piątek, 10 grudnia 2010

Bo happy endy są tylko w bajkach!

Długo go wyczekiwałam. Niczym zakochany podlotek oczekującyswego ukochanego, podbiegałam co kilkanaście minut do okna i nerwowo wyglądałamprzez nie, aby upewnić się, czy to aby już. Ale parking był pusty. Pozostał nanim tylko suchy, ciemny plac jako przypomnienie po stojącym tu uroczymsamochodzie. Nigdzie nie zobaczyłam masywnego, białego vana, który miał się tutajpojawić. Wreszcie, po południu, dostałam cynk, że wyczekiwany przeze mnie gośćnadjeżdża. W mojej głowie rozbrzmiały pierwsze wesołe fanfary i autentyczniepoczułam, jak z serca spada mi pokaźnej wagi kamień. Uff!

 

Akurat byłam na parterze, kiedy zobaczyłam oczekiwanegobiałego vana i niespodziewanie jeszcze jedną samochodową sylwetkę - eleganckiegoPassata. Kierowca vana musiał przez okno dojrzeć także mnie, bo zamiast dzwonkado drzwi, rozległo się krótkie, acz donośne pukanie. Poprawiłam włosy,krytycznym okiem zlustrowałam swój wygląd i chwyciłam za klucz, by otworzyćdrzwi. Spodziewałam się jednego faceta, zobaczyłam dwóch. Jeden w kwiecie wieku,z kędzierzawą czupryna, o dość przyjemnym obliczu, ale niski. Drugi wysoki, alepo pięćdziesiątce. Nie traciliśmy czasu na zbędne ceremonie. W końcu Panowieprzyjechali tutaj w konkretnym celu. W celu naprawy ogrzewania, które nie działałojuż od – uwaga! uwaga! – miesiąca.

 

Nie lubię, gdy ktoś w czasie pracy patrzy mi na ręce,zatem wyznając zasadę „nie czyń drugiemu tego, co tobie niemiłe” zostawiłamPanów w lodowatej kuchni. Bez skrupułów udałam się na piętro do jedynegopomieszczenia, w którym panowała przyzwoita temperatura – wynik pracy małego,ale efektywnego przenośnego grzejnika elektrycznego. Od czasu do czasudobiegały do mnie nieco przytłumione odgłosy rozmowy, na które nie zwracałamwiększej uwagi. Aż do chwili, gdy dotarło do mnie głośne, dwukrotne wołanie:„haaallooo?”. Nie bez żalu wychyliłam się z mojej ciepłej „nory” i stanęłam naszczycie schodów. „Taaak?”, rzuciłam do mojego rozmówcy, uroczo przewieszonegoprzez balustradę u podstawy schodów, tłumiąc zarazem uśmiech, który konieczniechciał wypełznąć na moje lico. Pan słodkim głosem poprosił o rachunek za gaz,czym mnie totalnie zaskoczył, powodując tym samym głupi wyraz mojej twarzy.„Ra-chu-nek???”, powtórzyłam zdziwiona i z wysoko uniesionymi brwiami udałamsię do pokoju, by z segregatora wyciągnąć potrzebny świstek papieru. Już wkuchni, na parterze, Pan wyjaśnił mi, że musi odpisać pewne dane z rachunku. Poczym podziękował, oddał mi rachunek, a ja ponownie udałam się do sypialni.

 

Potem sprawy potoczyły się szybciej. Niespodziewany gość odjechałswoim Passatem, a Pan Bujna Czupryna, nazwijmy go Donal, został nadal, abygrzebać w bojlerze. Po jakiejś godzinie weszłam do kuchni rozcierając ręce izagadałam Donala. „Strasznie tu zimno. Robię herbatę. Chciałbyś się napić?”.Szczerze powiedziawszy, miałam ochotę na kawę, ale moi znajomi Irlandczycy jużdawno zrobili mi pranie mózgu i wbili do głowy fakt, że narodowym,bezprocentowym napojem jest zdecydowanie herbata i właśnie ją należy podaćmieszkańcowi tej wyspy. Donal ochoczo przyjął moją propozycję, a ja skacząc pokuchni niczym kózka, zgrabnie omijałam rozstawione przez niego narzędzia.Wystawiłam na stół mleko [bo Irlandczycy uwielbiają herbatę z dodatkiem mleka]i cukier. Zaczęłam w duchu błogosławić wszystkie dzieci, które nie pojawiły sięu nas w Halloween, bo tylko dzięki temu mogłam wyłożyć na stół także słodkości,które kupiłam specjalnie z uwagi na przebierańców halloweenowych. Już miałamsię udać na piętro, gdy Donal chwycił gorący kubek, batonika i zaczął mniezagadywać. Zatrzymałam się, oparłam o futrynę drzwi, trzymając kubek w rękach izaczęłam odpowiadać na padające w moim kierunku standardowe pytania: „Skądjesteś? Jak podoba Ci się Irlandia? Jak długo tu mieszkasz? Ile mieszkańców maPolska?”, a także te mniej standardowe: „A jak wygląda system ogrzewania wPolsce? Jest taki sam jak tu?”.

