sobota, 2 marca 2024

Dom z duszą


Zabrzmi to jak początek ckliwej powieści dla pensjonarek, ale kiedy pierwszy raz zobaczyłam go na własne oczy, moje serce zamarło. Był jakby żywcem wyjęty z moich marzeń. Sporo starszy ode mnie, ale niesamowicie uroczy, a do tego miał fantastyczne warunki fizyczne. To wtedy obiecałam sobie, że pewnego dnia nasze drogi się połączą. Koniecznie musiałam poznać go bliżej. W międzyczasie zaś zaczęłam wyobrażać sobie naszą pierwszą wspólną noc.


Powyżej pozwoliłam sobie na dość swobodną personifikację Termon House'u, a to dlatego, że wywiera on taki sam efekt jak wtedy, kiedy Dolph Lundgren albo Michele Morrone wchodzi do pokoju pełnego ludzi. Nawet jeśli nie jest to ktoś w Twoim typie, to i tak oko ucieka Ci w jego kierunku, jakby się miało zeza. Jego dostojność i rozmiary zdecydowanie przykuwają uwagę.


Wcale mnie to jednak nie dziwi. Ten dom powstał dokładnie w tym celu: miał onieśmielać swoją urodą, wyzwalać ochy i achy, robić piorunujące wrażenie. Bo widzisz, Termon House nie był takim zwyczajnym domem. Jest trochę niejasności związanych z jego historią, szacuje się jednak, że powstał w XVIII wieku z inicjatywy markiza Conynghama.


Członkowie tej arystokratycznej rodziny pochodzili ze Szkocji, a do Irlandii przybyli w XVII wieku w czasie kolonizacji tego kraju. Nie byli więc rodzimymi mieszkańcami wyspy, i losami Irlandczyków zbytnio się nie przejmowali. Jak wielu arystokratów przed nimi, jak i po nich, wiedli leniwy i wygodnicki tryb życia tak typowy dla mieszkańców starożytnego greckiego miasta Sybaris. Folgowali wszelakim przyjemnościom, żyli w luksusie i zbytku, podczas gdy chłopi na nich pracujący nie mieli nieraz co do garnka włożyć.


Kiedy zmarł drugi markiz Conyngham, Francis Nathaniel, "New York Times" wystawił mu wymowną laurkę na swoich łamach. Nie zważając na przyjętą zasadę mówiącą o tym, że o umarłych nie mówi się źle, czytelnicy gazety dowiedzieli się, kim tak naprawdę był zmarły jegomość - "arystokratą tego pokroju, który doprowadził do francuskiej rewolucji w 1789 roku, egoistycznym lubieżnikiem ślepym i nieczułym na potrzeby innych i obowiązki, jakie spadły na jego ramiona z tytułu swojego pochodzenia".

 

Miejscowi nienawidzili kolonizatorów z definicji, ale niektórzy z nich sami się o tę nienawiść prosili. Landlordowie (właściciele ziemscy) niejako hołdowali idei "remote working", tak dobrze nam znanej z obecnych czasów. "Pracowali" zdalnie i minimalnie, wszak nade wszystko byli arystokratami, politykami i dworzanami, mieli ważniejsze rzeczy na głowie niż los irlandzkiego chłopa.

 

Kiedy oni wznosili na irlandzkich ziemiach wyniosłe posiadłości, takie właśnie jak Termon, dla swoich zarządców ziemskich, aby pod ich nieobecność zarządzali majątkiem i pobierali renty feudalne od lokalnej ludności, u tej samej ludności bieda żałośnie piszczała. To irlandzcy chłopi niejako wynaleźli "patodeweloperkę" na długo przed tym, jak ten termin pojawił się w XXI wieku. Z tym że oni zrobili to z konieczności, nie dla zysku.


Budowali po taniości z tego, co mieli pod ręką. Z gliny, z kamienia, z drewna pozyskanego z torfowisk, wyrzuconego przez morze. Za dachy służyła ścięta trzcina. Same domostwa zaś były skromne, niskie i niewielkie. Pokój, albo dwa, często dzielony zresztą ze zwierzętami, maleńkie okienka i holenderskie drzwi. Drzwi poziomo "przecięte na pół", dzięki którym można było wpuszczać do chaty świeże powietrze, a jednocześnie trzymać w domu zamknięte dzieci i zwierzęta, te niepożądane zaś nie miały do niej wstępu.


