sobota, 20 stycznia 2024

Wszystko, co dobre, szybko się kończy

Wszystko, co dobre, szybko się kończy. Po niemal trzytygodniowym styczniowym, jakże zaskakującym, Costa del Sol przyszedł pierwszy porządny deszcz w tym nowym roku. I tak jak jeszcze do niedawna można było odnieść wrażenie, że wiosna stoi już u progu i nieśmiało puka do drzwi (dziś widziałam pierwszego kwitnącego żonkila!), tak ten sobotni styczniowy wieczór można z powodzeniem pomylić z listopadowym albo nawet grudniowym. A grudzień mieliśmy paskudny w minionym roku. Było mokro jak w kanałach i ciemno jak w Hadesie. Tylko wizja Bożego Narodzenia go ratowała. Oczywiście nie spadł ani jeden płatek śniegu, bo po co komu białe święta? Jeszcze by się nam w głowach poprzewracało!

Śnieg, znany w szerszych kręgach jako "to białe gówno", nawiedził Irlandię dopiero niedawno, i wielką krzywdę mi uczynił, bo pojawił się w złych stronach wyspy, przez co mogłam sobie na niego popatrzeć tęsknym wzrokiem jedynie przez szklany ekran telewizora. Ktoś ewidentnie popełnił poważny błąd w obliczeniach i zamówił za małą ilość, bo wystarczyło go jedynie na przyprószenie zachodnich krańców Zielonej Wyspy, przez co znów pożałowałam, że tam nie mieszkam.

Z zainteresowaniem obserwowałam w pracy, jak zmienia się aura, a nad wyspą gromadzą się ciemne chmury. Dziś bowiem mamy w niemal całym kraju drugi stopień zagrożenia meteorologicznego, jako że sztorm Isha dziarsko toruje sobie drogę.

Nie jest to dobry wieczór do socjalizowania się na mieście. Psa szkoda by było wystawić za drzwi, dlatego moje koty smacznie śpią, zupełnie nieświadome, że wylosowały zwycięski kuponik na loterii.

Siedzę w domu, za oknem hula wiatr, z głośników sączy się melancholijna i subtelna muzyka Cigarettes After Sex, a łagodny i marzycielski głos Grega Gonzalesa rozpływa się w eterze niczym aksamitna czekolada Lindora, miękko przy tym otulając, i porywając w świat fantazji. Bez protestu poddaję się temu muzycznemu eskapizmowi. 

Dreszcze przebiegają mi po plecach, mimo że grzejniki niedawno przestały grzać. Sama nie wiem, czy to z powodu aury za oknem, mokrych włosów przyklejonych do pleców, czy muzyki. Z każdą minutą jednak mój relaks się pogłębia. Cel zatem osiągnięty.

Tak musi smakować weekendowa szklaneczka whiskey.

Albo wspomniany papieros po.

Zbieram siły na luty. 

Łatwo nie będzie. 


39 komentarzy:

  1. Dzięki wyeksmitowaniu telewizora wszelkie alerty pogodowe docierają do mnie w formie ustnych przekazów od gadatliwych klientów, bądź wystraszonego szefa. Skądinąd po kiego grzyba ostrzegać ludzi, że będzie padało i wiało? Ja rozumiem, że należy ostrzec w wypadku jakichś ekstremalnych i niespotykanych zjawisk atmosferycznych, ale to przed czym pogodynka ostrzega to jakieś podśmiechujki. Ludzie żyli tu grubo przed prognozami pogody i jak widać nie wyginęli. Przypomniało mi się, że były ostrzeżenia także wtedy, gdy moja szklarnia przeminęła z wiatrem. I co? Pomogło mi to w jakiś sposób? A czy ludzie parkują auta z dala od domów i drzew bo będzie mocniej wiało i może im spadająca dachówka szkodę uczynić? Nie zauważyłem.
    I pamiętam jak dziś prognozę pogody w radiowej Trójce gdy poranny program prowadził Wojciech Mann. Po krótkim szeleście papierów, Mann ogłosił - "Pogoda będzie, jaka będzie. Każdy sobie przez okno zobaczy." I taka właśnie była. ;)
    Ale kominek i szklankę czegoś ciepłego do picia popieram całym jestestwem. Do tego trochę cichej muzyki i ciekawa książka w ręku.
    Miłego wieczoru.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Żyjemy w takich czasach, że obecnie nawet na kwiatach ciętych i doniczkowych są ostrzeżenia (słowne i obrazkowe) by tego nie zjadać ;) A poza tym, jak to po kiego grzyba? Gdyby nie było tych alertów, to ludzie nie mieliby o czym ze sobą rozmawiać - toż pogoda stanowi przecież główny temat rozmów i wszelkich small talków :)
      Każdy ma swój rozum (albo i nie) i robi, co uważa za słuszne. Jeden się przejmie i podejmie odpowiednie kroki, inny zlekceważy, co może przypłacić życiem. W minionych latach było już trochę zgonów osób, które wyszły w wichurę uprzątnąć przewrócone drzewo z drogi, i już nie wróciły do domu. Albo tych, którzy zginęli za kółkiem, bo akurat pechowo drzewo się na nich położyło...
      Inna sprawa, że ten sam sztorm zupełnie inaczej wygląda w różnych stronach Irlandii. Wyspa jest mała, ale prezentuje zadziwiającą różnorodność temperatur i warunków atmosferycznych. U nas w czasie pamiętnej Ofelii nic specjalnego się nie działo, podczas gdy na przylądku Old Head of Kinsale, gdzie jest latarnia, rekordowe fale powybijały szyby w kilku oknach domku latarnika.

      Lubię tę porę roku między innymi za te małe przyjemności, o których wspomniałeś.

      Dobrego weekendu :)

      Usuń
  2. nie wierzę .... 2h odwrócenia uwagi bo właśnie skończyliśmy oglądać kolejnego Top Guna z 60-cio letnim Tomem Ce a w tym czasie niecny Zielak wyprzedził mój komentarz !!

    Baj De Łej ... u nas wróciła zima i śniegi i już drugi tydzień jest biało co lekko stresowało mnie podczas autobusowej wyprawy na zdjęcie szwów ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I jak wrażenia po seansie? Bo mnie rozczarował. Za to piosenka Gagi promująca film, a w zasadzie teledysk na plus. No i oczywiście I Ain’t Worried. Sama fabuła zaś mnie nie przekonała. Nawet mój osiemnastoletni wówczas syn stwierdził, że w pierwszym Top Gun rywalizacja między Maverickiem a Icemanem była realniejsza niż w dwójce. Za to zdjęciom lotniczym niczego nie brakowało. ;)

      Usuń
    2. Mówiłam, że długie filmy to zło - gdyby trwał 90 minut, jak Bozia przykazała, to udałoby się zażegnać tę kryzysową sytuację i wyprzedziłabyś Zielaka, a tak to teraz możesz jedynie pluć sobie w brodę (albo Zielakowi, ale nie polecam, to bardzo niegrzeczne by było z Twojej strony) ;)

      Podeślij trochę śniegu :) Ja nie wiem, jak ja kiedyś żyłam w Polsce, kiedy mieliśmy tony śniegu - z dzieciństwa pamiętam tylko jedną straszną zamieć śnieżną, kiedy niemal nas zasypało, czasem zdarzało się też, że kierowca autobusu odmówił dalszej podróży (zjazdu po oblodzonej górce), poza tym nie kojarzę jakichś niebezpiecznych poślizgów. W Irlandii zaś jak widzę zaśnieżone drogi, to włącza mi się panic mode, i od razu przypominają wszystkie drifty z minionych lat, w tym jeden konkretny dzwon przez cholerną gołoledź.
      W zimę powinno się ustawowo siedzieć w domu i z bezpiecznego miejsca podziwiać biały krajobraz, a nie jeździć po śliskich drogach ;)