 

Po batoniku został tylko papierek, a Donal powrócił dorozparcelowanego bojlera. Do swoich czynności powróciłam także ja, ale zanimudałam się do pokoju, rzuciłam mu jeszcze jedno zdanie: „Gdybyś mniepotrzebował, będę w sypialni u góry”. Potem, czytając książkę, niemal niezaczęłam się głośno śmiać – dotarła do mnie dwuznaczność tego niby niewinnegozdania. Donal zjawił się w mojej sypialni jakieś pół godziny później – lekkopukając do drzwi i prosząc o pozwolenie na wejście. Bynajmniej nie w celu„towarzyskim”, a tylko po to, by oznajmić mi, że wykonał zadanie, ogrzewanieznów działa, a on teraz chciałby sprawdzić pozostałe grzejniki.

 

Nie chciałam wierzyć w to, co usłyszałam, więc grzejnikisprawdziliśmy wspólnie. Każdego dotykałam ręką i robiłam coraz bardziejzaskoczoną minę. Działają! Wszystkie! I nawet ten toporny w salonie też działa!Już miałam ochotę wyściskać i wycałować Donala, ale z obawy o oskarżenie mnie omolestowanie seksualne poprzestałam na innej, bardziej oficjalnej formiepodziękowania: „You are a star!”. Donal podziękował za poczęstunek, pozbierałswoje narzędzia i obiecał wpaść później, by sprawdzić, jak działają grzejniki.Odprowadziłam go do drzwi wzrokiem pełnym wdzięczności i powtarzając niczymkatarynka: „Dzięki, naprawdę dzięki! Właśnie uratowałeś nam życie!”

 

Temperatura w domu powoli zaczęła wzrastać. Z 8 stopnizrobiło się 20, agdy Połówek wrócił z pracy przywitałam go następująco: „Kochanie, nieuwierzysz, ogrzewanie znów działa!”. Nie boję się tego powiedzieć: cieszyliśmysię jak małpy, które przedarły się na teren plantacji bananów. Znów odżyliśmy ibyliśmy skłonni postawić Donalowi pomnik wdzięczności, gdyby nie jeden małyszczegół…

 

Całe półtora dnia cieszyliśmy się ciepłem w domu. Dziśrano obudził nas znajomy chłód. Ogrzewanie automatycznie zaprogramowane na uruchomieniesię rano nie zadziałało. Na dzień dobry powiedzieliśmy sobie: „witamy wkoszmarze minionego miesiąca!”.  Przyśniadaniu Połówek znów wyglądał jak troll waciakowy, a ja znów trzęsłam się zzimna i wypuszczałam ustami obłoczki pary. Bańka mydlana szybko pękła. Witamyponownie w epoce lodowcowej.

 

***

Odkryłam, że niska temperatura w domu ma jeden plus.Organizmy żyjące przechodzą w fazę sztucznej hibernacji. Wierzcie lub nie, alemoje kwiaty cięte, które kupiłam blisko TRZY tygodnie temu nadal stoją weflakonie i wyglądają jak NOWE. No dobra, gerbery nieco oklapły, ale resztazachowała się fantastycznie. Nawet róża się niesamowicie dobrze trzyma. Nie  używam brzydkich słów, ale teraz muszę tonapisać, aby podkreślić całą sytuację: un-fucking-believable!

 

[Zatem tak pocichutku liczę, że przez ten miesiąc procesy starzenia się mojego organizmu zostałyskutecznie zahamowane i za piętnaście lat nadal będę wyglądać jak młoda, gładkabogini. O!]

