sobota, 4 lutego 2012

Bruksela część druga - atomowy punkt programu

Będąc w dzielnicy Laeken nie mogliśmy tak po prostu ominąć jednego z symboli Brukseli – Atomium leżącego w sąsiedztwie zwiedzanych przez nas muzeów. Stara Zasada Leni mówi wyraźnie: „co masz zrobić dzisiaj, zrób pojutrze – będziesz mieć dwa dni wolnego”. My jednak nie zaliczamy się do leni, przynajmniej nie wtedy, kiedy jesteśmy w podróży, więc nie było sensu odkładać na później momentu, w którym staniemy przed Atomium - gigantycznym modelem kryształu żelaza z dziewięcioma atomami.

Spacer nie był forsujący i minął dość szybko. Im bliżej byliśmy celu, tym coraz bardziej jasne stawało się, że w bezpośrednim sąsiedztwie Atomium jest jakaś impreza. Świadczył o tym wyjątkowo natężony ruch samochodów i pieszych. Spod Atomium dobiegały odgłosy charakterystyczne dla samochodów wyścigowych. Dźwięk nie korespondował jednak z obrazem, więc automatycznie skierowałam się ku uchylonej metalowej bramie zachęcająco obwieszczającej „Entrée”. Poczułam się więc zaproszona i śmiałym krokiem przekroczyłam bramkę, by po chwili mogło do mnie dotrzeć, że mężczyzna znajdujący się gdzieś za mną, coś mówi. I że najwyraźniej swoje słowa kieruje do mnie. Kilka sekund później wiedziałam już od Monsieur Ochroniarza, że to Grand Prix i wymaga się tutaj biletów za 15€.

„Macie bilety?” „Nieee - jęknęłam zbyt przeciągle – nie mamy.” I nie mamy zamiaru ich kupować, dodałam w myślach. Przyszłam tu dla Atomium nie dla Formuły 1. Oddaliliśmy się zatem na pobliską ławkę, by usiąść i dokonać szybkiej zmiany planów. Jasne było, że do Atomium już dzisiaj się nie dostaniemy. Możemy za to porządnie zmoknąć, jeśli niepotrzebnie przedłużymy naszą wizytę tutaj. Niebo pociemniało groźnie, a delikatne krople były zwiastunem nadchodzącego, cięższego kalibru deszczu.



  


Drugi dzień pobytu w Brukseli okazał się bezsprzecznie przyjemniejszy od swego poprzednika. Tym razem do Atomium dotarliśmy na pokładzie charakterystycznego czerwonego autobusu Hop On Hop Off, bardzo wygodnego rozwiązania, z którego często korzystamy za granicami Irlandii. Wstęp do Atomium kosztował nas nieco mniej ze względu na obowiązującą zniżkę dla klientów przewoźnika autobusowego.

W popołudniowym świetle tego słonecznego dnia Atomium prezentowało się wyjątkowo okazale. Stojąc przed tą ogromną konstrukcją czułam tylko radość: że tu jestem i że Atomium nie zostało zdemontowane, jak zakładał pierwotny plan. Warto bowiem wiedzieć, że ten nietypowy obiekt, zaprojektowany przez inżyniera André Waterkeyna, wzniesiono z okazji Expo '58 na okres tylko 6 miesięcy.

Monument mierzy aż 102 metry wysokości i przedstawia model kryształu żelaza powiększony aż 160 miliardów razy. Całość wykonana jest ze stali i aluminium, a z dziewięciu sfer (atomów) turystom udostępnia się pięć z nich. Mieszczą się tam przeróżne - powiedziałabym, że dość oryginalne - ekspozycje.



  


Przemieszczanie się wewnątrz tub-korytarzy odbywa się sprawnie głównie za sprawą ruchomych schodów łączących poszczególne kule. Koniecznie trzeba wspomnieć o bardzo szybkiej windzie, która w ciągu zaledwie 23 sekund zawozi turystów na sam szczyt. Tam z kolei znajduje się restauracja, z której rozciąga się ładny widok na okolicę. Ceny są tutaj nawet znośne, choć oczywiście zawyżone. Warto jednak przysiąść tu na chwilę, bo rzadko kiedy można przebywać w restauracji z takim widokiem, w takich okolicznościach i na takiej wysokości. Cappuccino, serwowane tutaj w szklanym pucharku i w towarzystwie mini ciasteczka, zdecydowanie stawia na nogi.



  fotka zrobiona przez szybę


Siedzieliśmy przy stoliku z ciekawym widokiem na stolicę. Dopiero stąd widać potencjał sąsiedniego parku rozrywki znanego jako Bruparck. W jego skład wchodzi Mini-Europa złożona z ogromnej ilości modeli przeróżnych budowli europejskich, jak również Kinepolis i Océade – tropikalny park wodny.

