sobota, 13 lipca 2013

O czarownicy, która czarownicą nie była - Witch Light


Przybyła do mnie z sąsiedniej wyspy i choć bardzo ucieszyła mnie swoją obecnością, od razu odłożyłam ją na dość pokaźny stos innych książek zalegających na mojej szafce nocnej. Poleżała tam bezczynnie przez dłuższy czas. Powodów było kilka. Najpierw chciałam dokończyć to, co wcześniej zaczęłam czytać, a dopiero potem zabrać się za nią. Z mojego planu niewiele jednak wyszło, w efekcie czego Witch Light zaczęła być regularnie przeze mnie pomijana. Co mnie powstrzymywało przed sięgnięciem po nią? To, co zazwyczaj nie pozwala ludziom zrobić tego, co chcą. Strach. Zaczęłam się bać. Nie jej tematyki, nie tej wiedźmy, którą miała w tytule, bo im coś jest bardziej tajemnicze i mroczne, tym bardziej mnie intryguje i pociąga. W pewnym momencie po prostu zaczęłam się bać, że nie przypadnie mi do gustu i że nie będę mogła przez nią przebrnąć.

Akurat przechodziłam wtedy przez fazę thrillerów i kryminałów, a jej tematyka nie bardzo się wpisywała w to, co namiętnie czytałam od dobrych kilku miesięcy. Bo Witch Light, trzecia powieść Susan Fletcher, osnuta została na kanwie masakry w Glencoe – okrutnej rzezi, która miała miejsce w szkockich Highlandach w zimowy, wczesny poranek roku pańskiego 1692. Z czym zatem mamy tutaj do czynienia? Przede wszystkim z historycznym faktem – masakrą, którą okazała się być m.in. okrutnym pogwałceniem praw gościnności – i z siedemnastowieczną, młodziutką Angielką o imieniu Corrag, której dotychczasowe życie na dobrą sprawę było tylko i wyłącznie ucieczką. Ucieczką przed ciemnogrodem, przed krzywdzącą łatką wiedźmy [mamy przecież bohaterkę żyjącą w niechlubnym okresie polowań na czarownice], przed bezmyślnymi, tępymi i zazwyczaj okrutnymi żołnierzami.

Corrag jest młoda, ale nie głupia i nie niedoświadczona. Ma swój kodeks wartości, którego uparcie się trzyma i ma też talent do opowiadania. Daru oratorskiego, jak również barwnych historii z jej własnego życia mógłby jej pozazdrościć niejeden stary wyjadacz gawędziarz. Corrag ma wiele do opowiedzenia, ale niewiele czasu na to. Poznajemy ją bowiem w nieciekawych okolicznościach – dziewczyna przebywa w małej, zimnej i brudnej celi, do której trafiła oskarżona o paranie się czarną magią. Dni dziewczyny są policzone – niedługo, ku uciesze motłochu, ma zostać spalona na stosie. Jej jedyną pociechą jest czas spędzony z odwiedzającym ją Irlandczykiem, duchownym Charlesem Leslie. To właśnie wtedy dziewczyna opowiada o swoim barwnym życiu, a ksiądz z uwagą słucha. Początkowo nie robi tego dla własnej przyjemności – do więźniarki, będącej być może jedynym świadkiem masakry w Glencoe, przywiódł go jego własny interes – ale i to zmienia się z czasem.

Witch Light to magiczna książka. Nie przez jej tematykę, bo na dobrą sprawę nie jest to powieść o czarnoksięstwie, ale przez niesamowicie plastyczny i liryczny język, jakim autorka uraczyła czytelnika. Susan Fletcher ma niespotykany dar nadawania słowom ogromnej mocy. Nie na darmo autorka studiowała Creative Writing. Czytałam to, co napisała, a przed moimi oczami automatycznie wyświetlały się obrazy. Kiedy opisywała piękno przyrody, majestatyczność gór, ja to wszystko miałam przed oczami. Sekundę po przeczytaniu. I czułam się tak, jakbym faktycznie te góry widziała na żywo. Co było niestety tylko złudą, bo fragmentaryczne piękno szkockich Highlandów mogłam tylko podziwiać w filmach takich jak Braveheart czy Rob Roy. Czytając powieść Fletcher, zamarzyło mi się obejrzenie filmu zekranizowanego na podstawie Witch Light, nie wspominając o wędrówkach w tych niesamowitych górach.

