piątek, 9 października 2026

Sezon burz

Było miło, ale się skończyło.

Chyba już oficjalnie można powiedzieć głośno i wyraźnie, że skończyła się ciepła i słoneczna jesień, a wraz z nią ponadprzeciętne, łagodne temperatury. Wszystko wróciło do normy. Wieje i pada. Zrobiło się szaro i buro. Wieczory mocno wychłodziły. Rad nierad trzeba było udać się w kierunku ogrzewania, aby zainaugurować sezon grzewczy.

Koty nagle przypomniały sobie, że mają dom i mocno zredukowały swoje wyprawy na rzecz leniwego zalegania w miękkim fotelu albo na ulubionym kocyku. Obecną pogodę można by było z powodzeniem nazwać tytułem powieści Sapkowskiego – „Sezon burz”.

 

Trochę martwi mnie zmniejszona aktywność jeżyków. Zazwyczaj można było regulować podług nich zegarki, bo regularnie stawiały się na kolację. Teraz z kolei częściej ich nie ma, niż są. Co ciekawe, częściej widywałam je latem niż jesienią!

Jeszcze do niedawna razem z naszym ulubionym sąsiadem stanowiliśmy jeżykowy bastion. Regularnie żywiliśmy naszych kolczastych ogródkowych gości. Niestety, pech chciał, że sąsiadowi zmarła mama, z którą mieszkał, a z czasem on sam postanowił się stąd wynieść. Na szczęście nie w znaczeniu „opuścić ten padół łez”, lecz zmienić miejsce zamieszkania. 


Działka sąsiada przypominała „Tajemniczy Ogród” z powieści Burnett. Zamknięty, trochę zaniedbany, jakby zapomniany. Żył swoim życiem. Jak w sumie my wszyscy tutaj. Nikt nie przycinał tych ekspansywnych krzewów, które coraz śmielej sobie poczynały i, niczym Krzysztof Kolumb, chciały wyruszać na podbój świata – a przynajmniej sąsiednich działek. Wyrastały z niego bujne krzaki i drzewa. W koronach drzew znajdowało schronienie ptactwo, w trawie – koty, a w liściach i chaszczach nasze osiedlowe jeżyki. Tak przynajmniej podejrzewamy.

Niestety, jak wszystko na tym świecie, dobre czasy opatrzone były terminem ważności. Z czasem miejsce sąsiadów zajęli nowi. A wraz z nowymi nastąpił nowy porządek rzeczy. Intruzi Nowi sąsiedzi skrupulatnie poczęli wymazywać ślady obecności byłych domowników. W ruch poszły wiertarki, szlifierki, dłuta, młotki i pędzle. Jak również piła mechaniczna. Któregoś dnia zawarczała agresywnie i złowrogo. Tubalnie obwieściła koniec pewnej ery. Bezlitośnie ścięła jedne krzaki, jak hortensję, inne litościwie pozostawiła przy życiu. Mnie samą zdalnie, lecz skutecznie przyprawiła o bolesne ukłucie serca. Przypomniała wyraźniej, niżbym tego chciała, że nic nie jest nam dane na wieczność. Twój dzisiejszy dom jest jutro cudzym domem. Twoja praca włożona w jego „uprzytulnienie” to „jak na deszczu łza. Cały ten świat znaczy nic, a nic”.

Z innej beczki – sama nie wiem czemu, ale ponownie straciłam zapał do czytania. Nic nie czytałam w minionych tygodniach, więc żeby się zmotywować zamówiłam sobie kilka książek w bibliotece. Może dzięki temu wrócę na właściwe tory. Gdybyście mieli polecić mi jedną swoją ukochaną książkę, co by to było?

Nie zdarza mi się to zbyt często, ale mam ostatnio ochotę na kino. Nie, nie na „Lalkę” (grają ją też w Irlandii). Im bliżej premiery, tym większą chęć nabieram na „I am Rocky”. Sylvester Stallone był kultowym aktorem mojego dzieciństwa, gdzieś obok Stevena Seagala, Van Damme'a, Bruce'a Willisa i Chucka Norrisa. Zobaczyłam zwiastun filmu, spodobał mi się, i bardzo chętnie wybrałabym się w małą podróż sentymentalną. 

