Było już kiedyś dwóch takich, co ukradli księżyc, a teraz ciekawa jestem, kto ukradł nam lato. Jeszcze do niedawna nie było jakoś tragicznie (ale ja z tych, co lubią irlandzką pogodę): nie za zimno, nie za gorąco. Przyjemne temperatury. Szło wysuszyć pranie w ogródku, posiedzieć w nim bez konieczności narzucania na siebie kilku warstw łachmanów niczym bezdomny, tymczasem od kilku dni niemalże jesienna aura. Mokro, chłodno, a do tego szaro. Jeszcze nie zdecydowałam, co z tej trójcy najbardziej mi przeszkadza ‒ obrady jury nadal trwają.
Czasem dam się naiwnie nabrać na suche warunki, wyjdę na chwilę do ogródka na świeże powietrze, ale już po chwili trzęsę się jak osika i uciekam do środka przed tym samym "świeżym" powietrzem.
Kosiarki nawet nie dotykam, bo choć trawa po urlopie zdecydowanie nadaje się do skoszenia, to wiem, że jak tylko nią wjadę na trawnik, to zaraz będzie mi woda wesoło chlupotać w chodakach, trawa zaś kleić się do spodu kosiarki jak muchy do lepu. Kto kiedyś kosił na mokro, ten wie.
W zasadzie to tylko jedno się nie zmieniło ‒ czas nadal popyla jak Kubica po torze wyścigowym. Niedawno minęło pół roku! Całe sześć miesięcy 2024 roku! Dacie wiarę?! Jak dopadnę tego, kto majstruje przy zegarkach i przyspiesza czas, to bez jakichkolwiek skrupułów nakopię mu do tyłka! Tak nie można! Gdzie w tym wszystkim czas na nacieszenie się (chwilowo skradzionym) latem, tymi wszystkimi letnimi zapachami, kolorami, długimi wieczorami? No gdzie?
Ja wiem, że jesień też jest fajna, ale, do jasnej anielki, wszystko ma swój czas, jak śpiewał Perfect. I trochę nienormalne jest, by pod koniec czerwca i na początku lipca trząść się z zimna.
Za parę dni przypadnie nasza kolejna rocznica przyjazdu do Irlandii, miałam nawet pomysł na całkiem fajny wyjazd z tej okazji, ale jako że w jego skład wchodzi plaża, ocean i parę godzin jazdy, to chyba trzeba będzie go przesunąć na bliżej nieokreśloną przyszłość. Raczej nie ma sensu pchać się tam w deszczu i 15 stopniach.
Czekam więc na trochę słońca, jak Didi i Gogo czekali na Godota.
A chyba jeszcze bardziej czekam na przypływ motywacji i jakiś zastrzyk energetyczny, bo w ostatnim czasie dopadła mnie nieznośna ciężkość bytu. Nie wiem, czy to pozostałość po koronawirusie, który w ramach pamiątki przywieźliśmy sobie ze Szkocji, coś poważniejszego jak niezdiagnozowana choroba, skutki odstawienia witamin albo efekt przesilenia letniego.
A może po prostu sama jestem sobie winna, bo w ostatnim czasie zaliczyłam trochę odstępstw od zdrowej diety, poświęcam też więcej uwagi szambu, które dzieje się na świecie, zanieczyszczam umysł hiobowymi wieściami, pesymistycznymi myślami, no i mam efekty ‒ gówniane samopoczucie. Muszę przestać karmić się tymi wszystkimi złymi wiadomościami z Polski, świata, ale też własnego podwórka, bo czuję się jak Syzyf taszczący na górę cały ciężar świata.
Jakby tego było mało, cierpię też na pomroczność jasną jak świętej pamięci Przemysław Wałęsa. Nawet jeśli się od tego nie umiera, to marne to pocieszenie. Mam bowiem wrażenie, że mój mózg działa może w 40%, i zamiast mieć umysł ostry jak brzytwa mam... stępioną starą siekierę. Od jakiegoś czasu uczę się pewnego programu komputerowego i po ostatniej lekcji autentycznie czuję się jak debil. Mam nieodparte wrażenie, że sfajczyły mi się ostatnie zwoje mózgowe, i nawet nie zabieram się za kolejną. Muszę trochę ochłonąć po tej traumie!
Kalendarzowe lato w pełni, i aż chciałoby się, aby było tak, jak w piosence Formacji Nieżywych Schabuff: "Lato, lato wszędzie, zwariowało, oszalało moje serce", a tymczasem sama czuję się jak nieżywy schab.
Ktoś jeszcze? Powiedzcie, że nie jestem sama.
