wtorek, 30 kwietnia 2024

U progu maja

Nie bardzo dowierzam, że to już koniec kwietnia! Kiedy to zleciało?! Drugi kwartał roku trwa w najlepsze, a jak tak dalej pójdzie (a raczej przeleci), to nim się obejrzymy, będziemy taszczyć do domu drzewko na Boże Narodzenie! Nie wierzycie? Cóż, jeszcze wspomnicie moje słowa!

Tegoroczna majówka jakoś niespecjalnie mnie ekscytuje. Nie mam absolutnie żadnego parcia na to, by gdzieś jechać. Bo długi weekend. Bo tak wypada. W dużej mierze wynika to z tego, że coraz większymi krokami zbliża się mój "epicki" urlop zagraniczny, a w tym roku przeszłam samą siebie, jeśli chodzi o plan podróży, i w porównaniu z nim wszystko inne wydaje się małym pikusiem. (Jeśli ktoś chce kartkę z wyjazdu, to niech da znać - chętnie wyślę).

Wczoraj wreszcie zarezerwowałam ostatnie noclegi, co nie tylko sprawiło, że poczułam się znacznie lżejsza (uff, wszystko poszło zgodnie z planem), ale nade wszystko uskrzydliło mnie, bo nagle ta wizja wyjazdu stała się jeszcze bardziej realna.

Wszystko byłoby cacy, gdyby nie to, że uświadomiłam sobie przy tym, jak ogromne zaległości mam w relacjonowaniu swoich wyjazdów. W ogóle nie opisałam zeszłorocznej podróży zagranicznej, mimo że była kapitalna i zdecydowanie nie zasługuje na zapomnienie! Czuję przez to teraz presję czasu, jego nieznośny oddech na karku, bo doskonale zdaję sobie sprawę, że im więcej wyjazdów do opisania, tym mniejsze szanse na to, że się z nimi uporam.

Miniony weekend - podobnie jak jego poprzednik - był niezwykle udany, a to wszystko za sprawą wyjazdu do miasta na zakupy.  W sobotę rano obudziło mnie intensywne słońce bezczelnie zaglądające mi przez okno do sypialni. Kiedy już obudziłam się na dobre i okiełznałam wiecheć na głowie, doszłam do wniosku, że czas nabyć wreszcie jakieś kolorowe kwiaty do ogródka. W zeszłym roku zabrałam się za to kilka miesięcy później, przez co później mocno tego żałowałam. W tym roku jestem więc mądrzejsza.

Jak wspominałam poprzednio, moje ukochane centrum ogrodnicze zamknęło się w minionym roku, musiałam więc inaczej sobie poradzić. Niestety w Lidlu nie było już praktycznie NIC z tych kwiatów, których dostawę otrzymali w czwartek, co nieszczególnie mnie zdziwiło. Na szczęście Woodie's, z którym nie robiłam sobie większych nadziei, okazał się bardzo pomocny. Skorzystałam z ich promocji (3 rośliny za €12 i 4 mniejsze za €10) i wyjechałam stamtąd wózkiem zapełnionym pięknymi petuniami, geranium i dalią. A jako że pogoda sprzyjała, to jeszcze tego samego dnia posadziłam je w donicach. Od tego czasu chodzę z bananem na twarzy i z wielką ekscytacją zaglądam do ogródka, aby sprawdzić postęp w ich rozwoju. Najważniejsze, że ślimaczy zwiadowcy jeszcze nie wypatrzyli moich kwiatów i nie przypuścili szturmu na nie. Domyślam się jednak, że walka z nimi jest tylko kwestią czasu.

W międzyczasie zaś usilnie walczę ze sobą i staram się nie ulec pokusie. Otóż zewsząd natrafiam na przepiękne, letnie i plażowe sukienki, a mały rozkapryszony bachor we mnie za każdym razem krzyczy: chcę to! Staram się logicznie podchodzić do tematu (te, które mam w szafie nie są zbyt często używane, a lato pewnie nie będzie zbyt ciepłe), ale różnie mi to wychodzi.

Jako że na urlopie będę w bliskiej odległości od morza, to łudzę się, że je na nim wykorzystam. Z około dziesięciu (!), które wpadły mi w oko, ograniczyłam się do dwóch, które już do mnie jadą. Na zdjęciach w Internecie wyglądały pięknie, a jak będą wyglądać na mnie (i czy w ogóle trafiłam z rozmiarem), to się dopiero okaże. Dla własnego dobra muszę jednak przestać zaglądać na moją ulubioną stronę internetową. Innej rady nie widzę. W najgorszym wypadku ustawię się grzecznie w kolejce do Połówka. Już ma jednego klienta, hazardzistę uzależnionego też od filmików dla dorosłych, któremu blokuje dostęp do pewnych stron, najwyżej będzie miał kolejnego!