      Usuń
    3. Ależ bierz ten śnieg nawet cały oddam w dobre ręce 😁

      Usuń
    4. Sądząc po cytacie, Taita zna opowieść o domku w Karkonoszach. Zapewne zgodziłaby się przyjąć śnieg na weekend, ale nie postawiłbym własnych pieniędzy, że na dłużej. ;)

      Usuń
    5. A jakże, znam przypowieść o wymarzonym domku w Bieszczadach, który został zasypany przez śnieg :)
      Śmiało stawiaj, bo mogę go przyjąć na zdecydowanie dłużej :) A jak nie będę musieć jeździć do pracy, albo będę w górach na urlopie, to może sobie leżeć i zdobić świat przez cały miesiąc nawet :)

      Usuń
    6. wszyscy znają tą opowieść a najbardziej Ci mieszkający w górach ;)

      Usuń
  3. Zielaku mnie się podobało nie oczekiwałam za wiele poza tym żeby zobaczyć jak się trzyma Tom i Val w wieku 60 lat. A poza tym ubawilam się bo sporo scen nakręconych w stylu lat 80 tych więc taki powrót do przeszłości 🤣

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U mnie było podobnie. Jednak pewne rzeczy znacząco odbiegające od realiów tego świata, psuły ogólne wrażenie. Bo jak wspomniałem, w warstwie wizualnej i dźwiękowej, było świetnie. Porównałbym to do świetnego fotomontażu. Fajnie się ogląda, do czasu, aż zauważy się przekłamania. ;)
      Ja ostatnio obejrzałem 1670 a wcześniej Znachora. Trudno uwierzyć, że to polskie kino. :)

      Usuń
    2. z 1670 to ja się na razie obwąchuję. Naczytałam się ochów i achów i obejrzałam 4 odcinki. Faktycznie niektóre teksty niezłe i bardzo polskie ale nie łapię wszystkiego więc nie koniecznie śmieszy mnie tak, że z butów wyrywa. Ponoć trzeba to kilka razy obejrzeć to jest lepiej.

      Usuń
    3. Nie gadajcie już o Mavericku, bo ja nie oglądała! "Top Gun" z lat 80. jest klasykiem samym w sobie, a ponadto niesie ze sobą duży ładunek emocjonalno-sentymentalny :) Za to z przyjemnością mogę pozachwycać się błyskotliwością i humorem z "1670" :) Czekam na ciąg dalszy!

      Usuń
    4. nie oglądałaś Top Gun ???? :O szok, niedowierzanie, konsternacja i nawet nie wiem co powiedzieć.

      Ja jakoś nie mogę tego serialu dokończyć ale za to dokończyłam The Crown i jestem w szoku jak strasznie traktowali biedną Dianę. W zasadzie nie dziwię się, że im sie to ostatecznie rozpada bo w dzisiejszych czasach chyba już nikogo nie stać na aż takie poświęcenie swojego życia w zasadzie nie wiem nawet czemu tak do końca.

      Usuń
    5. Nie uważam, żeby to było specjalnie dziwne czy szokujące - znam wiele osób, które nie widziały tej nowszej części i żyją :) Nie biegam do kina na wszystkie nowości, oglądam tylko wybrane filmy, jestem dość selektywna pod tym względem, a żadne Globy i Oscary nie mają na mnie wpływu. No, ale ten kiedyś jeszcze obejrzę, bo chcę :)

      Nie oglądałam ani jednego odcinka "The Crown", ale to była tajemnica poliszynela. Pamiętam, że jeszcze w latach 90. mama opowiadała mi o "biednej Dianie zdradzanej przez Karola z tą starą łupą, Camillą Parker Bowles", więc jakoś tak od dzieciństwa byłam #teamDiana.

      Usuń
    6. aaaa ale tamten pierwszy widziałaś ? bo zrozumiałam, że nie :)

      The Crown polecam, warto zobaczyć nie miałam pojęcia jak wygląda życie takich person. A teraz już jest całość zakończona wiec nie musisz jak ja czekać na dokrętkę :D

      Usuń
    7. No tak, pierwszy obejrzany, i to nie jeden raz. Nie widziałam natomiast Mavericka, ale planuję sobie obejrzeć w któryś sprzyjający wieczór. Może nawet dziś, jeśli znajdę go gdzieś w czeluściach platform streamingowych.

