wtorek, 7 lipca 2026

Głód, który trudno zagłuszyć


O rany.

To była książka dla twardych zawodników.

Gdyby tak porównać świat literacki do sportowego, kim byś był(a)?

Filigranowym narciarzem umiejętnie lawirującym między niepożądanymi przeszkodami (lekturami), zawodnikiem wagi piórkowej, czy może twardym sumo, który z łatwością pożera porażające powieści na śniadanie?

Jeśli nie jesteś tym ostatnim, to dla swojego dobra trzymaj się z daleka od "Hungry", bo to zdecydowanie nie jest memuar dla "mięczaków".

Ja jestem sumo. Niestraszne mi straszne opowieści.

Jeśli myślicie, że wyciągniecie zza pazuchy najsmutniejszą książkę, jaką kiedykolwiek czytaliście, wymierzycie ją w moim kierunku, a ja skulę się jak opętaniec na widok egzorcysty z wycelowanym w niego krucyfiksem i zaklęciem "zgiń, przepadnij, antychryście!", to... się grubo mylicie.

Najbardziej prawdopodobna reakcja będzie taka, że oczy rozbłysną mi jak supernowa, a serce zacznie szybciej bić. Nie ze strachu. Z ekscytacji.

Jeśli żyje się na świecie odpowiednio długo, to świat literacki przestaje straszyć. Ba! Nawet staje się ucieczką od okrucieństw tego realnego.

W "Hungry" autorka załadowała na taczkę – a raczej na naczepę wywrotki – cały swój życiowy gnój i stopniowo zrzucała go na czytelnika. Początkowo spływało to po mnie jak po kaczce, ale kiedy byłam już na finiszu, a spod kupki gnoju wystawała mi tylko głowa, zaczęłam nieśmiało wołać "pomocy!" i walczyć o oswobodzenie rąk, aby zacząć nimi wymachiwać (dla wzmocnionego efektu).

Katriona O'Sullivan zaistniała na irlandzkiej scenie literackiej po opublikowaniu swojej bestsellerowej autobiografii "Poor", o której już tutaj pisałam w zeszłym roku. Bardzo podobała mi się ta książka, więc kiedy dowiedziałam się, że w kwietniu tego roku ukazała się "Hungry", "biografia jej ciała", grzecznie ustawiłam się w bibliotecznej kolejce.

"Hungry" ("Głodna") jest nieplanowanym dzieckiem Katriony. Częściowo uzupełnieniem "Poor" ("Biednej"), a częściowo jej rozbudowaniem, toteż ci, którzy czytali tę ostatnią, mogą odebrać ją jako nieco "odsmażany kotlet".

"Głodna" to jednak coś znacznie więcej niż dobrze nam znany kotlet.

To manifest kobiety głodnej. Głodnej w tym dosłownym znaczeniu – spragnionej pożywienia, którego nie zapewniali jej patologiczni rodzice narkomani – ale też w tym metaforycznym, bo Katrionę od maleńkości trawił nieokrzesany głód. Głód miłości, uwagi, akceptacji, zrozumienia.

To też manifest kobiety udręczonej, w którym zapewne wiele innych kobiet przejrzy się jak w lustrze lub tafli wody. A to, co tam zobaczą, niekoniecznie będzie przyjemne.

Można zaklinać rzeczywistość, ale fakty są brutalne. Dziewczynki od najmłodszych lat są często seksualizowane przez mężczyzn, co z kolei prowadzi do ich problemów psychicznych i późniejszego przedmiotowego traktowania kobiet.

Autorka już jako dojrzewające dziecko musiała mierzyć się z niepożądaną uwagą mężczyzn: z niewybrednymi uwagami na temat jej dużych piersi, pełnych ust, z seksualnymi aluzjami opatrzonymi obleśnym uśmieszkiem.  If she's old enough to bleed, she's old enough to breed.

Im dłużej o tym czytałam, tym większy gniew we mnie narastał. Nie na nią, na wulgarnych chamów, na brutalny świat, na tych, którzy na to pozwalają i nie widzą w tym nic złego! Bo to nie fikcja literacka. To najprawdziwsza prawda.

Sama sobie przypomniałam, jak ksiądz, stary pryk, obleśnie na mnie patrzył, kiedy byłam w szkole podstawowej. Jak chętnie przetrzymywał moją dłoń na powitanie, jak mnie "niewinnie" podszyczypywał, jak panowie budowlańcy gwizdali na mój widok, kiedy szłam ulicą. I nie, "nie prosiłam" o to, bo nie miałam na sobie dekoltu do pasa i mini ledwo zakrywającej tyłek – byłam zakutana od stóp do głów i bardziej przypominałam ninję (z długimi rozpuszczonymi blond włosami) niż ponętnego wampa.

