niedziela, 9 września 2007

Słów kilka o tych złych Irolach...

Dziś będzie o temacie, którego do tej pory nie poruszałam, a który jest dla mnie bardzo ważny. O Irlandii. Mojej nowej ojczyźnie. O kraju, który wywarł duży wpływ na moje życie i totalnie je odmienił. Na lepsze.  

Przyjechałam tutaj stosunkowo niedawno, nie zaliczam się więc do grupy osób, które mają za sobą kilkuletni staż w tym pięknym kraju. Zdążyłam jednak poznać różne oblicza Irlandii, spotkać i zapoznać się bliżej z wieloma tubylcami i na podstawie moich doświadczeń wyrobiłam sobie zdanie na temat Zielonej Wyspy. Jest ono jak najbardziej pozytywne.

Przyznam szczerze, że jak słyszę niezadowolonych z Irlandii i ciągle narzekających Polaków, to otwiera mi się scyzoryk w kieszeni i mam dziką ochotę na co najmniej wyeksportowanie ich do jak najdalszego zakątka świata. Nie lubię tych ciągłych wyzwisk i obelg kierowanych w stronę Irlandczyków. Irytuje mnie to okropnie! Denerwują mnie opinie z których jasno wynika, że każdy Irlandczyk to debil, analfabeta, idiota, zacofany człowiek, alkoholik, etc. Denerwują mnie dlatego, że są one po prostu niezgodne z prawdą! Głoszenie takich opinii psuje obraz tego przesympatycznego narodu, co mnie po prostu smuci. Jest mi wtedy wstyd za tych Polaków. Ogromnie wstyd… Po raz kolejny bowiem pokazujemy nasze złe strony i narodowe cechy typu narzekanie i krytykowanie. Bezpodstawne z resztą w tym przypadku…

Zauważyłam pewną zależność. Najczęściej zdarza się tak, że najgorsze opinie o mieszkańcach Zielonej Wyspy głoszą mało inteligentni, prości ludzie, którzy właśnie w takim towarzystwie się obracają. Z racji nieznajomości języka angielskiego i  tutejszej kultury, a także z braku chęci do poszerzenia swojej wiedzy nie mają oni najczęściej okazji do bliższej znajomości z jakimkolwiek tubylcem. Nie mówiąc już o przyjaźni… Ich życie ogranicza się najczęściej do pracy (często fizycznej) i rozrywek typu picie z kolegami i telewizja polska. Nie ma mowy natomiast o zwiedzaniu, nauce języka, próbach zintegrowania się z tutejszym społeczeństwem. I w takim właśnie środowisku rodzą się ich głupie poglądy. Ich ograniczone umysły często nie mogą pojąć, że oprócz tych kilku złych Irlandczyków na których natrafili istnieje przecież mnóstwo innych, tych dobrych. Z góry przekreślają tubylców pozbawiając ich jakiejkolwiek szansy do pokazania się z dobrej strony.

Jak więc jest w rzeczywistości? Jaki jest zatem ten typowy Irlandczyk? W moich oczach wygląda to następująco. Przeciętny Irlandczyk, to osoba naprawdę sympatyczna, bardzo otwarta, przyjazna, chętna do pomocy (bez-in-te-re-so-wnej!), życzliwa po prostu… Nie wiem, może to ja jestem jakąś szczęściarą, gdyż trafiam na samych przyjaznych  tubylców…  I na inteligentnych, co najważniejsze… Większość Irlandczyków wśród których się obracam, to grono nauczycieli (swój swojego znajdzie ;) I są to naprawdę mądrzy i inteligentni ludzie, którzy często wiedzą wiele rzeczy na temat Polski, potrafią wymienić sąsiadów (Polska nie leży więc w Afryce), główne miasta, a nawet powiedzieć co nieco o historii naszej ojczyzny. A czy u nas w Polsce, każdy obywatel mógłby coś powiedzieć na przykład o historii Francji, Irlandii czy np. Holandii? Nie. Nie ma więc sensu pisać i mówić, że „Irole to debile, bo nie wiedzą, gdzie leży Polska”. Tacy ludzie są bowiem w każdym kraju… Zawsze są ci mądrzejsi i ci, którzy nie grzeszą inteligencją. Ci dobrzy i źli.. Naprawdę. Nie ma idealnego kraju w którym wszyscy mieszkańcy są geniuszami i wiedzą wszystko. Po prostu nie ma. Więc nie wymagajmy też, by wszyscy Irlandczycy wiedzieli wszystko o Polsce. To co jest dla nas oczywiste, nie musi być oczywiste dla nich… Nie ograniczajmy świata do własnej osoby… A nawet jeśli ktoś nie jest dobry z historii czy geografii, to przecież nie musi koniecznie oznaczać, że jest tępy. O jego wartości nie decyduje tylko wiedza…. Powiedziałabym nawet, że ważniejsze jest to, jakim człowiekiem on jest. A nie jaki ma iloraz inteligencji…

O ile piękniej i przyjemniej byłoby na Zielonej Wyspie, gdyby z jej ulic zniknęły niezadowolone, wilkiem patrzące na innych, polskie twarze, a zastąpione zostały przez Polaków przyjaźnie nastawionych do tubylców… Ale to chyba marzenie ściętej głowy…

 

Nie chcę tutaj drugiej Polski…