Wybieram się do Polski!! Sama w to nie wierzę! ;)
Ta perspektywa tak mnie absorbuje, że generalnie poświęcam jej codziennie przynajmniej 60% mojego czasu przeznaczonego na rozmyślania. Moje myśli oscylują głównie wokół tego wydarzenia. Stęskniłam się za bliskimi. Nie tak zwyczajnie – tak baaardzo!
Do Irlandii zabrałam tylko narzeczonego (a raczej to on mnie zabrał – never mind ;) i dobrze, bo gdyby nie on, nie wiem, jak ja zniosłabym trudne początki i bezlitosny czas rozłąki. W Polsce zostawiłam tych, którzy byli mi najbliżsi, z którymi łączą mnie więzy krwi, piękne wspomnienia, a także wspólnie przeżyte lata. I co z tego, że jeszcze parę lat temu kłóciłam się z siostrą czy bratem? I co z tego, że stosowałam na nich podpatrzone w telewizji chwyty z wrestlingu? Nieważne, że kiedyś siostra była najmniej lubianym przeze mnie osobnikiem ;) To już nie ma znaczenia! Kto by o tym pamiętał? Ot, dziecięce wybryki i fanaberie ;) Nic nie zmieni faktu, że to moja prawdziwa, rodzona siostra, a ja po pewnym czasie zaczynam tęsknić – człowiek, to takie specyficzne stworzenie, które kocha swoich bliskich nie za coś, ale pomimo czegoś, pomimo tych wstrętnych nieraz wad. I tak jest w moim przypadku. Tutaj akurat nie odbiegam od normy ;) Nikt nie jest idealny, każdy ma bardziej lub mniej denerwujące wady. I mimo że nie narzekam na życie na obczyźnie, mimo że jest mi tu cholernie dobrze, nadchodzi czasem taka chwila w życiu sentymentalnego emigranta, kiedy trzeba powiedzieć sobie: „dość!”. Trzeba najzwyczajniej na świecie wrócić na ojczyste łono: do tych polskich łąk i pól, do polskich niezadowolonych gęb ekspedientek i ludzi na ulicach, do tego biednego i skrzywdzonego przez polityków kraju, do polskich wioseczek zabitych dechami… Bo to moja ojczyzna. I choć jestem tym niechcianym dzieckiem matki Polski, to i tak ją kocham. Bo tam przyszłam na świat, bo z tym krajem wiążą się moje cudowne i smutne wspomnienia, bo tam przeżyłam ponad dwadzieścia lat… Bo to moja matka, a każde dziecko kocha swoją matkę…
PS. Oh God! Ja naprawdę lecę do domu (na urlop, oczywiście)!! :D