O rany.
To była książka dla twardych zawodników.
Gdyby tak porównać świat literacki do sportowego, kim byś był(a)?
Filigranowym narciarzem umiejętnie lawirującym między niepożądanymi przeszkodami (lekturami), zawodnikiem wagi piórkowej, czy może twardym sumo, który z łatwością pożera porażające powieści na śniadanie?
Jeśli nie jesteś tym ostatnim, to dla swojego dobra trzymaj się z daleka od "Hungry", bo to zdecydowanie nie jest memuar dla "mięczaków".
Ja jestem sumo. Niestraszne mi straszne opowieści.
Jeśli myślicie, że wyciągniecie zza pazuchy najsmutniejszą książkę, jaką kiedykolwiek czytaliście, wymierzycie ją w moim kierunku, a ja skulę się jak opętaniec na widok egzorcysty z wycelowanym w niego krucyfiksem i zaklęciem "zgiń, przepadnij, antychryście!", to... się grubo mylicie.
Najbardziej prawdopodobna reakcja będzie taka, że oczy rozbłysną mi jak supernowa, a serce zacznie szybciej bić. Nie ze strachu. Z ekscytacji.
Jeśli żyje się na świecie odpowiednio długo, to świat literacki przestaje straszyć. Ba! Nawet staje się ucieczką od okrucieństw tego realnego.
W "Hungry" autorka załadowała na taczkę – a raczej na naczepę wywrotki – cały swój życiowy gnój i stopniowo zrzucała go na czytelnika. Początkowo spływało to po mnie jak po kaczce, ale kiedy byłam już na finiszu, a spod kupki gnoju wystawała mi tylko głowa, zaczęłam nieśmiało wołać "pomocy!" i walczyć o oswobodzenie rąk, aby zacząć nimi wymachiwać (dla wzmocnionego efektu).
Katriona O'Sullivan zaistniała na irlandzkiej scenie literackiej po opublikowaniu swojej bestsellerowej autobiografii "Poor", o której już tutaj pisałam w zeszłym roku. Bardzo podobała mi się ta książka, więc kiedy dowiedziałam się, że w kwietniu tego roku ukazała się "Hungry", "biografia jej ciała", grzecznie ustawiłam się w bibliotecznej kolejce.
"Hungry" ("Głodna") jest nieplanowanym dzieckiem Katriony. Częściowo uzupełnieniem "Poor" ("Biednej"), a częściowo jej rozbudowaniem, toteż ci, którzy czytali tę ostatnią, mogą odebrać ją jako nieco "odsmażany kotlet".
"Głodna" to jednak coś znacznie więcej niż dobrze nam znany kotlet.
To manifest kobiety głodnej. Głodnej w tym dosłownym znaczeniu – spragnionej pożywienia, którego nie zapewniali jej patologiczni rodzice narkomani – ale też w tym metaforycznym, bo Katrionę od maleńkości trawił nieokrzesany głód. Głód miłości, uwagi, akceptacji, zrozumienia.
To też manifest kobiety udręczonej, w którym zapewne wiele innych kobiet przejrzy się jak w lustrze lub tafli wody. A to, co tam zobaczą, niekoniecznie będzie przyjemne.
Można zaklinać rzeczywistość, ale fakty są brutalne. Dziewczynki od najmłodszych lat są często seksualizowane przez mężczyzn, co z kolei prowadzi do ich problemów psychicznych i późniejszego przedmiotowego traktowania kobiet.
Autorka już jako dojrzewające dziecko musiała mierzyć się z niepożądaną uwagą mężczyzn: z niewybrednymi uwagami na temat jej dużych piersi, pełnych ust, z seksualnymi aluzjami opatrzonymi obleśnym uśmieszkiem. If she's old enough to bleed, she's old enough to breed.
Im dłużej o tym czytałam, tym większy gniew we mnie narastał. Nie na nią, na wulgarnych chamów, na brutalny świat, na tych, którzy na to pozwalają i nie widzą w tym nic złego! Bo to nie fikcja literacka. To najprawdziwsza prawda.