Oprócz tego w weekend przez przypadek natrafiłam na Netfliksie na irlandzki film "In the Land of Saints and Sinners" (2023), a że mam do tych produkcji słabość, to obejrzałam i absolutnie nie żałuję: piękne krajobrazy, stary, ale nadal jary Liam Neeson, cudowna Kerry Condon (skradła całe show zaraz po pejzażach!), i wielowymiarowi bohaterowie. Dla każdego widza kto inny może być świętym, a kto inny grzesznikiem. A może tak naprawdę wszyscy jesteśmy jednymi i drugimi? Jak najbardziej mi się podobał, ale ja - zaznaczam - nie jestem obiektywna.

Niedawno obejrzałam też za jednym zamachem głośnego "Reniferka" (fabuła poraża, bardzo dobry pod względem psychologicznym, no i jako przestroga też), a z doskoku oglądam "Loudermilka", który mnie dość mocno bawi. Tytułowy bohater jest antypatycznym dupkiem (tu niskie ukłony dla Rona Livingstona, który wciela się w tę postać i robi to niezwykle naturalnie, podobnie zresztą jak Richard Gadd w "Reniferku"), ale naprawdę dobrze się to ogląda. Chyba jednak największym zaskoczeniem był dla mnie obejrzany wczoraj wieczorem "X-Men Origins: Wolverine" (2009). Byłam święcie przekonana, że takie filmy to nie dla mnie, tymczasem ani przez minutę się nie nudziłam, oglądałam z wypiekami na twarzy, a po projekcji wyrzucałam Połówkowi, że przez tyle lat ukrywał ten film przede mną! Najwyraźniej mój gust jest bardziej eklektyczny, niż myślałam!

32 komentarze:

  1. O ja Cię, w głowę zachodzę w jakim kierunku Cię ten epicki urlop zaprowadzi. Wnosząc po tym jak zaniedbujesz relacje z zagranicznych wojaży nie dowiem się do przyszłego roku ;)

    Anieśka obejrzała w zeszłym tygodniu Reniferka, stwierdziła, że świetny, ale mi by się nie spodobał. Także jedna rzecz pozostaje niezmienna - mamy inny gust do filmów :). Przyjmij więc dobrą radę i szerokim łukiem omijaj "Arthur the king". Urzekł mnie niezwykle, ale i temat w dwójnasób rezonujący, z jednej bowiem strony górski trathlon, a z drugiej psiak przybłęda. Mówiłem Ci, że dwa lata temu przygarnęliśmy szczeniaka znalezionego na poboczu na bośniackim pustkowiu? A przygarnąwszy przemyciliśmy następnie przez dwanaście kontroli granicznych i ulokowaliśmy w kochającej rodzinie w Austrii? Chyba nie mówiłem. Ehh, tyle do nadrobienia :).

    Trzymaj się ciepło :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie zachodź, tylko rusz nią, i wszystko stanie się dla Ciebie jasne :) Postaram się nadrobić zaległości, jeśli nie w całości, to chociaż częściowo :) A tak w ogóle, to... przyganiał kocioł garnkowi - nie pamiętam już, kiedy czytałam jakąś Twoją relację ;)

      Anieśka wie, co dobre ;) Nie bardzo lubię filmy ze zwierzętami w roli głównej, szczególnie jeśli dzieje im się krzywda, bo ja miękka buła jestem. Każdy seans kończy się tak samo: zasmarkanym rękawem ;) Do kina, które obrzydzili mi inni, na pewno na niego nie pójdę, ale jak natrafię na jakiejś platformie streamingowej, albo na Sky Cinema, to obejrzę, a co :) Choćby tylko po to, by sprawdzić, czy faktycznie miałeś rację :) A tak na marginesie, to przypominam, dla lekkiego podważenia Twojej teorii, że kocham bandę Uhtreda, i kiedyś zwiedzę Bamburgh! Już od dawna mam go na swojej liście. Może nawet w następnym roku? :)