Takie rozwiązanie miało też inną zaletę - drzwi były bardzo wygodne do opierania się o nie łokciami i plotkowania z sąsiadami, co odzwierciedla ich niemiecka nazwa "klöntür". W Irlandii znane są one głównie jako "half door", drzwi połówkowe, w brytyjskiej odmianie angielszczyzny jako "stable door", drzwi stajenne, a w tej amerykańskiej jako "dutch door", drzwi holenderskie.


Już wówczas Termon House musiał niesamowicie wyróżniać się na tle tych skromnych i ubogich chat. Jednak nawet dziś, blisko 250 lat później, nadal przykuwa wzrok, bo w tych przepięknych, ale surowych okolicznościach przyrody nadal dominuje niska zabudowa. Tak wysokie domy nadal są w tej okolicy rzadkością.



Posiadłość znajduje się tuż nad Atlantykiem, ale jako że zbudowano ją z głową, na planie litery L, front domu chroniony jest od destrukcyjnej siły żywiołów. Zabudowa jest wyjątkowo stabilna, budulec prawdopodobnie w dużej mierze pozyskano z kamiennych domów wygonionych dzierżawców, którzy nie byli dłużej w stanie płacić czynszu.


Formalny charakter domu przejawia się wysokimi sufitami na parterze, szczególnie w tych oficjalnych pokojach, w których przyjmowano gości. To właśnie one miały robić największe wrażenie i zdradzać majętność zarządcy ziemskiego.



Kuchnia była mniej oficjalna i urządzona w rustykalnym stylu, co zresztą widoczne jest po dzień dzisiejszy dzięki umiejętnie przeprowadzonej renowacji. Dla wygody i komfortu gości jest ona jednak na tyle nowoczesna, że zawiera potrzebne sprzęty AGD. W tym pomieszczeniu zamierzchłe czasy chyba najbardziej przeplatają się z teraźniejszością. 


Gdzie nie sięgnąć okiem, tam wspaniałe widoki. Jednak samymi widokami człowiek się nie naje, co doskonale pokazała irlandzka historia, kiedy to w drugiej połowie XIX wieku wyspę nawiedziła i spustoszyła klęska głodu. Nieopodal domu Termon, poza obrębem protestanckiego cmentarza, znajduje się masowa mogiła tych, którzy zmarli z głodu i wycieńczenia. Obok posiadłości są też tzw. "famine walls", kamienne ściany budowane w tamtym okresie przez najuboższych za "miskę ryżu".


Ci, którzy mogli, emigrowali do Ameryki. Część z nich już na zawsze tam pozostała, ale byli też tacy, którzy zarobiony kapitał przywieźli z powrotem do ojczyzny. Od 1950-1970 właścicielem domu był John Gallagher. Część z Was już zapewne wie, że John miał korzenie irlandzkie, bo zdradziło go nazwisko (zresztą bardzo popularne w hrabstwie Donegal, gdzie znajduje się Termon House).


John urodził się co prawda w USA, ale jego ojciec pochodził właśnie z tej okolicy. Jego rodzina powróciła na ojczystą ziemię pod koniec XX wieku, on sam jednak ponownie wyjechał do pracy w USA. Wrócił tu na stałe dopiero wtedy, kiedy przeszedł na emeryturę. To wtedy kupił Termon House wraz z ziemią, na której wypasał bydło. Po jakimś czasie ziemię odkupił od niego niejaki pan Doherty, który do tej pory ją użytkuje. Podejrzewam, że to właśnie z jego trzodą miałam okazję się zapoznać, kiedy spacerowałam po okolicy, i zazdrościłam lokalnym mieszkańcom ich osobistego skrawka nieba.


Po latach historycznych turbulencji wszystko wróciło na swoje miejsce i jest takie, jakie powinno być. Dziś Termon House i przylegające do niego włości już nie kojarzą się negatywnie z opresją i wyzyskiem. Dom należy do organizacji zajmującej się rewitalizacją historycznych budynków Irlandii, i przekształcaniem ich w zakwaterowania dla turystów (bez opcji wyżywienia), na okolicznych ziemiach zaś powyrastały kolejne domki dzięki uprzejmości Jamesa O'Donnella zamieszkującego Termon pod koniec XIX wieku - to on rozprzedał ziemię innym. Tym szczęśliwcom, którzy za darmo mają na co dzień to, za co przyjezdni muszą słono płacić.  