Sama sobie przypomniałam, jak ksiądz, stary pryk, obleśnie na mnie patrzył, kiedy byłam w szkole podstawowej. Jak chętnie przetrzymywał moją dłoń na powitanie, jak mnie "niewinnie" podszyczypywał, jak panowie budowlańcy gwizdali na mój widok, kiedy szłam ulicą. I nie, "nie prosiłam" o to, bo nie miałam na sobie dekoltu do pasa i mini ledwo zakrywającej tyłek – byłam zakutana od stóp do głów i bardziej przypominałam ninję (z długimi rozpuszczonymi blond włosami) niż ponętnego wampa.
Teraz już raczej się od tego odchodzi i nazywa to molestowaniem ulicznym, ale w czasach mojej młodości było postrzegane przez wiele kobiet jako powód do dumy i radości.
Smutne, jak bardzo dałyśmy sobie wmówić, że nasza wartość sprowadza się właśnie do tego – do gwizdów, do wzroku aprobaty (nie)znajomych, do niewybrednych tekstów na temat naszych kobiecych krągłości.
Żyjemy w świecie, który nie tylko sprzyja nienawiści kobiet do swojego lustrzanego odbicia, ale wręcz podsyca ten brak akceptacji i zgody na rozstępy, zmarszczki, dodatkowe kilogramy. To woda na młyn kosmetycznego przemysłu. Chirurgowie już ostrzą skalpele.
Tak z ręką na sercu – kto z Waszego środowiska ma wiecznie obsesję na punkcie wagi i wyglądu? Kobiety czy mężczyźni?
U kogo nadwaga jest bardziej akceptowana społecznie?
Kto z Was, drogie panie, ma więcej kosmetyków w łazience? Nawet jeśli jesteście taką osobą jak ja, która ma ich naprawdę umiarkowaną ilość, to i tak stawiam dolary przeciwko orzechom, że macie ich więcej niż Wasi mężowie.
Właśnie, mężowie – który z nich regularnie chodzi do kosmetyczki, katuje się kolejnymi restrykcyjnymi dietami, wstrzykuje sobie kwas hialuronowy w usta, albo toksynę botulinową w czoło? Który z nich odsysa tłuszcz w szemranych klinikach w Turcji i naraża swoje życie?
Komuś bardzo zależy, by kobiety wiecznie były zakompleksione i nie czuły się wystarczająco atrakcyjne, pewne siebie, młode i zadbane.
I nawet jeśli nie interesujemy się psychologią i nie orientujemy się, co to ten efekt aureoli, to i tak jakoś intuicyjnie wyczuwamy, że ładny i atrakcyjny ma w życiu znacznie łatwiej od brzydkiego i grubego.
A może to wcale nie intuicja? Może to po prostu efekt jednego czy drugiego podszeptu mamy lub babci na temat naszych porcji, mądrości przekazywanych z pokolenia na pokolenie (jak cię widzą, tak cię piszą), albo wzroku dezaprobaty na widok przytycia?
To wszystko, a nawet więcej w "Hungry" Katriony O'Sullivan.
Niełatwa lektura, bardzo szczera (momentami aż za bardzo!), ale jednak niesamowicie potrzebna, żeby naświetlić problemy stare jak świat.
Zmiany często zaczynają się od takich właśnie niewygodnych dyskusji.

Kiedy zobaczyłam tytuł tak sobie pomyślałam, że to będzie nie tylko mowa o głodzie fizycznym.
OdpowiedzUsuńCiekawa jestem czy ta książka jest dostępna w Polsce. Chętnie (jakkolwiek to brzmi) bym ją przeczytała.
Nie jestem tak do końca przekonana, że to mija. My już od dziewczyńskości mamy przerąbane. Bądź miła i ładna bo nikt Cię nie będzie chciał. Bądź zawsze grzeczna i nie sprawiaj nigdy problemów. Zostaliśmy zaprogramowane na potulność, uległość i bezproblemowość.