A ponieważ natura nie znosi próżni, to straciłam zapał do czytania, ale w zamian zyskałam... guza na czubku głowy! Jest duży, okazały i bardzo bolesny. Nabiłam go sobie uderzając głową w baterię prysznicową. Od razu zobaczyłam wszystkie gwiazdy przed oczami! Następnym razem, jak będę chciała pooglądać sobie gwieździste niebo, udam się pod prysznic. Już wiem, co robić. 

Miałam pisać jeszcze o jesiennych wypiekach i Halloween, ale to już chyba następnym razem. 

14 komentarzy:

  1. Też po ostatniej lekturze ("Strzępy" Breta Eastona Ellisa) mam lekki czytelniczy zastój.

    Jeże w Irlandii chyba również hibernują?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W teorii tak, ale jak to wygląda w praktyce, to nie mam zielonego pojęcia. Sama jestem bardzo ciekawa, bo moje długoletnie obserwacje przyprawiły mnie jedynie o ból głowy i głębokie skonfundowanie, a nie jakieś solidne wnioski :) Nie udało mi się ustalić żadnej reguły, bo jeżyki przychodziły do nas późną jesienią, a nawet w grudniu! Któregoś roku były nawet jeszcze "maluszki", czyli takie o połowę mniejsze od dorosłych osobników. Zdarzało się też, że już w marcu widziałam je w ogródku ponownie...
      Wczoraj o północy jeden się pojawił na późną kolację, uff.
      Miłego weekendu :) Dziękuję za komentarz :)

      Usuń
  2. Szkoda, że zaprzyjaźnieni sąsiedzi wyprowadzili się. Bezproblemowi sąsiedzi to skarb. Sama raczej dobrze z nimi żyję, oprócz jednego pana. Otóż ma on szklarnię, która robi za płot, mimo że przepisy wymagają, żeby była ona parę metrów od płotu. Kiedyś postanowił zamalować ściany szklarni, żeby nie było widać co w niej jest. Nawet mnie nie uprzedził, że wejdzie na moją posesję, by to zrobić. Przy okazji zniszczył moją uprawę truskawek!

    Co do ulubionych książek: lubię "Emancypantki" Prusa oraz "Dzikie łabędzie. Trzy córki Chin" Jung Chang

    Jeśli chodzi o czytanie. Też mam zastój. Zaczęłam za to oglądać znowu dramy :)

    Oczekuję również na kinową Rozważną i romantyczną.

    Pozdrawiam serdecznie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj, wielka szkoda. Niepowetowana wręcz, bo dobrze było mieć "za winklem" bratnie dusze. Jakoś tak milej człowiekowi było wiedząc, że obok niego żyją porządnie ludzie, a nie jacyś anonimowi.
      Zgadzam się z Tobą. Mam nieodparte wrażenie, że współcześnie trudno o dobrych, bezproblemowych sąsiadów. Nikt nikomu się nie narzucał, nie nachodził, ale kiedy się spotykaliśmy, to zawsze ucinaliśmy sobie przemiłą pogawędkę. Wątpię by z tymi nowymi było tak samo.
      Szczerze współczuję bezmyślnego sąsiada i utraty truskawek! :( Nie tak powinno to wyglądać! Z moich obserwacji wynika, że dziś mało kto myśli o innych. Każdy widzi tylko swój czubek nosa. Co tam jakieś głupie zasady współżycia społecznego!
      Widzę, że to chyba jakiś sezonowy wirus z tym zastojem, bo jesteś już kolejną osobą, która na niego cierpi ;) A kysz, niech już sobie idzie! Najlepiej do tych, co w ogóle nie czytają – im to i tak nie zrobi żadnej różnicy :)
      Wielkie dzięki za rekomendacje i ciekawy komentarz :)

      Usuń
  3. Tak pięknie nas przywitałaś. Ciastem i herbatą z cytryną w takiej ładnej oprawie to ja pozwolę sobie przycupnąć. Dodatkowo mam tyle do zrobienia, że nie wiem za co się zabrać, więc robić nic. Czasami chyba i tak trzeba, co sądzisz?