 

***

Zainteresowanych pobytem odsyłam do strony Irish Landmark Trust, gdzie można obejrzeć więcej zdjęć i zrobić rezerwację, a jeśli masz trzy minuty, to polecam obejrzeć ten filmik - świetnie ukazuje dom, okolicę i atrakcje w jego pobliżu.

50 komentarzy:

  1. Beautful photos. Your storytelling skillfully blends elements of romance and mystery, making for a captivating read.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Thanks a million, Melody, for your kind words :) Much appreciated.

      Usuń
  2. o kurcze taki niepozorny z zewnątrz a środku mega fajnie urządzony !!! zaskoczona jestem bo nie spodziewałam się takiego wnętrza. Domyślam się, że tam nocowałaś :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Baardzo mi się podoba - zarówno z zewnątrz, jak i wewnątrz. A oglądałaś zdjęcia na stronie? Tam to dopiero wygląda wow :) Nocowałam w sypialni, która najbardziej przypadła mi do gustu, ale nie ma jej na zdjęciu w tym wpisie, jest za to na stronie ILT - chyba trzynaste zdjęcie, w tym pokoju są dwa łóżka, jedno małe i jedno duże. Z dużego był widok na ocean, dlatego wybrałam sobie tę sypialnię :)

      Dom został umiejętnie odrestaurowany, ma niepowtarzalny charakter i doskonale oddaje klimat zamierzchłych czasów, jednocześnie zapewniając przy tym komfort.
      To mówisz, że to Twój styl? ;) Dla mnie jednak najważniejsze było, że ma ocean na wyciągnięcie ręki i nogi :) Będzie jeszcze więcej zdjęć z tego miejsca, bo przecież nie zmieściłam się w jednym wpisie!

      Usuń
    2. oglądałam :) zdjęcia na ich stronie wystrzałowe aż się nie chce wierzyć, że można tam zanocować :)

      Nie koniecznie mój styl chociaż czy ja wiem jaki mam styl ? chyba żaden konkretny tylko żeby było przytulnie i pastelowo ale o stylu u mnie w domu to mowy nie ma ha ha ha. Każde pomieszczenie inne i razem do siebie nie pasują

      Usuń
    3. Można, a nawet trzeba, bo zgromadzone przez nich środki idą na utrzymanie i renowacje tych pięknych i zabytkowych budowli. A maja ich sporo: od dawnych szkół, poprzez zamki, latarnie... Co kto lubi :)

      Jak ja to rozumiem - nie mam jednego ulubionego typu. Dotyczy to między innymi domów jak i mężczyzn, haha ;)

      Usuń
    4. faktycznie mężczyzn to też dotyczy bo mąż blondyn, wcześniej ciemny brunet a i z rudym miałam do czynienia więc w sumie ... hmmm

      Usuń
    5. Przynajmniej nikt Ci nie może zarzucić dyskryminacji ;) Choć, czekaj, czekaj, brakuje jeszcze małego, grubego i łysego! ;)

      Usuń
    6. grubego mam teraz (sic) a łysego też miałam to tylko kurdupla brakuje i kobiety :D

      Usuń
    7. A bój Ty się Boga (i męża też!) - żeby takie głupoty wypisywać! ;) Masz szczęście, że nie przeczyta, a ja nie doniosę na Ciebie :))

      Usuń
    8. on już jest na etapie, że sam tak o sobie mówi. Niestety nie da się zaprzeczyć więc nawet możesz donosić :D

      Usuń
  3. Coś niesamowitego! Zakochałam się w tym miejscu! Zasypiać wśród szumu fal... to musi być magia :) Chociaż z drugiej strony w czasie sztormu może być tam trochę przerażająco...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To jest już nas dwie :) Zasypiać, ale też budzić się, spacerować, po prostu żyć...Choć muszę przyznać, że spacery koło domu były bardzo specyficzne - mnóstwo tam kamieni, więc za każdym razem, kiedy woda w nie uderzała i cofała się, brzmiało to jak jakieś gruchotanie kości ;)

      Chciałabym tam być w czasie sztormu! :)) W ogóle bym się nie bała - ocean mógłby ewentualnie zachlapywać drogę, ale Termon House ma grubsze ściany niż dom, w którym mieszkam!