Spójrzmy na aktorki, które w pewnym wieku nie są zatrudniane, a spójrzmy na Brada, który podobno jak wino im starszy, tym lepszy. Nie ma sprawiedliwości.
Dobrze wywęszyłaś :)
UsuńNie wiem, czy będzie polski przekład, ale myślę, że spokojnie byś sobie poradziła z oryginałem – język, którym posługuje się autorka jest bardzo ładny, ale prosty. Nie jestem pewna, jaki to poziom. B2, może nawet B1.
Wiesz, co jest najlepsze? Że jej nie przeczytałaś, ale używasz dokładnie takich samych sformułowań, jakie padają w książce Katriony! Bardzo to wymowne, nie uważasz? Różne realia, różne środowiska, ale problem uniwersalny. Właśnie takie hasła miała wtłaczane do głowy od maleńkości. Faceci urabiali ją już jako dziecko, aby później korzystać z owoców tej swojej manipulacji :(
Po lekturze zerknęłam na komentarz i opinie – dużo kobiet pisało, że książka bardzo z nimi "rezonuje". Z przykrością stwierdzam, że ze mną też.
Przypomniałaś mi, że zapomniałam dodać parę rzeczy do wpisu! Są podwójne standardy. Jest to widoczne choćby w (niby żartobliwych) stwierdzeniach, że mężczyźni starzeją się niczym wino, a kobiety jak mleko.
Tytuł skojarzył mi sie z chorobą skrajnej otyłości, gdy chory nie odczuwa zaspokojenia głodu, za to odczuwa straszliwy głód.
OdpowiedzUsuńTeż pamiętam lepkie ręce księży , który lubili na religii przytulać zawłaszcza bardziej obdarzone atrybutami nastolatki, żadnej nie przyszło do głowy opowiadać o tym dorosłym.
Z kolei z dzieciństwa pamiętam, jak byłam wyśmiewana przez rówieśniczki, bo byłam pulchna i wcześniej dojrzewałam, a wtedy panował kult chudej Twiggy.
Książka na pewno jest trudna, ale może pomóc kliku osobom zmierzyć się ze swoimi demonami, a to zawsze warto...
Katriona nie cierpi na skrajną otyłość, ale ma niestety bardzo niezdrową relację z jedzeniem – pokłosie nieszczęśliwego dzieciństwa, kiedy przymierała głodem, bo lodówka była wiecznie pusta. Kiedy wreszcie poprawiła się jej jakość życia i nie musiała już chodzić głodna, zaczęła sobie rekompensować te wszystkie chude lata. Później doszły jeszcze dodatkowe kilogramy związane z ciążami. Nade wszystko musiała jednak walczyć z uporczywym wewnętrznym krytykiem, głosem, który wiecznie mówił jej, że nie jest wystarczająco zgrabna, lekka, jędrna, atrakcyjna.
UsuńSporo dewiantów ukrywało się i nadal ukrywa w sutannach. Najbardziej bolesne jest to, że były takie dzieci, które szukały pomocy u dorosłych – mówiły o molestowaniu, gwałtach – ale nie znalazły pomocy. Tylko obojętność, albo wytłumaczenie "mnie też się to przytrafiło i żyję" (przypadek autorki).
Niegdyś księża byli niemal nietykalni, zwłaszcza na wioskach. Nawet jeśli była to tajemnica poliszynela, to i tak nikt nic z tym nie robił. Takie postępowanie było normalizowane. "Tak jest i już", nie próbuj tego zmieniać.
Przykro mi, że Cię wyśmiewano, i to jeszcze inne dziewczyny! Okropne dziewuszyska!
Trudna tematyka, ale na szczęście nie brakuje chętnych do czytania – nowy memuar Katriony spotkał się z bardzo życzliwym przyjęciem.