66 komentarzy:

  1. Taito, proponuje poszukac polska zlota raczke ktora moze okazac sie lepsza niz fachowiec Donal.Jak tak dalej pojdzie to bede nazywala cie Taitus-Hibernatus i doczekam sie twojego kolejnego posta na wiosne. Az boje sie cieplo cie pozdrowic :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Hmmm, Donal, .... Donal, .... nie podpowiadaj, skądś znam to imię.... Już wiem! To ten pajac co mnie dziś opieprzył w pracy i nie chciał przyznać, że postąpiłem słusznie, póki mu nie uświadomiłem, że zrobił to samo we wtorek. Jak tak dalej pójdzie, to w okolicach moich urodzin cieszyć się będziesz w pełni sprawnym ogrzewaniem. A ja jestem spod byka... Zgadzam się z przedmówcą. Zwróć się do rodaka. Nie daj się omamić złudnym wpływem hibernacji...A, i po co znowu ten kod zabezpieczający...? ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Myślałem na początku, że będzie o czekaniu na Mikołaja :) Dobrze, że pranie będzie szybciej schło ale poważnie to rzeczywiście może zastanów się nad innymi fachowcami. Kiedy nam miesiąc temu zepsuło się ogrzewanie to nie informując o niczym landlady ani swojej agencji poprosiłem z rana o pomoc mojego sąsiada. Spytał mnie czy mam "allen keys" ale nie wiedziałem że chodzi mu o zwykłe klucze imbusowe (czyli ampulowe - imbusy oczywiście noszę zawsze przy sobie, na wszelki wypadek). Sąsiad jednak nie wiedział gdzie ten klucz włożyć więc pożegnałem go i po godzinie poszukiwań sam znalazłem to miejsce. Jak się nie sprawdza poziomu kero to potem są problemy :) Zaoszczędziłem trochę na fachowcach :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Jeju ja wściekłabym się chyba :) ale plus jest, Taitko będziesz wiecznie piękna i młoda :):)Z tą sypialnią , to mi się przypomniało, że kilka dni temu przyszedł do nas pan , zakładać nam licznik ciepła na kaloryfer w sypialni, i oczywiście przyszedł raniutko a ja mówię do niego : to zapraszam do sypialni hhhihihi uśmialiśmy się oboje po pachy :)

    OdpowiedzUsuń
  5. a ja myslalam, ze o Mikolaju bedzie:)w mieszkaniu mojej kolezanki ostatnio polscy " fachowcy" przykrecali kontakty, bo dziewcze chcialo wymienic na nowe. po tygodniu kontakty zwisaly na kablach ze scian. no tak to juz bywa. fachowcy sa fachowcami tylko z nazwy czesto.ja przezylam tutaj zakladanie ogrzewania i remonty lazienki i kuchni. panowie lokalni, ogrzewanie zalozyli w cztery godziny, wrocili w dzien nastepny, posprawdzali i dziala elegancko do dzis.to samo z kuchnia i lazienka. nic nie odpadlo, nie poprzesuwalo sie, pieknie do dzis. no ale byl tez jeden fachowiec, ktory postanowil glazure klasc na tapete, bo " i tak widac nie bedzie" :)))polecam szlafroki z per uny, jak grzejniki;)

    OdpowiedzUsuń
  6. nie do wiary ... następnym razem mu powiedz, że w Polsce aż takich problemów z ogrzewaniem to nie ma .... ;]

    OdpowiedzUsuń
  7. Kurczę, mam nadzieję, że się nie pochorujecie z tego zimna, a naprawa ogrzewania nie potrwa tak długo. Tymczasem czekają was grube swetry, skarpety, gorąca herbata i, co najlepsze, "przytul misia" :-).

    OdpowiedzUsuń
  8. Juz dawno ci pisałam, żebyście zatrudnili jakiegoś Polaka do naprawy... W ogóle mnie to nie dziwi. Ani trochę. Może na gazecie sa jakieś ogłoszenia? Ale nie martw się, do wiosny niedaleko!

    OdpowiedzUsuń
  9. Taita- nie ma tego złego co by na dobre nie wyszło- przynajmniej rachunek za gaz będzie mniejszy:) A jakby co to zapraszam do Cork i nawet Ci Hugo(pies) pożyczę jako prywatny kaloryfer:)

    OdpowiedzUsuń
  10. ~Obiezy_swiatka10 grudnia 2010 20:35

    Taito, bardzo mi przykro.Dziwna sprawa, ogrzewanie działało 1,5 dnia, a potem nic. Hm. Może innych fachmanów potrzeba?Ciepło pozdrawiam!O.