      Jakoś tak nie ciągnie mnie do tego serialu, może dlatego, że - jak wspominałam - od dzieciństwa czytałam w różnych kolorowych magazynach o ekscesach monarchii brytyjskiej, Karolu, Dianie, Camilli, Williamie i Harrym...

      Usuń
    8. aaa no to cofam szok i niedowierzanie :)

      No ja nie śledziłam i nie czytałam ponad ten wypadek Diany. Zresztą ja jakoś nigdy nie czytywałam kolorowej prasy. Zdarzało mi się jedynie z nudów u dentysty czy fryzjera. Nigdy się nie interesowałam ploteczkami ani życiem gwiazd. Może dlatego jestem takim odmieńcem który nigdy nie wie kim są żony aktorów albo mężowie aktorek. Ani polskich ani zagranicznych i jak czasem usłyszę albo zobaczę to jestem zaskoczona :D

      Usuń
  4. Telewizorni nie mam od kilku lat, ale własnie dzięki Tobie dowiedziałam sie, jak ma na imię wiatr, który szaleje mi po podwórku. I deszcz przez który moja kocica nie chce wystawić ogonka poza próg domu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Haha, do usług (ja dowiedziałam się z irlandzkiej gazety) :) Moja kotka jest odważniejsza - odbyła już dwa spacery w wysoce mokrych i nieprzyjemnych warunkach. A zaraz po powrocie próbowała wymusić w nagrodę ulubioną puszeczkę Gourmet Gold :) Twoja, jak widać, bardziej ceni sobie domowe luksusy :)

      Usuń
    2. Z tą moją kocicą to jest dziwna historia, bo to w zasadzie jest kocica mojej sąsiadki z tej samej ulicy. Niestety sąsiadka miała ją głęboko w .... czarnej dziurze a ta cwaniara upatrzyła sobie nasz dom wiedząc, że mieszka u nas już nas osobisty kot, więc nam zmięknie serce patrząc na jej wychudzone ciało. Takim sposobem zaczęła przychodzić na szaszety, a po czasie wprosiła się do naszego domu, a tak naprawdę jak to powszechnie wiadomo teraz to jest jej dom, a nie nasz. Urządziła się na tyle dobrze, że ustawiła do pionu też naszego osobistego kota dajac mu do zrozumienia, że ona jest najważniejsza. Sąsiadka nie wykazuje żadnego zainteresowania swoją kocicą, czasami ją pogłaszcze, kiedy ta siedzi na naszym płocie. Kocica jest bardzo wychodzącym kotem, bo kiedyś jej życie tak wyglądało, że spędzała więcej czasu poza ciepłym kącikiem. Priorytety jej się odmieniły 1,5 roku temu kiedy poznała nas i kiedy mocno wieje, pada deszcz bądź jest zimno....wybiera nasze łóżko.

      Usuń
    3. A ta sąsiadka to normalna jest? Wie, że zwierze to nie jest zabawka? Niesamowicie cieszę się, że są na świecie ludzie tacy jak Wy, a nie tylko same parapety, które wezmą sobie kotka, kiedy jest taki malutki i fajniutki, a potem porzucą, bo co to za problem? Upoluje sobie ptaka albo mysz, nic mu nie będzie.
      Na moim poprzednim osiedlu był właśnie taki kot, który miał przez pewien czas właściciela, ale potem właściciel zawinął się, wyjechał do UK bodajże, a kota zostawił na osiedlu. Ich strata, mój zysk - kot był fantastyczny. Wracałam z pracy do domu, otwierałam okno na pietrze, a on niedługo później wskakiwał przez nie do środka i panoszył się po łóżku :)

      Dziękuję, kochana, za Twoje wielkie i dobre serce. I za dom, który jej daliście :) Mam tylko nadzieję, że kicia jest wysterylizowana. Jeśli nie, to może udałoby się załatwić Wam vouchery zniżkowe na ten zabieg? Może Wasze lokalne SPCA organizuje kampanie mające na celu zwiększenie świadomości w społeczeństwie i udostępnia właśnie takie vouchery, dzięki którym można zapłacić jedynie ułamek całej kwoty?

