Nie tak miał wyglądać ten dzień… Miał być spędzony wradosnej atmosferze. Miałam cieszyć się dniem wolnym od pracy, cieszyć siężyciem. I pewnie tak by właśnie było, gdyby nie jeden telefon z Polski…
Byłam pogrążona we śnie, gdy usłyszałam natarczywy dźwiękdzwonka w telefonie. Telefon z Polski o tak wczesnej porze nie wróżył nicdobrego. Jednak nawet przez ułamek sekundy nie pomyślałam, że to, co zarazusłyszę, okaże się aż tak wielką tragedią… W ciszy wsłuchiwałam się w pełenniepokoju głos rozmówcy: „włącztelewizję, posłuchaj radia! Co za tragedia!”. Częściowo przytomnapopatrzyłam na pełną skupienia twarz Połówka, by stwierdzić, że to, co przedchwilą usłyszałam brzmi jak niesmaczny i spóźniony żart z okazji prima aprilis.
Zeszliśmy do salonu, włączyliśmy telewizję i nakilkanaście minut zamarliśmy… Wpatrywaliśmy się w szklany ekran naszegotelewizora niczym zahipnotyzowani. To, co widzieliśmy, wydawało się takienierealne. Potwornie pokiereszowany wrak samolotu, wymowne szczątki kokpitu,jeden wielki stos złomu. Pełne smutku głosy komentatorów. Zatrważająca liczbaofiar… I ta smutna świadomość, żeoglądany przez nas obraz nie jest niestety projekcją pogrążonego we śnieumysłu.
Żal ludzi. Wszystkich bez wyjątku. Nie chcę tu nikogoosądzać, rozwodzić się nad tym, czy byli dobrymi ludźmi, czy złymi, czywywiązywali się z powierzonych im obowiązków, czy zasłużyli na taką śmierć. Nieczuję się do tego upoważniona i nie jestem osobą na tyle kompetentną, by mócpodsumować ich dokonania. Nigdy zbytnio nie interesowała mnie polityka i moimświadomym wyborem było trzymanie się od niej jak najdalej. Nie myślę o ofiarachjako o czołowych politykach mojej ojczyzny. Myślę o nich jak o zwykłychśmiertelnikach. Ci, którzy zginęli dzisiaj w tej potwornej tragedii, bylirodzicami, córkami, synami, wnuczkami. Jestem pewna, że każdą pojedynczą ofiaręopłakuje dzisiaj przynajmniej jedna para oczu.
Staram się nie myśleć o tym, co przeżywają rodziny ofiar.Nigdy nie chciałabym poczuć ich żalu, ani wziąć na siebie ciężaru bólu, z jakimsię teraz zmagają. Nie chcę myśleć o tym, co poczuła schorowana i osłabionamatka prezydenta. I bez tej świadomości jest mi trudno. Pozostaje mi tylkoufać, że rodziny ofiar znajdą w sobie tyle siły, by wyrwać się z objęćrozpaczy. By znów zacząć żyć.
Las katyński. I bez tej dzisiejszej katastrofy byłwystarczająco nasycony cierpieniem, tragicznym kawałkiem ziemi. Można by rzec,że to miejsce przeklęte. Czy jego ziemia wystarczająco nie nasyciła się krwią?Czy tak ogromna ofiara złożona z polskich obywateli była konieczna?
Miały być uroczyste obchody 70. rocznicy zbrodnikatyńskiej. Jest ogromnych rozmiarów tragedia. Nie taki hołd mieli złożyćpolscy obywatele lecący Tu-154.
Boże, spójrz łaskawym okiem na ich dusze…