    OdpowiedzUsuń
  11. Obieżyświatko, to już drugi specjalista :) Pierwszy popatrzył, poszperał w bojlerze i stwierdził, że CIĘŻKO go będzie naprawić, bo firma, która wyprodukowała bojler, splajtowała i części są trudne do zdobycia. Drugi pan Złota Rączka podjął się naprawy i prawie mu się to udało. Ogrzewanie działało przez półtora dnia. Zgłosiliśmy usterkę i teraz znów czekamy na ponowne odwiedziny Donala. Zagmatwane to wszystko :)

    OdpowiedzUsuń
  12. No nie ma, nie ma, też sobie to powtarzam :) Rachunek za gaz faktycznie przyszedł dużo mniejszy niż oczekiwaliśmy, za to strach pomyśleć, ile wyniesie nas opłata za prąd [grzejniczek elektryczny działa na maksa] ;) A Hugo to chociaż przyjazne stworzenie? ;) No i daleeeeko mi do Cork ;)Pozdrawiam serdecznie :)

    OdpowiedzUsuń
  13. A tam Polak - nie wierzę w dobrych fachowców Polaków i złych Irlandczyków :) Pewnie niejeden rodak miałby problem z tym bojlerem. To nie jest pikuś, mówię Ci :) Ps. A z gazety nie korzystam :)

    OdpowiedzUsuń
  14. Już się pochorowaliśmy. Ja dopiero co powróciłam do zdrowia, a zarazki powędrowały do Połówka i teraz on się z nimi zmaga. Przeżyjemy, spokojna głowa :)

    OdpowiedzUsuń
  15. Dobra myśl, będę musiała gościowi wjechać na ambicję :) Może to coś zmieni :)

    OdpowiedzUsuń
  16. Nie Ty jednak tak pomyślałaś :)Otóż to :) O klasie danego fachowca na pewno nie świadczy jego narodowość :) Więc tak prawdę powiedziawszy nie mam pretensji do Donala. Równy gość z niego :) A szlafroków nie używam :) Taka już ze mnie elegantka, że zaraz po wstaniu z łóżka lecę do łazienki, a potem zakładam zwyczajny, domowy strój. Szlafroki źle mi się kojarzą [choć to zbyt mocne stwierdzenie] i nie jestem typem osoby, która chodzi przez cały dzień, albo poranek otulona w szlafrok. Pozdrawiam serdecznie :)

    OdpowiedzUsuń
  17. No to pojechałaś równo po bandzie :) Jesteś bardziej bezpośrednia ode mnie :)Dopóki obcy ludzie określają mnie mianem "girl" a nie "woman" [co jakiś czas temu przytrafiło mi się w moim ulubionym sklepie] to chyba jest dobrze :)

    OdpowiedzUsuń
  18. Atanerku, szukanie polskiej złotej rączki odpada. Nie mamy zamiaru tego robić. Przedstawiciel landlorda już dawno temu poinformował nas, że wszystkie usterki mamy zgłaszać jemu, a on zajmie się tym, by naprawiono nam sprzęt. Agencja wynajmuje swoich fachowców i to właśnie agencja pokrywa koszty naprawy. Dlaczego więc sami mielibyśmy za to płacić, jeśli to nie my doprowadziliśmy do uszkodzenia? Bo to przecież nie nasza wina. Gdybyśmy rozbili okno, to byłoby co innego ;)

    OdpowiedzUsuń
  19. No wiesz, dla tej wiecznej urody i młodego wyglądu chyba warto się troszkę pokatować :)A co do polskiego fachowca, to jak już wspominałam w odpowiedzi na komentarz Ataner: nie będziemy go wzywać, bo za naprawę usterek odpowiada agencja. Mamy polecenie czekać na Donala, więc czekamy :) Obiecał wkrótce zajrzeć i sprawdzić, co tam sknocił, że ogrzewanie przestało działać :)Byczek, powiadasz :) Moja Mama jest Bykiem [ale to brzmi] i muszę Ci powiedzieć, że wyjątkowo równa z niej babka :) Masz ode mnie dodatkowego plusa za znak zodiaku ;) Nawet tę miłość do Juve jestem Ci w stanie wybaczyć ;)

    OdpowiedzUsuń
  20. Szczerze? nie wiem jak wytrzymaliscie miesiac w takim zimnie?????!!!!!Dlaczego to tak dlugo trwa?Czy oni czekaja do lata, zeby wam to naprwawic?? Chyba roznioslabym wszystko i wszystkich, gdyby mnie bez ogrzewania pozostawiono.Zycze wam cieplych kaloryferow :)

    OdpowiedzUsuń
  21. Pendragonie, a od kiedy Mikołaj podróżuje białym vanem? ;) A tak całkiem poważnie, to jak pisałam tę notkę, zastanawiałam się, ile osób przeczytawszy wstęp, pomyśli, że będę pisać o wizycie świętego Mikołaja ;) Uff, ale zdanie. Obawiam się, że u mnie żaden klucz imbusowy nie pomoże ;) Bo to poważniejsza sprawa jest.