Nie byłaś sama. Piszę - nie byłaś, bo też tak się czułam, ale u mnie to było krótkotrwałe i już mi przeszło. Zresztą wiedziałam, że tak będzie, bo ja zawsze mam tak, że taki marazm dopada mnie rzadko i jeśli już, to na krótko, więc staram sie nie martwić specjalnie takim stanem rzeczy.
OdpowiedzUsuńMoże powinnaś poczekać na zmianę pogody? Bo niestety, ale taka zimnica w środku lata nie napawa optymizmem i potrafi zepsuć humor i obniżyć nastrój.
Trzymaj się, kochana, słonka w środku brzuszka Ci życzę :) I w środku głowy :)
Dzięki, Iwonko, za dobre słowo i promyk nadziei :) Pomarudziłam i trochę lepiej się poczułam, a jak tylko opublikowałam ten wpis, to wyobraź sobie, przejaśniło się i wyszło na chwilę słońce - poszłam więc do ogródka popatrzeć na ptaki i poczytać na świeżym powietrzu :) Dziś 17 stopni i słońce za chmurami.
UsuńPozdrawiam Cię serdecznie :)
Będzie lepiej, trzeba w to wierzyć, mocno wierzyć.
UsuńMoże już jest lepiej u Ciebie?
Zdecydowanie jest lepiej, kochana :) Wielkie dzięki za Twoje wsparcie i ciepło :)
UsuńPogoda ma ogromny wpływ na psychikę. Kiedy jest mniej słońca od razu odczuwam spadek energii i strasznie mnie to denerwuje. Co by nie mówić człowiek jest trochę jak roślinka. Co do upływu czasu to zgadzam się z Tobą-pędzi niesłychanie! Cieszę się jednak, że mamy lato, to zdecydowanie moja ulubiona pora roku, aż chciałoby się krzyknąć- chwilo trwaj! :)
OdpowiedzUsuńCoś w tym jest, i choć nie działam na baterie słoneczne, to jednak lubię, jak przyjemnie świeci i niezbyt mi dokucza. Mimo wszystko słońce daje powera to działania.
UsuńJa również wyciskam to lato niczym cytrynę - przede wszystkim cieszy mnie możliwość suszenia prania na świeżym powietrzu, przebywania w ogródku i cieszenia oczu kolorowymi kwiatami, no i nie bez znaczenia jest też liczba jasnych godzin. U nas ściemnia się dopiero przed 23:00, choć w pochmurne dni ten zmrok wydaje się zapadać znacznie wcześniej.
Wielkie dzięki za komentarz :)
Nie, nie jesteś sama! Też jestem w tym klubie ;-)) Dziś tak "dojechano" mnie obowiązkami w pracy, że limit przekleństw wykorzystałam za cały miesiąc! Po pracy odreagowałam przejażdżką na rowerze, a późnym popołudniem długim spacerem z moją Luną... więc jeszcze nie zwariowałam. Zatem poszukuj Kochana tego, co sprawia Ci największą radość i podążaj za tym. Bo na wiele przeciwności, o których wspominasz, przecież nie masz wpływu. U Ciebie zimno i nieustannie leje, a u nas do niedzieli były trudne do zniesienia upały i tropikalne noce. Od poniedziałku żar lejący się z nieba wyhamował, bo nadeszły jakieś zimne fronty i temperatury w okolicach dwudziestu paru stopni, więc spoko... ale susza panuje niepodzielnie i u nas na podwórku zamiast trawnika jest spalone od słońca ściernisko ;-)) Złodzieja czasu też skopałabym po tyłku, bo nie wiem, kiedy spadł z kalendarza czerwiec... choć z drugiej strony już tak nie mogę doczekać się urlopu, że z niecierpliwością odliczam czas... jeszcze tylko 7 dni roboczych i będę wolna jak sanki w maju!
OdpowiedzUsuńKoniecznie przestań karmić się złymi wiadomościami, a ja przesyłam Ci moc serdecznych myśli i życzenia poprawy samopoczucia i poprawy pogody rzecz jasna!
Uściski...
Anita
Anitko, skarbie, wielkie dzięki za ten cudowny komentarz :) Wiem, jak bardzo zapracowana i zmęczona jesteś, a mimo to, znalazłaś chęć i czas, by pocieszyć "siostrę" w potrzebie - właśnie po raz kolejny udowodniłaś mi, jak wspaniałą, ciepłą i życzliwą osobą jesteś. Tym mnie właśnie ujęłaś od samego początku. Z całego serca dzięki za to, że po przeczytaniu nie wcisnęłaś x w górnym okienku jak wielu innych.