    U nas zrobiło się trochę bardziej mokro, ale słońce walczy, aby jeszcze trochę powyglądać zza chmur. W te dni kiedy tak nieśmiało wygląda zza chmur, rozświetla nam sypialnię zachęcając do wstania, ale mi się ostatnio jakoś wstawać nie chce. Śpię w kołdrze i z kocykiem wełnianym bo jeszcze nie miałam czasu przebrać kołdry na tą grupą z puchu kaczego. Luna do mnie dołącza bo wiadomo, że jak kupiłam sobie superaśny kocyk to on jest jej i tak sobie leżymy.

    Nie widziałam i u nas jeżyków od dawna. Często spotykaliśmy je jesienią na wieczornych spacerach, ale póki co cisza. Może się biedne pogubiły już w tej pogodzie. Nie uwierzysz, ale na balkonie zachowałam cebulki szafirków, żeby w przyszłym roku sobie spokojnie wypuściły pączki, a one wypuściły pączki teraz. Podobnie maciejka, którą zasadziłam zaczęła teraz rosnąć jak szalona, a nie wyrosła przez całe lato.

    Piękne musiało być to otoczenie Twojego sąsiada. Nic nie jest dane na zawsze, a życie się zmienia. Taka smutna prawda, a teraz ludzie chyba nie cenią takich wartości. Są zupełnie jacyś inni. Pięknie cytujesz Dżem :)

    I ja w ostatnim czasie mam nie po drodze z książkami. Przeczytałam Chimerę, najnowszą książkę Kuby Małeckiego i muszę Ci powiedzieć, że moim całkowicie subiektywnym zdaniem to jego najlepsza książka. Przeczytałam już książki z biblioteki, zrobiłam sobie stos moich nieprzeczytanych książek, ale jakoś tak nie potrafię się zabrać. Kupiłam dwie nowe, w tym najnowszą książkę naszej noblistki Olgi Tokarczuk, która rzekomo ma być jej ostatnią książką.

    Nie miałam czasu na kino i wszystko, co mnie interesowało już zniknęło. Z kinem tak dziwnie, mam dwa kina w mieście, ale w żadnym nie ma najczęściej filmów, które mnie interesują. Ostatnio obejrzanym filmem była Diuna na urlopie, bo mąż chciał bardzo nadgonić jej części. Może planował iść na trzecią część do kina, ale nic o tym nie wiem. Za to szaleję muzycznie. Byłam w ostatnim tygodniu na dwóch koncertach i czeka mnie jeszcze trzeci. W sumie wszystkie dosyć nieplanowanie i niespodziewanie.

    Oh, niesamowicie łatwo nabić sobie guza głowy w domu ;-) Ja uderzyłam kiedyś w futrynę okienną i miałam wstrząs mózgu. Pamiętasz? ;) Bądź ostrożna i trzymaj się ciepło.

    Herbatka wypita i ciasto zjedzone to uciekam, a pyszne było, takie czekoladowe ;-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja pięknie przywitałam, a Ty pięknie się odwdzięczyłaś długim, smacznym i starannym komentarzem, za który muszę Ci serdecznie podziękować! :) W dzisiejszym, ściśle wykalkulowanym świecie, w którym rządzi handel wymienny, mało kogo stać na takie wpisy. Tym bardziej doceniam :)

      Pani! Wy tam mieliście przedłużone lato! Śledziłam temperatury dla moich rodzinnych stron i były bardzo przyjemne. Nie dziwię się, że roślinkom pomieszało się w głowie i myślą, że to czas pączkowania ;)