Ciężko przegapić także Stade Roi Baudouin. Stadion króla Baudouina I, albo jak kto woli „nowy Heysel”. Jako nastolatka bardzo chciałam zobaczyć go na własne oczy, by minutą ciszy uczcić pamięć wszystkich tych, którzy zupełnie niepotrzebnie stracili tutaj życie feralnego 29 maja 1985 roku. To właśnie wtedy w finale Pucharu Europy Juventus Turyn spotkał się z Liverpoolem. To nie był standardowy mecz, mimo że mogłoby się wydawać, że tak właśnie będzie. Zanim piłkarze wybiegli na murawę, rozegrała się tutaj tragedia. Angielscy chuligani zaatakowali sąsiedni sektor, w którym znajdowali się głównie kibice włoskiego klubu. W efekcie Włosi zostali osaczeni. Pod naporem uciekających zawaliło się ogrodzenie, runęła też betonowa ściana. Zginęło 39 osób. Zostali uduszeni, stratowani, pokaleczeni. Kilkaset osób zostało rannych. Mecz odbył się z opóźnieniem. Juve, wówczas mające dwóch kapitalnych graczy: Platiniego i Bońka, zwyciężyło, ale wygrana była gorzka. Później stadion zamknięto i przebudowano, a po zakończeniu prac nazwano na cześć króla Baudouina I.




Wizyta w Atomium dostarczyła mi samej przyjemności i uważam, że powinien to być żelazny punkt dla każdego turysty będącego w Brukseli. Podobało mi się tam, nie podoba mi się jednak sztuczne zamieszanie wokół praw autorskich związanych z tym obiektem. Otóż pan inżynier Waterkeyn zadbał o to, by wszystkie zdjęcia jego dzieła były objęte prawami autorskimi. A wszystko to rzekomo w trosce o to, by wizerunek Atomium nie był rozpowszechniany w złych, na przykład rasistowskich, celach.

Prawami autorskimi rozporządza organizacja SABAM, a fotografie przedstawiające słynny model kryształu żelaza mogą być wykorzystywane głównie za opłatą uzależnioną od celu przeznaczenia fotek. Można je rozpowszechniać także za darmo, ale tylko pod warunkiem, że spełni się określone wymagania [mała rozdzielczość, niewielki rozmiar, odpowiedni podpis pod zdjęciem]. Sieć pełna jest „nielegalnych” zdjęć Atomium, które nie mieszczą się w sztywnych ramach postawionych warunków, a ich autorzy albo nie przejmują się wymogami, albo zwyczajnie o nich nie wiedzą. W niektórych przypadkach warto jednak dmuchać na zimne.

38 komentarzy:

  1. ~una invitada4 lutego 2012 16:51

    a ja Bruksele omine zupelnie. nie znalazlam tam nic, co by mnie zainteresowalo na tyle, aby spedzic tam dzien lub pol.moze jeszcze kiedys bede przejazdem, moze wtedy. zobacze. co nie znaczy, ze komus moze sie nie spodobac. pozdrawiam i pedze ogladac rugbby, bo nasze chlopaki graja z Anglia;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Prawo autorskie w przypadku tego obiektu jest przedziwne. Widzę, że dmuchając na zimne nie podpisałaś swoją sygnaturą zdjęć z kulami ale i tak jesteś przestępcą :) Ja zamieściłem kiedyś swoje zdjęcie Atomium i już po tygodniu dostałem maila od Belgian Society of Authors z nakazem usunięcia fotki z bloga. Czymś tam grozili ale nie chciałem się narażać i pokornie usunąłem...

