Ostatni dzień sierpnia to data raczej zwyczajna: nostalgiczna, bo to symboliczny koniec lata, smutna, bo dla wielu oznacza koniec wakacji, beztroski i powrót do szkoły. Mimo wszystko jest to dzień raczej mało znaczący na tle innych wydarzeń w kalendarzu. Nie dorasta rangą do tych najważniejszych świąt, ale dla tych, którzy piszą swoje internetowe pamiętniki, ma on specjalne miejsce w sercu. Ostatni dzień sierpnia to Dzień Blogera.
Dziewiętnaście lat temu powstał mój pierwszy pokraczny blogowy wpis. Wtedy jeszcze na platformie Onetu. Wczesne lata XXI wieku to był prawdziwy boom na blogi. To wtedy właśnie zrodziła się Taita w Irlandii. Trochę na fali niesamowitej popularności blogów, trochę z chęci pokazania innym Irlandii, trochę z tęsknoty za kontaktem z ludźmi.
Początki, jak to zwykle bywa, były dość nieporadne. Jako świeżo upieczona blogerka długo raczkowałam, długo potykałam się i obijałam, zanim na dobre nauczyłam się sprawnie chodzić, a nawet wyrobiłam sobie swój styl.
Swego czasu dość regularnie celebrowałam na blogu te swoje małe kroki milowe – kolejne rocznice i wzrastający staż – z czasem jednak blog na tyle mi spowszedniał, że przestałam zaśmiecać go wzmiankami o Dniu Blogera.
Są w moim życiu rzeczy, których żałuję; źle podjęte decyzje, błędne działania, ale akurat nie w tym przypadku.
Czy żałuję, że jestem w miejscu, w jakim jestem? Tego, że jestem niszową blogerką znaną tylko koneserom? ;-) Nie. Bo mój blog nigdy nie miał być trampoliną do sławy, sukcesu i pieniędzy. Te ostatnie zarobiłam, doskonale wiedząc, że nigdy nie wyrosną mi na drzewie, a o sławie nigdy nie marzyłam. Mogłabym okleić to miejsce banerami jak słup reklamowy, bo platforma blogowa to umożliwia, tylko po co? Sama nie cierpię wyskakujących reklam i skomercjalizowanych blogów, pisanych nie z pasji, lecz dla zysku, więc nie będę czynić bliźniemu tego, co mnie niemiłe.
Nie żałuję, że blogowo jestem tu, gdzie jestem. Wręcz przeciwnie. W pewien sposób nawet jestem z siebie dumna, bo blog niespodziewanie okazał się moim najdłuższym "projektem". Nie stał się dla mnie przelotną przygodą, jak dla wielu innych, lecz wiernym życiowym kompanem. Kiedy w moim życiu panowała zawierucha, zdarzało mu się obrywać rykoszetem i być traktowanym jak niekochane dziecko macochy. Zawsze jednak był gdzieś obok. Dorastał i dojrzewał razem ze mną. Był świadkiem mojej przemiany. A Wy razem z nim!
Niezwykle miło mi to pisać, ale są wśród Was inni członkowie starej gwardii. Wielu odpadło gdzieś po drodze, ale garstka najbardziej wytrwałych, która zaczynała razem ze mną, przetrwała i nadal pisze! Dublinio, Elso, Polly, Rose – nie wstydźcie się, podejdźcie bliżej, aby powygrzewać się w świetle jupiterów! Znajdzie się tu dla Was miejsce :-)
Absolutnie nie żałuję tych niezliczonych godzin, czasu, który poświęciłam na tworzenie tego mojego prywatnego, wirtualnego pamiętnika. Co prawda bezpowrotnie straciłam wiele czasu, ale wzbogaciłam się w inny sposób. Znacząco poprawiłam swoją znajomość języka polskiego, wypracowałam swój styl, ale nade wszystko zyskałam bratnie dusze. Daliście mi więcej, niż myślicie. Razem dzieliliśmy smutki i troski, godzinami czatowaliśmy, wymienialiśmy komentarzami, upominkami, mailami, SMS-ami, okolicznościowymi kartkami i cudownymi, tradycyjnymi listami.
Niektórzy odeszli z własnej woli, inni z przymusu, bo już ich nie ma wśród nas, ale najtwardsi zawodnicy przetrwali. Z czasem nawet luki po tych nieobecnych zostały wypełnione nowymi, cennymi znajomościami. Znajomościami, za które najgoręcej Wam dziękuję!
A skoro już jestem przy dziękczynnej litanii, to nie tylko chcę, ale też wręcz muszę podziękować tym, którzy przychodzą tu nie z obowiązku, ale przyjemności i sympatii.
W moim sercu zawsze wyjątkowe miejsce miały komentarze od tych, którzy sami nie prowadzą blogów, a mimo to poświęcają swój prywatny czas, by podzielić się ze mną swoimi przemyśleniami. Widzę Was. Doceniam Was za to.