      Usuń
    2. Skoro tyle burz i sztormów przetrwał, to na pewno musi być solidny, ale mnie bardziej te odgłosy by przerażały ;) Co nie zmienia faktu, że marzy mi się odwiedzenie tego miejsca :)

      Usuń
    3. Ach, rozumiem, mnie akurat one niestraszne, powiem Ci, że nawet bardzo je lubię (pod warunkiem, że jestem w czasie sztormu w bezpiecznym miejscu), działają na mnie nastrojowo ;)

      Usuń
  4. Mały biały domek. Wymarzyłam sobie kiedyś taki azyl, wiersz napisałam o małym białym domku, wyobrażałam go sobie w idealnym miejscu. No popatrz, znalazłaś swój mały biały domek. :) Chociaż na chwilę.

    To teraz wiem o czym mowa, kiedy pada nazwa "drzwi holenderskie".

    Obejrzałam sobie filmik. Okolica jest dzika, surowa, zajebista.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Małe białe domki zdecydowanie mają to COŚ w sobie. Nie jestem miłośniczą willi, absolutnie nie chciałabym mieszkać w jakimś wielkim domiszczu. Małe są fajne i przytulne, a do tego nie musisz poświęcać połowy życia na ich sprzątanie ;)

      Muszę jednak przyznać, że Termon House bardzo mi odpowiada, więc jak już będę sławna i obrzydliwie bogata, to sobie go kupię ;) Może nieco większy, niż potrzebuję (góra to trzy sypialnie i łazienka z wanną, dół to kuchnia, pomieszczenie gospodarcze, łazienka z prysznicem i dwa salony), ale ta lokalizacja... BOSKA! Niby "pustkowie", ale niecałe 10 km dalej masz miasto z wielkim supermarketem.

      Specjalnie podałam to jako ciekawostkę, bo mam czytelniczkę, która z zapałem uczy się angielskiego, i pomyślałam, że może jej się to przydać. Ja osobiście lubiłam poznawać takie niuanse między amerykańskim angielskim, brytyjskim i irlandzkim.

      Cieszę się, że Ci się podoba - teraz już wiesz, dlaczego ją uwielbiam :) Zresztą, mniej więcej tak wygląda prawie całe zachodnie wybrzeże Irlandii. Wschód nie jest zły, ale zachód jest surowy i spektakularny z tym swoim poszarpanym wybrzeżem i majestatycznym Atlantykiem rozbijającym się o nie.

      Usuń
    2. Podobają mi się wille, pałace, zamki, ale oszalałabym w takim "domiszczu" ze względu na sprzątanie, dlatego wolałabym mały biały domek. W ogóle dobrze się czuję na ciasnym ale własnym, lubię swoje mieszkanie w bloku, szybko się całość ogarnia, da się fajnie utrzymać ład.
      Ale jakby mi ktoś dał zamek, takich surowy średniowieczny, no to nie wiem... nie wiem... kusząca propozycja... więc jak już będę sławna i obrzydliwie bogata, to do zamku sobie gosposię zatrudnię i po problemie.
      Wszystko przepiękne, ale zastanawia mnie, czy bym umiała żyć z tym majestatycznym Atlantykiem rozbijającym się o wybrzeże. Może bym się przyzwyczaiła i nauczyła zasypiać, ale generalnie na dłuższą metę taka energia zaczyna mnie drażnić... Energia mórz, oceanów, a nawet rzek... dlatego gdybym mogła sobie wybrać, to mały biały domek nad jeziorem.

      Usuń
    3. Do zwiedzania - tak, jak najbardziej, sama jestem miłośniczką zamków, nie marzę jednak, aby w nich mieszkać. Nie lubię też typowego zamkowego wystroju, więc raczej nie odnalazłabym się w takim wnętrzu.
      Moje sobotnie sprzątanie domu to jakaś godzina, nie wyobrażam sobie poświęcać na to całego dnia. My jednak patrzymy na to z punktu widzenia biedoty ;) Bogacze mają ludzi od tego rodzaju prac.