UsuńPamiętam o tym Twoim urlopie, i cieszę się na myśl o nim, jakbym sama tam z Tobą jechała, ale jak to możliwe, że zostało do niego już tylko 7 dni?! Przecież "wczoraj" dzieliło Cię od niego 3 albo nawet 4 tygodnie (szok) ;)
Jak dobrze, że udało Ci się jeszcze wykrzesać siły na spacer i przejażdżkę, prawdą jednak jest, że czasami najlepszą formą odpoczynku jest taki właśnie umiarkowany wysiłek.
Jest już znacznie lepiej (chyba zaraz stworzę o tym wpis jako dłuższą odpowiedź na Twój komentarz), ale nawet gdyby nie było, to jestem pewna, że po Twoich ciepłych i serdecznych słowach od razu by mi się poprawiło :)
W każdych okolicznościach biorę deszcz zamiast tropikalnych nocy i nieznośnych upałów :) Takie temperatury rzędu dwudziestu paru stopni są jak najbardziej przyjemne. A jaka to ulga po ponad 30! Moi znajomi są właśnie na Corfu, ale nie powiem, żebym im zazdrościła, choć wyspę oczywiście chętnie bym zwiedziła, ale nie o tej porze roku.
Wspaniałego urlopu Ci życzę, kochana :)
Czytam wstecz i widzę, że nie tylko ja miałam wczesnlipcowowakacyjny zjazd nastroju i nie tylko ja jojczę z powodu pogody nieletniej, ha! Może w jesieni choć lato bedzie, skoro w lecie jest jest jesień? Poczeka, popatrzę... :-)
OdpowiedzUsuńJuż się trochę poprawiło, generalnie to ostatnio rzadko pada, a jeśli już to późną nocą, dzięki czemu niemal codziennie siedzę w ogródku. Dziś na przykład było bardzo ładnie, dużo słońca, prawie zero wiatru, sąsiedzi suszyli pranie w ogródkach. Ciepła i przyjemna jesień zawsze mile widziana :)
UsuńCo do samopoczucia/kondycji, to mam nadzieję, że to jeszcze nie ten wiek, kiedy wszystko zaczyna boleć ;)
Taito, słuchaj swojego ciała i odpocznij. Przemęczenie samo nie minie, jeśli nic nie zmienisz...
OdpowiedzUsuńPrawdę powiedziawszy, Kalino, nie przemęczone ciało jest tutaj problemem. Mam nadzieję, że u Ciebie już znacznie lepiej - trzymaj się zdrowo i ciepło :)
UsuńZdecydowanie miałaś towarzystwo. 10 czerwca w dzień swoich imienin tuż przed wejściem do domu złamałam nogę. Wszystkie plany wzięły w łeb, wyjazdy, kilka spotkań, chodzenie po lekarzach. I chyba to uziemienie w domu (byłam co prawda tydzień w sanatorium, ale poza tym posucha) sprawiło, że wpadłam w jakiś ogromny dół. Miałam tyle czasu, ale nawet nie chciało mi się wziąć za pisanie. Czytałam niewiele, więcej spałam. Na szczęście jest to czas przeszły dokonany, bo wczoraj udało mi się z doła wygrzebać, a dziś posprzątałam nawet całe mieszkanko kuśtykając na jednej nodze i w jednym bucie (ortezie). No i jest całkiem ok. Choć mnie wykańczała też pogoda, dla odmiany upalna, duszno, parno i duża wilgotność. Żeby nie było, że lato jest wspaniałe, bo zamiast cieplutkiej, ale urozmaiconej nadmorskim wietrzykiem pogody w granicach 23-25 stopni serwuje 30 stopniowe upały, lub co prawda 28 stopniowe, ale z dużą wilgotnością.
OdpowiedzUsuńWielkie dzięki za ten szczery i osobisty wpis, Małgosiu. Bardzo do mnie przemawia, bo choć nie złamałam nogi, to jednak miałam takie właśnie okresy, kiedy nawet - pomimo czasu - nie chciało mi się nawet sięgać po książkę, czy tworzyć nowe wpisy na stronę.
UsuńPosprzątane cztery kąty to zawsze nowa, a nade wszystko dobra energia, cieszę się więc, że udało Ci się tego dokonać. Możesz być z siebie dumna :) Mam nadzieję, że Twoja rekonwalescencja przebiega zgodnie z planem, i że z każdym dniem jest u Ciebie znacznie lepiej.
Doskonale rozumiem, bo mnie upały również wykańczają psychicznie i fizycznie. Jak najbardziej lubię przyjemne i ciepłe temperatury, kiedy mogę w komforcie przebywać na świeżym powietrzu, ale duchota i ponad 30 stopni to nie dla mnie.
Ja gorszy czas mam już za sobą, choć czasami jeszcze "się zawieszam". To moje kwietniowe złamanie ręki rozwaliło mi wiele planów i samopoczucie. Teraz jest lepiej, doceniam chwile. Jeszcze po krótkim wypadzie z siostrzeńcami tym bardziej. Nie wróciłam jeszcze do pełnej sprawności i jeszcze długa droga przede mną, ale cieszę się z każdego postępu.