Witch Light ukazała się pod różnymi tytułami  - Corrag i The Highland Witch – ale zebrała przeważnie takie same, pozytywne opinie. Z czystym sumieniem mogę ją Wam polecić. Wśród czterdziestu książek, które przeczytałam w tym roku, ta była jedną z ciekawszych. Nie łatwo trafić na ciekawą książkę, o czym przekonałam się wkrótce po przeczytaniu Witch Light i sięgnięciu po niesłychanie nudną All He Ever Wanted Anity Shreve [dotrwał ktoś do końca? Warto się męczyć?]. Powieść Fletcher przeczytałam w dwa dni, a jej lektura była daleka od tego, czego się obawiałam – od męczarni. Żałuję tylko, że nie wypisałam sobie tych fragmentów, które wprawiły mnie w chwilę zadumy. Niestety nie zawsze czytałam ją w sprzyjających warunkach, z długopisem i kartką pod ręką.

Za interesującą i piękną książkę, za relaks, który mi przyniosła, dziękuję blogowej koleżance znanej jako Una Invitada.

14 komentarzy:

  1. Niewiele wspomniałaś o fabule. Uchyl rąbka tajemnicy. Palenie czarownic, tia. Tyle, że wystarczyło mieć jedno oko jednego koloru, drugie innego, liczne znamiona czy być rudą, żeby być czarownicą. O reszcie nie wspomnę;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Fabuła polega na tym, że Corrag siedzi w więzieniu i opowiada Charlesowi historię swojego życia. Mówi o tym, co przeżyła, widziała, czego była świadkiem. Myślę, że napisałam wystarczająco dużo o książce. Nie będę zdradzać zbyt wielu szczegółów, bo być może znajdzie się ktoś, kto zechce ją przeczytać.

    OdpowiedzUsuń
  3. anita shreve pisze w specyficzny sposób i teraz, po przeczytaniu jej kilku książek, stwierdzam, że tam nie możesz sie nastawiać na wartką akcję.
    A tę książkę, o której piszesz, wpisuje na listę.

    pozdrawiam

    Anka

    OdpowiedzUsuń
  4. ~una invitada14 lipca 2013 19:20

    bardzo się cieszę, że książka tak bardzo Ci się spodobała. to chyba jedna z nielicznych ( dla mnie) powieści, po którą mozna sięgać nie raz i nie dwa. przepieknie, plastycznie i z nieprawdopodobną wrażliwością opisany swiat, ktorego juz nie ma, albo który prawie zaginął. no i przyroda, która odgrywa rolę zdecydowanie pierwszoplanową.
    książkę poleciłam koledze, który po przeczytaniu powiedział, że dawno nie czytał nic tak pięknego. dodał, że Fletcher zasługuje na wszelkie brytyjskie nagrody jakie są przyznawane pisarzom.
    polecam spacery w Glen Coe i okolicach;), aby książka stała się bardziej rzeczywista. pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  5. Dzięki za opinię. Ze Shreve mam po raz pierwszy do czynienia. Liczyłam na coś więcej. Tymczasem zatrzymałam się na 50 stronie i mam bardzo poważne wątpliwości, czy BRNĄĆ dalej. Nie mam zwyczaju porzucania rozpoczętych książek, ale w tym wypadku chyba zrobię wyjątek. Tak sobie myślę: mam tyle ciekawych pozycji do czytania, w imię czego mam się męczyć czytając All He Ever Wanted? Szkoda mi czasu na jakieś wydumane bzdety. Nie mogę strawić języka tej powieści. O wartkiej akcji już dawno zapomniałam. Tam nic się nie dzieje.

    Cieszę się, że Witch Light Cię zaintrygowała. Mam nadzieję, że nie będziesz mieć problemów z jej zdobyciem.

    OdpowiedzUsuń
  6. Przepraszam, że dopiero teraz piszę, ale wcześniej nie mogłam. Nie było mnie w domu, a jak jestem na wyjeździe, to nie mam w zwyczaju komentowania za pomocą urządzeń mobilnych.