      Oczywiście, że nie mówiłeś! A czy ja mówiłam Ci już, że jesteś moim ulubionym przemytnikiem? :) Co prawda stałbyś wyżej w mojej hierarchii, gdybyś przemycił kota, ale i tak jesteś wystarczająco wysoko. Tylko uważaj, żebyś nie spadł z podium, bo możesz sobie kark niechybnie skręcić ;)

      Usuń
  2. Umiesz podgrzać atmosferę. Ja też jestem ciekawa Twego urlopu. Oczywiście jeśli to nie jest tajemnica, bo może chcesz czytelnikom sprawić niespodziankę?
    Dziękukę za polecajki filmowe. Dużo dobrego słyszałam o "Reniferku". O innych propozycjach dopiero od Ciebie. Jeśli coś obejrzę, postaram się wyrazić swoją opinię. Do miłego. Pozdrawiam serdecznie 🤗

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wszystko w swoim czasie, proszę pani ;) Jak się Wam tutaj pochwalę wszystkimi szczegółami, to - znając życie - nic mi wtedy nie wypali. Lepiej dmuchać na zimne! Ekscytacji na myśl o wyjeździe jednak nie udało mi się poskromić, musiałam przelać ją na papier, a raczej klawiaturę :)

      Nie ma za co. Nie wiem nawet, czy to można nazwać rekomendacjami (boję się polecać innym filmy i książki, bo każdy ma inne preferencje), po prostu wspomniałam o tym na marginesie. Sobie a muzom ;)

      Pozdrowienia ze słonecznej Irlandii :)

      Usuń
    2. Zaczęłam oglądać "Reniferka" 🫣 I tak sobie myślę jakie ze mnie są ciepłe kluchy... Ja w ogóle nie myślałam, że ludzie mogą mieć takich znajomych i takie wariackie sytuacje w życiu. To taki serial trochę ku przestrodze, a trochę do przemyślenia. Dotykający wielu aspektów współczesnej rzeczywistości; bo jest tu problem stawiania granic prywatności i intymności, zderzenie postaw życiowych, stagnacji i podąrzania za marzeniami... Naprawdę dużo tematów do przemyślenia. Albo taki cytat: "Niektórzy by uciec pakują walizki, a inni stoją zbyt długo w miejscu." Jeszcze raz dziękuję za polecenie. Tylko mi nie spoileruj, bo jestem dopiero w połowie. 😄
      Planów urlopowych też nie zdradzaj, będą lepiej smakować. 😉

      Usuń
    3. Taito, już obejrzałam. 🫣 Myślisz, że Martha chciała uratować głównego bohatera i to doprowadziło ją do szaleństwa? Czy oni oboje byli tak pokręceni, że jakiekolwiek pozytywne odruchy miały negatywny skutek. Szkoda, miałam nadzieję na pozytywny finał. Wszystkiego dobrego na nowy tydzień. 🤗

      Usuń
    4. Czasami życie pisze najbardziej niewiarygodne scenariusze. Pewnie wiesz, że główny bohater grał samego siebie, a przedstawiona historia naprawdę miała miejsce w jego życiu?
      Obydwoje wymagali pomocy psychoterapeuty. Nie wiem, czy chciała go uratować, na pewno zafiksowała się na jego punkcie, już wcześniej miała problemy natury psychicznej. Rozumiem, że chciał jej sprawić trochę radości fundując jej kubek herbaty, jego największym błędem było jednak to, że pozwolił temu zajść za daleko. Ludzie z traumami popełniają niestety sporo takich błędów. Jeden niewinny gest bardzo szybko doprowadził do całej serii niefortunnych wydarzeń.