    OdpowiedzUsuń
  22. A może by tak zmienić lokum? :-) Wiadomo życie, czasami bywa niesprawiedliwe ale tak po prawdzie to powinniście mocniej walnąć pięścią w stół i nie wiem, może mniej zapłacić za wynajem albo co? Płacisz - wymagasz a skoro przez miesiąc cały nie ma ogrzewania to ze strony landlorda czy też agencji jest coś nie halo... A co by było gdybyście mieli małe dziecko? Też ta naprawa byłaby tak nie udolna? Ręce opadają a przy okazji nóż w kieszeni się otwiera na tą sytuację...Skoro o usterkach i niedogodnościach to pocieszę Cię i powiem, że od 2 dni nie mamy wody :-) Dopiero 2 dzionki ale powoli staje się to uciążliwe i zaczynamy doceniać wodę i rozumieć jak bardzo ona jest do życia potrzebna. Mam nadzieję, że wróci szybko.pozdrówka!

    OdpowiedzUsuń
  23. Słodziak jakich mało:) No i wcale nie tak daleko- bliżej niż w PL z Beskidów do Trójmiasta:)

    OdpowiedzUsuń
  24. He, he, to ja w tym temacie mam dla Ciebie proroctwo Kabaretu Po Żarcie:http://tinyurl.com/3359qjgdr Woland.

    OdpowiedzUsuń
  25. Wszystko przez fachowca numer 1, bo to on obiecał, że pojawi się "jutro", no i pojawił się po... trzech tygodniach. A i tak nic nie naprawił. Zatem przedstawiciel landlorda wysłał nam drugiego fachowca, Donala. Z tym było lepiej, bo przynajmniej udało mu się sprawić, żeby ogrzewanie znów zaczęło działać. Rozmawialiśmy z nim telefonicznie, ma się wkrótce pojawić.

    OdpowiedzUsuń
  26. Dzięki za linka, nie widziałam tego wcześniej :)

    OdpowiedzUsuń
  27. Dobrze prawisz, kolego :) Też tak sobie pomyślałam i pomimo tego, że uwielbiam moje osiedle, bo jest naprawdę spokojne, ładne i bezpieczne, to zaczęłam przeglądać oferty wynajmu domków. Nawet wpadł mi jeden w oko - na sąsiednim osiedlu, a do tego czynsz tańszy :) Namawiam Połówka na spotkanie z agentem nieruchomości, aby obejrzeć ten dom, ale on się nieco kryguje, bo uważa, że to zobowiązujące jest. A ja wcale tak nie uważam. Taka już praca agentów mieszkaniowych :) A propos dziecka - niedawno wyprowadzili się nasi sąsiedzi. Mieli małe dziecko :) Co ciekawe dom, który wynajmowali TEŻ należy do naszego landlorda? Czyżby i tam były problemy z ogrzewaniem? Współczuję braku wody! Nie wyobrażam sobie bez niej życia! I powiem Ci, że brak ogrzewania to dla mnie pikuś w porównaniu z brakiem wody. Oby ta sytuacja szybko uległa zmianie, tego właśnie Wam życzę.

    OdpowiedzUsuń
  28. A to akurat prawda :) Uwielbiam hrabstwo Cork :) Swego czasu co roku jeździłam tam na wakacje, no i do dziś marzy mi się mały urlop w pewnym B&B, niesamowicie malowniczo usytuowanym :) Pozdrowienia dla Hugo Bossa ;)

    OdpowiedzUsuń
  29. Uuu, no to faktycznie nieciekawie sytuacja wyglada!! Wspolczuje! Swoja droga czemu naprawienie czegokolwiek jest tak skomplikowane tutaj to nie wiem;)U mnie cieplo nawet bez ogrzewania, nadal mam wylaczone koloryfery w sypialni i kuchni:)tylko salon troche dogrzewam:)trzymam kciuki zeby Wasze problemy w koncu sie rozwiazaly;)Poza tym jak sniegu nie bylo tak nie ma:)a teraz jest cieplo i slonecznie:)czuc juz atmosfere swiateczna, na ulicy zamontowano glosniki i leca sobie w ciagu dnia swiateczne piosenki, bardzo to lubie w mojej miejscowosci:)))az ubralam choinke! nie moglam sie powstrzymac:)))

