nadzieję, że będzie mi ona przypominać o tym, by czasem ugryźć się w język.
    W moim życiu bardzo podoba mi się ta wolność, o której wspominasz. To, że jak będę mieć takie widzimisię, to mogę zrezygnować z pracy, wyprowadzić się z miasta, w którym mieszkam, czy np. w ogóle z tego kraju. Bardzo, ale to bardzo nie lubię być uwiązana. M.in. dlatego jak ognia unikam wszystkich kredytów, abonamentów telefonicznych, wiążących mnie umów... Muszę mieć swobodę i wolność - taka już niepokorna natura Wodnika.

    Dokładnie tak! Widzę, że jesteś na bieżąco i też zauważyłeś te horrendalne ceny. Tak, jak piszesz - to jakaś przesada, by np. za dom w "Midlandach" płacić tak wysoką cenę. Rozumiem, że ceny domków nad morzem są dość wysokie. Jestem skłonna zapłacić kilkaset euro za tygodniowy pobyt - morze to jest coś, czego nie mam na co dzień, za widok się płaci, za standard również. Nie umiem jednak wytłumaczyć tego, że tygodniowa cena niejednej "nory", w dodatku w średniej lokalizacji, przekracza mój miesięczny czynsz.

    Przyczepa kempingowa to wcale nie jest głupi pomysł :) Pięć łóżek spokojnie by wystarczyło.

    Pamiętam, że pamiętasz ;) Muszę wreszcie coś z tym zrobić.

    Miłego weekendu :)

    OdpowiedzUsuń
  15. Chyba nawet najgorsze małżeństwo ma swoje wzloty, więc mam nadzieję, że tak będzie właśnie w tym przypadku :) Jeszcze do niedawna prawie wcale nie brakowało mi bloga i pisania, ale jak już zaczęłam, opublikowałam pierwszy post po długiej przerwie, to poszło z górki i teraz mam chrapkę na więcej. Strzeżcie się ;)

    Ja mimo wszystko wierzę, że wszystko ułoży się po Twojej myśli i nie zasilisz kręgu bezrobotnych. Nie wiem, czy w poprzednim wcieleniu faktycznie byłaś czarownicą, ale nie zdziwiłabym się, gdybyś była kotem. Zawsze spadasz na cztery łapy :)

    No niestety. Wielu ludzi nie ma skrupułów, by po trupach innych wspinać się po kolejnych szczeblach drabiny.
    Matki Przełożonej akurat nie podejrzewam o wyprany mózg, bo znamy się już trochę i wiem, że nigdy nie dałam jej powodów do bycia niezadowoloną ze mnie. Gdyby miała powody do zwolnienia mnie, przyklasnęłaby na moje pierwsze przebąknięcie o odejściu. Zamiast tego robiła wszystko, by mnie zatrzymać i sprawić, bym zmieniła zdanie. To m.in. dzięki niej postanowiłam jeszcze raz wszystko przemyśleć. Tym razem na spokojnie i bez niepotrzebnych emocji, które wiadomo, że są złymi doradcami.

    Jeśli ktoś tu komuś zrobił pranie mózgu, to chyba Wy mi :) Od początku szary koszyk był moim faworytem, a teraz coraz częściej dopatruję się w nim brzydoty ;) Nie dość, że bury, byle jaki, to jeszcze drogi! ;)

    Niegrzeczni? Ja to w ogóle nie wiem, co to słowo oznacza. Teraz, po niedawnym zakupie lokówki i podkręceniu mojej blond czupryny, bliżej mi do cherubinka niż do diabła :)

    OdpowiedzUsuń
  16. Haha, racja! :) Ale chyba mogę podbudować sobie ego, wierząc w to, że dzięki temu uczę Was cierpliwości? ;)

    OdpowiedzUsuń
  17. Hej! Co do kosza ja kupiłam swój chyba w TK maxie kiedyś. Co do wakacji w Irlandii ja mam zdanie wyrobione - pomyłka. Gwarancji pogody żadnej, a ceny wysokie, naprawdę lepiej pojechać za granicę. K. przekonał się o tym 2 lata temu, jak pojechaliśmy na Connemarę do Delphi mountain resort. Co do pracy - ja tak czułam w Nb, i odeszłam, ale przy okazji wzięłam odprawę ;-) Szukaj czy czegoś nie ma i aplikuj. Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  18. Witaj, kopę lat!

