Uwielbiam poranki i choć nieprzepadam za wczesnymi pobudkami, to jednak doceniam uroki świata o porannejporze. Uwielbiam to świeżuteńkie powietrze, które nie jest tak wspaniałe ożadnej innej porze dnia. Lubię je głęboko wdychać nawet jeśli jest to zimniejszapora roku. Napawając się tym rześkim powietrzem, uświadamiam sobie, że po razkolejny stoję przed szansą przeżycia nowego dnia i nowych przygód. Bo poranekjest przecież taką jedną wielką niewiadomą – człowiek nie wie, co przyniesiedzień, czy będzie go można zaliczyć to tych szczególnie udanych, nudnych, czyniezbyt przyjemnych naznaczonych ciężką pracą bądź złymi wydarzeniami…
To właśnie często o porankuuświadamiam sobie, że świat jest taki piękny, że na każde zmartwienie jestlekarstwo, że każdy problem można jakoś rozwiązać i że nie ma rzeczyniemożliwych! Zdaje sobie wtedy sprawę, że jestem szczęściarą, bo po razkolejny dane jest mi uczestniczyć w biegu życia. Po raz kolejny stoję przedszansą tworzenia swojej historii, która nie skończyła się dla mnie zzapadnięciem wczorajszego zmroku…
Uwielbiam patrzeć jak o porankuświat budzi się do życia. Ludzie stopniowo odsuwają swoje żaluzje i zasłony, zapalająsię światła, z parkingów przed domami systematycznie znikają samochody…Przyroda również reaguje na początek kolejnego dnia: ptaki wychwalają go swoimradosnym śpiewem, kwiaty unoszą utulone do snów główki ukazując przy tym całepiękno kwiatostanów… Na niebie nieśmiało pojawia się słońce, promieniesłoneczne stopniowo zwiększają swoje natężenie…
Jadąc do pracy, uwielbiam patrzećjak przy pobliskim sklepie krążą ludzie - podobnie jak ja - wcześnie zbudzenido pracy. Na ich twarzach maluje się niekiedy zmęczenie, niektórzy chyba jeszczenie do końca wybudzili się ze snu. Każdy z nich uda się za chwilę do swojegomiejsca pracy, pogrąży się w obowiązkach… Są różni: młodzi i starsi. Jedni sąodziani w eleganckie stroje, inni noszą swój codzienny strój roboczy. Łączy ichjedno: w dłoniach trzymają plastikowe kubki z kawą. Niektórzy też zaopatrująsię w śniadanie i nowe wydanie dziennika…
Uwielbiam smak kawy o poranku, botylko wtedy smakuje ona tak pysznie. Bo przypomina mi chwile spędzone wrodzinnym domu, kiedy po pobudce, najczęściej w niedzielę, gromadziliśmy sięprzy kuchennym stole i popijaliśmy małą czarną…
Uwielbiam poranki, bo wtedy mójumysł jest wypoczęty i gotowy do pracy. Wtedy to mam najwięcej energii izapału, wtedy też najwięcej kreatywnych pomysłów rodzi się u mnie (a torzadkość w blond głowie ;) Szkoda tylko, że muszę ten czas spędzać w pracy, anie w domu. Kiedy wracam do niego wieczorem, nie jestem już w stanie wykrzesaćz siebie tyle zapału, ile miałam rankiem…
Matka pewnej francuskiej pisarkiuwielbiała celebrować poranki. Miała w zwyczaju wstawać o bardzo wczesnej porze(niekiedy o 3:30), budzić swoją maleńką córkę i zabierać ją na spacer. Nie, niebyła nienormalna ;) Kochała świat i naturę. I w ten oto sposób, obydwie, podosłoną nocy szły w kierunku rzeczki, by zrywać truskawki i by móc podziwiaćwschód słońca. Postępując w ten sposób matka zaszczepiła w córce umiłowanienatury. Dla niektórych byłby to szaleńczy czyn. Dla nich był to niesamowitymoment - „stan łaski”, jak to określiła pisarka, który dawał im poczuciejedności z przyrodą, z pierwszym ptakiem budzącym się do życia i ze wschodzącymsłońcem… I choć daleko mi do praktyk tych dwóch oryginalnych francuskich kobiet– jestem w stanie je rozumieć. Wiem, że świat o poranku potrafi oczarować iwiem, że ta pora dnia, jak żadna inna, ma w sobie magiczny pierwiastek :)