      Też czasami przechodzi mi przez głowę taka myśl. Niewykluczone, że z czasem by mi się przejadł ten Atlantyk, tym bardziej, że mieszkanie w jego sąsiedztwie to nie tylko zalety i piękne widoki, ale też minusy. U mnie na przykład latem zawsze jest o kilka stopni cieplej niż na zachodzie. Bywało nieraz tak, że mieliśmy tu 22 stopnie, a nad morzem jedynie 17-18. Teraz jednak, kiedy daleko mi do niego, wydaje mi się, że zawsze byłabym nim zachwycona. Ty pewnie nie, wiem, że wolisz jeziora :)

      Usuń
    4. Nawet nieduży zamek były ogromny w porównaniu z małym domkiem. Podoba mi się zamkowa surowość, średniowieczny klimat, meble itd. Śmieję się, że lofty odzwierciedlają piękno średniowiecznych budowli. Nawiasem mówiąc, lofty też mi się podobają.
      Ale tak jak mówię, jakby było mnie stać na zamek, byłoby mnie stać na gosposię.
      Miałam koleżankę, która mieszkała nad samym morzem. Wiecznie zasolona weranda, ciągle wiało, nie można było okna otworzyć, bo gwizdało jakby potępione dusze tańcowały, no i pełno piachu z plaży w chałupie. 😅

      Usuń
    5. Uwielbiam zwiedzać zamki, zawsze to robię, jeśli tylko mam okazję, ale mieszkać w nich bym nie chciała - są zbyt zimne i ciemne, a ja potrzebuję światła w domu.

      Kojarzę nawet jakieś Twoje sesje w loftach :)

      Wiem, o czym mówisz - miałam kiedyś wynajęty domek nad oceanem, po przyjeździe byłam nieco zniesmaczona, że właścicielka nawet okien nie umyła (a wychodziły właśnie na ocean i widok z nich był piękny...), kupiłam więc płyn do mycia okien, gąbki, pięknie je wyszorowałam, a jeszcze tego samego dnia znów oblepiała je papka z wilgoci i piasku :))) Wtedy zrozumiałam :)

      Usuń
    6. Mi właśnie nigdy brak światła nie przeszkadzał, lubię przeciągi i chłód, towarzystwo duchów z łańcuchami by mi nie przeszkadzało, chyba że hałasowałyby pod drzwiami sypialni, to bym je wywaliła.
      W piwniczce miałabym nietoperze.

      Tak, to była sesja zdjęciowa w łódzkich loftach po naszych odnowieniach przyrzeczeń małżeńskich.
      Ale na mój gust to ja bym tam remont zrobiła, bo nie do końca ten wystrój mi przypasował. 🤣

      Usuń
    7. Na zewnątrz brak światła niekoniecznie mi przeszkadza, nie lubię jednak siedzieć w ciągu dnia w ciemnym domu - jak tu wtedy pisać albo czytać? Wzrok można sobie popsuć. A co do przeciągów i chłodu, to dawno temu, świeżo po przylocie do Irlandii, spałam na małym łóżku przylegającym do ściany i każdej nocy dotykałam jej kolanem. Na skutki nie trzeba było długo czekać. W zimnym średniowiecznym zamku pewnie mieli podobnie, a reumatyzm był ich chlebem powszednim.
      W piwniczce powinnaś jeszcze postawić trumnę, w której spałabyś jak Dracula ;)

      A to akurat normalne, chyba rzadko się tak zdarza, że kupujesz posiadłość i zostawiasz ją bez jakiegokolwiek remontu. Każdy ma swój gust, nie każdy dobry ;)

      Usuń
    8. Lampka mi wystarczy. Ale z dobrą żarówką.
      Myślę, że dałoby ogarnąć ogrzewanie na modłę współczesnych czasów. Widziałam w Szwajcarii mieszkalne zamki, tam nie było takich kłopotów. W ogóle świetna sprawa, że oni sobie kupują zamki, remontują, unowocześniają mieszkają w nich całymi rodzinami jak w domkach jednorodzinnych. Spodobało mi się to.
      Trumnę w salonie to ja chciałam mieć ale jako stolik do kawy. W środku suchy lód żeby para się wydobywała przy otwieraniu. No i winko można tam upchnąć. ;)