    Wiesz, co mnie co roku denerwuje? To, że upał wypada zawsze wtedy, kiedy jestem w pracy, a kończy się praktycznie z nadejściem mojego urlopu. Taka złośliwość losu. Rzadko zdarzają się odstępstwa od tej reguły. Teraz chyba też tak będzie - wstępna prognoza pogody na dziesięć dni nie napawa optymizmem. U mnie jeszcze ok - od 19 do 21 stopni, ale słońca mało. Natomiast w nadmorskiej miejscowości, do której chciałabym jechać [swoją drogą też Connemara, ciężko tam o upał] tylko 16 stopni maksymalnie, do tego spore zachmurzenie. Za zimno na kąpiel w oceanie.

    Pamiętam, że Ty chyba załapałaś się na voluntary redundancy. Odprawa to świetna sprawa, ale u mnie nie wchodzi w grę. Praca jest, tylko zmiany jakie w niej nastąpiły mocno nie przypadły mi do gustu. Problem został jednak obgadany z szefostwem i na 90% zostaję, choć jakoś nie tryskam szczęściem z tego powodu. No, ale może dramatyzuję na zapas. Przyszłość pokaże, czy zmiany faktycznie będą takie złe, jakimi wydają mi się w tym momencie. W międzyczasie czas przecież nikt nie może zabronić mi szukania czegoś innego.

    Miłego weekendu życzę.

    OdpowiedzUsuń
  19. Pare dni temu dotarl do mnie kosz piknikowy ktory kupilam na e-bay , z przesylka koszt okolo 49.00 euro http://www.ebay.ie/itm/WICKER-PICNIC-HAMPER-BASKET-6-4-AND-2-PERSON-WICKER-PICNIC-HAMPER-BASKET-/170898397393?pt=LH_DefaultDomain_3&var=&hash=item27ca5698d1

    OdpowiedzUsuń
  20. Dzięki za linka, też całkiem ciekawe propozycje.

    OdpowiedzUsuń
  21. Wiesz, po tych komentarzach to widzę, że nie tylko ja i Szanowny Kolega Zielak czekaliśmy tak wytrwale na Ciebie. A Ty mi tu bloga do małżeństwa porównujesz:P

    Więcej! Chcemy więcej! Tup, tup, tup!

    Ciągle jeszcze nie wiem, uwierzysz? Podobno dziś ma się zbierać Wyższe Gremium i podjąć decyzję. Zupełnie jakbym tam pracowała kilka miesięcy, a nie prawie 2, 5 roku. Trzymajmy się tych czterech łap Taito.

    To prawda, z emocjami zawsze lepiej się przespać i nie działać pod wpływem impulsu. Mam nadzieję, że u Ciebie sytuacja się również ułoży na Twoją korzyść.

    Taito, mnie nie okłamiesz. Ten cherubinek to pewnie w stroju francuskiej pokojówki, z podwiązkami:D

    OdpowiedzUsuń
  22. Ale tylko Wy głośno i wyraźnie mówiliście, że nie podoba się Wam to milczenie :) Dzięki temu nie pozwoliliście mi zapomnieć o blogu i dołożyliście sporą cegiełkę do mojego powrotu. Zawsze milej się wraca, kiedy się wie, że ktoś na Ciebie czeka, prawda? :)

    A ja bym się upierała, że porównanie do małżeństwa jest całkiem dobre - związek autora i bloga przeżywa wzloty i upadki, a często także się rozpada. I też trzeba o niego dbać, nie wolno pozostawić go na pastwę losu ;)

    Jejku, ale trzymają Cię w niepewności. Trzymam kciuki za pomyślną decyzję.