      Łączę się w bólu, bo ja od zawsze mam problem z opuszczaniem łóżka, kiedy za oknem ciemno. Latem zdecydowanie łatwiej się wstaje.
      Kupiłam kiedyś taki gigantyczny koc do salonu z myślą, że spokojnie schowają się pod nim dwie osoby. Zgadnij, kto położył łapę na tym kocu? Tak, tak, dobrze główkujesz ;) Bardzo spodobał się kotu i zrobił sobie z niego leżankę, a ja nie miałam serca, aby mu go odebrać. W sumie to i tak wolę inny koc do okrywania :) Ma już ponad 10 lat (kot, nie koc), więc tym bardziej trzeba o niego dbać. Ładnie wygląda jak na swój wiek, bo miał łatwe i przyjemne życie panicza, ale widać już po nim zmęczenie, kiedy zarwie noc. To też jest przykre – wiedzieć, że temu zwierzakowi zostało już tylko kilka lat życia. To tak a propos tego, że nic nie jest nam dane na wieczność. Z pewnością masz czasami podobne przemyślenia co do Luny. Nikt z nas nie robi się młodszy, a starość niesie ze sobą wiele przykrych oznak.

      Kusisz tą rekomendacją "Chimery"! Bardzo zachęcająco brzmi. W bibliotece są trzy jego pozycje: "Święto ognia", "Dżozef" i "Rdza". Jako jego największa fanka pewnie znasz je wszystkie ;)

      Bywa i tak z tym kinem. Faktycznie szalejesz z tymi koncertami :) Najwidoczniej musisz wyżyć się muzycznie ;) Jak udane, to nie ma co żałować! To wspaniała rozrywka, która potrafi dostarczyć pięknych i głębokich bodźców.

      Tak, pamiętam – Ty jesteś rekordzistką pod względem guzów i innych urazów ;) Gdybym nie znała Cię lepiej, pomyślałabym, że cierpisz na syndrom Munchausena ;) Dla mnie guz był nowością, nie pamiętam, kiedy ostatnio jakiegoś miałam ;) Dobrze, że nie skończyło się wstrząsem mózgu jak u Ciebie (a przynajmniej nic mi nie wiadomo na ten temat!).

      No to uciekaj, bo obawiam się, że Twoje zaległości same się nie zlikwidują, tylko ktoś będzie musiał im w tym pomóc. Nawet wiem kto ;)
      Udanego weekendu i dzięki za wizytę :)

      Usuń
  4. Jakie to smutne, caly ten najazd sasiadow i niszczenie "Tajemniczego ogrodu". Ze sa tacy ludzie i ze musze przyjsc, znalezc wlasnie taki dom z takim ogrodem i zniszczyc nature. Az boli czytac, bo widze i slysze halas maszyn i cala dewastacje. Biedne ptaki, jezyki i wszystko co tam zylo, albo zgineli albo musieli uciekac.
    Takie cos przezylam w mlodosci w moim rodzinnym miasteczku, tez byl taki 'tajemniczy ogrod' po sasiedzku, az przyszli nowi wlasciciele, wycieli wszystko i dokladnie wybetonowali. Ten ogrod byl czescia mojego dziecinstwa, uwielbialam przejsc przez plot i byc tam. Wtedy kiedy zniszczyli ten ogrod, zniszczyli i moje wspomnienia.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wielkie dzięki za ten empatyczny komentarz, Tereso, bo dzięki niemu wiem, że nie tylko mnie zasmuciła cała ta sytuacja z nowymi sąsiadami. Jeszcze dobrze się nie wprowadzili, a już ich nie lubię ;) Czasami karciłam się w myślach za to, że "roszczę sobie prawa" do ich ogródka. Teoretycznie nie powinno mnie to interesować – legalnie kupili dom, nikogo z niego nie wyrzucili na bruk, mogą z nim zrobić, co teraz chcą, ale nie ukrywam, że jest mi przykro z tego powodu. Pewnie dlatego, że byli właściciele byli mi bliscy. Sąsiedzi dbali o ten dom. Mieli ładnie, gustownie i przytulnie urządzony. Przed domem rosła hortensja, w ogródku mnóstwo krzewów i drzew. Sąsiadka była przemiłą staruszką chorującą na raka, a sąsiad miał serce na dłoni. Kochał koty, każdy znajdował u niego bezpieczne schronienie, dokarmiał jeżyki i dbał o przeróżne stworzenia. A ci nowi ledwo zakupili ten dom, od razu zaczęli wszystko niszczyć i robić "renowacje", mimo że dom był w bardzo dobrym stanie... Nie wykarczowali całkowicie roślinności z ogródka, ale coś mi podpowiada, że to tylko przełożone w czasie.
      Bardzo mi przykro, że sama doświadczyłaś czegoś podobnego :( Nie ma nic gorszego niż bezmyślna i bezgustowna betonoza.
      Ściskam Cię serdecznie i życzę wielu powodów do radości.