Teraz już raczej się od tego odchodzi i nazywa to molestowaniem ulicznym, ale w czasach mojej młodości było postrzegane przez wiele kobiet jako powód do dumy i radości.

Smutne, jak bardzo dałyśmy sobie wmówić, że nasza wartość sprowadza się właśnie do tego – do gwizdów, do wzroku aprobaty (nie)znajomych, do niewybrednych tekstów na temat naszych kobiecych krągłości.

Żyjemy w świecie, który nie tylko sprzyja nienawiści kobiet do swojego lustrzanego odbicia, ale wręcz podsyca ten brak akceptacji i zgody na rozstępy, zmarszczki, dodatkowe kilogramy. To woda na młyn kosmetycznego przemysłu. Chirurgowie już ostrzą skalpele.

Tak z ręką na sercu – kto z Waszego środowiska ma wiecznie obsesję na punkcie wagi i wyglądu? Kobiety czy mężczyźni?

U kogo nadwaga jest bardziej akceptowana społecznie?

Kto z Was, drogie panie, ma więcej kosmetyków w łazience? Nawet jeśli jesteście taką osobą jak ja, która ma ich naprawdę umiarkowaną ilość, to i tak stawiam dolary przeciwko orzechom, że macie ich więcej niż Wasi mężowie.

Właśnie, mężowie – który z nich regularnie chodzi do kosmetyczki, katuje się kolejnymi restrykcyjnymi dietami, wstrzykuje sobie kwas hialuronowy w usta, albo toksynę botulinową w czoło? Który z nich odsysa tłuszcz w szemranych klinikach w Turcji i naraża swoje życie?

Komuś bardzo zależy, by kobiety wiecznie były zakompleksione i nie czuły się wystarczająco atrakcyjne, pewne siebie, młode i zadbane.

I nawet jeśli nie interesujemy się psychologią i nie orientujemy się, co to ten efekt aureoli, to i tak jakoś intuicyjnie wyczuwamy, że ładny i atrakcyjny ma w życiu znacznie łatwiej od brzydkiego i grubego.

A może to wcale nie intuicja? Może to po prostu efekt jednego czy drugiego podszeptu mamy lub babci na temat naszych porcji, mądrości przekazywanych z pokolenia na pokolenie (jak cię widzą, tak cię piszą), albo wzroku dezaprobaty na widok przytycia?

To wszystko, a nawet więcej w "Hungry" Katriony O'Sullivan.

Niełatwa lektura, bardzo szczera (momentami aż za bardzo!), ale jednak niesamowicie potrzebna, żeby naświetlić problemy stare jak świat.

Zmiany często zaczynają się od takich właśnie niewygodnych dyskusji.

39 komentarzy:

  1. Kiedy zobaczyłam tytuł tak sobie pomyślałam, że to będzie nie tylko mowa o głodzie fizycznym.

    Ciekawa jestem czy ta książka jest dostępna w Polsce. Chętnie (jakkolwiek to brzmi) bym ją przeczytała.

    Nie jestem tak do końca przekonana, że to mija. My już od dziewczyńskości mamy przerąbane. Bądź miła i ładna bo nikt Cię nie będzie chciał. Bądź zawsze grzeczna i nie sprawiaj nigdy problemów. Zostaliśmy zaprogramowane na potulność, uległość i bezproblemowość.

    Spójrzmy na aktorki, które w pewnym wieku nie są zatrudniane, a spójrzmy na Brada, który podobno jak wino im starszy, tym lepszy. Nie ma sprawiedliwości.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dobrze wywęszyłaś :)

      Nie wiem, czy będzie polski przekład, ale myślę, że spokojnie byś sobie poradziła z oryginałem – język, którym posługuje się autorka jest bardzo ładny, ale prosty. Nie jestem pewna, jaki to poziom. B2, może nawet B1.

      Wiesz, co jest najlepsze? Że jej nie przeczytałaś, ale używasz dokładnie takich samych sformułowań, jakie padają w książce Katriony! Bardzo to wymowne, nie uważasz? Różne realia, różne środowiska, ale problem uniwersalny. Właśnie takie hasła miała wtłaczane do głowy od maleńkości. Faceci urabiali ją już jako dziecko, aby później korzystać z owoców tej swojej manipulacji :(

      Po lekturze zerknęłam na komentarz i opinie – dużo kobiet pisało, że książka bardzo z nimi "rezonuje". Z przykrością stwierdzam, że ze mną też.