    No wiesz, co? Cherubinek w stroju francuskiej pokojówki? Od razu zostałby skazany na banicję i nie miałby wstępu do nieba! Toż to profanacja! ;)

    PS. Ratuj! Ugrzęzłam. Z trudem wyłoniłam trzy koszyki, które najbardziej jestem skłonna kupić:
    http://www.amazon.co.uk/gp/product/B00HU646ZM/ref=ox_sc_act_title_1?ie=UTF8&psc=1&smid=A112LTL2GXGMT5
    http://www.amazon.co.uk/gp/product/B00L4EJQ88/ref=ox_sc_act_title_2?ie=UTF8&psc=1&smid=A1AFJESMA8SCN6
    http://www.amazon.co.uk/Confidence-Person-Wicker-Picnic-Hamper/dp/B00JJGHLZI/ref=sr_1_136?ie=UTF8&qid=1436776926&sr=8-136&keywords=picnic+basket
    Pierwszy jest fajny, bo ma pojemnik chłodzący, co jest nie bez znaczenia w lecie, zwłaszcza kiedy zabiera się kosz w dłuższą trasę autem. Nie podobają mi się za to w nim te plastikowe i małe talerze.
    Drugi - porządny i solidny ze skórzanymi paskami, ceramiczne talerze w większym rozmiarze, dodatkowo solniczka, otwieracz do butelek. Nie podobają mi się za to te sztućce luzem na dnie.
    Trzeci - plus za dużą pojemność, kolor może nie najlepszy.

    OdpowiedzUsuń
  23. Droga Taito, skoro już po tak długim czasie zdecydowaś się na comeback to wypada mi jakoś na to zaregować. Nie odzywałem się przez długi czas (hah, ostatni mail jest datowany na grudzień zeszłego roku, więc te 3 miesiące przy tym to nic), acz wiernym czytelnikiem pozostałem :)
    Z tymi domami to nie do końca tak - zależy gdzie, kiedy i na jak długo. Jeśli marzy Ci się wycieczka nad ocean w jakieś klimatyczne miejsce z dala od cywilizacji (3 pieczenie na jednym ogniu), z jakąś szansą na znalezienie domu letniskowego w sensownej cenie, to polecam okolice Keem Bay na Achill Island - o bardziej kameralnie-klimatyczną plażę ciężko, a gdy jeszcze znajdzie się w sobie dość samozaparcia by wspiąć się (ostrożnie) na pobliskie klify... mmm... Zresztą podejrzewam że znasz tę okolicę - zresztą co tu dużo mówić, Mayo :)

    Pozdrawiam ciepło!
    P.

    OdpowiedzUsuń
  24. Peadairs!!! :)

    Ale mi zrobiłeś niespodziankę tym komentarzem! Jak to mawiają: You made my day! :)

    Bardzo długo się nie odzywałeś i wielokrotnie zastanawiałam się, co się z Tobą stało. Nawet maila miałam napisać, ale troszkę się wahałam, bo nie chciałam być natrętna niczym mucha. Najważniejsze, że się odezwałeś. Teraz już wiem, że żyjesz i masz się dobrze.

    Właśnie Mayo mnie interesowało [tygodniowy pobyt w domku z widokiem na ocean]. Sporo lat upłynęło od mojej ostatniej wizyty na wyspie Achill, więc chciałam poprzecierać szlaki, a przy okazji zapoznać się z tymi zakątkami, do których jeszcze nie dotarłam. Znalazłam fajny domek niedaleko pięknej plaży, ale niestety interesujący mnie termin był już zarezerwowany. Tydzień później dom był wolny, ale co z tego, skoro moi goście będą wtedy wylatywać.