      Usuń
  5. Kiedyś mawiało się, że jak nie ma o czym gadać, to żeby nie zapadła niezręczna cisza, można porozmawiać o pogodzie. Dziś z pogody robi się potwora, non stop przychodzą jakieś alerty ostrzegające przed tym, że będzie burza albo będzie wiało i w sadzie nie wiem po co. Pamiętam i sroższe pogody i nikt nie robił z tego powodu paniki, a teraz ta panika jest wszechobecna. Media sieją, ludzie zbierają a wszyscy kręcą.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bo coś w tym jest - podobne spostrzeżenia zanotowałam w pierwszym komentarzu do Zielaka. Sama zaś napisałam ten wpis niejako z przekory. Byłam rozczarowana przyjęciem tego poprzedniego (brakiem reakcji), więc doszłam do wniosku, że napiszę o pogodzie, skoro ludzie lubią czytać o bzdetach i komentować miałkie posty :) Nie pomyliłam się ;)

      Usuń
    2. Po moich wieloletnich badaniach przeprowadzonych na internautach, żeby mieć dużą poczytność i zainteresowanie, trzeba pokazać cycki. 🤣

      Usuń
    3. O tak :) Można pokazać się też od dup..., to znaczy od drugiej strony, jeśli matka natura poskąpiła cycków ;) Jest w sieci taka panienka (i pewnie tysiące innych), która właśnie w ten sposób tworzy swoje filmiki - oczywiście ma ogromne wzięcie. Każdy orze jak może.

      Usuń
    4. Tak, mi poskąpiła cycków, zazwyczaj pokazuję się od tyłu. W kostiumie np. na zdjęciach z wakacji. ;P
      Ale to są tego typu zdjęcia, które nie podbijają statystyk. 🤣
      Kiedyś prowadziłam blog stricte turystyczny. Ten poprzedni. I nie byłam popularna. Trafiłam na taki sam blog o górach innej dziewczyny. Ona była popularna. Chodziłam po górach w bikini. ;)

      Usuń
    5. Ty akurat nie masz powodów do narzekania. Owszem, nie wyglądasz jak Pamela Anderson (i pewnie nawet byś tego nie chciała, zresztą, taki balast to tak naprawdę żadna przyjemność dla kobiety, bo narzekają na ból pleców), ale masz super wzrost i ładne, długie nogi. Zawsze mi się to w Tobie podobało.
      Pamiętam Twoje zdjęcia ze szczytów, na których miałaś tylko stanik i chyba szorty ;) Miły to był widok dla oka!

      Usuń
    6. Nie narzekam, ale fakt stwierdzam. Z przodu to co odstaje to prawie pusta miseczka stanika. 🤣
      Ogólnie nie mam z tego powodu kompleksu, mnie takie kwestie ni zieją ni grzebią.
      Tak, miałam parę znajomych z dużymi piersiami. Koszmar. Słyszy się też coraz częściej o operacjach zmniejszania piersi. Ja się cieszę ze swojego rozmiaru, bo mi jest naprawdę wygodnie. I wszędzie się wcisnę. 🤣 Przy wspinaczce po skałkach jest bezpieczniej, bo mogę płasko przylec do ściany, a to ważne.
      Tak, moje zdjęcie z góry urodzinowej, jedno jedyne w takim wydaniu i tylko dlatego, że mrówki nas oblazły. Zdjęcie robione na szybko i zbiegaliśmy na dół. 😅 To były czasy...
      p.s. a tam wyżej miało być "chodziła", nie "chodziłam".