      Usuń
  3. Naprawdę nie dowiemy się wcześniej, gdzie też się teraz wybierasz? Bo na relację pewnie poczekamy trochę dłużej, jak rozumiem? Chyba, że się sprężysz i wyprowadzisz relacje na bieżąco?
    Tyle pytań - zero odpowiedzi :)
    Co do upływu czasu, też jestem przerażona. Dopiero co czekałam na wiosnę, a tu już ostatnie upały serwują nam prawielato, co też nie jest wskazane, choć majówkowicze się cieszą. Ja siedzę w domu, bo dopadła mnie rwa kulszowa i najlepiej mi się tylko stoi i ewentualnie chodzi. Ani nie mogę leżeć swobodnie, ani tym bardziej siedzieć, bo potem mam kłopoty ze wstaniem :) Starość jest okrutna :)
    Chciałabym zobaczyć Twoje kwiatowe kompozycje, z których jesteś tak dumna... czy wymagam za dużo? :)
    Buziaki...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kochana, nie sądzę, bym na bieżąco relacjonowała swój urlop. Nie jestem znaną influencerką siedzącą cały czas z nosem w telefonie i żyjącą z zarobków, jakie dają jej social media :) Jak już będę na miejscu, to na pewno będę miała mnóstwo innych ciekawszych rzeczy do zrobienia - będę chciała się nacieszyć atmosferą, widokami, nową codziennością. Ale jak znam siebie, to na pewno będę pstrykać mnóstwo fotek, i w swoim czasie pokażę Wam to, co udało mi się zobaczyć w Szkocji :) Może zabiorę ze sobą laptop, i wieczorową wolną porą będę na bieżąco spisywać swoje przemyślenia, choć po prawdzie do tego wystarczy mi mój zwykły dziennik podróżniczy :)
      Kiedy jest się dzieckiem, chce się przyspieszyć czas i jak najszybciej zostać pełnoletnim człowiekiem. A kiedy już się nim jest, często chce się nacisnąć "stop" i zatrzymać ten szaleńczy upływ czasu. Życie zdecydowanie za szybko mija, a w dodatku jest takie ulotne. Dlatego musimy wykorzystywać je na maksa :) Przykro mi, że nie jesteś teraz w stanie tego zrobić - trzymam kciuki, abyś jak najszybciej wróciła do pełni formy :)
      U mnie aktualnie szare niebo i lekko mokro, ale mają też nadejść słoneczne i ciepłe dni z codzienną temperaturą 19 stopni.
      Nie zrobiłam żadnych zdjęć moim nabytkom, więc na razie nic nie mogę pokazać. Nie robiłam też żadnych wymyślnych kompozycji. Ot dalia powędrowała do jednej donicy, geranium do drugiej, kilka sadzonek petunii do trzeciej, etc :)

      Usuń
    2. Wiesz co? Przeczytałam dzisiaj swój wczorajszy komentarz i wydał mi się beznadziejny.
      Już wiem, że jak jestem obolała i zniechęcona do wszystkiego, to nie powinnam do nikogo pisać.
      Wylazł ze mnie jakiś smutas, przygnębias i beznadziejas :)
      Pozostaje mi tylko podziękować Ci za to, że nie potraktowałaś mnie z buta :)
      Buziaki...

      Usuń
    3. Haha, no co Ty, Iwonko! Nie bądź dla siebie zbyt ostra - uwierz mi, że ani przez sekundę nie pomyślałam, że Twój komentarz był beznadziejny, niemiły albo nie na miejscu. To by było zupełnie nie w Twoim stylu :) Rozumiem jednak, co masz na myśli, bo faktycznie człowiek czasami bywa bardziej oschły, gdy coś go uwiera i boli. W Twoim przypadku jednak nic takiego nie miało miejsca :)
      Każdy z nas ma gorsze dni, to naturalne i zrozumiałe, mam nadzieję, że jesteś już bardziej mobilna i czujesz się lepiej, a Twoje roślinki wracają do życia.
      Pozdrawiam Cię serdecznie - u nas szaro i dość zimno, następny tydzień ma być znacznie ładniejszy.

      Usuń
    4. Jasne, że już jest lepiej :)
      Dziękuję Ci za to, że jesteś takim prawdziwie dobrym człowiekiem... z emocjami, empatią i zrozumieniem dla innych :)

      Usuń
    5. Miło mi to czytać, najgorsze już za Tobą :)

      Usuń
  4. Reniferka muszę koniecznie zobaczyć!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Daj mu szansę - dość szybko się ogląda, bo odcinki są krótkie.

      Usuń
  5. Your eclectic taste in entertainment is a testament to your open-mindedness and willingness to try new things. It's refreshing to hear about your diverse interests and experiences. Read my new blog post

    OdpowiedzUsuń
  6. Your description of the transition into May and the anticipation of your upcoming trip is filled with a sense of excitement and a touch of nostalgia for past adventures. It's wonderful to hear about your gardening endeavors and your efforts to resist temptation while shopping for summer dresses. Your reflections on recent films add depth to your narrative, showcasing your diverse taste and appreciation for storytelling. Enjoy your upcoming travels and continue to indulge in your eclectic interests!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I am literally bursting with excitement! ;) Trust me, I will enjoy them and have a lot of fun. That's the plan anyway :)