      Usuń
  5. lubię u Ciebie te sezonowe nakrycia stołu. Jesienne liście na serwecie czy co to tam widać. Fajne choć u siebie nie wyobrażam sobie tego. Ładny kubeczek i talerzyk :)

    No a jakoś przeczekałam czytelnicze zatwardzenie i nawet dodałam u siebie zakładkę bo póki co czytam ale nie polecę raczej bo to mało ambitne lektury jak to zwykle u mnie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja nie jestem snobem książkowym – absolutnie nie ograniczam się do klasyków i cenionych pisarzy. W czasie swojej edukacji grzecznie czytałam lektury, również te na studiach, więc naczytałam się już klasyków. Teraz dla równowagi sięgam po współczesnych pisarzy, nawet tych, którzy nie cieszą się wielkim uznaniem krytyków. Dla mnie dobra książka to taka, która zapewnia mi rozrywkę, a jej lektura jest przyjemnością, nie przykrym obowiązkiem. Nie bój się więc, niestraszne mi "mało ambitne lektury" :)
      Uff, skoro Ciebie opuściło czytelnicze zatwardzenie, to i dla mnie jest jeszcze nadzieja :)

      A dziękuję, dziękuję za miłe słowa :) Te jesienne dekoracje to zeszłoroczny nabytek, kiedy "odbiło mi" i po kilkudziesięciu latach życia w ascezie zaczęłam nabywać jesienne ozdoby – od bieżników i obrusów kuchennych, przez dynie, aż po kubki, misy i wieńce :) Nie żałuję – mała rzecz, a ogromnie cieszy :) To, co widziałaś to właśnie kawałek bieżnika na kuchennym stole i wianka :) Kubek i talerzyk nie są kompletem, ale jakoś tak podpasowały mi. Talerzyk to pamiątka z wyjazdu do Szkocji, a kubek jest z Tesco. Jakaś stara kolekcja :) Im starsza się robię, tym bardziej lubię takie ozdoby do domu, wychodzi ze mnie pełnokrwista gospodyni ;)
      A Ty, moja droga, wytłumacz, dlaczego nie widzisz tego u siebie, skoro miałaś wielokrotnie ozdoby wielkanocne albo bożonarodzeniowe. Ciekawam!

      Usuń
  6. Miałam kiedyś przerwę w czytaniu trwającą ok.2 lat. Robiłam podyplomówkę, dużo nauki i co tydzień zajęcia...
    Gdybym kiedyś nie upadła na lodzie pod śniegiem, to nie uwierzyłabym, ze można zobaczyć gwiazdy, a szyja bolała mnie 3 dni!
    Uważaj na tego guza, musiałaś nieźle sie walnąć!
    Jesień już jest, po nocnych deszczach spadło mnóstwo liści, jakoś tak nagle...