    OdpowiedzUsuń
  30. Ja też się niedługo zabieram za choinkę :) Doszłam do wniosku, że to już pora, bo tutaj wszyscy zawsze wcześnie ubierają i zaraz po świętach rozbierają. Więc gdybym ubrała tuż przed świętami, to po prostu nie zdążyłabym się nacieszyć tą niepowtarzalną, świąteczną atmosferą. Zatem postanowione: wysyłam Połówka dziś (lub najpóźniej jutro) na strych, aby zniósł choinkę i wszystkie ozdoby. Czas rozpocząć przygotowania świąteczne :)A u nas śniegu też nie ma - wszystko, ale to wszystko już stopniało. Mam tylko nadzieję, że Boże Narodzenie będzie białe :)

    OdpowiedzUsuń
  31. a ja znowu calutki dzien chodzilam. jezusie, jak w afganistanie tutaj. od 10 pm wczoraj do 5.30 pm dzis nie bylo znowu swiatla. katastrofa jakas. teraz pije goraca herbate, leci mi do wanny goraca woda i zaraz ogrzewanie wlacze, bo ja juz tym fachowcom od rozkopywania ulic nie dowierzam.znowu po kilku godzinach moze nastac ciemnosc. co za shit i tak to podsumuje.

    OdpowiedzUsuń
  32. No i masz, przez tego plusa będę się musiał przyznać do czegoś, czego nikomu nie mówiłem. Szlachectwo wszak zobowiązuje, a wrodzona uczciwość nie pozwala mi przyjąć nagrody, na którą nie zasłużyłem. Nie jestem bykiem. Jestem - nie wykorzystaj tego przeciwko mnie - ... baranem. Urodziłem się na przełomie dwóch znaków. Horoskopy twierdzą różnie, raz przypisują mnie znakowi barana, a raz byka. Aby to ostatecznie rozstrzygnąć konieczne było ustalenie pochodzenie znaków zodiaku. Otóż musisz wiedzieć Młoda Damo, że urodzić się pod znakiem np panny, to znaczy przyjść na świat, gdy słońce znajduje się na tle gwiazdozbioru panny. Gdy ja wydałem pierwszy krzyk, słonce znajdowało się w gwiazdozbiorze barana. I taka jest smutna prawda. Ale zawsze twierdził będę, że jestem bykiem...

    OdpowiedzUsuń
  33. Sytuacja na szczęście uległa zmianie dzisiejszego ranka. Woda znowu się pojawiła i od razu lepiej człowiekowi na sercu i duszy się zrobiło :-)Powiem Ci szczerze, że ja podobnie jak Twój Man, kiedy nieśmiało zaczęliśmy myśleć o zmianie mieszkania, to prym w tym wiodła moja żona. Namawiała mnie aby pójść oglądać inne a mnie coś trzymało i w ogóle nie miałem na to ochoty. Chyba nazbyt przywiązany jestem, już w sumie 4,5 roku na tej samej chacie a po ostatniej obniżce czynszu nie zapowiada się abyśmy szybko się przeprowadzali.Aha, jakiś chochlik chyba albo inny czort ale kaloryfery u nas na górze zastrajkowały i przestały grzać... :-/ Za dużo się chyba naczytałem u Ciebie o tym ogrzewaniu i teraz na nas przeszło :-) Na szczęście na dole jest oki i mam nadzieję, że na górze również będzie.pozdrówka!

    OdpowiedzUsuń
  34. Taito, a czy landlond obnizy Ci czynsz za okres uzytkowania mieszkania ponizej wczesniej uzgodnionych warunkow?Trzymaj sie cieplo!

    OdpowiedzUsuń
  35. Dobry fachowiec Polak i zły Irlandczyk to już stereotyp na tej wyspie i to prawdziwy. No, do jasnej ciasnej, ile się już "nagadałyśmy" o Irish Specialists???? Ta Agencja was normalnie olewa, jak mozna tak długo czekać na naprawę i to w dodatku nieskuteczną??? Połówek jeszcze tam nie wpadł z jakąś bombą??? Zbulwesowałam się.

    OdpowiedzUsuń
  36. O kurcze, bylebyś tylko się nie cofnęła w czasie, albo zamrożona nie poczekała ileś setek lat na odmrożenie;))

    OdpowiedzUsuń
  37. Taito - slawna generalowa Zajaczkowa co w w wieku lat osiemdziesieciu wygladala na osiemnascie utrzymala swa mlodosc sypiajac w ochladzanych lodem pomieszczeniach - wszystko ma swoje plusy ;) A tak serio - wspolczuje. Choc my wciaz w mieszkaniu nie grzejemy - no czasem wlaczam w nocy jak siedze przy laptopie na pol godzinki...ale jednak w apartamencie cieplej niz w domu. Zycze szybkiego rozwiazania problemu!

