Zabrzmię teraz jak nawiedzony wyznawca sekty apokaliptycznej Doomsday, wieszczący rychły koniec świata, ale doprawdy trudno nie mieć takich przemyśleń, patrząc na to, co się dzieje wokół nas.
Zazwyczaj nie bawię się w uprawianie commentary na blogu, bo po pierwsze – są od tego lepsi i bardziej kompetentni ode mnie, po drugie – staram się ograniczać napływ toksycznych wydarzeń, myśli i osób do swojego życia, aby nie psuć sobie spokoju umysłu.
Teraz jednak muszę sobie ponarzekać, bo to, co się obecnie dzieje, przechodzi ludzkie pojęcie! Mówię tu o tym nowym, debilnym trendzie na TikToku, jakim jest jazda pod prąd na autostradzie. Najlepiej skradzionym samochodem. Tak, dobrze przeczytaliście. Ponoć to najnowszy krzyk mody wśród kwiatu irlandzkiej (i nie tylko) młodzieży.
Nieco ponad dwa tygodnie temu ośmiu nastolatków celowo wjechało wczesnym porankiem na autostradę M50 i czołowo zderzyło się z prawidłowo jadącym samochodem, którym podróżował Bogu ducha winien dwudziestodwuletni uczeń elektryka. Chłopak nie dość, że ledwo uszedł z życiem, nabawił się traumy, to jeszcze stracił samochód, którym dojeżdżał do pracy! Wszyscy trafili do szpitala. Jeden z nastolatków w stanie krytycznym.
Niecały tydzień temu, 17 sierpnia, Irlandię obiegły szokujące wiadomości – na autostradzie M9 w hrabstwie Kildare miał miejsce jeden z najbardziej fatalnych wypadków, jakie miały tutaj miejsce w ostatnim czasie. Znów z udziałem nastolatków pędzących samochodem pod prąd!
Skradzione bmw z pięcioma zamaskowanymi gówniarzami na pokładzie czołowo zderzyło się z prawidłowo jadącym hyundaiem, którym podróżowała czteroosobowa rodzina. Wszyscy z pojazdu marki BMW zginęli na miejscu (jednego znaleźli dopiero po długim czasie, był "ukryty" pod wrakiem), ale to akurat najmniejsza strata.
Problem w tym, że w drugim samochodzie były trzy siostry i siedmioletnie dziecko jednej z nich. Przez tych "młodych i szybkich" dwie z nich są dziś w krytycznym stanie, jedna (siedząca z tyłu z dzieckiem) w bardzo poważnym stanie, podobnie zresztą jak podróżujący z nimi chłopiec.
Nie dojechały na lotnisko w Dublinie. Nie wsiadły do samolotu, który miał je przetransportować do UK na ślub kogoś z rodziny, a to niewinne dziecko nie wróci w następnym tygodniu do szkoły, a być może nawet nie dożyje ósmego roku życia.
Myślicie, że to coś dało? Że inni młodzi poszli po rozum do głowy?
Trupy tych pięciu młodych przestępców jeszcze nie ostygły, a w sieci już krążyły nowe wyczyny kolejnego mądrego pędzącego po złej stronie autostrady w hrabstwie Cork! Wszystko oczywiście nagrywał, bo przecież inaczej się nie liczy! Podobnie było w Dublinie, gdzie w środku nocy młodzi gniewni znów zabawiali się na M50 skradzionym samochodem, zanim go rozbili i zbiegli. Ci mieli więcej szczęścia, bo przeżyli. Ale ponoć karma nigdy nie gubi adresu.
Nadszedł kolejny weekend, i znów pojawiła się kolejna tragedia. Przecierałam oczy ze zdziwienia, kiedy w ostatni sobotni poranek powitał mnie znajomy nagłówek: siedmiu zabitych po czołowym zderzeniu na autostradzie, w tym pięciu młodych mężczyzn. Tym razem wypadek miał miejsce na północy Anglii, ale był bliźniaczo podobny do tego irlandzkiego, w którym zginęło pięciu młodych przestępców. Zarówno tam jak i tu wśród ofiar był jeden Polak – Boże, co za wstyd dla naszego narodu! Jakby i bez tego mało było napięć społecznych i nastrojów antyemigranckich! Niestety, w tym angielskim wypadku dodatkowo zginęło dwóch policjantów na służbie. Nie dożyli nawet czterdziestu lat.
Jak być może zauważyliście, za każdym razem pejoratywnie określałam tych młodych, którzy przez własną głupotę stracili życie. Tu muszę coś wyjaśnić. To nie byli niewinni chłopcy, którzy ssali kciuka przed snem i oglądali dobranockę.
Mimo że zawierali się w przedziale od 15 do 18 lat, byli już doskonale znani irlandzkiej policji. Ba! Ostatnie godziny swojego życia spędzili na próbach włamań do domów i samochodów.
Część z nich pochodziła z rodzin "travellerskich", rdzennej mniejszości etnicznej utożsamianej tu z kradzieżami, rozbojami i wszelkimi problemami, ale był wśród nich też siedemnastoletni Polak, Kamil, który za miesiąc świętowałby swoje osiemnaste urodziny. Niestety, na światło dzienne zaczęły wypływać inne kompromitujące fakty – ponoć on sam był odpowiedzialny za 80% kradzieży w hrbstwie Limerick, okradał też turystów w Dublinie, a jego matka w tej swojej bezradności wręcz prosiła sąd, by go wreszcie zamknęli – liczyła, że dzięki temu może się opamięta.