Niegdyś plagą były krótkie i interesowne komentarze w stylu: "Super blog. Zapraszam do siebie", "Komentarz za komentarz? Obserwacja za obserwację". Dziś mamy nową plagę – komentarze generowane przez sztuczną inteligencję. Nie lubię ich tak samo jak tych interesownych, a może nawet bardziej. Jestem na nie wyjątkowo uczulona. W moim mniemaniu stanowią obrazę dla blogera, choć może inni łagodniej się na nie zapatrują. Ciekawa jestem Waszych opinii.
Dla mnie jednak sprawa jest prosta. Jeśli nie chce Ci się napisać kilku zdań od siebie, tylko wysługujesz się AI, to nie licz, że mnie będzie się chciało czytać Twoje posty. Znasz takie powiedzenie: "Jak Kuba Bogu, tak Bóg Kubie?". Szanujmy się. Chyba nie proszę o wiele?
Nie mówię Wam tego na co dzień, ale dziś, z okazji Dnia Blogera, powiem. Raz jeszcze WIELKIE podziękowania dla tych, którzy nie uprawiają handlu wymiennego, nie komentują tylko wtedy, kiedy sami dostaną komentarz, i nie korzystają z generatorów komentarzy.
Bardzo zmienił się ten nasz blogowy światek w przeciągu tych dwóch niecałych dekad. Choć wielu autorów porzuciło blogowanie, cieszy mnie fakt, że nadal są tacy, którzy piszą, wzbogacają mój świat i dostarczają mi rozrywki.
Jak niegdyś śpiewał Robert Gawliński: "Mija czas i każdy z nas, choć ten sam, jest inny, jest inny, jest inny". Ja również jestem dziś inną osobą niż te dziewiętnaście lat temu. Z tego faktu akurat nie do końca jestem dumna. Pewnie przez to blog także jest inny. Dla jednych może mniej ciekawy, dla innych – bardziej, ale to nadal ja.
Dziękuję, że mając do wyboru: być ze mną lub nie być, zdecydowaliście się na to pierwsze.
Mam nadzieję, że – jeśli dożyję kolejnej rocznicy – znów się spotkamy tutaj w tym samym gronie :-) Najlepszym z możliwych!
100 lat Taita :) Dublinia
OdpowiedzUsuńWielkie dzięki, choć setka mi się nie marzy ;)
UsuńTaito! Jak dobrze, że jesteś tu te 19 lat! Ile wieczorów, ile uśmiechów jak debil do monitora i oplutej klawiatury!
OdpowiedzUsuńMój mąż ostatnio powiedział, że ten rodzaj naszego blogowania stał się vintageowy. Bo widzisz dziś się zdobywa lajki i pieniądze w social mediach.
Nostalgicznie podchodzę do tych naszych blogów, ale też tej naszej poczciwej, bądź co bądź długoletniej znajomości za którą jestem ogromnie wdzięczna.
100 lat dla Ciebie i Twojego blogaska. Dziękuję za te kawałki Irlandii, przemyśleń, wzruszeń, irytacji na otaczający nas świat.
Siostrzana duszo! Pisz, pisz, pisz 😉
O nie, opublikowało się jako anonim, to byłam ja!
UsuńNie przejmuj się, parę dni temu Bloger też przerobił mnie na anonima, kiedy odpisywałam komuś na komentarz :D Poza tym domyśliłam się, że to Ty :)
UsuńWielkie dzięki za wszystkie miłe słowa :)
UsuńMyślę, że dołożyłaś małą cegiełkę do moich zmarszczek mimicznych :) Nie zdziw się, jak któregoś dnia znajdziesz w skrzynce rachunek za mój botoks i inne wypełniacze ;)
Twój mąż miał rację. Nadal jest sporo blogów, ale lwia część jest nastawiona na zarobek. Coraz mniej osób, które piszą dla samego pisania. Coraz więcej sztucznej inteligencji: czy przy tworzeniu postów (nie chce wskazywać palcem nikogo, ale dobrze wiem, kto tak robi) czy też komentarzy. Ostatnio wpadłam na pewien blog, poczytałam to, co ludzie napisali pod wpisem, a tam trzy (!) komcie wygenerowane przez sztuczną inteligencję. Nie potrzebuję takich czytelników u siebie. Na dobrą sprawę, to nawet nie ma pewności, czy taki bloger w ogóle czyta posty! Nie wspominając już o nawiązaniu z nim jakiejkolwiek bliższej relacji.
No cóż, z niejednej beczki jadłyśmy sól i niejednego konia ukradłyśmy ;) Ale wiesz co? Mam chęć na więcej – mało mi! ;)
Ja zawsze chętnie znajduję coś od Ciebie w skrzynce, nie krępuj się 😉
OdpowiedzUsuńMyślę, że rachunki mamy wyrównane, ja już od dawna mam kurze łapki 😜 Kurczę, 19 lat to kawał życia, nie sądzisz?
Mam na instagramie takich starych blogowych wyjadaczy, których nigdy nie miałam odwagi komentować. Czasami tęsknię za ich poczciwymi wpisami na blogu. Z moich starych blogowych znajomych, jeszcze z onetu część już pożegnała się z tym światem, a z częścią piszemy ze sobą co jakiś czas w social mediach.
Muszę też przyznać, że ta stara, poczciwa kadra blogowa to w większości były czy są przyjazne dusze. Mimo to dziś nie odważyłabym się mieć bloga otwartego.