    OdpowiedzUsuń
  38. Szczerze mówiąc, to się dziwię, że wytrzymaliście tak ponad miesiąc. Jak bym codziennie dzwoniła do landlorda i nie zapłaciła mu raty. Od razy by się naprawiło! Masz szczęście, że woda wam nie zamarzła, chociażby w rurach od tanku na strychu albo w samym tanku! Mnie się tak zrobiło (w rurach) w zeszłym roku, ale odpuściło jak nagrzałam dom i otworzyłam właz na strych. Powodzenia, ale bardziej naciskajcie.

    OdpowiedzUsuń
  39. PS. Świetne zdjęcia w poprzednim poście!

    OdpowiedzUsuń
  40. I słusznie :) To masz identyczną sytuację jak mój brat. Tyle tylko, że on urodził się kilka miesięcy później, zatem według jednych horoskopów jest Skorpionem, a według innych Strzelcem. Dla mnie zawsze będzie Strzelcem, bo Skorpiony bywają wredne ;)

    OdpowiedzUsuń
  41. Pracujemy nad tym :) Niedługo okaże się, jaką zniżkę dostaniemy. Choć dzisiaj na przykład znajoma Irlandka stwierdziła, że powinniśmy postawić sprawę jasno: nie ma ogrzewania, nie ma płacenia czynszu :)

    OdpowiedzUsuń
  42. Invitado, współczuję Ci tego horroru. Czytałam u Ciebie, jakie atrakcje zafundowała Ci elektrownia. Z dwojga złego wybieram moje niedogodności - nie wyobrażam sobie egzystowania bez prądu i wody [to w przypadku Ćwirka]. Masakra.

    OdpowiedzUsuń
  43. No troszkę się nagadałyśmy na temat irlandzkich złotych rączek, bo niestety miałam okazję poznać kilku tutejszych partaczy, co nie zmienia faktu, że nadal uważam, iż kompetencja nie jest uzależniona od narodowości :) Taki pech, trafiłam na niezbyt dobrych fachowców. Gdzieś tam, po tutejszych uliczkach, błąkają się Ci dobrzy - obyśmy kiedyś na nich natrafiły :) Agencja trochę olewa sprawę, to nie ulega wątpliwości, ale my im nie popuszczamy i cały czas dopominamy się o swoje. Trzeba walczyć o swoje prawa :)

    OdpowiedzUsuń
  44. My mamy podobną sytuację. Mieszkamy w tym domu cztery lata i naprawdę jest tu fajnie, bo osiedle pierwsza klasa. Dzisiaj rozmawiałam ze znajomą Irlandką i wspomniałam jej o ewentualnej przeprowadzce na południe miasta, po czym ona stwiedziła: "don't go there! Don't go there!". Domy są tam trochę tańsze i za nieco większe pieniądze moglibyśmy zamienić naszą dwójkę na dom z trzema sypialniami, ale tak naprawdę to nie jestem przekonana, czy gra warta jest świeczki. Nie chciałabym wpaść z deszczu pod rynnę. A poza tym, wyprowadzka wiąże się z wieloma problemami, zmianą adresu, etc... Cieszę się, że woda powróciła, ale z tym ogrzewaniem to niezbyt wesoła sprawa - oby był to tylko chwilowy kaprys Waszych grzejników :)Pozdrawiam serdecznie i czekam na jakiegoś irlandzkiego posta :)

    OdpowiedzUsuń
  45. Spokojnie, nie będzie tak źle. Po sobotniej wizycie Donala z... synem, jest nieco lepiej :)

    OdpowiedzUsuń
  46. Czyli jednak jest coś na rzeczy z tą hibernacją! :) No i po raz kolejny potwierdza się stara prawda: nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło.A ogrzewanie znów zaczęło działać - co prawda nie jest to 100% wydajności grzejników, ale lepsze to niż nic. Donal przynajmniej coś poradził, bo poprzedni fachowiec poddał się.