Irlandzki system sprawiedliwości jest jednak przestarzały i zbyt pobłażliwy wobec młodocianych przestępców. Ci ostatni doskonale zdają sobie z tego sprawę – drwią z prawa, autorytetów, zwykłych i przyzwoitych obywateli. Ze wszystkiego i wszystkich. Wiedzą, że są świętymi, niemal nietykalnymi, krowami. Irlandzka policja nie wjedzie za nimi pod prąd na autostradę – i między innymi stąd ta zuchwałość.
Wśród irlandzkiego społeczeństwa na próżno szukać litości i łez nad "ofiarami", bo jest ono wyjątkowo zgodne w temacie. Ludzie ubolewają nad tą biedną rodziną, która nie dojechała na lotnisko, i jak jeden mąż krytykują rozpuszczonych, zdemoralizowanych nastolatków.
Dziś ofiarami padły trzy siostry i niewinne dziecko. Jutro to może być ktoś z nas.
Pod filmikiem z pogrzebu jednego z nastolatków ktoś napisał: "Nie spoczywaj w pokoju. Ty i twój kolega obrabowaliście 89-letnią staruszkę, która ze strachu zrobiła pod siebie. Wyśmialiście ją i zabraliście jej obrączkę ślubną. Dzięki Bogu jesteście żarciem dla robaków".
Ktoś inny dodał, że wreszcie spotkała ich sprawiedliwość. Jeden z nich już był zamieszany w wypadek drogowy – poszkodowany motocyklista nabawił się poważnych obrażeń głowy.
Jako że młodzi gniewni regularnie przechwalali się swoimi występkami w sieci, prowadząc między innymi transmisje na żywo w czasie kradzieży i samochodowych ucieczek, społeczeństwo podniosło larum w sprawie mediów społecznościowych, domagając się zaostrzenia zasad publikacji materiałów, moderacji szkodliwych treści, a nawet całkowitego zbanowania TikToka.
Problem jest stary jak świat. Trudna młodzież zawsze była trudna, zawsze postępowała nieodpowiedzialnie i głupio, zawsze dopuszczała się występków, ale teraz – w dobie Internetu – ma wyjątkowo duże pole do popisu. I ogromną publikę.
Dziś, jak nigdy wcześniej, możesz zginąć dla cudzych lajków.
Niegdyś tylko rodzina wiedziała, że w jej kręgach jest debil. Dziś wie o tym cały świat. Im większy imbecyl, tym większe parcie na szkło i sławę. A co gorsza, nic w Internecie nie sprzedaje się tak dobrze jak głupota.
Wiecie, co jest nie tak ze współczesnym społeczeństwem?
Z patostreamerów robi się celebrytów.
Z lekkomyślnych młodocianych kierowców robi się bohaterów i wyprawia im pogrzeb z pompą – pomyślałby kto, że tragicznie zmarł bohater narodowy, albo zasłużony żołnierz.
Generacja Z nie ma żadnych autorytetów, więc jej przedstawiciele sami usilnie próbują się nimi stać. Zaimponować innym. Zdobyć sławę i poklask. Poczuć się ważnymi. Kimś. Może dlatego, że kiedy patrzą w lustro, widzą prawdę. To, że są nikim. A jak najlepiej wypełnić wewnętrzną pustkę? Obwiesić się drogimi ubraniami z wielkim logotypem. Nabyć mocne auto z napędem na tylne koła i liczbą koni mechanicznych przyprawiających o zawrót głowy.
Kiedy patrzę na tych młodych i gniewnych, których dziś już nie ma wśród nas, widzę coś, co ich łączy – każdy ma jakby martwy wzrok. Puste, nieobecne spojrzenie. Każdy z nich udaje wielkiego chojraka.
Możesz być przykładnym kierowcą, ojcem, mężem, uczniem elektryka, ale to nie ma żadnego znaczenia dla hołoty, która za nic ma normy społeczne i ludzkie życie. To twoje życie nic nie jest dla nich warte. Ważniejsza jest internetowa sława, pogoń za adrenaliną, lajki, poklask innych idiotów i ich podziw w oczach. Tylko to się liczy.
Nieważne, że gdzieś tam rozgrywa się ludzka tragedia. Że miał być radosny ślub i spotkanie rodzinne, a jest popsuta zabawa, morze łez, niepokój, milion pytań do lekarzy i samych siebie.
Nieważne, że gdzieś tam są wielcy niewidoczni tych dramatów – policjanci, ratownicy, medycy. Służby ratunkowe, które muszą oglądać drastyczne sceny, o które nie prosili i zasypiać z obrazem pokiereszowanych trupów.
Nieważne, że gdzieś tam są dzieci, które nigdy już nie zobaczą swojego ojca, który wyszedł do pracy, ale z niej nie wrócił. A przynajmniej nie o własnych siłach, żywy.
To wszystko jest nieważne. Ważne, że grupa idiotów miała swoje pięć minut w Internecie.
Jakoś nie dziwią mnie odkrycia naukowców i ich wyniki badań mówiące, że umiejętności intelektualne Gen Z uległy pogorszeniu względem poprzednich pokoleń.
Społeczeństwo głupieje w zatrważającym tempie, idiokracja ma się dobrze, a świat zmierza ku upadkowi.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Be real. Be yourself. No AI-generated comments, please!
Nie czytam blogów tworzonych przez sztuczną inteligencję, a komentarze przez nią wygenerowane usuwam.