sobota, 16 lutego 2008

A czy Ty wrócisz do Polski?

Do napisania tego posta skłoniłmnie artykuł na Onecie, który przed chwilką przeczytałam. O co chodzi? Oemigrantów, a dokładniej o program „Wracaj do Polski”. Jest to inicjatywa mającana celu zachęcenie Polaków błąkających się po obcych ziemiach do powrotu doojczyzny. Twórcy wyżej wspomnianego programu chcą m.in. przekazać rodakominformacje na temat bieżącej sytuacji w kraju i ukazać perspektywy zrobieniakariery w kraju nad Wisłą. W ramach programy uruchomiono nawet stronęinternetową: www.wracajdopolski.pl,z której emigranci mają czerpać potrzebne im informacje. To ma być taki łącznikmiędzy Polakami a ich ojczyzną…

Nie chcę być złym prorokiem,roztrząsać, czy cel programu zostanie zrealizowany czy też nie. Być możeskończy się on fiaskiem, być może zostanie wyśmiany, albo potraktowany bardzopoważnie… Różne zapewne będą reakcje rodaków. Nie będę się w nie zagłębiać. Zobaczymyz czasem. Nie jestem pesymistką, ale uważam, że program ten nie zrobi furory. Przekonująmnie do tego moje własne obserwacje. Wystarczy chociażby poczytać komentarzepod wspomnianym artykułem. Wiele z nich to teksty w stylu: „nigdy!”, „nie mamzamiaru”, „wrócę jeśli…”, przy czym w sytuacji tego ostatniego przykładunastępuje lista życzeń. Długa niekiedy. Ludzie porównują swoje sytuacje: teobecne z tymi, w jakich przyszło im żyć w ojczyźnie, zanim wyjechali. Wnioski samesię nasuwają: życie za granicą, mimo iż nieraz trudne, dające w kość, pozostająceza pan brat z tęsknotą za bliskimi, i tak jest znośniejsze i przyjemniejsze niżegzystencja w Polsce.

Widzę, że moi polscy znajomi wIrlandii również nie mają zamiaru wracać. Wielu z nich żyje na emigracji oddobrych kilku lat, powoli ułożyli sobie tutaj nowe życie, niektórzy są nadobrej drodze do tego… Czy wrócą? Nie sadzę. Myślę, że  z każdym rokiem szanse na powrót maleją. Człowiekszybko przyzwyczaja się do wygodniejszego życia. Do egzystencji, powiedzmy,bezproblemowej, przyjemnej. Przyzwyczaja się do stanu rzeczy jaki ma, a jakiraczej nie będzie mu zapewniony w kraju ojczystym. Zycie na emigracji wwiększości przypadków wiąże się ze zniknięciem problemów typu: „nie mam za cokupić żywności”, „nie wystarczyło mi pieniędzy na kupno butów dla dziecka”, „niemam za co zapłacić rachunków i czynszu.” Na emigracji człowiek szybkouświadamia sobie, że życie jest dużo piękniejsze, kiedy w portfelu gościpieniądz, kiedy można bez obaw pozwolić sobie na przyjemności, na szaleństwazakupowe (z umiarem, mimo wszystko), na zabezpieczenie swojej (i nie tylko swojej)przyszłości. Na emigracji człowiek często spostrzega, że tutaj szanują gobardziej, pracodawca jest jakoś przyjaźniej nastawiony, a zarazem ludzki. Cowięcej, na emigracji człowiek niekiedy ze zdziwieniem odkrywa, że uśmiecha sięczęściej: do siebie samego, do innych. Odkrywa, że życie jest piękne. Co możeodkryć w Polsce? Hmm.. Z przerażeniem możemy odkryć, że z wypłaty, którądostaliśmy parę dni temu, nie pozostało nic. Tak, NIC. Z jeszcze większymprzerażeniem w oczach odkrywamy, że debet na koncie znów się  powiększył, że do drzwi po raz kolejny pukakomornik i domaga się uregulowania zaległych opłat. Życie w Polsce nie jestłatwe. Mimo wszystko. Mimo że ojczyznę opuściło mnóstwo rodaków, mimo żepowstały nowe miejsca pracy, mimo że bezrobocie jakby mniejsze… ciągle jestciężko – przynajmniej dla większości. Ciągle jeszcze można usłyszećuskarżających się polskich krewnych i znajomych. A uskarżają się na wszystko:na służbę zdrowia, na szefa, na niskie płace, na bezczelne wykorzystywanie wpracy, na biurokrację, na złodziejskie instytucje… Czy za takim życiem tęskniąpolscy emigranci? Nie sądzę. Oni już dawno odzwyczaili się od problemów tegotypu. Oni powoli zapominają, o szarej, jakże przecież nieraz smutnej, polskiejrzeczywistości. Oni coraz częściej mówią o obcym kraju „mój dom”…