Sztuczna inteligencja to plaga wszędzie. Problem z nią polega na tym, że aby ją używać trzeba także korzystać z zasobów własnego rozumu, a z tym współcześnie już gorzej.
Oj tak, to kiedy idziemy te konie kraść? Rozochociłam się 😉
Ostatnio dość mocno zaniedbałam Twoją skrzynkę. Mam nadzieję, że wybaczy mi to, że była pusta jak dzban albo bęben Rolling Stonesów ;) Prędzej jednak znajdziesz tam jakąś kartkę/list niż ten wspomniany rachunek, bo nadal jestem taka, jaką mnie Bozia stworzyła, bez najmniejszego miligrama kwasu i botoksu ;)
UsuńKurze łapki potrafią nadawać uroku. Naturalna twarz wydaje mi się mimo wszystko ciekawsza niż taka mocno przerobiona przez inwazyjne zabiegi. Nie masz czasami wrażenia, że te wszystkie sztuczne kobiety z ustami-pontonami wyglądają identycznie, jakby pochodziły od tej samej matrycy? ;) Nie wspominając o tym, że wiele z nich w ogóle nie przypomina siebie z wcześniejszych lat. Dobrym przykładem jest Rozenek-Majdan. Dla wielu jest atrakcyjna i piękna, ale jednak sztuczna.
Oj tak. Dziewiętnaście lat to szmat czasu!
Wśród tych większych, komercyjnych blogerów to bardzo popularny ruch – porzucić bloga na rzecz krótkich i bardziej przyswajalnych, a nawet pożądanych form na Instagramie.
Najważniejsze, że nadal masz kontakt z tymi starymi blogowymi znajomymi. W dzisiejszych czasach można poczytać to sobie jako sukces.
Tak jak pisałaś wyżej – 19 lat to kawał życia. Dla niektórych to życie już się zatrzymało i skończyło... :(
Otóż to. To jak Thermomix ;) Może i fajne urządzenie, ale trzeba wiedzieć, jak z niego korzystać, no i potrzebuje człowieka do obsługi i wciskania guziczków ;)
Trochę obawiam się, że w tym niesamowicie zmodernizowanym świecie młodzi coraz bardziej będą odchodzić od słowa pisanego, studiowania takiego, jakie my znałyśmy (ślęczenia nad książkami, przekopywania woluminów bibliotecznych...), a coraz bardziej będę iść na łatwiznę i wysługiwać się sztuczną inteligencją wszędzie tam, gdzie to możliwe.
Dam znać, jak będę mieć na oku jakiegoś rasowego ogiera wartego grzechu i ewentualnego wylądowania za kratami ;) Ale ktoś musi nam tu obiecać, że będzie słał nam paczki, bo na poręczenie majątkowe chyba nie ma co liczyć ;)
Nie cierpię reklam na blogach i sztucznej inteligencji w komentarzach, brrr... 19 lat to kaaaawal czasu. Słowa "wierny życiowy kompan" o blogu, bardzo mi się podobają, utożsamiam się (mi niedługo stuknie 17-ście) 😉. Gratuluję Ci i bardzo się cieszę, że trafiłam tutaj 🌞🫶
OdpowiedzUsuńNo to mamy tak samo, bo te nachalne reklamy skutecznie obrzydziły mi parę blogów, na które niegdyś zaglądałam – fatalnie rozmieszczone, mocno przeszkadzały w czytaniu wpisów. Nie lubię takiej agresywnej reklamy. Nie przekonuje mnie do niczego, a nawet wręcz przeciwnie – odpycha, haha.
UsuńTy również masz piękny i imponujący staż w sieci! Oficjalnie pasuję Cię na Starą Wyjadaczkę i uroczyście przyjmuję do Starej Gwardii ;) Rozgość się i nie opuszczaj naszych szeregów ;)
Dziękuję za wszystkie komentarze!
Dziewiętnaście lat, ładny jubileusz.
OdpowiedzUsuńTo prawda, robi wrażenie. Ale i Ty chyba bardzo długo już blogujesz, bo odkąd pamiętam, zawsze przewijałeś się gdzieś u Polly. Sama nie do końca wierzę, że aż tyle wytrwałam na blogowisku!
UsuńDziękuję za komentarz :)
Gratuluję blogowej nastolatce :)
OdpowiedzUsuńJa zacząłem blogować minutkę wcześniej, za namową syna. Wyjeżdżałem na kilka miesięcy do Polski i syn doradził : tatusiu, jak wrócisz to będziesz w kółko opowiadał te same historie - opisz wrażenia na blogu to nie będziesz się powtarzał.
Opisałem, na bloxie, i mimo to opowiedziałem w kółko wiele razy.
Martwią mnie podejrzane ruchy w blogspocie - rozumiem, że blogowanie to przeżytek, byznes potrzebuje czegoś innego, ale może jeszcze kilka lat poblogujemy.
Życzę wiele satysfakcji.