Przeczytałem o niej artykuł w "The Guardian":
OdpowiedzUsuńhttps://www.theguardian.com/society/2023/may/17/raised-by-addicts-abused-neglected-broke-how-katriona-osullivan-escaped-her-fate .
Nie przypuszczam, abym chciał przeczytać jej książki.
Co tak króciutko dzisiaj, Jacku? ;) Nie chciałbyś się podzielić jakimiś przemyśleniami po lekturze tego artykułu? :)
UsuńTwardy zawodnik...
OdpowiedzUsuńMyślę, że takim jestem, mój ulubiony sport to były maratony narciarskie.
A literatura - podobnie - T. Mann - Józef i jego bracia - 1,500 stron.
Z Opowieściami Jakubowymi też nie miałem problemu.
Lektura o osobistych traumatycznych doświadczeniach i ich skutkach - to już inna beczka i moje długie dystanse są raczej przeszkodą - utrwaliły we mnie spokój, dystans, szukanie promieni słońca.
Akceptacja społeczna kobiet - Twoja relacja przypomniała mi natychmiast Sonatę Kreutzerowską L. Tołstoja:
" Dawniej, gdy panna osiągnęła właściwy wiek, jej małżeństwo zostawało zaaranżowane przez jej rodziców. I tak nadal jest, u Chińczyków, u Hindusów, u Muzułmanów, u Żydów (to mój dodatek) , u ludzi prostych. Tak postępuje 90 procent ludzkości.
Tylko my, notoryczni bon-vivanci, wymyśliliśmy coś innego.
- Co to jest?
- Panny posadzone w rzędzie a dżentelmeni chodzą w tę i z powrotem, jak na targu, i wybierają. My, mężczyźni, wybieramy towar a potem, w salonach, dyskutujemy - o prawach kobiet i wolności.
- Ale co można zrobić - przerwałem - czy to kobiety mają wybierać ?
- Nie wiem, ale jeśli mówimy o wolności, to niech będzie to wolność całkowita.
....
"- Czy pan wie, że ta władza kobiet przez którą tak cierpi świat wypływa z tego o czym przed chwilą mówiłem?
- Co pan rozumie przez władzę kobiet - przerwałem - przecież jest przeciwnie, każdy narzeka, że kobiety nie mają należnych im praw, że są podporządkowane..
- Oto właśnie mi chodzi, to jest właśnie wytłumaczenie tego nadzwyczajnego zjawiska, że kobieta z jednej strony jest zredukowana do najniższego stopnia upokorzenia a z drugiej strony rządzi wszystkim.
- Ale gdzie? Czym rządzi?
- Gdzie? Wszędzie i wszystkim.
Proszę iść do sklepów w wielkim mieście. Są ich miliony, miliony. Jest niemożliwe zmierzyć tę ogromną ilość pracy włożoną tutaj. Czy w dziewięciu na dziesięć tych sklepów jest coś dla mężczyzn? Cały luksus życia jest wymagany przez kobiety. Proszę policzyć fabryki, większość z nich produkuje kobiece ozdoby. Miliony ludzi, generacje niewolników, umierają pracując jak skazańcy aby zadowolić kaprysy naszych towarzyszek".
Od publikacji Sonaty minęło ponad 130 lat - czy coś się zmieniło?
W traktowaniu i roli kobiet - chyba sporo , na rynku kosmetyków, odzieży, usług pięknościowych - też sporo, ale w odwrotnym kierunku.
Zdecydowanie spełniasz kryteria twardego zawodnika :)
UsuńTak się teraz zastanawiam i dochodzę do wniosku, że jeszcze nigdy nie przeczytałam aż tak obszernej książki! Choć bardzo lubię czytać i uważam to za doskonałą rozrywkę, to jednak te zbyt obszerne powieści bardziej mnie zniechęcają, niż zachęcają.
Dziękuję bardzo za przytoczenie tych wymownych cytatów. Inny wiek, niby inne realia, a na świecie nadal są miejsca, w których społecznie akceptowalne są tak haniebne procedery jak lapidacja i zabójstwo honorowe...