Po raz kolejny utwierdzam się wprzekonaniu, że nic nie ma takiej wartości, jak zdrowie. Choruję sobie od parudni, wyglądam jak „uciekajcie, nie wracajcie”, generalnie ledwo żyję i mamwszystkiego dość. Złapałam jakiegoś wyjątkowo wstrętnego syfa, objawiającegosię m.in. okropnymi atakami kaszlu. Jakby tego było mało, kaszel nie jest mojąjedyną zmorą. W momencie kiedy zaczynam kaszleć, zalewa mnie potok łez, któregoza nic na świecie nie mogę zahamować. Po takich atrakcjach wyglądam tak, jakbymco najmniej przez tydzień opłakiwała zmarłą osobę! No doprawdy cudownie!Zaczerwienione i szklące się oczy nie dodają nikomu urody, a w moim przypadkusą dodatkowo przyczyną wielu pytań: „czy aby wszystko w porządku?”, „czemupłakałaś?”. Mam już dość tych dziwnych i współczujących spojrzeń (bo jakośludzie mi nie wierzą, że to wina choroby, a nie płaczu) i tłumaczeń, żewszystko ok.
Nie trudno się domyślić, że wtakim stanie, to najchętniej bym się ludziom na oczy nie pokazywała. Nie mogęniestety zamknąć się w czterech ścianach i przeczekać ten niefortunny okres,obowiązki wzywają. W zeszłym tygodniu czułam się jednak tak fatalnie, żezredukowałam sobie godzinny wymiar pracy. W tym się tak nie da. Nie chcękorzystać z urlopu, bo mam już plany na jego zagospodarowanie. Do lekarza pozwolnienie też się nie wybieram. Może przesadzam, ale jakoś nie jestemprzekonana do tutejszych lekarzy. W tym wypadku wolę polskie lekarstwa, więczdaję się na wskazówki mamy. Zawsze dobrze mi radziła, więc pewnie i teraz teżtak będzie. W każdym bądź razie poprawa jest, więc to mnie cieszy!
Koniec zanudzania, jeszczepomyślicie, że jestem hipochondryczką, a przecież daleko mi do niej ;)