    OdpowiedzUsuń
  7. Moją uwagę przykuł prześliczny talerzyk, kubek i ciacho. Czy to salceson z jabłkami? Ja dziś upiekłam szarlotkę. Udała się, jest przepyszna. U mnie na szczęcie jeszcze słoneczna, ale chłodna jesień. Najważniejsze, że nie pada ale prawdopodobnie od środy ma się zmienić i pojawią się pierwsze przymrozki. Dobry sąsiad to skarb, ale zły może być prawdziwym utrapieniem. Van Damme, Bruce Willis, Chuck Norris, Sylvester Stallone i Steven Seagal to ulubieni aktorzy mojego Eryka. Ja natomiast bardzo lubię niemieckie ekranizacje powieści Rosamunde Pilcher. Tam są takie cudowne krajobrazy Kornwalii, poruszające historie miłosne oraz ciepły relaksujący klimat. Serdecznie pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
  8. Nie rozpisze sie, bo na telefonie jednym palcem to slabo. Bardzo smakowicie wyglada Twoj stol, tez lubie poogladac rozne dekoracje i aranzacje stolowe, bo w praktyce u mnie nie ma jak tego wykonac. Stol w pokoju sluzy jako " mlockarnia" do uzytku mojego M. glownie, do rozkladania sie z jedzeniem , krojenia, dziobania i kruszenia, bo on lubi jesc i ogladac TV. Samo jedzenie jest zbyt nudne. Dekoracje mu przeszkadzaja, toleruje je tylko na Swieta Bozego Narodzenia i dwa dni Wielkanocy. Jesien to nie swieto :)) Mam tylko pare dyniek na stoliku do kawy i na kominku .... Poza tym ja nie lubie koloru pomaranczowego w domu, jesienia wole takie stonowane brazy, zielenie, glebokie fiolety czy bordo, albo bialy , nie mam wiec zadnych pomaranczy ( oprocz tych prawdziwych). W czytaniu tez zatwardzenie , ktore nie odpuszcza:)) Natlok informacji w pracy i ze swiata jest tak wielki, ze nie mam juz sil na zadne dodatkowe przyswajanie beletrystyki czy inszej literatury. Co tydzien nowe szkolenie i nowa porcja korporacyjnej propagandy i " guidelines". Slabo sie robi. Bardzo mi zal jezykow, ktore wysiudali zli sasiedzi. Jezyki lubia hibernowac pod podestami , grubymi konarami, musza miec spokoj, ale Alan Titchmarsh mowi, ze one budza sie co pare miesiecy i wychodza zerowac, po czym znow zasypiaja. I tak ze trzy , cztery razy. U nas byl jezyk pare lat temu, ale zniknal. A mamy taki swietny podest drewniany blisko zywoplotu, hdzie pelno galezi i krzaczorow, problem w tym, ze on trzeszczy jak sie po nim chodzi, wiec moze to jezyka budzilo i wyniosl sie w spokojniejsze miejsce. Poza tym na naszej ulicy prawie wszyscy maja psy, ktore biegaja w ogrodach, to tez nie sprzyja jezykom. Uwielbiam wszystkich tych aktorow filmow akcji Taito - filmy jeszcze przyswajam😂 Milego jesiennego wikendu. Kitty

    OdpowiedzUsuń
  9. W Polsce jest taki misz-masz pogodowy, że jeszcze nie wiem, czy to aby na pewno koniec ciepła.
    Teraz kilka dni popadało, a więc wychłodziło się. Na godzinę włączyłam kaloryfer, bo delikatnie atmosfera oziębła.
    Miniony weekend spędziłam w krótkim rękawku, a teraz wychodzę w bluzie i w kurtce. Ba! Rano do pracy jest wełniana czapka.
    Jutro popołudniu ma wyjść słońce, skocze sobie w plener.

    "Sezon burz"... to jest książka, którą przeczytałam, ale nie bardzo umiem powiedzieć, o co tam chodziło.
    Geralt stracił miecz. I tyle pamiętam.

    A kiedy jeżyki zwalniają tempo? Potem jakoś zapadają w hibernację. Nie zupełnie się na tym znam.
    W pracy, jak jeszcze robiłam w zoologicznym, pod opieką miałam te białe, małe jeżyki, ale one nie zimowały.

    Nie umiem Ci polecić ulubionej książki. Kiedyś dużo czytałam. Miałam takie, do których często wracałam.
    Chyba najczęściej wracałam do wiedźmina, całej sagi, nie wybiórczo i do powieści historycznej o księciu Drakuli. Hospodarze Wołoszczyzny, nie o wampirze.
    Sęk w tym, że nie mam czasu już czytać jak kiedyś. Zatapiać się w lekturze. Czasami coś porzucę, bardziej do studiowania, np. jakieś historie o moim mieście.
    A książka, którą mam niemal codziennie w dłoni, to Biblia. Mam jednak do niej inne podejście. W sumie też polecam.

    OdpowiedzUsuń

Be real. Be yourself. No AI-generated comments, please!
Nie czytam blogów tworzonych przez sztuczną inteligencję, a komentarze przez nią wygenerowane usuwam.