      Przypomniałaś mi, że zapomniałam dodać parę rzeczy do wpisu! Są podwójne standardy. Jest to widoczne choćby w (niby żartobliwych) stwierdzeniach, że mężczyźni starzeją się niczym wino, a kobiety jak mleko.

      Usuń
    2. Kilka dni temu miałam dylemat. Zastanawiałam się czy czytać książki swoje czy biblioteczne. Takim oto sposobem pojechałam do biblioteki i wróciłam z siatką, którą ledwo byłam w stanie unieść. Dlaczego o tym piszę?
      Będąc już w bibliotece przypomniała mi się nasza dyskusja o tym amerykańskim policjancie powiązanym z mostem Golden Gate. Naprędce usiłowałam wyszukać czy istnieje jakiś polski tytuł. Nie znalazłam..
      Swojego czasu czytałam normalnie książki po angielsku. Nawet mam kilka nadal nieprzeczytanych, ale jakoś porzuciłam to zupełnie nie wiem czemu.

      Mam na instagramie polubiony profil kobiety, która organizuje szkolenia samoobrony dla kobiet. Zanim tu do Ciebie wpadłam wyświetliła mi się rolka jak idzie w miejskim tunelu podziemnym i ktoś ją śledzi. Niby nic się nie dzieje. Teoretycznie dociera do samochodu i od razu blokuje drzwi. Niby nic się nie stało, a jednak jak ja to dobrze znam.

      Usuń
    3. Ja ciągle traktuję po macoszemu te swoje. Nadal mam "kilka" nieprzeczytanych, ale ponieważ te biblioteczne zawsze mają priorytet, to nigdy nie mogę się zabrać za moje prywatne!
      Co do "Guardiana..." to przez moment byłam przeszczęśliwa, bo dawno temu udało mi się wyszukać go w katalogu biblioteki, złożyłam na niego zamówienie, ale z niewiadomych przyczyn książka nigdy do mnie nie dotarła, a co gorsza, całkowicie zniknęła z ewidencji! Wyszukałam ją kiedyś na Amazonie, ale niestety ktoś w USA ją miał i nie wysyłał do Europy. Tak więc musiałam obejść się smakiem :(

      Trzeba być kobietą by to zrozumieć!

      Usuń
    4. Mam tak samo jak Ty!

      Czyli czytałaś tą książkę czy jednak finalnie nie?

      Dokładnie!

      Usuń
    5. No nie, bo zaginęła w akcji w bibliotece, a sprzedawca z USA nie wysyła do Irlandii. Zresztą, teraz przez tą głupią Unię i nowe cło musiałam ograniczyć zakupy online ;) (jak żyć?!) ;) A taka wygoda była z Amazonem...

      Usuń
    6. Czekaj, czekaj. To, że sprzedawca z USAnie wysyła do Irlandii jestem w stanie zrozumieć, ale o co chodzi z Unią?
      Ja ostatnio przed wakacjami też się ograniczam z zakupem nowych książek, chociaż kupiłabym z dziesięć.

      Usuń
    7. "Od 1 lipca 2026 roku Unia Europejska wprowadziła ryczałtowe cło 3 EUR za każdą pozycję towarową w przesyłkach spoza UE, likwidując wcześniejsze zwolnienie z cła dla paczek do 150 EUR. Opłatę ponoszą sprzedawcy lub platformy, co może podnieść ceny dla kupujących."
      "Opłata celna dla paczek do €150: Zgodnie z przepisami unijnymi wdrożonymi 1 lipca 2026 roku, do przesyłek o niskiej wartości (do €150) doliczana jest zryczałtowana opłata celna w wysokości €3 za każdą unikalną rzecz w paczce. Jeśli zamówisz np. długopis i zeszyt, opłata wyniesie €6. Identyczne przedmioty w tej samej paczce liczą się jako jedna sztuka."
      My mamy wykupiony Amazon Prime, więc zdarzało się nam nieraz zamawiać coś z Amazon.co.uk – nie płaciliśmy za przesyłkę, a wybór towarów mieli bardzo dobry, ceny również. Lepsze niż na Amazon.ie.
      Jednak od pierwszego lipca za każdą zamówioną rzecz spoza Unii, czyli właśnie z UK, doliczane jest dodatkowe 3 euro, co automatycznie sprawia, że nie bardzo opłaca się tam zamawiać. Wielka szkoda, bo np. Połówek maluje miniaturki i miał tam ogromny wybór potrzebnych mu rzeczy do rozwijania swojego zainteresowania. Drukarka 3D też mu się marzyła ;)
      Ach, no i do tego poczta irlandzka też zaczęła pobierać swoją opłatę administracyjną (6.95 euro) za obsługę zgłoszenia celnego...
      Marzy mi się praca w księgarni :)) Mogłabym upajać się tymi wszystkimi książkami :) Do biblioteki raczej się nie dostanę, bo za wysokie progi (już o tym rozmawiałyśmy, wymagania z kosmosu), to może chociaż księgarnia mi została? ;)