      Usuń
    9. Mam trochę eklektyczny gust, bo jeśli chodzi o domy, to podobają mi się zarówno te małe, skromne (np. góralskie chaty), ale też te jasne z oknami od sufitu do podłogi (szczególnie jeśli wychodzą na morze albo góry). W ogóle to chciałabym przez krótki czas pomieszkać w jakimś przeszklonym wieżowcu na wysokim piętrze, aby zobaczyć, jak to jest.

      Tak, na bank są jakieś pomysłowe rozwiązania. Tutaj mieszkanie w zamkach jest dość popularne wśród sławnych i bogatych (Enya, Michael Flatley, Chris de Burgh... Enya ponoć mieszka w swoim zamku sama, jedynie ze swoimi kotami, no i pewnie milionem ochroniarzy) :)

      Usuń
    10. Mam kilka gustów odnośnie architektury. Kiedyś myślałam, że to niemożliwe, ale tak jest. Podobają mi się skromne eklektyczne domki i te nowoczesne domy z oknami od podłogi do sufitu. Podobają mi się drewniane chaty jak i loftowe mieszkania. Do pasji podobają mi się wielkie szklane wieżowce i te duże apartamenty na ostatnim piętrze. To się Penthouse nazywa.
      Najlepiej być obrzydliwie bogatym i mieć kilka domów i mieszkań. 🤣
      Boże... mieszkać samotnie w zamku ze zwierzakami... Mam nadzieję, że po śmierci dostanę taką chawirę. Zwierzaki sama sobie złapię.
      Chociaż chwila moment... Przecież już ustaliłam, że ja muszę mieć kilka domów no i ten Penthouse też.🤔

      W rzyci mi się poprzewraca...🤪

      Usuń
    11. Wcale mnie to nie dziwi, zdecydowanie rozumiem, bo mam identycznie - siedzisz w mojej głowie i czytasz, czy jak? ;) Rozpływam się w zachwycie nad tymi malutkimi, uroczymi i dawnymi chatkami, a jednocześnie wzdycham do nowoczesnych domów urządzonych z klasą, ale przytulnością. Bez przytulności są zbyt surowe, sterylne i zimne.
      Tyle tego jest, prawdziwe bogactwo stylów, że trudno ograniczać się do jednego - zresztą po co? Poza tym wydaje mi się, że utalentowany dekorator wnętrz potrafi każde pomieszczenie przemienić w perełkę i tu nie ma znaczenia czy to góralska chata/chalet, penthouse czy domek nad morzem. Mam znajomych, którzy mają bardzo duży dom, ale jest tak kiepsko urządzony, że połowa przestrzeni w ogóle nie jest wykorzystana. Nie ma w sobie nic z ciepła, a to że często jest w nieładzie też nie pomaga.

      Haha, po co czekać do śmierci? ;) Mam nadzieję, że dostaniesz ją jeszcze za życia! :)

      Usuń
    12. :D
      Ostatnio mam chrapkę na apartament w nowo budowanym, dość nietypowym bo trójkątnym budynku. Stoi sobie w u mnie w mieście i kusi. Wyobraź sobie półokrągły, szklany salon.
      Ceny oczywiście przekraczają możliwości szarych obywateli, ale widzę tam taki projekt, że mucha nie siada.
      Szczerze mówiąc, nie wiem czy w tym zepsutym świecie można jeszcze coś satysfakcjonującego osiągnąć. Wiesz, że naszemu krajowi grozi wojna. ;) Ale ja mam inną perspektywę, więc absolutnie się tym nie przejmuję. ;)

      Usuń
    13. Czyżbyś mówiła o "żelazku", które ostatnio opisywałaś na łódzkim blogu? Weszłam wtedy w polecany link i obejrzałam sobie te apartamenty. Spiesz się z kupnem, bo na niektórych piętrach już mało co zostało ;) No i oczywiście najlepsze kąski, te przeszklone pomieszczenia, już wykupione!
      Wiesz co? Przypomina mi to trochę lata 60. i czasy kryzysu kubańskiego. Wtedy świat również stał u progu wojny nuklearnej. Myślę jednak, że realne szanse na wojnę w Polsce są dość niskie.

