Jak wiadomo, katedra Duomo nie jest jedynym zabytkiem Mediolanu. Jest ich wiele, podobnie jak wszelkiego rodzaju muzeów. Nie sposób jednak zwiedzić je wszystkie, szczególnie wtedy, kiedy człowiek dysponuje bardzo okrojonym czasem. W takiej sytuacji nie pozostaje nic innego, jak eliminacja: trzeba zrezygnować z jednego zabytku na rzecz innego- w naszych oczach bardziej godnego uwagi. Tak właśnie postąpiliśmy.
Po zapoznaniu się z cudem architektury gotyckiej we Włoszech, jakim jest Duomo, udaliśmy się na spacer do słynnej galerii Vittorio Emanuele II, nazwanej tak na cześć pierwszego króla zjednoczonych Włoch. Galeria zachwyca, myślę, że nie tylko mnie. Nie brakuje w niej turystów z zainteresowaniem przyglądającym się jej fantastycznym zdobieniom.
Wszędzie panuje nie lubiany przeze mnie tłok. Tak niestety wygląda życie w wielkim mieście – turystycznym w dodatku. Na nasze szczęście, nie jest to pełnia lata, kiedy miasto nabiera bardziej uciążliwego charakteru, stając się wyjątkowo dusznym i męczącym miejscem. Galeria jest wymarzonym miejscem dla miłośników drogich, firmowych ubrań. Z racji tego, ze naszpikowana jest wieloma ekskluzywnymi butikami, nie każdy może pozwolić sobie na zakupowe szaleństwo w jednym z jej sklepów. Trzeba mieć gruby portfel, by dokonać w niej zakupu. W związku z tym oglądamy tylko wystawy, nie decydujemy się na wejście do środka. Nawet spore wyprzedaże nie robią na mnie wrażenia.
Szkoda nam czasu na chodzenie po sklepach, mijamy więc kolejne sklepiki beż żadnych wyrzutów sumienia. Poszukujemy jakiejś przytulnej kawiarenki, by móc napić się kawy, ale niestety większość z nich jest pełna. Ludzie siedzą przy stolikach, wesoło rozmawiają i śmieją się tworząc przyjemny dla oka widok. Nigdzie się nie spieszą, delektują się spożywanymi posiłkami i ciekawym towarzystwem. Sprawiają wrażenie, iż zapomnieli o bezlitosnym upływie czasu.
Mediolan, pomimo tego, że jest ogromnym miastem, ma bardzo duży plus. Jego najciekawsze zabytki zgromadzone są głównie w centrum, co jest niewątpliwie bardzo dużym udogodnieniem dla przyjezdnych. W dość małej odległości od siebie możemy znaleźć bardzo popularne zabytki typu: Duomo, Palazzo Reale, galerię V.Emanuela II, najsłynniejszy teatr operowy świata -
Mimo, że pogoda nie należy do najładniejszych, nie narzekamy. Nie jest zimno, od czasu do czasu pada lekki i dość krótkotrwały deszczyk. Z radością więc przemierzamy kolejne uliczki Milano, ciesząc się tymi niezapomnianymi chwilami. Centrum ma swój niepowtarzalny klimat, do którego przyczyniają się - w moim odczuciu - piękne, stare budowle. Nie są one zrujnowane, miło więc zawiesić na nich oko. Architektura Mediolanu jest kompletnie odmienna od tej, którą do tej pory spotykałam w Irlandii. Na ulicach nie brakuje turystów z Azji, czasem też słychać przyjemną melodię języka francuskiego, czy też mniej przyjemną i nie lubianą przeze mnie – „melodię” niemiecką, choć dźwięk tego twardego języka ciężko nazwać melodią. Ku naszej radości, nie słychać w ogóle języka polskiego, a raczej polskich przekleństw – o, tak! Na pewno nie jesteśmy w Irlandii :)
Spore trudności przysporzyło nam wysłanie widokówek. Z ich kupnem nie było żadnego problemu, wszędzie pełno było stoisk oferujących piękne kartki z najładniejszymi widokami i zabytkami. Nie ciężko więc było skusić mnie na ich zakup. Problem pojawił się w momencie, kiedy udaliśmy się na pocztę. Jak na mój gust, jakaś dziwna ona była, a kiedy zapytaliśmy pracująca tam panią, gdzie możemy nabyć znaczki, odpowiedziała nam, że nie tutaj, tylko gdzieś niedaleko za rogiem. Cóż. Rogów było pełno, natomiast zero śladu jakiegokolwiek budynku, który mógłby robić za pocztę. Plątaliśmy się tak, po pobliskich uliczkach, ale na niewiele się to zdało. Przy okazji trzeba było zwracać uwagę na wszelkie pojazdy, bo to niestety nie Irlandia, gdzie kierowca już z daleka zatrzymuje się przed przejściem. W końcu zaczepił nas pewien przystojny Włoch, który był w tym samym czasie na poczcie i słyszał naszą rozmowę. Bardzo miły gest, który wywołał uśmiech na naszych twarzach. Jak widać i we Włoszech są bardzo przyjaźni ludzie ;) Po pewnym czasie dotarliśmy do naszego celu i z ulgą wrzuciliśmy kartki do skrzynki. Udało się :) Misja zakończona :)
Niestety, jest już za późno, by zrealizować resztę naszego planu. Po chwili zastanowienia, decydujemy, że odpuszczamy sobie resztę zabytków i udajemy się na zwiedzenie jednego z największych stadionów na świecie, wspaniałego San Siro - stadionu, na którym swe mecze rozgrywa najlepsza drużyna świata – AC Milan.
Nie udaje się nam zwiedzić Castello Sforzesco, ani też dotrzeć do świątyni Santa Maria delle Grazie, gdzie znajduje się owiany sławą fresk „Ostatnia Wieczerza” mistrza Leonarda. Cóż, niech będzie to pretekst do ponownej wizyty w Mediolanie :)
Tak więc, Mediolanie, arrivederci! I… a presto! :)