Do miasteczka Cahir położonego w hrabstwie Tipperary docieramy w niedzielne popołudnie. Pogoda, będąca na Zielonej Wyspie niezbyt pewnym sprzymierzeńcem, tym razem nie zawodzi i opowiada się po naszej stronie. Zadowoleni z takiego przebiegu wydarzeń czym prędzej zostawiamy auto na parkingu i kierujemy się w stronę celu naszej wyprawy - zamku Cahir. Nie trafiliśmy tu przez przypadek. Wyprawę, tym razem dla odmiany, zaplanowała moja brzydsza połówka – miłośnik wszelkiego typu warowni. A ponieważ ja również jestem wielką fanką podróżowania, to nie trzeba było mnie namawiać na zwiedzanie Cahir.
Kiedy dostajemy się na teren obiektu, tymczasowo pozostawiamy za sobą współczesność i próbujemy choć na chwilkę przenieść się kilka stuleci wstecz. Niewątpliwie pomagają nam w tym grube mury obronne, szczelnie oddzielające nas od reszty świata.
Pierwsze kroki kierujemy w stronę sklepiku. I to jest naszym największym błędem. Ku naszej zgubie natrafiamy tam na mnóstwo książek i oczywiście od razu z zapałem przystępujemy do ich wertowania. Czynność ta pochłania nas tak bardzo, że chwilowo zapominamy o celu naszej wyprawy. Kiedy już oprzytomnieliśmy na tyle, by zdać sobie sprawę, że mamy eksplorować zamek, a nie sklepik, szybko zgarniamy co ciekawsze pozycje i kładziemy je na ladzie. Widok naszych łupów wywołuje wielki uśmiech na twarzy Irlandki za ladą. Kobieta z satysfakcją sumuje wartość wszystkich książek i nawiązuje z nami miłą pogawędkę. Pewnie niezbyt często ma do czynienia z takimi wariatami. Wreszcie opuszczamy mury sklepu, a ja obiecuję sobie, że na przyszłość będę się bardziej powstrzymywać od zakupów.
Zamek Cahir przyciągnął także innych obcokrajowców spragnionych wrażeń. Co jakiś czas do naszych uszu docierają różne języki. Mamy to szczęście, że liczba zwiedzających jest znośna, nie ma tłumów, swobodnie więc można przechodzić od jednej atrakcji do drugiej. Zwiedzany przez nas obiekt zalicza się do najbardziej imponujących warowni Irlandii. Swego czasu uchodził za jedną z najtrudniejszych do zdobycia twierdz. Bezsprzecznie przyczyniła się do tego jego lokalizacja. Zamek zbudowany został na skałach w środku rzeki, co utrudniało zadanie wszelkim armiom pragnącym go zdobyć. Jego umocnienia w postaci sześciu wież obronnych również odegrały znaczącą rolę w czasie obrony.
Mimo że jego masywna postura odstraszała potencjalnych najeźdźców, zawsze znaleźli się jacyś śmiałkowie próbujący swego szczęścia. Najwidoczniej wychodzili z założenia, że nie ma rzeczy niemożliwych. I słusznie. Nie mylili się. Swego czasu za super bezpieczny, wręcz niezatapialny uchodził kolosalny transatlantyk Titanic. I co? Wszyscy znamy jego smutne losy. Pierwsza podróż Titanica okazała się jego ostatnią. Pokonany przez górę lodową, pogrążył się w zimnej wodzie oceanu, pochłaniając przy tym setki istnień ludzkich. Porównanie być może nie do końca trafne, bo i wymiar czasowy inny, a i charakter obiektów odmienny – jakaś analogia jednak jest. O ile po liniowcu pozostał marny ślad, o tyle Cahir Castle przetrwał do naszych czasów, by stanowić namacalny dowód przeszłości i cieszyć oczy ludzkości.
Pomimo dość burzliwych dziejów w tym m.in. oblężenia, które miało miejsce w 1599 roku w czasie irlandzkiej wojny dziewięcioletniej, jego stan można ocenić jako dobry. Pamiątką po tamtych wydarzeniach jest kula armatnia tkwiąca w ścianach jednej z wieżyczek zamku, której jednak nie udało mi się zlokalizować i dokładniej obejrzeć.
Przechadzając się po poszczególnych pomieszczeniach zamku, cieszyłam się, że w 1650 roku twierdza poddała się ludziom Cromwella, zanim jego wojska przeszły do zmasowanych ataków i oblężenia. Gdyby broniące się wojska walczyły do końca, pewnie spowodowałoby to ogromne zniszczenia, a do naszych czasów przetrwałyby jedynie marne ruiny.
Mimo że zwiedzane pomieszczenia generalnie nie zachwycają (są zazwyczaj puste, bądź skromnie wyposażone) cieszy sam fakt istnienia twierdzy i możliwość odbycia za jej sprawą swoistego rodzaju lekcji historii. Dzięki pomysłowej makiecie, znajdującej się w jednej z sal, można odtworzyć przebieg ostatnich dni oblężenia zamku. Inne sale z kolei oferują nam na przykład wystawę poświęconą zamkom Irlandii. W jeszcze innej możemy zobaczyć mechanizm służący do opuszczania i podnoszenia brony (drewniana, okuta żelazem krata broniąca dostępu do zamku). Zwiedzający mają swobodny dostęp do murów obronnych, można wspiąć się na nie i podziwiać panoramę miasta. Cahir Castle jest jednym z wielu narodowych zabytków, trwają w nim prace restauratorskie, więc być może w przyszłości będzie więcej atrakcji.
Bieganie z jednej sali do drugiej, wspinanie się po stromych schodkach wieżyczek daje mi się we znaki. Pół wykupionego sklepu, które upchałam do mojej pojemnej torebki stanowi dla mnie dodatkowy balast i nie ułatwia mi sprawnego przemieszczania się po wąskich i stromych schodkach. Cóż, mądry Polak po szkodzie – na przyszłość zakupy w sklepie z książkami zostawię sobie na sam koniec, jako rozkoszne zakończenie kolejnej udanej wyprawy.