Haha, "blogowa nastolatka", bardzo spodobało mi się to określenie :)
UsuńSyn dobrze Ci doradził :) Wiele osób zakładało blogi właśnie z podobnych pobudek, aby bliscy byli na bieżąco i nie trzeba było każdemu z osobna opowiadać tego samego :)
Pamiętam blox! Czytałam kilku blogerów, którzy się tam udzielali. Ale i on podzielił los platformy blogowej Onetu. Oby z Bloggera nas nie wykurzyli, bo nie wiem, czy chciałoby mi się ponownie bawić w przenosiny. Te poprzednie były dość upierdliwe i źle wpłynęły na importowane treści bloga – w starych blogowych wpisach posklejały się słowa, a mnie nigdy nie wystarczyło samozaparcia, aby czytać skrupulatnie każdy wpis i rozdzielać je...
Dziękuję za życzenia i pozostawiony ślad :)
CZĘŚĆ 1/2
OdpowiedzUsuńTemat na czasie, też niedawno myślałem o blogach i zmianach, jakie nastąpiły w czasie ostatniej dekady.
Ja zacząłem opisywać moje podróże i wycieczki i zamieszczać na różnych forach, jak też pisałem dość obszerne listy do ojca (niekiedy 100 stron), toteż założenie blogu było naturalnym krokiem. Jednakże to był blog turystyczny, dwujęzyczny, i nigdy nie spodziewałem się ani dużo komentarzy, ani też żadnych zarobków. (i nie pomyliłem się). Jednakże często spotykałem absolutnie fantastyczne blogi: profesjonalne, wypracowane, zawierającą ogromne ilości praktycznych informacji, z pięknymi zdjęciami z ogromną ilością komentarzy, na które autorzy regularnie odpowiadali. Niestety, obecnie wiele z nich nie istnieje, a te, co nadal są w sieci, to typowe „living dead”. A szkoda, bo nadal zawierają ogromne ilości ciekawych i użytecznych informacji! Ich twórcy nawet do nich nie zaglądają, bo właściwie nigdy nie otrzymuję od nich odpowiedzi na pytania zadawane w komentarzach lub w wiadomościach przez email.
Tu chciałbym wspomnieć dla przykładu, że parę lat temu znalazłem blog prowadzony przez Ukraińca z Ukrainy, w języku angielskim, związany z Trzecią Rzeszą i Drugą Wojną Światową: pisze on bardzo dużo i szczegółowo o Hitlerze, Powstaniu Warszawskim, getcie warszawskim, mordach niemieckich, itp. Jego blogi czytam z tak ogromną przyjemnością, jak mało które książki. Niestety, jak widzę z ilości komentarzy, blog nie posiada chyba zbyt wielu czytelników, a moim zdaniem te wpisy mogłyby się stać arcyciekawymi książkami.
Dopiero w kwietniu założyłem bardziej personalny blog, który dotyczy moich wspomnień, a nie codziennych spraw. I też piszą go w 99% dla siebie—już od dawna miałem zamiar to zrobić i muszę przyznać, że chociaż zabiera to trochę czasu—więcej, niż przypuszczałem, bo jak zacznę jakiś temat wiercić, to z planowanych kilku minut wychodzą godziny. Ale przy okazji bardzo dużo się nauczyłem nowych, fascynujących rzeczy, o których nie miałem pojęcia.
„Niezwykle miło mi to pisać, ale są wśród Was inni członkowie starej gwardii.”
To musi być przyjemnie mieć takich stałych czytelników; chociaż nigdy się ich nie spotkało, to pewnie wiedzą o Tobie więcej, niż przyjaciele czy członkowie rodziny! Wiem, że niektórzy blogerzy się spotykają, a nawet zapraszają—to muszą być super spotkania! Ja spotkałem tylko jedną parę Polaków, która natknąwszy się na mój wpis o pływaniu na kanu w Ontario tak się tym zainteresowała, że niebawem tutaj przybyła i odbyła niezwykle ciekawą wycieczkę kajakową. Spotkałem się z nimi w dzień przed ich wyjazdem do Polski.
„Znacząco poprawiłam swoją znajomość języka polskiego”
Ja też—tym bardziej, że blogi turystyczne w 95% piszę po angielsku, a potem sam tłumaczę na język polski, który jest strasznie skomplikowany! Obecnie nowe blogi piszę po polsku (bo dotyczą Polski), a w tłumaczeniach znacznie opieram się na AI—jest to tak dużo pracy, że nie zdecydowałbym się na robienie tego samemu, tym bardziej, iż mój blog „wspomnieniowy” jest czytany głównie przez polskojęzycznych czytelników.
Z blogów dowiedziałem się sporo ciekawych, nowych rzeczy i mogłem również wymienić z autorami komentarze i zapytania. Niekiedy wchodzę na kompletnie nowe blogi i też komentuję, ale często poza tym jednym postem nie jestem zainteresowany ich tematyką i absolutnie nie zamierzam zostawiać komentarzy wspomnianych przez Ciebie typu „super blog”, dla samego komentowania, żeby coś powiedzieć. Jeżeli zostawiam komentarz, nawet krótki, to robię to tylko dlatego, że uważam, iż temat wpisu jest przynajmniej dla mnie interesujący.