    OdpowiedzUsuń
  3. Ja jakoś nie mogę przekonać się do rugby. Zupełnie do mnie nie przemawia. Jednak nie wykluczam, że kiedyś mogę pojawić się na jakimś meczu zwłaszcza, że Croke Park (dubliński stadion) koniecznie chcę zwiedzić. Śmiały krok! A Sikający Chłopiec? A Atomium? A "najładniejszy rynek w Europie"? Naprawdę nie chcesz tego zobaczyć na własne oczy? Chyba lubisz płynąć pod prąd. Ja raczej nie zdecydowałabym się na takie "drastyczne" posunięcie. Bruksela nie zauroczyła mnie, ale mimo wszystko nie żałuję, że ją zwiedziłam. Dzięki temu wiem, jak wygląda i w rozmowie z kimś, mogę swobodnie przedstawić swój punkt widzenia na to miasto i jego atrakcje. Nie mam zamiaru naciskać na zmianę Twojej decyzji, ale wydaje mi się, że chociaż pół dnia spokojnie mogłabyś poświęcić na rzucenie okiem chociażby na największe atrakcje- symbole (choć domyślam się, że Ci się nie spodobają). Dobrym pomysłem wydaje mi się objazd Brukseli wspomnianym czerwonym autobusem - przynajmniej miałabyś pojęcie, jak wygląda to miasto. No, ale zrobisz, jak zechcesz :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Wiesz, jak jest: gdy nie wiadomo, o co chodzi, to chodzi o pieniądze.Tak, pamiętam tę sytuację. To chyba nawet był polecony post i ktoś w komentarzu pisał Ci o tych zastrzeżonych prawach autorskich. Totalna głupota. Jestem pod wrażeniem prędkości i skuteczności ich "aparatu szpiegowskiego". Zobaczymy, ile czasu zajmie im dotarcie do mojego bloga. Liczyłam się z taką możliwością, a zdjęcia i tak najprawdopodobniej usunę za parę dni.

    OdpowiedzUsuń
  5. Zdjęcia dobre, to i może onet poleci :) czego nie życzę...

    OdpowiedzUsuń
  6. Po prawie pięciu latach pisania na Onecie już nie robi to na mnie wrażenia. A poza tym - niech polecają, dopóki tu jestem...

    OdpowiedzUsuń
  7. Nie pomyślałabym, że wewnątrz Atomium można chodzić. Z tymi zdjęciami to twórca jest chyba zbyt wrażliwy na swoim punkcie...

    OdpowiedzUsuń
  8. pendragon@op.pl5 lutego 2012 03:18

    A kiedy się przenosisz? :)

    OdpowiedzUsuń
  9. ~una invitada5 lutego 2012 10:09

    mecz byl swietny, ale Szkocja przegrala. no ale jak to Szkoci stwierdzili, Anglia byla lepsza i zasluzyla, aby wygrac. ja lubie mecze rugby, bo atmosfera jest swietna. nikt sie nie pierze po ryjach, nie ma sektorow dla kibicow, wszyscy siedza wymieszani i razem sie ciesza.dzis chyba Irlandia gra, ale nie wiem z kim, ani gdzie.ja chyba w Brukseli to tylko sklepy z czekoladami bede ogladac. jakos nic mi sie nie spodobalo na tyle, aby tam sie szwedac. co prawda nie przejrzalam jeszcze przewodnika, bo moze jakies muzeum mi do gustu przypadnie?musze wrocic do Brukseli, aby dojechac na lotnisko, wiec tak czy inaczej w miescie bede.ale jakies to wszystko takie rozmemlane i niespojne. troche wyglada to, jakby miasto skladalo sie z setek budynkow- obiektow, ktore nie pasuja do siebie.

    OdpowiedzUsuń
  10. To samo mogłabym powiedzieć o meczach piłkarskich, na których miałam przyjemność być. Świetna atmosfera, kibice przeciwnych drużyn spacerujący obok siebie. Na Ibrox Stadium w Szkocji siedzieliśmy w sektorze z kibicami Glasgow Rangers :) Nikt na nikogo krzywo nie patrzył, a jedynym minusem była ogroooomna kolejka do metra po zakończeniu meczu. Chyba ponad godzinę czekania. W Polsce kibicowanie nieco inaczej wygląda - swobodniej czuję się na zagranicznych meczach piłkarskich. Co do architektury Brukseli, to mam dokładnie takie same odczucia. O tym jeszcze będzie w jednym z kolejnych postów na temat tego miasta.