      Usuń
  2. Tytuł skojarzył mi sie z chorobą skrajnej otyłości, gdy chory nie odczuwa zaspokojenia głodu, za to odczuwa straszliwy głód.
    Też pamiętam lepkie ręce księży , który lubili na religii przytulać zawłaszcza bardziej obdarzone atrybutami nastolatki, żadnej nie przyszło do głowy opowiadać o tym dorosłym.
    Z kolei z dzieciństwa pamiętam, jak byłam wyśmiewana przez rówieśniczki, bo byłam pulchna i wcześniej dojrzewałam, a wtedy panował kult chudej Twiggy.
    Książka na pewno jest trudna, ale może pomóc kliku osobom zmierzyć się ze swoimi demonami, a to zawsze warto...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Katriona nie cierpi na skrajną otyłość, ale ma niestety bardzo niezdrową relację z jedzeniem – pokłosie nieszczęśliwego dzieciństwa, kiedy przymierała głodem, bo lodówka była wiecznie pusta. Kiedy wreszcie poprawiła się jej jakość życia i nie musiała już chodzić głodna, zaczęła sobie rekompensować te wszystkie chude lata. Później doszły jeszcze dodatkowe kilogramy związane z ciążami. Nade wszystko musiała jednak walczyć z uporczywym wewnętrznym krytykiem, głosem, który wiecznie mówił jej, że nie jest wystarczająco zgrabna, lekka, jędrna, atrakcyjna.

      Sporo dewiantów ukrywało się i nadal ukrywa w sutannach. Najbardziej bolesne jest to, że były takie dzieci, które szukały pomocy u dorosłych – mówiły o molestowaniu, gwałtach – ale nie znalazły pomocy. Tylko obojętność, albo wytłumaczenie "mnie też się to przytrafiło i żyję" (przypadek autorki).
      Niegdyś księża byli niemal nietykalni, zwłaszcza na wioskach. Nawet jeśli była to tajemnica poliszynela, to i tak nikt nic z tym nie robił. Takie postępowanie było normalizowane. "Tak jest i już", nie próbuj tego zmieniać.

      Przykro mi, że Cię wyśmiewano, i to jeszcze inne dziewczyny! Okropne dziewuszyska!

      Trudna tematyka, ale na szczęście nie brakuje chętnych do czytania – nowy memuar Katriony spotkał się z bardzo życzliwym przyjęciem.

      Usuń
  3. Przeczytałem o niej artykuł w "The Guardian":
    https://www.theguardian.com/society/2023/may/17/raised-by-addicts-abused-neglected-broke-how-katriona-osullivan-escaped-her-fate .

    Nie przypuszczam, abym chciał przeczytać jej książki.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Co tak króciutko dzisiaj, Jacku? ;) Nie chciałbyś się podzielić jakimiś przemyśleniami po lekturze tego artykułu? :)

      Usuń
    2. Kilkadziesiąt lat temu osobiście zetknąłem się i próbowałem pomóc wielu ludziom zmagającym się z uzależnieniem, głównie od alkoholu. Niestety, moje doświadczenia rzadko były pozytywne. Niektórzy odrzucali wyciągniętą do nich pomoc, inni manipulowali i kłamali, a większość potrzebowała długotrwałego, kosztownego i profesjonalnego leczenia. Nawet jeśli podejmowali terapię, często po pewnym czasie wracali do dawnego stylu życia, ponieważ tak naprawdę nie byli gotowi na trwałą zmianę. Te doświadczenia sprawiły, że z biegiem lat stałem się znacznie bardziej sceptyczny (cyniczny?) i mniej emocjonalnie zaangażowany w podobne historie. Uważam, że dorośli ludzie powinni ponosić odpowiedzialność za swoje decyzje i czyny.

      Nota bene, przez ostatnie 27 lat przynajmniej połowa z tych osób – a przypuszczam, że w rzeczywistości znacznie więcej – zmarła, i to w stosunkowo młodym wieku.