    Ja również się cieszę. Niepotrzebnie się jej obawiałam. Fletcher zrobiła na mnie bardzo dobre wrażenie i z przyjemnością zapoznam się z jej twórczością. Świetnie sobie poradziła z tą książką. Pomimo tego, że nie ma w niej jakiejś porywającej akcji, powieść wciąga i interesuje. Z żalem robiłam sobie przerwy w czytaniu, a kiedy jej nie czytałam, myślałam o tym, by jak najszybciej do niej wrócić i dowiedzieć się, co będzie dalej. Szczególnie pod koniec powieści, kiedy zrobiło się gorąco :) Autorka trochę wodziła mnie za nos, spodziewałam się nieco innego zakończenia, choć to, które przewidziała, przypadło mi do gustu.

    Ach, chciałabym!

    OdpowiedzUsuń
  7. ~una invitada16 lipca 2013 07:47

    bardzo podobała mi się ostatnia książka Fletcher. zresztą one wszystkie są magiczne, nawet wtedy, kiedy magii w nich nie ma:)
    zakończenie zaskakujące, ale i dobrze, bo gdyby było inne, pękłoby mi serce. a jutro jadę szukać grobu Corrag, podobno jeszcze gdzieś tam jest nad Loch Leven.
    przyjedz, ciepło, słonecznie, jak nie w Szkocji:)szkoda czasu na siedzenie w domu! w sierpniu będe w Irlandii Pn, to może uda mi się kiedyś zawitać do Irlandii;)

    OdpowiedzUsuń
  8. Dokładnie tak, strasznie przykro by mi było, gdyby książka skończyła się w inny sposób. Szukanie grobu naszej bohaterki brzmi fantastycznie, obyś go znalazła!

    U nas też jest gorąco. Piękną pogodę mamy od kilku tygodni. Ogromnie mnie to cieszy, bo od jutra jestem na urlopie i na pewno nie będę siedzieć w domu :) Irlandia czeka. Mam zamiar aktywnie zwiedzać, chłodzić się w czasie morskich kąpieli i generalnie świetnie się bawić.

    Irlandia Północna, powiadasz? Co konkretnie? Tylko nie mów, że Belfast ;)

    OdpowiedzUsuń
  9. ~una_invitada17 lipca 2013 07:21

    tym razem tylko na moment, do Enniskillen. będzie Beckett Festival i bardzo go jestem ciekawa. Belfast jakoś mnie niezbyt interesuje;)podobnie jak Dublin.

    oj, to fantastycznego wypoczynku życzę. aktywnego, czy też nie, bez znaczenia. takiego, który jest ciekawszy i bardziej odpowiedni dla Ciebie.

    OdpowiedzUsuń
  10. Wcale Ci się nie dziwię, że te miasta Cię nie przyciągają, mnie też nie :) A Enniskillen lubię :) Za fajne położenie, za zamek i za parę innych rzeczy. Fermanagh to ciekawe hrabstwo, ma dużo atrakcji. Kiedyś już je opisywałam, ale o zamku jeszcze nie pisałam. Skoro tam jedziesz, to niedługo opublikuję posta poświęconego Enniskillen Castle. Jeśli nie chcesz, to nie musisz go zwiedzać [są lepsze zamki], ale chociaż wirtualnie możesz się z nim zapoznać :)

    Przyznam szczerze, że o festiwalu nawet nie słyszałam, ale ja raczej nie bywam na takich imprezach.

    Dzięki za życzenia. Strasznie się cieszę tym wolnym, bo to oznacza, że będę mogła zrealizować moje plany, czyli odświeżyć szlaki w odległej części wyspy :) Wcześniej nie mogłam tego zrobić, bo potrzebowałam na to kilku wolnych dni. I to najlepiej słonecznych :)

    OdpowiedzUsuń
  11. ~una_invitada18 lipca 2013 21:21

    sprawdziłam zamek. fajowy! nie wiem, czy będzie mi się chciało do środka wchodzić. zależy jak bardzo upalnie będzie;) ale z zewnątrz chętnie obejrzę.

    miłego weekendu życzę. upały niemiłosierne. chociaż raz mogę powiedzieć, że błogosławieństwem są okna od północy;) pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  12. Dzięki za tą recenzję.

    Chętnie sobie zapisze ten tytuł i przeczytam na urlopie ;-)

    OdpowiedzUsuń
  13. Cieszę się, że książka Cię zainteresowała. Oby udało Ci się ją dostać.

    OdpowiedzUsuń
  14. Dzięki, ale niestety nie wszystko idzie po mojej myśli. Pogoda się popsuła i pokrzyżowała mi plany.

    OdpowiedzUsuń