    OdpowiedzUsuń
  11. Wtedy, gdy stracę cierpliwość. Na razie nie mam ustalonej daty. Podejrzewam, że to będzie spontaniczna decyzja.

    OdpowiedzUsuń
  12. A ja myślę, że w tym przypadku wszystko rozbija się o kasę. Można chodzić, biegać, poruszać się windą i ruchomymi schodami (są na jednym ze zdjęć). Całkiem niespodziewanie mieliśmy tam niezłą frajdę.

    OdpowiedzUsuń
  13. zauważyłam, że dosyć często tak się dzieje, że coś zostaje tymczasowo zbudowane a zadomawia się na zawsze ;D ale faktycznie jest to oryginalny "pomnik" i bym go chętnie zwiedziła jeśli wpadnę do Brukseli. Poza tym tak myślałam, że obok jest jakiś park miniatur ;D u nas jest też jeden taki w okolicy ;D

    OdpowiedzUsuń
  14. ~una invitada5 lutego 2012 21:28

    :))) biedna Taita. poszla obejrzec mecz Rangersow:)nie mow nikomu w Irlandii, bo nikt ich nie lubi:)ja bym na ich mecz nie poszla ze wzgledow estetycznych:) tylko fani Rangersow sa tacy paskudni, to juz obroslo wszedzie legenda."have you see a handsome Hun? i havnt see a single one" itd. taka tutaj krazy przyspiewka.tylko nie obraz sie, bo niczym do Ciebie nie pije bron Boze.

    OdpowiedzUsuń
  15. ~Cwirek Supertramp5 lutego 2012 23:12

    Ja od strony sportowej tej historii :-) Jak mogliście olać wyścig Formuły 1? :-) Czytając ten fragment o F1 powiem szczerze, że trochę mnie to zasmuciło i poruszyło... Osobiście zawsze jakimś tam, czasem mniejszym, czasem większym fanem jestem i marzy mi się aby uczestniczyć w Grand Prix. Jakimkolwiek. Wiem, ze Kubica teraz nie jeździ ale tak dla samej atmosfery, dla uczestnictwa w wielkim, sportowym święcie - bo bez wątpienia GP Formuły 1 takim jest. Ach, Ty sportsmenka pełną gębą, fanka Milanu i Maldiniego, przegapiłaś wyścig na Spa-Francorchamps? Niepojęte! ;-)))Ibrox Park również bym nie pogardził. Najlepiej podczas Old Firm Derby. Zresztą tę szkocką futbolową świętą wojnę zobaczyłbym najchętniej z obu stron barykady. Powiem szczerze, że odkąd pamiętam, to bardziej zależało mi na zwycięstwach Rangersów - wiem dziwne, bo są to protestanci, ale po prostu tak miałem, piłkarsko bardziej mi pasowali. Teraz jest już to bardziej obojętne. Niemniej jednak jako fan stadionów, odwiedziłbym dosłownie każdy gdyby była tylko taka sposobność.No to teraz o meritum tego wpisu. Bardzo fajne miejsce, wiedziałem, że taka budowla w Brukseli istnieje ale nie przypuszczałem, że można w niej w środku wędrować? Widzę, że warto tam się znaleźć. Jak będzie szansa odwiedzenia Brukseli, myślę że skorzystam.pozdrawiam serdecznie!

    OdpowiedzUsuń
  16. Spoko, też ich nie lubię :) Nie byłam tam dla nich, tylko dla mojej drużyny. Nie dostali niestety w kość, skończyło się remisem, ale mecz był ciekawy.Przez jakieś pół godziny oglądałam mecz rugby Irlandia vs Walia. Toż to lepsze niż komedia :) Ależ oni mają ciała - co drugi to Pudzianowski ;)

    OdpowiedzUsuń
  17. Tak właśnie było w przypadku wieży Eiffela. I pomyśleć, że Paryż mógłby być pozbawiony takiego symbolu...Zgadza się, tuż obok Atomium jest bardzo ciekawy park miniatur. Napiszę o nim więcej innym razem.