      Oczywiście najbardziej żal mi ich dzieci, które cierpią zupełnie niewinnie. Osobiście uważam, że osoby z ciężkimi, nieleczonymi uzależnieniami nie powinny decydować się na posiadanie potomstwa. W praktyce jednak nie sposób temu zapobiec, zwłaszcza we współczesnym świecie, gdzie bardzo mocno podkreśla się prawa jednostki. Pomoc takim dzieciom jest niezwykle trudna. W Kanadzie funkcjonuje system rodzin zastępczych (foster families), jednak wiele z tych dzieci nosi w sobie tak ogromny bagaż traum i problemów emocjonalnych, że trafiają z jednej rodziny do drugiej. Ich dzieciństwo często staje się pasmem kolejnych dramatów. Nic więc dziwnego, że rodzin zastępczych jest zbyt mało, a niektóre z nich – nie zawsze są odpowiednio przygotowane do tak wymagającej roli. Mimo to władze często nie mają innego wyjścia i akceptują takie rozwiązania.

      Podziwiam Katrionę O'Sullivan i szczerze gratuluję jej, że zdołała wyrwać się z tak dramatycznego środowiska. Takie historie zdarzają się bardzo rzadko i wymagają ogromnej siły charakteru. Nie sądzę jednak, abym sięgnął po jej książkę. Tematyka uzależnień i ich konsekwencji nie budzi już mojego zainteresowania – być może dlatego, że przez lata zetknąłem się z nią zbyt często i zbyt blisko.

      Usuń
    3. Wow, bardzo Ci dziękuję za ten długi i ciekawy wpis :) Bardzo ciekawy temat poruszyłeś w swoim komentarzu. Ja już jestem na tym etapie życia, że doskonale zdaję sobie sprawę, iż nikogo nie można uszczęśliwić na siłę. Jeśli chory nie zamierza się leczyć i jest mu dobrze tak, jak jest, to niewiele można zdziałać. Jest to mocno frustrujące dla bliskich i rodziny – można jedynie biernie przyglądać się, jak ktoś powoli się uśmierca, a przy tym negatywnie oddziałuje na swoje środowisko.
      Rozumiem Twoją postawę – takie przeżycia faktycznie często prowadzą do zobojętnienia.
      Zgadzam się także ze stwierdzeniem o ponoszeniu odpowiedzialności za swoje czyny i decyzje. Problem polega na tym, że wielu dorosłych to... po prostu duże przedszkolaki. Roszczeniowi, egoistyczni ludzie, którzy nigdy nie osiągnęli pożądanej dojrzałości emocjonalnej i nie potrafią w zdrowy sposób regulować swoich emocji, ani komunikować się z innymi.

      Z resztą Twojego wpisu również się zgadzam :)