      Usuń
    14. Tak, o Żelazku. :D :D
      A to jak nie ma tych przeszklonych, to ja już nie chcę. XP
      Ja tam nie wiem niskie czy wysokie, ale ten oszołom planuje walczyć z NATO. Polska może być w stanie wojennym, ale nie koniecznie musi się to dziać na jej terytorium. Ale i tak kiszka.

      Usuń
    15. Na drugim piętrze jest wolne. :D

      Usuń
    16. Pożyjemy - zobaczymy. My, maluczcy, nie mamy żadnego realnego wpływu na losy świata. Zobaczymy, jaki los zgotuje nam "elita". Oszołomy mają to do siebie, że są nieprzewidywalni i nieobliczalni. Ludziom to chyba z tego dobrobytu poprzewracało się w zadach, skoro dążą do wojny.

      Usuń
    17. Władza jest jak narkotyk. Masz cały kraj, ale to mało i chcesz więcej. Wcale bym się nie zdziwiła, gdyby doszło do koalicji z innym oszołomem despotą.

      Usuń
    18. Zgadza się, tak to właśnie działa. A co do koalicji, to swój swojego zawsze znajdzie.

      Usuń
  5. Też preferuję małe nad wielkim, skromne nad bogatym. Choć ta skromność jest tu pozorna, bo wyobrażam sobie, jak wiele kosztowała właścicieli i renowacja i wyposażenie. Przepięknie położony dom i wcale się nie dziwię, że zamarzyłaś o nim od pierwszego wejrzenia. Też bym chciała spędzić tam parę dni, albo choć jedną noc. A widok na ocean coś wspaniałego. Zdarzyło się kilka razy z widokiem na zatokę czy morze, ale ocean nigdy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niektórzy mają nieodpartą potrzebę manifestowania swojego bogactwa, szczególnie widoczne jest to np. w Ameryce, gdzie pełno okazałych rezydencji, a wiele z nich niedługo później zostaje wystawionych na sprzedaż albo pustoszeje, bo właścicielowi noga się powinęła i nagle nie był w stanie pokryć kosztów utrzymania, zapłacić podatku, etc... Inna sprawa, że wielu ludzi nadal hołduje idei "zastaw się, a postaw się". Nigdy tego nie rozumiałam. Jeśli mnie na coś nie stać, to nie kupuję nieprzyzwoicie drogich rzeczy, tylko po to, by napompować swoje ego i drażnić sąsiada.

      Piękny dom, piękna lokalizacja, a nade wszystko fajna, spokojna okolica, choć w sezonie pewnie jest tam znacznie większy ruch z uwagi na złociste plaże w sąsiedztwie.

      Usuń
  6. Wow, jak ten domek jest super urządzony! Z zewnątrz taki niepozorny, bardziej surowy i zimny w odbiorze. Wnętrze przytulne, prawdziwy domowy azyl :) Kiedyś marzyłam o takim domku nad morzem, nawet nad jeziorem. Kocham wodę, móc codziennie przy niej się budzić i zasypiać brzmi jak najpiękniejsza na świecie rzecz. Żyć tam, cieszyć się wolnością, przestrzenią, założyć rodzinę. Teraz nie wiem czy bym się nie bała, głównie podmywania :D Ale miejsce malownicze i z pewnością warte odwiedzenia! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na tych profesjonalnych zdjęciach na stronie ILT wygląda niesamowicie klimatycznie i przytulnie, zdradzę Ci, że między innymi właśnie przez te fotki tak bardzo się na niego napaliłam :) Fajnie odrestaurowany, oddaje ducha minionej epoki. Super na pobyt latem, bo plaże są tuż za rogiem, ale i zimową porą można tam świetnie spędzić czas.
      Pozdrawiam Cię serdecznie i czekam na dobrą nowinę :)

      Usuń
    2. Brzmi naprawdę super, jak urlop na którym naprawdę można wypocząć :) Az wyobrażam sobie siebie w takim miejscu :)
      Kochana, ja też czekam na dobrą nowinę i doczekać się nie mogę :D