    OdpowiedzUsuń
  18. Ćwirku, a dlaczego miałabym iść na coś, co mnie nie interesuje? Sportowym samochodom mówię tak, ale nie bolidom. Formuła 1 może przyprawić mnie o ból głowy, ale na pewno nie o emocje sięgające zenitu. Mogę emocjonować się na meczach piłkarskich, ale żużel, rugby, czy na przykład boks nie są już moimi klimatami. Więcej frajdy dostarcza mi oglądanie wyścigów konnych lub zawodów w skokach przez przeszkody. Wybacz, że złamałam Ci serce swoją postawą ignorantki ;) Chciałabym zobaczyć chociaż kilka najsławniejszych stadionów. Na obiektach tego typu panuje niesamowita atmosfera, której nie da się niczym zastąpić. Jak człowiek raz się pojawi na stadionie z prawdziwego zdarzenia, to już zawsze chce tam wracać. A właśnie, miałeś może okazję być na Croke Park?Atomium i Mini-Europa - park miniatur, o którym będę jeszcze pisać - to nasze ulubione atrakcje Brukseli.

    OdpowiedzUsuń
  19. pendragon@op.pl6 lutego 2012 02:48

    Ja właśnie straciłem cierpliwość :) Przenosiny zajmują dużo czasu...

    OdpowiedzUsuń
  20. I to mnie właśnie nieco zniechęca. Przerzucanie całego archiwum jest dość kłopotliwe. Najwygodniej byłoby zacząć od zera.

    OdpowiedzUsuń
  21. ~Cwirek Supertramp6 lutego 2012 23:47

    No tak, przyznaję, że skomentowałem tak troszeczkę pod siebie :-) Ale to się nie dziw proszę, bo ja jestem takim sportofilem, który uwielbia nie tylko piłkę nożną ale również F1, skoki, tenis, hokej, piłkę ręczną, siatkówkę, boks, mma, rugby w wydaniu reprezentacyjnym (puchar 6 narodów np.), czasem koszykówka, lekkoatletykę, dosłownie wszystko :-)))

    OdpowiedzUsuń
  22. A ja marudziłam, że Połówek spędza za dużo czasu oglądając mecze - od teraz codzienna sesja samobiczowania i dziękczynne modły za to, że on jest tylko miłośnikiem piłki nożnej :) Widziałam starcie Irlandii i Walii w rugby - dla laika to całkiem komiczne widowisko :)

    OdpowiedzUsuń
  23. lipiec4@op.pl9 lutego 2012 09:30

    O ile jestem gorącym zwolennikiem ochrony praw autorskich, o tyle ten numer z tą atomową budowlą kwalifikuje się na pozwanie do sądu:to oni mi się władowali w przestrzeń. Rozumiem, że ochraniać można coś, co jest dobrowolne, ale patrząc na krajobraz Brukseli, takiej dowolności nie ma, gdy patrzymy w stronę tej konstrukcji.

    OdpowiedzUsuń
  24. lipiec4@op.pl9 lutego 2012 09:34

    A dodam, że urodą mnie obiekt nie zachwycił. No, rzuca się w oczy, rzuca, ale...., hm..., to takie nachalne "patrzcie, jacy, k....., jesteśmy nowocześni".dr Woland.

    OdpowiedzUsuń
  25. Widok z gory bardzo ladny ale takiego koszmarka nie chcialabym miec w zasiegu wzroku na dluzsza mete. Mysle, ze pierwotny zamiar rozmontowania go byl sluszny.

    OdpowiedzUsuń
  26. ~Cwirek Supertramp9 lutego 2012 22:22

    Ja też oglądałem ten mecz w tv i choć wszystkich reguł w 100% nie pojąłem to i tak tym spotkaniem się emocjonowałem. Wyobrażam sobie, jak takie starcie gigantów wygląda na żywo, na stadionie. Jedno z moich sportowych marzeń aby taką potyczkę rugby w Pucharze 6 Narodów, bądź Pucharze Świata zobaczyć z wysokości trybun...ps. sprawdzałaś pocztę?

    OdpowiedzUsuń
  27. taito; teraz jest 6 Nations Rugby Competiton i mecz Szkocji z Anglią ogladałam na żywo. dla mnie to nie jest komedia;) to jest fajny sport, w którym uczestniczą świetni gracze, z mózgami, a nie tylko wielkimi zarobkami jak w piłce nożnej. jutro Irlandia gra z Francją. ja będę oglądać w niedzielę Szkocję z Walią. oba teamy uwielbiam. dodatkowo Walijczycy trenują w Polsce i mimo mrozów zawsze chętnie tam wracają. przed 6 Nations też tam w te siarczyste mrozy trenowali:)pozdrawiam i do usłyszenia.