      Usuń
  4. Twardy zawodnik...
    Myślę, że takim jestem, mój ulubiony sport to były maratony narciarskie.
    A literatura - podobnie - T. Mann - Józef i jego bracia - 1,500 stron.
    Z Opowieściami Jakubowymi też nie miałem problemu.
    Lektura o osobistych traumatycznych doświadczeniach i ich skutkach - to już inna beczka i moje długie dystanse są raczej przeszkodą - utrwaliły we mnie spokój, dystans, szukanie promieni słońca.
    Akceptacja społeczna kobiet - Twoja relacja przypomniała mi natychmiast Sonatę Kreutzerowską L. Tołstoja:
    " Dawniej, gdy panna osiągnęła właściwy wiek, jej małżeństwo zostawało zaaranżowane przez jej rodziców. I tak nadal jest, u Chińczyków, u Hindusów, u Muzułmanów,  u Żydów (to mój dodatek) , u ludzi prostych. Tak postępuje 90 procent ludzkości.
    Tylko my, notoryczni bon-vivanci, wymyśliliśmy coś innego.
    - Co to jest?
    - Panny posadzone w rzędzie a dżentelmeni chodzą w tę i z powrotem, jak na targu, i wybierają. My, mężczyźni, wybieramy towar a potem, w salonach, dyskutujemy - o prawach kobiet i wolności.
    - Ale co można zrobić - przerwałem - czy to kobiety mają wybierać ?
    - Nie wiem, ale jeśli mówimy o wolności, to niech będzie to wolność całkowita.
    ....
    "- Czy pan wie, że ta władza kobiet przez którą tak cierpi świat wypływa z tego o czym przed chwilą mówiłem?
    - Co pan rozumie przez władzę kobiet - przerwałem - przecież jest przeciwnie, każdy narzeka, że kobiety nie mają należnych im praw, że są podporządkowane..
    - Oto właśnie mi chodzi, to jest właśnie wytłumaczenie tego nadzwyczajnego zjawiska, że kobieta z jednej strony jest zredukowana do najniższego stopnia upokorzenia a z drugiej strony rządzi wszystkim.
    - Ale gdzie? Czym rządzi?
    - Gdzie? Wszędzie i wszystkim.
    Proszę iść do sklepów w wielkim mieście. Są ich miliony, miliony. Jest niemożliwe zmierzyć tę ogromną ilość pracy włożoną tutaj. Czy w dziewięciu na dziesięć tych sklepów jest coś dla mężczyzn? Cały luksus życia jest wymagany przez kobiety. Proszę policzyć fabryki, większość z nich produkuje kobiece ozdoby. Miliony ludzi, generacje niewolników, umierają pracując jak skazańcy aby zadowolić kaprysy naszych towarzyszek".
    Od publikacji Sonaty minęło ponad 130 lat - czy coś się zmieniło?
    W traktowaniu i roli kobiet - chyba sporo , na rynku kosmetyków, odzieży, usług pięknościowych - też sporo, ale w odwrotnym kierunku.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zdecydowanie spełniasz kryteria twardego zawodnika :)
      Tak się teraz zastanawiam i dochodzę do wniosku, że jeszcze nigdy nie przeczytałam aż tak obszernej książki! Choć bardzo lubię czytać i uważam to za doskonałą rozrywkę, to jednak te zbyt obszerne powieści bardziej mnie zniechęcają, niż zachęcają.
      Dziękuję bardzo za przytoczenie tych wymownych cytatów. Inny wiek, niby inne realia, a na świecie nadal są miejsca, w których społecznie akceptowalne są tak haniebne procedery jak lapidacja i zabójstwo honorowe...

      Usuń
  5. To nie jest ksiazka dla mnie, bo ja skonczylam z czytaniem ksiazek trudnych, ambitnych, zadnych autobiografii czy biografii (swojej tez nie przerabiam). Oszczedzam sie, oszczedzam resztki swego zdrowia, nie chce juz przezywac emocjonalnie cudzych zmagan zyciowych, wiec tylko latwa literatura i pogodna, a najbardziej lubie kryminaly, szczegolnie amerykanskie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I bardzo dobrze robisz, Tereso :) Nie ma sensu zmuszać się do czegoś, co nie daje Ci przyjemności, a dodatkowo zabiera spokój umysłu.
      Pamiętam, że lubisz Michaela Connelly'ego :) Mam więc nadzieję, że masz tam wokół siebie lektury, które dostarczą Ci rozrywki i przyjemności, bo przecież o to w czytaniu chodzi, prawda? :)
      Pozdrawiam Cię bardzo serdecznie i dziękuję za znak życia!

      Usuń
    2. Dobra jestes ze pamietasz mojego ulubionego Connelly, wlasnie dzisiaj skonczylam czytac jego ostatnio wydana ksiazke. Jutro bede w ksiegarni, moze cos kupie sobie z kryminalow, mam jeszcze paru innych autorow ktorych lubie, no i ogolnie poszperam w ksiazkach.
      I ja pozdrawiam Cie najserdeczniej jak moge.

      Usuń
    3. Udanego buszowania w księgarni :) To niesamowicie przyjemna czynność, tylko łatwo można tam stracić poczucie czasu :)
      Pod Twoim wpływem może i ja następnym razem sięgnę po jakąś jego książkę, tylko musiałaby być po polsku, bo takie preferuję – mam mały przesyt angielskiego. Jestem emigrantką, więc przyda mi się kontakt z polskim, żeby "nie wypaść z obiegu" :) Od biedy może być w oryginale. Jeśli masz jakąś ulubioną, to chętnie się dowiem :)

      Usuń
    4. Taita, nie nie mam ulubionej, czasami jak czytam mysle ze wlasnie ta jest moja ulubiona, ale to zmienia sie. Mysle ze przeczytalam prawie wszystkie jego kryminaly, teraz jestem na biezaco, bo on mniej wiecej rok w rok cos wydaje. Mam prawie wszystkie w domu, zdecydowanie ponad 30, do niektorych wracalam, dosc dobrze pamietam "The Narrows" ale nie wiem czy to ulubiona. Lubie glownego bohatera detektywa Harry Bosh, wiec wszystkie z nim. Zafascynowaly mnie tez te na salach sadowych, jest seria The Lincoln Lawyer, bo Harry ma brata przyrodniego ktory jest prawnikiem-obronca, tu polecam "The Brass Verdict", niesamowicie ciekawie opisany caly dramat na sali sadowej, jak genialnie obronca osiaga to co chce. No nie moglam wyjsc z podziwu, doslownie geniusz w obronie sadowej.