      Usuń
    3. Właśnie byłam przed chwilą u Ciebie spragniona dobrych wieści, ale widzę, że nic się jeszcze nie urodziło! Czekam cierpliwie, ciekawa jestem, czy Ty pierwsza urodzisz, czy ja może wcześniej zniosę jajko ;)
      Wszystkiego dobrego z okazji Dnia Kobiet - super z Ciebie babka i mam nadzieję, że będziesz mieć przemiły dzień :)

      Usuń
  7. Poszłabym na wycieczkę, gdybyś była jej przewodnikiem, opowiadasz tak, że można poczuć klimat miejsc i czasów minionych. Swoją drogą zaskoczył mnie kolor języka białej krowy :-O
    A domy, ich kształt i małe okna przywodzą mi na myśl domki na kielecczyźnie, stoją tam do dziś i wiele jest jeszcze zamieszkałych. Maleńkie, skromne, budowane z tego, co akurat było. W porównaniu z nimi, współcześni obrastający w rzeczy wszelkie, zatraceni w posiadaniu utracili dusze.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Droga Małgorzato, dziękuję Ci ogromnie za tak przesympatyczny i ciekawy komentarz. Staram się w prosty sposób przemycać Wam tu trochę ciekawostek i irlandzkiej historii, tym bardziej więc doceniam Twoje słowa uznania.
      Szanse na to, że jako przewodniczka zabiorę Cię na spacer są nikłe, ale z powodzeniem możemy ze sobą wirtualnie podróżować, jeśli - oczywiście - masz na to ochotę :)

      Co do języka, to aż musiałam wrócić do tego zdjęcia i się przyjrzeć :) Ja tam zbyt często nie zaglądam krowom do paszczy, ale wydaje mi się, że zdrowe mają różowe języki ;) A ta biedulka chyba ma chorobę niebieskiego języka.

      Te małe domki mają w sobie mnóstwo uroku, często pieję nad nimi z zachwytu. Pięknie podsumowałaś nasze społeczeństwo, mam identyczne spostrzeżenia. Ponadto kiedyś sąsiedzi się wspierali, jeden drugiemu pomagał, często szli razem do pracy na roli, a dziś często nawet nie wiadomo, jak sąsiad ma na imię.

      Wielkie dzięki za poświęcony czas i komentarz :) Przesyłam Ci serdeczne pozdrowienia z zimnej Irlandii :)

      Usuń
  8. Niesamowita historia i bardzo urokliwy domek :D

    OdpowiedzUsuń
  9. Piękne miejsce! Byłam kiedyś w Irlandii, i ze względu na panująca tam niezbyt przyjemną pogodę nauczyłam sie chodzić w wełnianych ciepłych skarpetach. Wtedy moje spacery było dużo przyjemniejsze.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dobre skarpety zawsze w cenie, a co do irlandzkiej pogody - no cóż, jeden lubi, inny nie. Ma swoich miłośników jak i przeciwników.
      Dzięki za wizytę :)

      Usuń
  10. Miejsce pełne uroku i bogatej historii :) wydaje mi się, że widziałam ten dom w jakimś filmie, ale nie mogę sobie przypomnieć tytułu :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też Ci niestety nie pomogę w odświeżeniu pamięci, bo nic mi nie wiadomo na ten temat.
      Zgadzam się jednak z tym, że jest tam uroczo :)
      Pozdrawiam serdecznie z szarej dzisiaj Irlandii.

      Usuń
  11. Mamy chyba jedną wspólną zauważalną cechę (pewnie więcej też ) ...lubimy spać w miejscach inne niż hotele. Ciekawa historia, przypomina nieco dziejsze czasy w Wielkiej Brytanii, gdzie "szlachta" się bawi a zwykły zjadacz chleba, martwi się, czy będzie miał jutro pracę i za co zapłacić wciąż rosnące rachunki.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na pewno jest ich więcej :)
      Otóż to, już dawno temu Zofia Nałkowska pisała, że co dla jednych jest podłogą, to dla drugich jest sufitem. Przepaść między tymi warstwami społecznymi jest zatrważająca. A najgorsze jest to, że syty głodnego nie zrozumie.

      Usuń