O wow, Jacku! A mnie się wydawało, że to ja piszę długie listy (ostatni rekord to 8 kartek A4, myślę, że długo go nie pobiję). Zawstydzasz mnie tą setką stronic! Swoją drogą, próbuję sobie wyobrazić taki list i... nie bardzo mogę! Sto stron odręcznie napisanych??? Jakiego formatu? Na pewno nie pomyliłeś się o jedno zero? ;) No i najważniejsze pytanie: ile czasu Ci to zabrało? :D Może minąłeś się z powołaniem, a Twoim przeznaczeniem jest literatura epistolarna? ;) Ach, no i jak zapatrywał się Twój ojciec na te rekordowo długie listy??? Tyle pytań, tak mało odpowiedzi, a ja już zdążyłam się zaangażować emocjonalnie w tę fascynującą historię! :)
UsuńBardzo często są również naprawdę ciekawe, pożyteczne i piękne blogi, ale ruchu w komentarzach nie ma. Oznacza to przede wszystkim to, że autor nie bawi się w "handel wymienny", jak to kiedyś bardzo fajnie nazwała Kitty, a blogerzy są jednak w większości interesowni: jak Ty nie komentujesz u kogoś, to ten ktoś nie będzie komentował u Ciebie, nawet jeśli produkujesz fantastyczne treści. Smutne blogowe realia. Quid pro quo. Nie licz na sentymenty. Z tego też powodu przestałam czytać parę blogów, których autorki działały dokładnie na tej zasadzie. Jeśli ja pierwsza nie skomentowałam czegoś u nich, to oczywiście one też nie zostawiały śladu po sobie. Nie lubię czegoś takiego. Drażni mnie taka interesowność i nigdy nie działam według tej zasady. Dlatego zawsze najwięcej sympatii miałam do "bezblożników" – komentatorów nieposiadających własnych blogów.
Wiem, o czym mowa. Ci "living dead" często całkowicie wylogowują się z wirtualnego świata. Porzucają blogowanie i jednym stanowczym ruchem odcinają się od wszystkiego, co z nim związane. Nie odpisują na maile i komentarze, nie aktualizują strony, nie wspominając nawet o udzielaniu się u innych blogerów.
Próbowałam jakiś czas temu nawiązać kontakt z osobą, którą bardzo lubiłam, i która przez długi czas prowadziła bardzo fajną stronę, ale nie było żadnego odzewu niestety.
Z jednej strony to rozumiem, bo w swojej długoletniej historii blogowania też miałam kilka okresów, kiedy całkowicie zniknęłam z sieci – nie czytałam innych blogów, nie komentowałam, nie zaglądałam na skrzynkę blogową... Należy też pamiętać, że nieszczęścia chodzą po ludziach, więc taki porzucony blog może już nie mieć autora, a inni mogą nie mieć do niego dostępu, aby go zamknąć lub usunąć.
Tacy pasjonaci jak ten wspomniany Ukrainiec chyba rzadko się zdarzają, a może to ja nie szukam takich blogów i obracam się w "złych kręgach". Znakomita część blogów, które czytam, to osobiste pamiętniki blogerów – nie poruszają tematyki ważkich spraw. Osobiście wolę czytać o przyjemniejszych i przyziemnych rzeczach niż o polityce bądź historii. Tego mam aż nadto na każdym kroku.
Tak, blogowanie jest bardzo czasochłonne i rozwijające zarazem. Pisanie tylko dla siebie jest chyba najlepszą wewnętrzną motywacją. Nie jesteś wówczas narażony na szybkie zniechęcenie się, jak to bywa w przypadku zewnętrznej motywacji uzależnionej od czytelników i ich reakcji.
I tak i nie :) Faktycznie, bardzo przyjemne (i rozczulające!) jest mieć takich wiernych czytelników, ale mimo wszystko nie powiedziałabym, że wiedzą o mnie więcej niż przyjaciele i rodzina. Jestem skrytą osobą, nie mam nawyku uprawiania publicznego ekshibicjonizmu emocjonalnego, choć – o dziwo! – lubię, kiedy inni blogerzy to robią! Mogę ich wtedy bliżej poznać i zajrzeć im do duszy. Celowo pomijam tu wiele osobistych tematów. To blog otwarty, każdy może o tym przeczytać, a tego nie chcę.
Czytelnicy nie znają mnie tak, jak moi najbliżsi, ale faktycznie w pewnym sensie mogą lepiej mnie "znać" niż moja rodzina w Polsce, która nie wie, co czytam, oglądam, co sobie myślę o pewnych sprawach, lub dokąd podróżuję (nie czytają mojego bloga, nie wiedzą o jego istnieniu i niech tak zostanie)
Kończę, bo ten komentarz zaraz okaże się za długi na publikację i będę musiała rozbić go na dwie części ;)
Dziękuję za Twoją opinię i wszystkie wizyty :)
CZĘŚĆ 2/2
OdpowiedzUsuńNie przypuszczam, abym otrzymał komentarze zrobione w 100% przez AI—one się od razu rzucają w oczy. Ale często widzę wpisy tworzone przez AI na innych blogach. Sądzę, że to się mija z celem i nie ma sensu.
