MoiDrodzy Parafianie, dziś będzie krótkie kazanie ;)
Po kilku dniach przymusowej abstynencji internetowej,wracam do blogowego świata. Wracam sfrustrowana i zła. Bez kija do mnie proszęnie podchodzić.
Niestety, nie tylko irlandzka pogoda pogrywa sobie zmieszkańcami wyspy. Podobne zachowanie prezentuje mój dostawca Internetu, którywprost prosi się o wykonanie na nim fatality! Mam dość tej internetowej rosyjskiejruletki. Wszelkie protesty i skargi są przez nas systematycznie zgłaszane, mimoto nie przynoszą rezultatów. Już na pamięć znamy formułki gorących przeprosin,którymi jesteśmy karmieni! Czuje, że jak je usłyszymy jeszcze raz, to kogoś trafiszlag! Albo mnie albo ich. Zapewnienia, że niedługo nadajnik znów zaczniedziałać nie przynoszą żadnych rezultatów! Przyprawiają mnie jedynie o niepohamowanążądzę krwi dostawców naszego ShitBroadbandu. Już sobie obiecałam, że jak ichkiedyś spotkam na ulicy, to w przypływie wściekłości nakarmię nimi pierwszegonapotkanego ścierwojada!
Błędne koło normalnie! Błędne, bo nie mamy innej, lepszejopcji. To znaczy mamy – możemy w ogóle zrezygnować z Internetu. No ale niejesteśmy na tyle upośledzeni, by dobrowolnie odciąć się od kontaktu ze światem!Siłą rzeczy więc jesteśmy skazani na bycie sfrustrowanymi klientamiShitBroadbandu. Kiedy widzę ich reklamy: „We offer a full range of broadbandand phone packages for home users” mam ochotę przekreślić to zdanie i grubymczerwonym flamastrem napisać drukowanymi literami: „Wybierz nas! Tylko myzapewnimy Ci szeroką gamę negatywnych uczuć. Frustracja i maksymalny wkurw gwarantowany!”.
Bastards!
Tak w ogóle, to już wiem, jak czuje się ofiara przemocydomowej. Źle – nie wiem, jak się czuje, ale jestem w stanie wyobrazić to sobie.Wiem natomiast jak się taka ofiara zachowuje. Od kiedy stałam się wnerwionąwłaścicielką dwudziestocentymetrowego siniaka na ręce (swoją drogą nabytegoprzez totalną głupotę autorki tego bloga) zmuszona jestem skrywać kończyny górnepod bluzkami z długimi rękawami. Nie mogę tak po prostu wyeksponować tego fioletowo-zielono-żółto-brązowegopaskudztwa na światło dzienne. Pół biedy gdyby ktoś pomyślał, że dostałam angażw najnowszej części „Wściekłych pięści VII” bądź w „Wejściu smoka XXII”. Gorzejgdyby przyszło mu do głowy, że to mój Połówek ćwiczy na mnie karate czy inneKung-Fu!
Gosh, zwariować normalnie można!