OdpowiedzUsuńA upały lubię, nie lubię tylko tych burz ...
Oj tak, jak nie ma zdrowia, to naprawdę mało rzeczy wtedy cieszy. Doskonale to rozumiem. Docenianie dobrych chwil i spędzanie czasu z bliskimi to bardzo dobry przepis na lepsze samopoczucie, a także na tworzenie miłych wspomnień :)
UsuńW moich rodzinnych stronach straszne nawałnice były - dużo szkód, połamanych drzew, zerwanych linii energetycznych, etc. Już zapomniałam, jak to jest, bo takie gwałtowne burze to u nas naprawdę rzadkość. Choć w tym roku - o dziwo! - mieliśmy taką, która trochę zniszczyła mi kwiaty.
chwilę mnie nie było a Ty perfidnie poleciałaś z notkami żeby mnie przegonić ! Żartuję rzecz jasna. Co do pogody no to nie wiem jak było w PL u mnie na urlopie po raz pierwszy było ZA GORĄCO bo 36 stopni o 22:00 jednak to jest za dużo nawet dla mnie.
OdpowiedzUsuńJeśli o pomroczność chodzi to mój mózg działa chyba w 20% i nawet sie zaczynam zastanawiać jak ja z tym fantem mam szukać pracy. A lepiej może nie być. To u mnie ponoć może tak już zostać.
Faktycznie! Właśnie sprawdziłam i rzeczywiście jestem na prowadzeniu, hurra! :) No cóż, nie spodziewaj się współczucia, świat to dżungla: albo zjadasz, albo jesteś zjadany, haha ;) Wiesz, jak to jest, opuściłaś swoje stanowisko, a licho nie śpi ;) Kiedy kota nie ma, to myszy harcują! No i jak widać nieźle harcowały :)
Usuń36 stopni to koszmar! Nie wiem, jak można żyć w takiej temperaturze, dziś przed snem specjalnie podziękuję Bogu za to, że mieszkam w Irlandii :))
Nawet nie wiesz, jak doskonale Cię rozumiem pod tym względem! Czasami czuję się głupia jak but z lewej nogi! Boję się, że taki stan będzie się tylko pogarszał!
nawet nie zauważysz kiedy Cię zdetronizuję królowo :P
UsuńTak, 36 stopni w nocy czyli w ogóle się nie ochładzało nawet nocą i było mocno wilgotno. To nawet mnie lekko wykończyło o czym napiszę. Jednak najlepiej taka temperatura środka nie za mało nie za dużo.
Może mnie to też minie. Oby. Inaczej marnie to widzę :D
Ha, ha, ha! Próbuj, ale od razu ostrzegam, że będę się mocno opierać, a do tego bronić rękami i nogami, a pazury mam długie ;)
UsuńOj, tak, taka temperatura jest szczególnie dokuczliwa w zabudowie miejskiej, choć jak jej wszędzie nie cierpię, i dla mnie taki urlop byłby koszmarem. No, ale Ty mogłabyś sobie rękę podać z moją wiecznie zmarzniętą znajomą z Belgii, ona z całą rodziną poleciała w lipcu na Korfu!
Pożyjemy, zobaczymy ;)
wena Ci odejdzie i znów będę na prowadzeniu :)
Usuńzobaczysz, że ta temperatura była straszna nie tylko w zabudowie ale poza nią też ;)
Ha, ha, jakie chamskie groźby ;) Wypraszam sobie takie czarnowidztwo! ;) Będę prowadzić w tym wyścigu i wygram go!
Usuńidź czytać do ogrodu !!! a ja może coś wypocę :P
UsuńZ chęcią zaległabym gdzieś z książką, ale Połówek usilnie stara się mnie wyciągnąć do kina, bo "Deadpool & Wolverine" miał parę dni temu premierę, więc już chyba wiem, co będę robić... Wywierci mi dziurę w brzuchu , jak się nie zgodzę!
Usuńooo jeszcze lepiej poszłaś do kina to można coś skrobać ;)
UsuńŻartuje ... przeczytałam moją Gerritsen w 2 dni i chyba zacznę kolejną chustę dla koleżanki.
Skoro tak zawzięcie rywalizujemy o palmę pierwszeństwa, to muszę jeszcze sprawdzić, ile książek udało Ci się do tej pory przeczytać, wszak ten wyścig też musi być wygrany przeze mnie ;P
Usuńoj z książkami niestety polegnę. Odkąd dziergam nie mam już tyle czasu na czytanie bo wolę jednak robić moje robótki. Więc tu nawet nie walczę :)
Usuń