Jak kiedyś wspominałem, niedługo będzie tak, że AI będzie pisała blogi, robiła komentarze i na nie odpowiadała. I w takim razie my już w ogóle nie będziemy potrzebni…
A na koniec, aby uczcić Twoją rocznicę, coś wesołego.
Wkleiłem AI Twój wpis blogowy i poprosiłem, aby stworzył krótki komentarz.
Poniżej jego dzieło (lub "wypociny"):
**********
Sto lat dla bloga! Czytając Twoje słowa o nowej pladze komentarzy generowanych przez AI, aż musiałem mocniej uderzyć w klawiaturę, żeby przypadkiem nie zabrzmieć zbyt "szablonowo" 😉 Masz absolutną rację – szacunek za szacunek. Skoro Ty poświęcasz swój czas na dzielenie się kawałkiem swojego świata bez banerów i wyskakujących reklam, to najmniejsze, co czytelnik może zrobić, to zostawić kilka szczerych słów od siebie. Pięknie napisałaś o tym, jak blog dorastał razem z Tobą. Gratuluję wytrwałości i tej niszowości, która jest Twoją największą siłą!
**********
Pozdrawiam,
Jacek
U Ciebie chyba jeszcze ich nie widziałam. W każdym razie nie przypominam sobie takich komentarzy. Zresztą, nie zawsze czytam to, co inni piszą. Czasami spieszę się, więc czytam wpis, zostawiam parę słów, jeśli mam coś do napisania, i wychodzę.
UsuńMasz rację. Wiele z nich jest bardzo rozpoznawalnych, od razu rzucają się w oczy, ale te bardziej nowoczesne modele językowe potrafią całkiem sprawnie imitować naturalne komentarze, choć moim zdaniem i tak brak im tego "czegoś", co sprawia, że ludzki komentarz jest po prostu lepszy, bardziej naturalny, choć może mniej perfekcyjny i błyskotliwy.
Jak najbardziej się zgadzam – mija się to z celem, bo blogi miały być osobistymi pamiętnikami, a nie sztucznymi tworami wykreowanymi przez sztuczną inteligencję. Dla mnie tacy blogerzy i komentatorzy są spaleni, a ich zachowanie jest bezwstydne i pozbawione szacunku dla autora bloga. Z ich punktu widzenia pewnie się opłaca – zwiększają swoją widoczność w sieci, "naganiają" sobie nowych czytelników i podkręcają liczby, a to ma znaczenie, jeśli bloger jest nastawiony na działalność komercyjną. Im większa baza "fanów", tym jest atrakcyjniejszy dla sponsora.
Widzisz, jaki fajny komentarz dostałeś od AI? :) Myślę, że wiele osób nabrałoby się na to, że został napisany przez człowieka!
Dziękuję i również pozdrawiam :)
Ojejku, to już tyle?
OdpowiedzUsuńZa rok okrągła rocznica, to jubileusz z pompą!
Masz rację, czytelnicy sie zmieniają, blogi sie zmieniają, ale każdy znajdzie coś dla siebie.
A u Ciebie zawsze ciekawie i komentarze przemyślane.
Mam nadzieję, że razem dotrwamy do kolejnej rocznicy blogowej!
Zleciało, oj zleciało. Nawet nie wiem kiedy!
UsuńCieszę się, że pomimo tych negatywnych zmian nadal istnieją blogi pisane z pasji, a nie dla chęci zysku.
Dziękuję za miłe słowa, wiele dla mnie znaczą :)
Ja również żywię taką nadzieję :)
Nie miałam pojęcia, że był Dzień Bloggera haha
OdpowiedzUsuń19 lat blogowania to naprawdę pokaźny wynik. A w przyszłym roku jubileusz! Życzę Ci zapału i weny do pisania. Wszystkiego dobrego :)
Pozdrawiam
Dokładnie tego mi potrzeba, więc serdecznie dziękuję za te życzenia :)
UsuńJa również pozdrawiam :)
Gorace gratulacje Taito! Jestem mlodym czytelnikiem Twojego bloga, chyba znam go niecale dwa lata, ale bardzo mnie to miejsce wciagnelo, przyciagnelo i bardzo je lubie. Za wiele rzeczy, za piekno jezyka , inteligencje i poczucie humoru, za tematyke, za bardzo ciekawe i madre analizy rzeczywistosci oraz literatury, za bogactwo wrazen i zdjec ktore przywozisz z kazdej podrozy i za to ze jestes wspanialym czlowiekiem. A tak a propos : to znaczy, ze jesli dwie rozne osoby wrzuca jakiegos posta na AI , z prosba o komentarz , na tym samym blogu , to co? AI wygeneruje dwie identyczne wersje dla dwoch roznych osob 😂 Albo i trzy? Jak to dziala? Czy za kazdym razem wersja bedzie lekko inna? Kitty
OdpowiedzUsuńGorące podziękowania, droga Pani :) Oj tam, staż nie jest aż tak ważny. Może jesteś juniorką wśród niektórych komentatorów i czytelników, ale wierz mi, że na stałe odcisnęłaś już tutaj swój niepowtarzalny ślad, a poważanie masz u mnie jak najbardziej doświadczony senior, wyjadacz w swoim fachu :D
UsuńJestem ogromnie wdzięczna za tyle dobrych słów, które spłynęły na mnie za Twoją przyczyną :)
Czekam na ten dzień, kiedy pod jakimś postem natrafię na dwa identyczne komentarze wygenerowane dla dwóch różnych osób ;) A odpowiadając na Twoje pytanie, to myślę, że to zależy od użytego agenta AI. Pewnie inny komentarz wygeneruje Grok, inny Claude, a jeszcze inny ChatGPT albo Gemini. Komenda też pewnie ma znaczenie. Niektóre z tych komentarzy pisanych przez sztuczną inteligencję są dość szablonowe przez co łatwo rozpoznawalne. Jednak te bardziej zaawansowane modele językowe potrafią skonstruować naturalnie brzmiące komentarze (humanizer), których np. Quillbot nie wykryje, za to zakwalifikuje je jako całkowicie stworzone przez człowieka.