      Usuń
  6. Dzięki Taito za podzielenie się tym wieczorem. Rozumiem, że deszcz zmienił krajobraz Costa del Sol, co mogło zaskoczyć po trzech tygodniach słonecznej pogody. Te irlandzkie wspomnienia o śniegu rozbawiły mnie, zgadzam się, białe Boże Narodzenie to dla nas zazwyczaj abstrakcja. Cieszę się, że Twoje koty mogą spać spokojnie, a muzyczny eskapizm przy użyciu Cigarettes After Sex brzmi jak dobry sposób na relaks. Trzymaj się, luty z pewnością przyniesie nowe wyzwania. U mnie również obecnie atmosfera się zmienia. Po trzech tygodniach -20 stopniowego mrozu, teraz mamy 6 stopni plusa, ale towarzyszą temu wichury, deszcz, ślizgawica i ogólnie paraliż na drogach. Zdecydowanie trudne warunki pogodowe :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ledwo jedna zawierucha się skończyła, nadeszła następna. Mimo wszystko czuć powoli nadciągającą wiosnę. Co do Waszej sytuacji, to aż chciałoby się powiedzieć "z deszczu pod rynnę". Z mrozami źle, ale bez nich też nieciekawie - uważaj tam na siebie :)

      Usuń
  7. Pewnie u Ciebie to inaczej, bo jak se ten wiatr tam wyobrażę i me suche gały... Ja uwielbiam te mroczne pogody i śniegu, żeby dużo było i cały rok tęsknię za jesienią i zimą...no nie cały, bo kiedy są, to już tęsknić nie muszę. hahahah Kuźwa wtorek, a ja się czuje jak stara kaczka, to już widzę moje ruchy w pracy...choć dopiero wtorek...a w środy...w środy to już całkowicie nic nie się nie chce... zawsze w środy. :D Powiem Ci, że spokojnie mogłabyś pisać powieść, bo piszesz o pogodzie, a czyta się mega magicznie. Nie lubię, jak ktoś gada 'białe gówno' na śnieg...wiesz, ja go kocham i jak to słyszę... raz odpowiedziałam... sam żeś gówno...ale to wtedy ktoś mega mnie wkurzył i nie mogę se przypomnieć, kto to był, ale pamiętam, że już wytrzymać nie mogłam...
    Wiem nieładnie, ale no bywa, jak ktoś już na maksa mnie wnerwi... szczerze piszę. hehe Tak samo, jak mówię, że lubię zimę...te jęki...o Maniu, no przecież, jakbyśmy wszyscy lubili tylko lato, to by taka nuda była, że masakra. Każdy zimą łaziłby, jak zombie, bo nikt nie umiałby się cieszyć chmurami, śniegiem... Ja nie gadam... o lubisz lato, te głupie słońce, jak można lubić lato, za to ja słyszę takie bzdety często...aż mnie to zaczyna nudzić i szybko ucinam, a mam gadane, to idzie mi dobrze. Weź człowieku, daj mi się nacieszyć zimą, jak ja dale ci nacieszyć się latem i nie chodzę za Tobą i nie ględzę, jak mnie lato wnerwia...  No mówię Ci...słucham regularnie takich gadek, choć odpowiedzi mam wybitne. :D  Jeśli byś teraz zapytała mnie, po co tak o tym pisze, to wiedz, że nie wiem. hahaha Patrzę teraz na swój poemat i pytam siebie...dłuższego się nie dało napisać... No widzisz...napisałaś post, na który jest wiele do powiedzenia.:D Mega się cieszę, że tu jestem z Tobą. :))))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Strasznie wiało, powaliło drzewa (w tym m.in. te znane z "Gry o Tron"), pozrywało linie elektryczne, przez co dziesiątki tysięcy ludzi zostało bez prądu, znowu były ofiary śmiertelne... Chwilowo mamy ciszę i spokój, ale jeszcze wczoraj, jak kładłam się spać, wiatr mocno hulał za oknem.

