Źle się na tym świecie dzieje,kiedy perspektywa pójścia na Komunię świętą budzi w człowieku przerażenie ispędza sen z powiek. I tu zacznę, niczym stara zrzęda, oburzonym tonem: „bo zamoich czasów tak nie było!” Właśnie. Za moich czasów wyglądało to zupełnieinaczej. Dla uściślenia sprawy, powiem, że od mojej pierwszej Komunii świętej,nie upłynęły całe wieki, lecz dopiero jedno dziesięciolecie. Niewiele, ponad 10lat, a rewolucja w uroczystości ogromna!
Wczoraj, całkiem przypadkowo,poruszyłam z moją belgijską znajomą, temat pierwszej Komunii świętej. Właściwiezaczęła Marie. Była w niedzielę w pewnym irlandzkim kościele i niefortunnietrafiła na mszę komunijną. I ku swemu ogromnemu zdziwieniu, spostrzegła, żecały obrazek przypomina bardziej rewię mody, a nie uroczystość religijną.Zaczęłyśmy wspominać nasze czasy, kiedy przyjęcie tego ważnego sakramentu niebyło jeszcze tak potwornie zbezczeszczone, a przystępujące do komunii dziecko,mogło co najwyżej pomarzyć o rowerze. Trzyróżne kraje: Polska, Belgia, Irlandia, ale ten sam, umacniający się z czasemtrend – chęć pokazania się i wyróżnienia na tle innych. Konsumpcjonizm wzaawansowanej postaci.
W przypadku Polaków, do głosudochodzi nieśmiertelne „zastaw się, a postaw się”. Rodzice, już na długo przeduroczystością komunijną, pochłonięci są przez przygotowania. Usilnie główkują,jak by to zrobić, by ich dziecko było tym najpiękniejszym i najlepiej odzianym.Sami też chcieliby zabłysnąć, więc rozpoczyna się szał przeglądania katalogów istron internetowych w poszukiwaniu strojów, dekoracji i… restauracji. Tak,restauracji! W dzisiejszych czasach bowiem trendy jest wydawanie przyjęćkomunijnych, a nie organizowanie skromnego spotkania rodzinnego w zaciszu swychczterech kątów. Ubodzy rodzice, nawet jeśli nie chcą dobrowolnie uczestniczyć wtym wyścigu szczurów, często zostają do niego wciągnięci. Powody są różne.Niektórzy - z oporem, ale jednak - uczestniczą w nim chociażby dla dobrawłasnego dziecka. Wśród wystrojonych ośmiolatków, ich pociecha wyglądałaby izapewne czułaby się potwornie. W mało której parafii można zobaczyć dzieciprzystępujące do Komunii św. w skromnych albach. A przecież takie rozwiązaniebyłoby dużo lepsze. Zaoszczędziłoby sporo czasu i stresu rodzicom. Dzieci nieporównywałyby swych kreacji balowych: te wystrojone nie miałyby powodów dodumnego obnoszenia się, a te biedniejsze nie czułyby się nie na miejscu. Możewówczas bardziej by się udzieliła religijna atmosfera…
Ja do swojej Komunii św.przystąpiłam w śnieżnobiałej, skromnej sukience – w identyczne ubrane były mojekoleżanki. I nie było rywalizacji. Nie było płaczu, bo koleżanka ma kreacjeniczym księżniczka, a ja jakąś brzydką szmatę. Oszczędźmy własnym dzieciomstresu i wytykania palcami, jako właśnie tego nieszczęśnika, który byłnajgorzej ubrany i który dostał beznadziejne prezenty. Dzieci rywalizują międzysobą, przechwalają się prezentami i kompletnie zapominają o religijnym aspekciepierwszej Komunii świętej. Po części sami je do tego zachęcamy i prowokujemy.
To, co obecnie obserwujemy, tobłędne koło. Sami siebie nakręcamy i podnosimy poprzeczkę. Dotyczy to zarównorodziców, jak i chrzestnych oraz pozostałych gości komunijnych. Kiedy ostatniodowiedziałam się, jakie są obowiązujące u mnie stawki komunijne, to o mało niezemdlałam. To już nie te czasy, kiedy dziecku kupowało się Biblię, zegarek, czyzłoty łańcuszek. Tego typu prezenty uchodzą za archaiczne. Teraz trzebazafundować ośmiolatkowi najnowszy wynalazek technologii. Jeśli komórka, totylko taka wypasiona: koniecznie musi mieć małe rozmiary, być lekka, a do tegowyposażona w pierwszej klasy aparat cyfrowy. Zwykłym modelem dziecka niezadowolisz. Mile widziany byłby laptop,iPod, palmtop, mp4 albo inna modna zabawka. Trzeba w końcu od małego szpanowaćw swoim otoczeniu. Trzeba przekazywać dzieciom nowobogackie wzorce.
Jeśli już teraz koszt prezentówkomunijnych jest tak wysoki, to co będzie za kilka lat? Co rodzice chrzestnipowinni podarować dzieciom za jakieś 5, 10 lat? Domyślam się, że wszelkie modne obecnie zabawki będą już wtedy przeżytkami.Czy skromny upominek w postaci własnych czterech kołek będzie wystarczający? Amoże własne M4 i dożywotnia pensja, aby dziecko mogło mieć bezstresowedzieciństwo i błogą egzystencję. O, to jest myśl!
Od jutra zaczynam oszczędzać, bymza parę lat mogła sprostać oczekiwaniom mojego chrześniaka.