Pozdrawiam Cię bardzo serdecznie :) Dziękuję za wszystkie ciekawe komentarze :)
Gratuluję, piękna rocznica! Życzę Ci, zeby tematów i weny nie zabrakło. Widziałam Twoje komentarze na innych blogach, ale jakoś do Ciebie nigdy nie dotarłam. W końcu postanowiłam zajrzeć i akurat trafiłam na taki jubileusz :) Na razie tylko trochę się rozejrzałam, ale podoba mi się u Ciebie, będę zaglądać.
OdpowiedzUsuńDziękuję bardzo – za życzenia, za wizytę, miłe słowa w komentarzu :) W wolnej chwili wpadnę do Ciebie w odwiedziny, bo nie sądzę, by nasze ścieżki splotły się wcześniej. Mam nadzieję, że nie masz nic przeciwko niezapowiedzianym wizytom i gościom ;) Obiecuję, że będę grzeczna ;)
UsuńNiezapowiedziane wizyty są mile widziane, goście również :) Ci mniej grzeczni też, w granicach rozsądku i dobrego smaku oczywiście ;-)
UsuńNiesamowite ze juz 19 lat jak masz bloga. Ja pamietam kiedy pierwszy raz odkrylam ze jest cos takiego jak blogowanie a byl to rok 2012. Ciebie poznalam niedawno, moze dwa lata temu i byly to Twoje komentarze na pewnym blogu, od razu polubilam Cie i przyszlam tutaj na Twoj blog. Piszesz nie tylko madrze, ciekawie ale tez pieknie, wiec jestem tu, przychodze, ostatnio malo mnie w internecie, ale pamietam zeby do Ciebie wpasc, Ty jestes wyjatkowa.
OdpowiedzUsuńSama w to nie wierzę! Zleciało jak z bicza strzelił! Ale i Ty, droga Tereso, masz się czym pochwalić, skoro od 2012 roku jesteś obecna w blogosferze :) Bardzo się cieszę, że nasze drogi pewnego dnia skrzyżowały się :) To jest właśnie powód, dla którego ciągle wracam na bloga – te wszystkie cenne znajomości, które są dla mnie autentycznie wzbogacające.
UsuńZ całego serca dziękuję Ci za tak piękne słowa. Postaram się je zapamiętać i wracać do nich w chwilach zwątpienia, kiedy to mam ochotę rzucić bloga w kąt i wyjechać w Bieszczady. Raz jeszcze DZIĘKUJĘ. Za wszystko!
Przesyłam Ci dużo pozytywnych myśli i życzę jak najlepszej formy :)
Gratuluję rocznicy :)
OdpowiedzUsuńJeśli chodzi o komentarze generowane przez AI: też tego nie lubię. Nie dość, że osoba nie czyta moich postów, to jeszcze często nie czytają swoich własnych komentarzy bowiem wynika z nich, że osoba obejrzała jakąś dramę lub słucha kpopu, gdy nie jest to prawdą...
Pozdrawiam serdecznie
Jakże cieszę się, że nasz klub przeciwników fejkowych komentarzy rośnie w siłę :) Niestety, to już zaczyna przeradzać się w plagę. U Ciebie też je widziałam. Jedna pani miała zupełnie inny styl komentowania, zawsze bardzo lakoniczny, ale jak tylko zaczęła korzystać z generatora komentarzy, to nagle język baardzo jej się rozwiązał ;) Często zastanawiam się, czy innym blogerom też one przeszkadzają, czy może w ogóle – cieszą się, że jest ruch pod postem, a to, że ktoś korzysta z AI, to nie ma dla nich znaczenia. Podczas gdy powinno mieć, bo to najprawdopodobniej oznacza, że taki komentator w ogóle nie czyta postów, ale oczywiście liczy na rewizytę i komentarz.
UsuńDzięki :)
Ja ciebie dojrzałam 2011 roku, gdy sama zaczęłam pisać. Też a propos, 15 lat to dobra rocznica, zastanawiałam się nad tym ostatnio. Ja szukałam na początku kobiet w średnim wieku mieszkających za granicą i w związkach z obcokrajowcami. Nie znalazłam stricte takich, szczególnie ten wiek był wtedy przeszkodą.