      Haha, ale ostro pojechałaś temu komuś - musiał naprawdę wyprowadzić Cię z równowagi, nie do końca mogę sobie to wyobrazić: Ty, taka miła i słodka, do rany przyłóż, a tu taka ostra riposta :) Rozumiem Cię doskonale, bo ja również doceniam te jesienno-zimowe miesiące i też mnie niekiedy denerwuje to marudzenie innych: "byle do wiosny", "chcę już wiosnę/lato", etc ;) Ileż można?

      Usuń
    2. Kurcze to przerażająco...niech już wiatr tak nie szaleje...wkurzony chyba na maksa... Uspokoić się tam wietrze!!! 
      Tylko proszę o wyrozumiałość...ja nie lubić Gry o Tron... Boże...oby fani tego nie czytali. Nie wiem, o jakie drzewa chodzi...jeny, ale stres...by tego też nie czytali... Jeśli Ty big fanka...wybacz. 
      Jakby co to mam tydzień, gdzie padam na pysk, a jak u Ciebie?
      Wiesz, jam miła, ale też jestem twarda baba i potrafię nagadać. Bardzo nie lubię braku szacunku wszelakiego, wtedy mam poczucie, że zamieniam się w muszkietera wagi ciężkiej. hehe Nawet w pracy, dla mnie sprzątaczka, a szef biura równa się szacunek i tego wymagam. No bo wiesz... są tacy, co mają sprzątaczkę za nic i wtedy budzi się muszkieter. hahaha 
      No a odpowiadając na Twe pytanie...nie wiem, ile można, ale widocznie nieskończoność...mega to męczące, ja jakoś nie ględzę ludziom latem, że chce już jesień, choć ja chcę...daję im się nacieszyć. Jest styczeń i już słyszę, że wiosny chcą, a ja chce jeszcze śnieg, bo jest zima i zima ma pozostać zimą, wiosna w styczniu nie byłaby dobrym zwiastunem dla przyszłości.
      hahahaha Zas poemat, a potem się dziwię, że mam takie tyły na blogach. Choć zawsze se powtarzam... lubisz z kimś pisać, to kuźwa pisz. :D 

      Usuń
    3. Spokojna głowa, jesteś tu bezpieczna, nic Ci nie grozi :) Absolutnie nie uważam się za fankę "Gry o Tron", nie do końca rozumiem jej fenomen (ani sagi George'a R. R. Martina, na podstawie której powstała). Oglądałam ten serial bardziej dla towarzystwa niż własnej przyjemności, i nigdy się nim nie emocjonowałam - nie do końca moje klimaty. Znam część miejsc, w których był kręcony, bo bardzo się je tutaj promuje (Irlandczycy to mistrzowie marketingu), ale gdy już tam się jakimś cudem znajdę, nie całuję ziemi jak świętej pamięci papież Jan Paweł II, i nie płaczę z radości ;)

      Współczuję, ale trzymaj się dzielnie, weekend już za rogiem :) Mój nie jest męczący, ale bardzo stresujący, w sumie to nie wiem, co gorsze.

      Słusznie - nigdy nie pozwalaj na pomiatanie sobą, ceń się i szanuj, bo jeśli Ty tego nie zrobisz, to nikt nie zrobi, a źli ludzie wejdą Ci na głowę. Zdradzę Ci, że oceniam ludzi po tym, jak traktują innych, szczególnie tych uboższych, na niższym szczeblu kariery i - ogólnie rzecz biorąc - mniej uprzywilejowanych od nich. Jeśli ktoś w swoim miejscu pracy nie mówi dzień dobry sprzątaczce, woźnemu, czy czyścicielowi okien, to dla mnie jest zwykłym prostakiem i bucem. Nawet nie chcę mieć do czynienia z taką zarozumiałą i niewychowaną osobą. Cenię sobie dobre maniery i "dżentelmeńskość".