    OdpowiedzUsuń
  47. Nie mieliśmy wielkiego wyboru. Pozostawało czekać i codziennie upominać się o swoje. A z landlordem nie mamy bezpośredniego kontaktu. Naszym łącznikiem jest facet z agencji - to on jest przedstawicielem właściciela tego domu. Teraz czekamy na wiadomości w sprawie czynszu. Nie liczę na to, że nie będziemy musieli go płacić w tym miesiącu, ale spora zniżka byłaby miłą rekompensatą. A Ty mnie tu nie strasz zamarzniętymi rurami. Jeszcze tylko tego by nam do szczęścia brakowało :)

    OdpowiedzUsuń
  48. Dzięki - miło mi to czytać :)

    OdpowiedzUsuń
  49. Tworzy się tworzy kolejny, irlandzki wypocin :-) Ale idzie mi to ostatnio jak krew z nosa i dlatego częstotliwość dodawania strasznie się spowolniła... A wypraw mam w głowie i pomysłów na je opisanie hoho i jeszcze trochę ;-) Zobaczymy jak to będzie, obym szybko wyszedł z tego pisarskiego dołka.Przyszły dziś do nas książki, ta o której Ci wspominałem okazała się tłuściutka, ponad 600 stron :-) Bedzie co czytać, oj będzie.pozdrowionka!

    OdpowiedzUsuń
  50. O kurcze, jak z synem to się nie dziwię, że się gorąco zrobiło;)

    OdpowiedzUsuń
  51. Współczuję Ci Kochana, nienawidzę marznąć w domu !!! Brrr.elsa

    OdpowiedzUsuń
  52. Współczuję Taitko tego zimniska. Mam nadzieję, że coś się już w kaloryferach dzieje lepszego.Przesyłam słońce wirtualne, niech grzeje :))Buziaki :)

    OdpowiedzUsuń
  53. A tak w ogole to zapomnialam wspomniec jak mi sie spodobala sugestia ze bedziesz czekac w sypialni ;))))

    OdpowiedzUsuń
  54. Haha, no co Ty :) Ten syn to taki mały był ;) Za mały :) Nie gustuję w pięciolatkach ;)

    OdpowiedzUsuń
  55. No właśnie - pora wydostać się z tego dołka, Cwirku :) Bo jestem pewna, że masz wiele ciekawych relacji do przedstawienia czytelnikom :) A ja tak szczerze powiedziawszy nie przepadam za tak obszernymi książkami. Mało praktyczne są, ciężkie i nie można ich włożyć do torebki. Wolę takie do 350-400 stron :) Daj znać, jak skończysz czytać, bo jestem ciekawa Twojej opinii :)

    OdpowiedzUsuń
  56. Elso, dzięki za wyrazy współczucia, ale wygląda na to, że najgorsze już za nami :)

    OdpowiedzUsuń
  57. Miledo, po pierwsze dziękuję za kartkę świąteczną - właśnie dzisiaj do mnie dotarła - i za pamięć :) A co do ogrzewania to jest już znacznie lepiej. Od dobrych kilku dni grzejniki działają tak, jak należy :)

    OdpowiedzUsuń
  58. No i czekałam cierpliwie, ale Donal albo był nie kumaty, albo nie był zainteresowany ;)

    OdpowiedzUsuń
  59. madziulka_87@onet.eu19 grudnia 2010 16:10

    Oj nie wiem czy nie wolałabym ciepła w domu niż, żebym marzła, a za 15 lat nadal wyglądać młodo i świeżo :P. Mam jednak nadzieję, że ogrzewanie wróci do stanu normalnego i to już wkrótce :) pozdrawiam po prostu m;)www.kobieta-szczesliwa.blog.onet.pl

    OdpowiedzUsuń
  60. ~Andzia z Gdańska19 grudnia 2010 20:31

    super zartobliwy felieton! gratuluje umiejetności pisania genialne tylko szkoda że była to prawda! ha ha Ania pedagog

    OdpowiedzUsuń
  61. anna_kordalewska19 grudnia 2010 21:44

    Najlepiej spać w nieogrzewanym pokoju, z lodem pod łóżkiem, względnie na liczku. Podobno żona generała Zajączka dzięki temu miała 18-letnich absztyfikantów jeszcze w wieku lat osiemdziesięciu... :)www.cienistadolina.blog.onet.pl

    OdpowiedzUsuń
  62. Ja tam chyba jednak wolę trochę pomarznąć niż wyglądać jak pomarszczona, suszona śliwka ;) Pozdrawiam serdecznie z zaśnieżonej i mroźnej wyspy :)

    OdpowiedzUsuń
  63. No cóż, pozostaje napisać mi prawdę - bardzo się cieszę, że się podobało :)

    OdpowiedzUsuń
  64. Dla tych osiemnastoletnich absztyfikantów niejedna kobieta byłaby skłonna spać w samym igloo ;)

    OdpowiedzUsuń
  65. O rany! Zarypiaszczo opisane przeżycia. Podobnie jak Ty powiem tylko tyle, aby nikogo nie urazić: O rzesz ku.... :-D

    OdpowiedzUsuń
  66. No cóż - shit happens jak to mówią ;)

    OdpowiedzUsuń