    Trzymaj się ciepło. Wielkie dzięki za komentarz :)

    OdpowiedzUsuń
  25. Prawda, prawda. A Tym razem muszę się po raz kolejny poskarżyć, że nawet nie znam Twojego adresu, więc nawet nie ma jak Cię poszukać i za fraki wytargać.

    Nie wiem czy to dobre porównanie, na dzień dzisiejszy pałam awersją do małżeństwa, ślubów nie lubię i nie mam doświadczenia w tej kwestii;)

    U la, la. Nie pierwszy raz ktoś mi zarzuca profanację:P I co ja mam o tym myśleć?

    Pierwszy lub drugi. Jednak moje oko musi być połechtane urokliwością danego przedmiotu.

    Zdaje się, że najwięcej plusów przemawia za drugim.

    OdpowiedzUsuń
  26. A myślisz, że dlaczego jeszcze Ci go nie dałam? Właśnie z tego powodu ;)

    To możemy sobie ręce podać, bo ja też tak mam.

    Myślę, że Ty wiesz, co masz o tym myśleć :) Po prostu nie jesteś takim niewinnym aniołkiem, jak mogłoby się wydawać ;)

    Dziękuję za pomoc. Jestem strasznie niezdecydowaną osobą.

    OdpowiedzUsuń
  27. Nie wiem. Może się boisz, że podpełznę któregoś dnia jako to dzikie stworzonko za smakołykami, tudzież przywiedziona innymi dobrociami. Ja jednak nie z tych. Szanuję ludzką przestrzeń. Osobiście potwornie nie lubię, gdy ktoś się zbliża do mnie za bardzo.

    Ostatnimi czasy nie lubię jeździć ruchomymi schodami. Zauważyłam, że ludzie wchodzą na mnie nie zachowując żadnej przestrzeni osobistej. Obrzydliwe.

    Nigdy nie pisałam i nie obiecywałam, że jestem aniołkiem;) Nie na darmo nawet faceci się mnie boją. Na początku to im się wydaje, że ja taka słodka, niewinna, poddana. A to kot w worku ukryty.

    Z zakupami nie mam problemów. Robię je błyskawicznie. Nienawidzę zakupów, chodzenia długo po sklepach. Jak idę z moją mamą i ona stoi 10 minut przed półką z produktami odzywają się we mnie najmroczniejsze instynkty;)

    OdpowiedzUsuń
  28. W środkach komunikacji miejskiej również łatwo jest naruszyć czyjąś przestrzeń osobistą. Ja na szczęście nie mam takich problemów, bo praktycznie z niej nie korzystam. Kiedyś jednak jako studentka dość często jeździłam z jednego krańca Polski na drugi [dosłownie]. Siedząc w autobusie koło okna zawsze powtarzałam w myślach "oby tylko nikt się nie przysiadł" :) Oczywiście na tak długiej trasie i dość obleganym kierunku moje życzenie rzadko kiedy się spełniało. Muszę jednak przyznać, że pewnego razu udało mi się nawiązać bardzo ciekawą pogawędkę ze staruszkiem, który mnie zaczepił. Posiadał niesamowitą wiedzę i pamięć.

    U mnie różnie bywa z tymi zakupami. Również nie przepadam za długim chodzeniem po sklepach, z reguły unikam wszelkich galerii handlowych. Czasami lubię sobie jednak pochodzić po Tesco czy Dunnes Stores i zajrzeć na działy, na których nie mam nic do kupienia. Dzięki temu udało mi się ostatnio trafić na długo poszukiwany szklany pojemnik na jabłka i dwie fajne poduszki. Nie planowałam ich kupna, ale ponieważ wpadły mi w oko, a w dodatku były na przecenie, to się skusiłam. Ostatnio kompletnie zmieniłam wystrój jednej sypialni i poduchy idealnie wpisały się w nowy wygląd.

    OdpowiedzUsuń