      Usuń
  8. U mnie też wieje, można puszczać latawce z betonu. Pogoda jest okrutna, ale przynajmniej pojawiły się plusowe temperatury. Nie jestem fanką zimy, zawsze wolałam się spocić jak zmarznąć. Jestem trochę jak moje koty, które wygrzewają się w promieniach słonecznych po szyję w swoim futerkowym kożuchu. Ostatnio było u nas prawie -20 stopni. Ledwo to przełknęłam. Teraz odmarzam.
    śniegu było co niemiara, na święta oczywiście nie, ale przed i po- było u mnie biało. Niby fajnie, gdybym była dzieckiem pewnie cieszyłabym się bardziej, gdyby na świecie był już mój synek, pewnie cieszyłabym się bardziej, a tak... patrzyłam na niego przez okno, owinięta kocem. Na szczęście nie musiałam za wiele wychodzić z domu, patrzyłam tylko jak mąż o 5 rano odśnieża i skrobie samochód. Uroki zimy :D Śnieg lubię, fajnie wspominam jeżdżenie na sankach, jabłkach, ale tak jak pisałam... czekam na moją motywację, do ruszenia tyłka z domu w czasie takich chłodów :)
    Udanego relaksu życzę! Sama teraz odpoczywam, piję cappuccino (truskawkowe z lidla, pycha!) To lepsze niż niejeden papieros :D
    Pozdrawiam !

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Najgorsze już chyba za nami, teraz mamy ciszę przed burzą :)

      Chyba mamy nieco inne preferencje, bo ja mając do wyboru: przebywać w gorących warunkach albo w tych chłodnych, raczej wybiorę drugą opcję - zawsze mogę nałożyć na siebie kolejną warstwę odzienia, rozgrzać się gorącą herbatą, przykryć kocem, wziąć gorącą kąpiel, etc. Możliwości jest wiele. Kiedy z kolei jest mi za gorąco, to przeważnie nie mam jak się schłodzić (nigdy nie ubieram się na cebulkę), jedynie zimny prysznic wchodziłby w grę, ale z dostępem do niego różnie bywa ;) W domu nie ma problemu, ale w pracy, czy na ulicy - jest.
      Mimo wszystko każda pora roku ma swoje uroki i jest potrzebna.

      O tak, też mam wrażenie, że największą frajdę ze śniegu mają właśnie dzieci. Pewnie dlatego, że nie muszą martwić się wszystkim tym, co zaprząta głowy dorosłym - ogrzaniem domu, odśnieżeniem podjazdu, rozmrożeniem samochodu, dotarciem do pracy...

      I słusznie - odpoczywaj, ile możesz :) Mam nadzieję, że Twój mąż dzielnie Cię wspiera w tym odpoczywaniu, a do tego rozpieszcza, podsuwając pod nosek kolejne gorące napoje :) A wiesz, że nigdy nie miałam okazji przetestować takiego cappuccino? Truskawki najbardziej lubię w nieprzetworzonej wersji, często natomiast odrzuca mnie od wszystkiego, co ma truskawkowy smak - jogurtów, ciastek... Nie mogę znieść ich sztucznego zapachu i smaku. A fenomenu papierosów nigdy nie rozumiałam. Nie cierpię tego smrodu!

      Usuń
  9. Wiem, jak może być trudno z taką aurą za oknem. I wiem, że mało co jest w stanie wywołać uśmiech na twarzy w takie dni. Ale w końcu będzie lepiej, no nie? Do wiosny coraz bliżej.
    Ps. Nie wiedziałam, że "to białe gówno" jest tak szeroko rozpowszechnione :D Myślałam, że to tylko u mnie w rodzinie używamy tego zamiennika.
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja to w zasadzie lubię deszcz - tylko on na mnie leci ;) - nie lubię jednak tej ciemności w domu, jaka często towarzyszy deszczowej aurze i pochmurnemu niebu. Czasami nie da się inaczej, trzeba w ciągu dnia włączyć światło.

      PS
      Oj jest, jest. Wielokrotnie się z tym spotkałam w różnych sytuacjach. Śnieg też bardzo lubię, ale niesłychanie rzadko go tu oglądam.

      Usuń