czwartek, 22 listopada 2012

Szwajcaria, odcinek 1: The Time Of My Life

Berno

Zimą, kiedy świat stał się nieco przygnębiający, deszcz częstszy, a przedłużająca się szarzyzna krajobrazów nastrajała bardziej nostalgicznie niż energetyzująco, postanowiłam uprzyjemnić sobie tę niezbyt optymistyczną porę roku. Hibernacja z pewnych względów odpadała, choć jej perspektywa była mocno kusząca. Pozostało mi zatem ubarwienie sobie życia wizją nadchodzących wakacji. Wakacji, które jak podpowiadał mi mój szósty zmysł, miały być urlopem mojego życia.


Aigle


Kiedy zimowa rzeczywistość stawała się wyjątkowo nieznośna i przytłaczająca, siadałam na łóżku, brałam do ręki przewodniki - które przez dobre kilka miesięcy gościły na mojej szafce nocnej – i stwarzałam pozory, że jestem. Moja powłoka cielesna znajdowała się w domu, ale dusza była gdzieś daleko. Nie tylko poza granicami domu, ale także wyspy. W tamtym momencie dokonywałam wstępu do swojej wycieczki życia. I nieważne, że według opinii wielu naukowców podróż astralna jest niemożliwa. Ja wtedy ją odbywałam.


Spiez


Veytaux, Zamek Chillon


Z deszczowej i często kapryśnej wyspy wywiało mnie do ojczyzny uroczych krów rasy simentalskiej, których najsłynniejszą przedstawicielką jest stara, poczciwa Milka. Było prawie tak, jak sobie wyobrażałam. Prawie – dlatego, że nie było dokładnie tak samo, ale lepiej. Błogi to był czas – okres niesamowitej beztroski, w którym zasób mojego słownictwa stał się chwilowo wyjątkowo ubogi. Ograniczałam się w zasadzie do wypowiadania prostych zdań, nieco odmiennie skonstruowanych, ale zawsze o tym samym znaczeniu – wyrażających głęboki zachwyt oglądanymi pejzażami.


Gruyères

Podwyższony poziom ekscytacji towarzyszył mi już w samolocie. W czasie podchodzenia do lądowania uderzyły mnie dwie rzeczy: niesamowicie górzyste ukształtowanie terenu i ogromna ilość drzew. To był ogromny kontrast do widoku, do którego jestem przyzwyczajona. Irlandia z lotu ptaka wydaje się być nieprzyzwoicie płaska. Choć nie brakuje tu gór i pagórków, w porównaniu z tymi szwajcarskimi są one niskie i mało imponujące.


Morges

Veytaux, Zamek Chillon


Poranne pobudki nie bardzo pasowały do wakacyjnego trybu życia, ale mimo to codziennie wcześnie rano ochoczo zrywałam się z łóżka i leciałam pod prysznic. Żal mi było spać do późna, kiedy wokół czekało tyle atrakcji. Cała reszta miała charakter typowej wakacyjnej sielanki.


Nyon


Bulle


Zajadając się przepysznym pieczywem, żółtymi serami i słodkościami nie liczyłam kalorii, choć pewnie powinnam była. Grzeszyłam z pełną tego świadomością. Ale warto było, bo tak pysznych drożdżówek, wypieków i ciastek już dawno nie jadłam. I już dawno nie byłam tak niewyobrażalnie szczęśliwa, jak właśnie tam. Zwiedzałam niesamowicie malownicze zamki, robiłam setki fotek, podziwiałam przepiękne panoramy i nawet nie zauważyłam, kiedy odcień mojej skóry stał się o ton ciemniejszy. Szwajcaria okazała się nie tylko nieprzyzwoicie piękna, ale i gorąca.


Oberhofen am Thunersee


Zamek Chillon


Powrót do szarej rzeczywistości – tak jak przewidziałam – wcale nie był bezbolesny. Kiedy zasmakowało się odrobiny raju, to potem ciężko zadowolić się przyziemną rzeczywistością. Po raz pierwszy w swoim życiu będąc na urlopie nie tęskniłam za domem i Irlandią. Dałam się rozkochać uroczej Szwajcarii i całkowicie zatraciłam się w tym uczuciu. Z nieopisaną przyjemnością zostałabym tam dłużej.


Gruyères


Być może zdziwię niektórych, ale kiedy koła samolotu dotknęły dublińskiego pasa startowego, a z samolotowych głośników popłynęły słowa Firework, nie cieszyłam się, że jestem w Irlandii. Myślami byłam w mojej oazie – gdzieś pośród łąk z widokiem na boskie Alpy, spacerując wśród pól porośniętych winoroślą, wśród malowniczych zamków, słuchając nieco nachalnej melodii wydobywających się z dzwonków zawieszonych na owczych szyjach i powtarzając cicho, ale jednocześnie błagalnie: „niech ta chwila trwa wiecznie”. 


Aigle

Spiez

Do Zielonej Wyspy zawsze będę mieć sentyment, bo tu przeżyłam kilka wspaniałych lat. Lat, które na dobrą sprawę spokojnie mogłabym nazwać najlepszymi latami mojego życia. Kocham Irlandię, ale to najwyraźniej taka niewierna miłość jest. Bo czuję, że mogłabym ją zdradzić dla Szwajcarii.


Zamek w Aigle