      Usuń
    5. Wielkie dzięki za odpowiedź :)
      Ojejku – dzięki Tobie właśnie uświadomiłam sobie, że serial, który od dawna wyświetlał mi się na Netfliksie, "The Lincoln Lawyer", jest inspirowany serią Twojego ulubionego autora!
      Właśnie sprawdziłam i widzę, że nie ma zbyt dużego wyboru polskojęzycznych książek Connelly'ego, tylko cztery, ale wybrałam sobie jedną na spróbowanie :) "Lost Light" – "Zagubiony Blask".

      Usuń
  6. Och, masz absolutną rację. Mam znajomą, która obsesyjnie się odchudza, chodzi na siłownię, mimo że naprawdę odchudza się z kości na ości. KIedyś jej mąż rzucił, że "nie wygląda jak modelka". Sam musiałby spojrzeć w lustro bo i on modelem nie jest! To są własnie podwójne standardy wobec kobiet i mężczyzn.
    A co do księdza: akurat w gimnazjum nauczał mnie kapłan, który okazał się pedofilem. Niestety takie historie się zdarzają...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Szczerze jej współczuję, bo takie toksyczne teksty często robią pustoszenie w psychice. Nie jest to niestety pierwszy przypadek mężczyzny, który sam jest zaniedbany i nieatrakcyjny, ale wymagania ma nieziemskie.
      Każda taka historia sprawia, że ludzie nie tylko coraz bardziej sceptycznie patrzą na KK, ale też wrzucają wszystkich księży do tego samego worka.

      Usuń
  7. Droga Taito! Twoja recenzja jak zawsze jest świetna, rzeczowa i intrygująca. Zachęca do przeczytania tej książki. Nie czytam trudnych książek bo to nie na moje nerwy. Uważam, że czytanie powinno sprawiać radość, a nie wywoływać stres.
    Serdecznie pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nic nie szkodzi, Łucjo :) Nie mam zamiaru nikogo zmuszać do czytania – zgadzam się z Tobą, to ma być przyjemność, a nie każdy lubi taki rodzaj literatury. Ważne, by czytać to, co nas interesuje i relaksuje. Dziękuję Ci jednak za bardzo miłe słowa i za Twoją obecność tutaj.

      Usuń
  8. Przybij piątkę bo wygląda na to, że też jestem sumo. Lubię trudne, ciężkie, a nawet emocjonalnie wyczerpujące książki tylko nie zawsze jestem w nastroju na taką lekturę.
    Hmm, nie utożsamiam się z głodem, który opisuje Katriona... Miałam kochającą rodzinę i bezpieczny dom. Nie zostałam wychowana na potulną, grzeczną, miłą dziewczynkę, która ma się wszystkim podobać i znosić wszystko w milczeniu i z uśmiechem. Od zawsze miałam własne zdanie, nie bałam się go wypowiadać i nie przepraszałam za to, że zajmuję miejsce. To nie znaczy, że nie spotkały mnie nieprzyjemne sytuacje. Spotkały, ale nie pozwoliłam, żeby zdefiniowały moją wartość. Również temat przemocy czy seksualizacji nie jest mi obcy, ale nie noszę w sobie tego wzorca podporządkowania.
    Gdybym miała możliwość przeczytać tę książkę, nie szukałabym w niej siebie, lecz starałabym się zrozumieć życie kogoś, kto wystartował z zupełnie innego miejsca niż ja. Ale przeraża mnie to, że wiele kobiet czytając tę historię pomyśli 'to o mnie' i porusza, że to nie fikcja, tylko prawdziwe życie, a między stronami skrywa się cierpienie autorki.
    Pamiętam, co napisałam pod Twoją recenzją 'Poor'. Podałam tam trzy powody, dla których nie przeczytam tej książki. Teraz istnieje tylko jeden, który uniemożliwia mi lekturę obu pozycji. Brak polskiego przekładu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mówisz, że też jesteś sumo? :)) To zapraszam na ring na przyjacielski sparing ;)
      Miło mi to czytać, bo mimo wszystko mam wrażenie, że jesteśmy w mniejszości i większość czytelników celuje w lekkie, łatwe, zabawne lektury, które z kolei nie do końca są moją bajką. Lubię, jak książka pozostawia we mnie trwały ślad, a te łatwe, lekkie i odmóżdżające zapominam zaraz po przeczytaniu.