      Usuń
  7. Jestem ciekawa gdzie się wybierasz :) Robisz piękne zdjęcia, więc obejrzenie fotorelacji na pewno będzie przyjemne dla oka :) My majówkę też spędziliśmy w domu- córka starsza ma egzamin ósmoklasisty, więc pomagam jej w przygotowaniach. Stres chyba jeszcze większy, niż gdy sama kończyłam szkołę ;)
    A co do sukienek, to dobrze Cię rozumiem. Ja ostatnio stwierdziłam, że przestanę jeździć do galerii bo za dużo rzeczy mi się podoba. Jestem oszczędna i nie kupuję dużo, ale potem gdzieś tam żal mi że nie kupiłam tej czy tamtej sukienki ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ale mi miło, dziękuję :) Robię co w mojej amatorskiej mocy :) Jeśli tylko pogoda dopisze, to zdjęcia na pewno będą piękne, bo takie są tamtejsze pejzaże :) Trochę mnie nie będzie, więc może uda się utrafić chociaż jeden suchy i ciepły dzień ;) A tak naprawdę to liczę, że będzie ich znacznie więcej.

      W domu też może być fajnie, a nawet super. Nie rozumiem tego przymusu wyjeżdżania gdzieś, bo majówka. Raz, że nie każdy lubi podróżować, a dwa - można ruszyć się z domu w innym, bardziej dogodnym terminie.

      Życzę Twojej córce wspaniałego wyniku :) Dobra z Ciebie mama, na pewno nie zapomni Ci tego wsparcia. Ja swojej mamie nie zapomniałam :)

      A żebyś wiedziała, że tak to działa - czego oczy nie widzą, tego sercu nie żal :) Czasem po prostu lepiej nie widzieć tych pięknych fatałaszków (a ja patrząc wczoraj do szafy, stwierdziłam, że naprawdę nie mam się w co ubrać!).

      Usuń
  8. Mam dokładnie tak jak Ty, w zeszłym roku nazbierało się tyle wspaniałych wyjazdów, że do tej pory mam dużo zaległości, a maj zapowiada się równie intensywny i zastanawiam się kiedy to wszystko opublikuję! :D Jestem bardzo ciekawa tej wycieczki za granicę, fajnie, że już wszystko ogarnięte. Teraz tylko czekać do wyjazdu! Jaki kraj odwiedzisz? :) Nie mogę się doczekać, aż w końcu i ja zacznę kwiatkową przygodę w moim ogródku, ale póki co jeszcze czekam z przeprowadzką. Dziękuję za ciekawe propozycje filmowe. ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Znając Ciebie, moja droga, to nie nastąpi to szybko - pewnie jak zawsze łapiesz sto srok za ogon ;) Nie zmienia to jednak faktu, że już przebieram nogami na myśl o relacjach z tych Twoich wspaniałych wyjazdów :)) Będę się urlopować w przepięknej Szkocji, a co do kwiatów, to dziś znowu wróciłam z dwoma pięknościami do domu! :) Mam też parę innych do posadzenia, zakupionych wczoraj, a że pogoda piękna, to pewnie jeszcze dziś się tym zajmę :)
      Ściskam Cię serdecznie :)

      Usuń
  9. Jestem ciekawa gdzie się wybierasz :) Czekam na relację. Gdziekolwiek by to było, wycieczka musi być udana :) Sama nie pamiętam kiedy gdzieś ostatnio byłam. Na majówkę nie wyjechałam nigdy. Mam taką pracę, że zawsze drugiego pracuję :D Teraz jak nie pracuję, też nie wyjeżdżam :D No chyba że wózkiem na spacer, to tak. U mnie klasycznie, grill przed domem w rodzinnej atmosferze. Co do sukienek- rozumiem :) Sama kupuję oczami. Później studzę swój zapał :D Teraz nie kupuję nic, bo wciąż zmienia mi się rozmiar :) Pozdrawiam serdecznie!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kochana, co dla jednych jest sufitem, dla innych jest podłogą. Nawet nie wiesz, co bym dała za grilla przed domem w rodzinnej atmosferze. Tak też może być pięknie - tworzycie kolejne wspomnienia i zacieśniacie więzi. Ja tego tutaj nie mam, więc trochę Ci zazdroszczę. I trochę mi też przykro, że dawno nie byłaś na żadnym wyjeździe. Liczę jednak na to, że w swoim czasie i Wy wybierzecie się na swój "epicki" urlop.
      Zawsze lubiłam zabierać dzieci na spacer w wózku, to pierwszy krok do pokazania im piękna naszego świata, a dla nas okazja do ruchu i spalenia kalorii :)

