Dziś, w ramach podenerwowania Was, muszę się pochwalić, że piękne czasy dalej trwają, a ja sobie siedzę w domku ;) Trzeci (i niestety ostatni) dzień wolnego właśnie nastał, a ja skwapliwie korzystam z jego uroków. Śpię do oporu, czytam do oporu i relaksuję się do oporu :) Jak już jestem znużona tymi czynnościami, to zabieram się za „męczenie” ukochanego, które objawia się szerokim repertuarem z mojej strony ;) Zawsze to jakaś rozrywka. A on przy tym tak fajnie się denerwuje ;) Nie ma się więc co dziwić, że Mikołaj nie chce mnie odwiedzić ;) Pewnie ukochany napisał do niego list pełen żalu, zaznaczył, że jego połówka była upierdliwa i oto efekt: zero prezentów ;) A Mikołaj, sprytna sztuka, nie uwierzył w mój żal za grzechy i mocne postanowienie poprawy. Choć podejrzewam, że w tym wypadku zadziałała męska solidarność ;)
W ramach rozrywki, udaję się dziś do mojej znajomej Irlandki. Nie, nie będę robić za tego siwego staruszka ;) Udaję się tam na babysitting. Mary wyjeżdża z mężem na jakieś party i koniecznie potrzebują kogoś, kto by zajął się ich córkami: Caoimhe (2,5 roku) i Eimear (10 miesięcy) (cóż za urocze imiona, nie? :) A że lubię Mary ogromnie, to nie mogłam jej odmówić. Co się tyczy samego zajęcia, to babysitting, generalnie jest bardzo przyjemną i łatwą formą zarobienia kasy. Polega on głównie na tym, że człowiek siedzi w cudzym domu, dzieci śpią, on sobie ogląda telewizję i jeszcze mu za to płacą ;) I to całkiem dobrze :) Jako że, mieszkańcy Zielonej Wyspy są dość towarzyskim narodem, zdarza się im wypadać na wszelkiego typu imprezki. A że są nie tylko towarzyskimi, ale także dzieciatymi ludźmi, to zwykle potrzebują kogoś, kto by robił za stróża wtedy, kiedy oni będą się bawić. Więc jadę. To będzie mój najdłuższy babysitting, bo aż dziewięciogodzinny (od 17:00- 2:00 nad ranem ;) Żeby nie zasnąć i nie zanudzić się, zaopatrzę się w książki Paulo Coelho :) Rozrywka gwarantowana :) Mam tylko nadzieję, że nie zasnę. Jak kawa i książki nie pomogą, to chyba wezmę się za sprzątanie domu ;) Najdziwniejsze jest to, że oni z reguły nie chcą, by w tym czasie wykonywać jakieś czynności domowe, typu sprzątanie. To ma być relaks i już!:) Na moje pytanie: „Czy chciałabyś, abym coś zrobiła?” zawsze słyszę „Nie, oglądaj TV, to wszystko” :)
W moim irlandzkiej historii zdarzyło mi się pary razy mieć taką fuchę i wspominam to bardzo przyjemnie. Co ciekawe rodzice dzieci, często godzą się na to, by babysitterka przyszła na przykład z drugą osobą. Krótko mówiąc: dbają o to, by ten czas, upłynął jej miło. Na mój pierwszy w życiu babysitting poszłam z moim ukochanym. Szczęka mi opadła, kiedy okazało się, że w domu matka dzieci, Deirdre (po irlandzku „smutna” – faktycznie zawsze ta kobieta taka była ;) ugościła nas polskim piwem, zachęcała, by coś zjeść, oglądać TV i w ogóle czuć się, jak u siebie w domu. To było zaraz po moim przyjeździe do Irlandii i powiem szczerze, że wywarło to na mnie wrażenie! Dzieci oczywiście w tym czasie spały, a po zakończeniu babysittingu dostałam kasę i jeszcze zapłaciła nam za taksówkę :)
Kolejna taka fucha trafiła mi się u innej znajomej, Sarah. Też pojechałam z moją drugą połówką. Przy okazji okazało się, że obydwoje już dawno się znają, bo Sarah, często odwiedza firmę, w której pracuje mój ukochany :) Jaki ten świat mały :) Tu ponownie zostaliśmy ugoszczeni, co najmniej jak ważne osobistości, dostaliśmy pilota do ręki i mieliśmy za zadanie miło spędzić czas. W międzyczasie dostałam od niej smsa, że mamy się poczęstować ciastem, które jest w lodówce. Sofia, córka Sarah i Antoona, oczywiście już dawno spała w łóżku i czasem tylko wydawała rozkoszne pomruki. Pewno śniło się jej coś fajnego :) A tak na marginesie.. To ich dziecko jest tak urocze i mądre (ma 17 miesięcy), że nawet ja uległam jej czarowi i doszłam do wniosku, że na takie dziecko, to nawet ja bym się skusiła ;)
Jak sami widzicie- babysitting to naprawdę fajne zajęcie. Nigdy nie odmawiam, kiedy ktoś mnie o to prosi :) A uprzejmość tego gościnnego narodu ciągle mnie oczarowuje… I tak już od półtora roku…