    OdpowiedzUsuń
  28. Dla mnie to jest po prostu absurdalne. Wymogi dotyczące publikacji zdjęć z wizerunkiem Atomium są krótko mówiąc żenujące.

    OdpowiedzUsuń
  29. :) Pięknie ich rozpracowałeś, wszak Atomium jest symbolem potencjału belgijskiego przemysłu w powojennym okresie.

    OdpowiedzUsuń
  30. Ataner, nie bluźnij ;) Mnie się bardzo podoba i naprawdę nie miałabym nic przeciwko, by mieć z salonu widok na Atomium :)

    OdpowiedzUsuń
  31. Sprawdzałam, dziękuję Ci bardzo, a jednocześnie ogromnie przepraszam - ostatnio nie mam absolutnie weny do pisania maili. Postaram się odezwać wkrótce.

    OdpowiedzUsuń
  32. Tak, tak, zauważyłam, że są rozgrywki w ramach Pucharu Sześciu Narodów - Irlandczycy bardzo się emocjonują tymi zawodami. Oni - w przeciwieństwie do mnie - uwielbiają ten sport. Czekam z niecierpliwością na Twoje zapiski z podróży do Belgii :)

    OdpowiedzUsuń
  33. a z tym to sie jeszcze troche zejdzie. chwilowo na bloga patrzec nie moge:)przejdzie mi, tylko kilka dni musi minac:)

    OdpowiedzUsuń
  34. Dam radę, poczekam. Mam nadzieję, że zrobiłaś dużo zdjęć i że przynajmniej kilka postów poświęcisz tej tematyce :)Ja też mam ostatnio awersję do bloga. Dziwne uczucie, kiedy nie chce się nic pisać, ani nawet odpowiadać na komentarze. Jak mi przejdzie, to odezwę się na maila. Miłej niedzieli.

    OdpowiedzUsuń
  35. Też swego czasu spacerowałem po Atomium. Po stadionie również, bo głównym powodem przyjazdu do Brukseli był wówczas mecz eliminacyjny z Belgami, za Leo jeszcze. Pobyt był krótki, nawet mini Europy nie obejrzeliśmy, ale Atomium obcykałem należycie, fotki bloga naturalnie wrzuciłem, ale póki co nikt się ze mną nie kontaktował w tej sprawie. Mój blog jest taki niepopularny, sniff. :)

    OdpowiedzUsuń
  36. Wiatm :) ja juz z powrotem na irlandzkiej ziemi :) probowalam Cie tu odwiedzic, ale internet ledwie zipal i nie starczalo mu sily na ladowanie zdjec :) teraz juz moge ze spokojem poczytac zalegle posty :)moje zdanie na temat atomium juz znasz - zdecydowanie najlepsze miejsce w Brukseli :) mieliscie piekna pogode!! ja bylam w grudniu, wiec juz tak pieknie nie bylo :) ale i tam swietnie spedzilam tam czas :)narazie mam duzo pracy, ale mam nadzieje opisac troche moja wielka podroz na blogu :) bylo fantastycznie! :)pozdrawiam cieplo!

    OdpowiedzUsuń
  37. Lusin :) Z niecierpliwością będę wyczekiwać powiewu egzotyki i obszernej fotorelacji :) Uniżenie proszę, byś nie kazała mi czekać zbyt długo :) Całkowicie zgadzam się z Twoją opinią. Atomium świetnie prezentuje się z zewnątrz, choć w środku nie ma zbyt wielkiego szału. Czytałam ostatnio, że ludzie strasznie narzekają na kolejki do windy - ponoć coś się tam pozmieniało na niekorzyść. Pozdrawiam serdecznie i cieszę się, że szczęśliwie wylądowałaś na wyspie :)

    OdpowiedzUsuń
  38. Zaintrygowana Twoją wizytą w Brukseli poszukałam archiwalnych zapisków, by poczytać o Twoich wrażeniach, ale poczułam się rozczarowana. Strasznie oszczędny w słowa jesteś - nic na temat Atomium i Brukseli. Przejrzałam też fotki. SZOK. Ale byłeś młody, piękny i gładki ;)Jeśli to Cię pocieszy, to ze mną też się nikt jeszcze nie skontaktował :)

    OdpowiedzUsuń