      Haha, ja też coraz częściej kupuję oczami. Zanim zrobię ostateczne zakupy (o ile je zrobię!), wrzucam rzeczy do koszyka i tam sobie leżą przez pewien czas :))

      Usuń
  10. Nie wiem, czy to nie za późno, ale ja bym chętnie stała się adresatką urlopowej karteczki. Nie wiem tylko, jak wysłać adres, bo nie chcę tego robić na forum, a twojego adresu mailowego nie widzę. Mój guciamal@wp.pl
    Rozumiem doskonale zaległości we wpisach. Po każdym powrocie obiecuję sobie, że opiszę to i owo, a kończy się na jakiejś króciutkiej relacji. Z wypadu lutowego pozostała połowa miejscowości nieopisana, a potem był wyjazd marcowy i dopiero co majowy. Choć na majówkę także nie jeżdżę od czasu wycieczki do Paryża, gdzie 1 maja staliśmy cztery godziny w kolejce do windy na wieżę Eiffela. Obiecałam sobie wówczas, że nigdy więcej żadnej majówki, żadnego długiego weekendu na wyjeździe. Mam to szczęście, że teraz nie muszę dopasowywać się do urlopu, bo urlop mam dożywotni :) Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Absolutnie nie jest na to za późno - z ogromną przyjemnością wyślę Ci kartkę z wyjazdu. Jak już wcześniej wspominałam, bardzo lubię tradycyjną korespondencję, wysyłanie kartek to już moja tradycja, więc nie będzie to żaden problem :)
      Mój adres mailowy to taita@onet.eu (znajduje się w moim profilu po prawej stronie bloga). Zaraz wyłączam komputer, może jutro podeślę Ci maila. W każdym razie nie ma pośpiechu, bo do wyjazdu jeszcze trochę czasu zostało.

      Oj, doskonale znam te obiecanki cacanki :) Też sobie obiecuję, że pokażę Wam to i to, a potem rzeczywistość szybko weryfikuje moje plany. Wow, widzę, że byłaś bardzo aktywna podróżniczo w ostatnim czasie!
      To prawda, taki właśnie urok tych długich weekendów, kiedy tysiące innych ludzi wpadają na ten sam pomysł ;)

      Usuń
  11. rany ależ mam zaległości !! ja nie plażuję więc i takich strojów nie mam. Zresztą dopiero niedawno wymieniłam kostium kąpielowy bo poprzedni się rozlazł ze starości :D tego nowego zasadniczo też nie używam no ale żeby nie było, że nie mam jakby kiedyś coś jednak gdzieś ...

    Muszę sobie przejrzeć te filmy bo poza Xmenem który mnie nie porwał to pozostałych nie kojarzę :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja nie wiem, po co Ty masz te swoje linki u siebie, skoro w ogóle do nich nie zaglądasz. Myślałam, że już dawno przeczytałaś, ale nie miałaś nic do powiedzenia i stąd ta cisza.

      No ja też rzadko plażuję, a już w ogóle nie leżę plackiem na plaży, ale sukienki przydają się do codziennego życia latem. To nie bikini :) Nie ma to jak przewiewny strój :)

      "X-meni" pozytywnie mnie zaskoczyli, myślałam, że nie lubię takich filmów. Wczoraj zaś skończyłam irlandzki serial "Bodkin". Ciekawa jestem, czy będzie w Polsce na Netfliksie.

      Usuń
    2. u mnie była posucha więc i nie zaglądałam do nikogo jakiś czas. A, że (nie obrażając) też za często nie piszesz to nie zauważyłam, że już zdążyłaś rypsnąć 3 wpisy w tym czasie :D

      Usuń
    3. Ależ o co miałabym się obrazić? :) Choć myślę, że to pojęcie względne - dla jednych pewnie piszę za rzadko, dla innych zbyt często ;) Staram się jednak, żeby te trzy/cztery wpisy miesięcznie były. Sama też lubię, jak ktoś dodaje przynajmniej jeden na tydzień. Jak są zbyt często to czasami nie wyrabiam, zwłaszcza że w ostatnim czasie wzrosła mi liczba odwiedzanych blogów. Wiadomo przecież, że nie samym blogiem człowiek żyje, a ja z tych, co czytają wszystkie wpisy, a nie tylko najnowszy jak niektórzy robią.

      Usuń
    4. ja też zawsze nadrabiam do tyłu. No ale ja nie czytam zbyt wielu blogów więc i nadrabiania nie mam dużo :)

      Usuń