OdpowiedzUsuńPodobały mi się twoje długie ciekawe teksty i bardzo ładne zdjęcia. Widać było fascynację krajem, dużą wiedzę i radość z pisania. Pamiętam twoje rankingi na komentarze, co akurat mi się nie podobało.
Ne mam czasu czytać wielu blogów. Właściwie od lat jestem wierną czytelniczką tych samych osób, ale również zauważyłam wśród niektórych komentarzy charakterystyczny styl AI. Korzystanie z wiedzy internetowej dotyczące pewnych faktów historycznych geograficznych itd, nie wydawało się przestępstwem. Uzupełnialiśmy tym swoją wiedzę. AI tworzy gotówce, jakie tylko zlecający sobie zażyczy. To duże niebezpieczeństwo dla umiejętności językowych, szczególnie rozleniwia młodych ludzi. Trudno zatrzymać ten pochód nowomowy. Sama zobaczylam jakie to proste, jak czarodziejska różdżka. Wnuczka mi pokazała to na przykładzie zdjęć, ich ożywiania. Córka zadaję pytanie AI którą szkołę językową w naszym mieście polecacie i dlaczego? i wtedy pojawiają się teksty ze strony naszej szkoły dla pokazania przykładów.
Podobnie się może zdarzyć w naszych blogach, zadamy AI pracę do wykonania i w ogromnej bibliotece może wykorzysta naszą wcześniejszą wypowiedź i rozpoznamy ją. Szczególnie gdy mowa o rzadkich tematach. AI to nasza ogromna ludzka biblioteka wiedzy.
Życzę ci dalszych wspaniałych historii do opisania, wytrwałości, wiernych czytelników i zdrowia.
Nie pamiętałam dokładnie, kiedy nasze drogi się zeszły, a zatem dziękuję za uzupełnienie moich luk w pamięci :) Pamiętałam Cię z Onetu, wyróżniałaś się wówczas wśród blogów emigrantek i chyba nawet byłaś też polecana w kategorii Cztery Strony Świata, ale głowy nie dam uciąć. Mam sentyment do tamtych onetowych czasów – miałam w nich wiele fajnych koleżanek, a dziś praktycznie wszystkie przepadły. Część nawet nie próbowała przenosić się na inne platformy, kiedy Onet ogłosił likwidację swojej.
UsuńZgadza się, piętnaście lat to również imponujący staż! Tym samym gratuluję Ci wytrwałości i rocznicy, która już pewnie niepostrzeżenie miała miejsce w tym roku. Czytałam trzy fajne blogi Polek za granicą żyjących z obcokrajowcami: Marticii, Laury (Włochy) i Iwony (Niemcy). Ta ostatnia była jednak bardzo młoda, chyba tylko Laurę można było określić wówczas jako kobietę w średnim wieku. Swoją drogą, ciekawa jestem, co u nich słychać teraz. Mam nadzieję, że żyją i mają się dobrze, bo to jednak szmat czasu, wiele się może zdarzyć przez ten czas...
O tak :) Na początku faktycznie tryskałam fascynacją tym krajem. Byłam pozytywnie zaskoczona Irlandią, wręcz w niej zakochana i czułam się, jakbym mieszkała w jakimś raju na ziemi, haha.
Rankingi były taką moją małą, nowoczesną (robiłam to tylko przez kilka minionych lat) i krótkotrwałą tradycją na koniec roku, na nic nie miały wpływu :) Były bardziej dla podziękowania stałym i aktywnym komentatorkom i stąd to symboliczne umieszczanie ich na podium :) Nigdy się nimi nie sugerowałam, ani nie traktowałam gorzej tych czytelników, którzy komentowali rzadziej, tylko parę razy na rok, a nie kilkadziesiąt. No, ale skoro Ci się nie podobały, to mam już jeden powód by tego nie robić na zakończenie bieżącego roku :) Dla mnie to też spora oszczędność czasu, bo nie muszę otwierać każdego wpisu i zliczać wszystkich komentarzy.
Doskonale Cię rozumiem, bo nigdy nie uważałam się za nałogową "czytaczkę" innych blogów. Blogowanie zabiera mnóstwo czasu, komentowanie również, zwłaszcza wtedy, kiedy chce się napisać kilka sensownych zdań, a nie jedno, no i kiedy samemu tworzy się komentarze, a nie używa AI do tego. Moja lista blogów jest "short and sweet". Zaglądam tylko do wybrańców :) Nie tracę czasu na ludzi, z którymi mi nie po drodze. Staram się też często zostawiać ślad po sobie, bo każdy bloger je docenia, ale nie komentuję wszystkich wpisów.
Ależ oczywiście, że tak – AI niesie ze sobą wiele zagrożeń, jest kuszącą opcją dla uczniów i dzieci, bo przy minimalnym nakładzie pracy można otrzymać satysfakcjonujące rozwiązanie, co pozostawia więcej czasu na TikToka ;)
Myślę, że stąd właśnie na naszych blogach te zmasowane wizyty z najdziwniejszych zakątków świata – przeczesywanie archiwum i zbieranie informacji.
Dziękuję za te piękne życzenia, Ardiolo :)