      Faktycznie możesz tu być chlubnym wyjątkiem, bo nie miałaś trudnego dzieciństwa i miałaś ogromne szczęście mieć cudownego tatę. Ojciec Katriony absolutnie nie zasługuje na takie miano. Który normalny ojciec pokazuje swojej małej córce roznegliżowaną kobietę i mówi, że jej matka też tak kiedyś wyglądała? Który normalny facet niewybrednie komentuje inne kobiety (pod względem seksualnym) w obecności swojego dziecka – jaki przykład tym daje?
      Katriona imponuje mi hartem ducha, wytrwałością w dążeniu do celu i niezgodą na bycie ofiarą. Wszystkie znaki na ziemi i niebie wskazywały na to, że podzieli los swoich patologicznych rodziców, a mimo to udało jej się wyrwać z tej biedy, zdobyć wykształcenie, a nawet obronić doktorat! Dziś jest szanowaną profesorką na jednej z tutejszych uczelni. Jednak, pomimo wielu osiągnięć na niwie zawodowej, do dziś zmaga się z wagą i niezdrową relacją z jedzeniem (pokłosie nieszczęśliwego dzieciństwa).
      Myślę, że chyba nikt nie sięga po tę lekturę z zamiarem znalezienia w niej siebie. Po prostu wiele z nas ma tak podobne doświadczenia do autorki, że w którymś tam momencie uświadamiamy sobie, że łączy nas więcej, niżbyśmy chciały.
      Pozdrawiam Cię serdecznie i przepraszam za późną odpowiedź. Okres wakacyjny nie sprzyja siedzeniu w sieci...

      Usuń
    2. Haha, zaproszenie na czytelniczy sparing przyjmuję z przyjemnością:-) Mam jednak przeczucie, że mogłabym mieć z Tobą ciężką przeprawę;-)
      Również cenię książki, o których myślę jeszcze wiele dni po zamknięciu ostatniej strony. Te lekkie i przyjemne oczywiście też mają swoje miejsce, ale zdecydowanie te trudniejsze najczęściej zostawiają w moim sercu trwalszy ślad.

      Nie przepraszaj za późną odpowiedź, wakacje rządzą się swoimi prawami:-) W ogóle w blogowni zapanował sezon ogórkowy. Ja też coraz poważniej myślę o zrobieniu sobie przerwy od pisania. Czasem dobrze na chwilę zamilknąć, żeby wrócić z nową energią. Pytanie tylko czy na pewno chciałoby mi się tu wracać...

      Spędzam teraz znacznie więcej czasu poza siecią. Korzystam z lata i każdą wolną chwilę najchętniej wykorzystuję na wyjazd na RODOS z wnukiem, wnuczką i Mężem. Czytam sobie 'Zanim umarłam' S.K. Tremayne'a. Jeśli jeszcze go nie znasz to polecam:-) Również jego wcześniejsze książki 'Bliźnięta z lodu' i 'Dziecko ognia'. Świetne, klimatyczne powieści w sam raz na letnie wieczory;-)

      Od kilku dni chodzi mi po głowie odpowiedź na Twoją odpowiedź do mojego komentarza pod wpisem o Gogginsie. Palce aż mnie świerzbią, żeby ją napisać, ale trochę się obawiam, że jest zbyt... rygorystyczna i biję się z myślami czy ją napisać...

      Usuń
    3. Próbuję sobie teraz usilnie przypomnieć, czy czytałam coś jego autorstwa, ale wydaje mi się, że nie – że pamiętałabym :) A może to tylko uporczywa próba wmówienia sobie, że jeszcze nie jest tak źle z moją pamięcią? :) Dziękuję zatem za Twoje rekomendacje. Właśnie spisałam sobie tytuły i przy pierwszej nadarzającej się okazji sprawdzę go :) To może być mój klimat :)

      Tak! Również mam wrażenie, że sezon ogórkowy w pełni (dosłownie i w przenośni) :) Trudno się dziwić. Sama także zdecydowanie rzadziej siedzę przy komputerze. Dodatkowo frustruje mnie fakt, że nie mogę swobodnie zamieszczać komentarzy na niektórych blogach! Próbuję, próbuję, tracę czas i wkurzam się... Nie mam zielonego pojęcia, w czym tkwi problem!

      A propos Twojej ewentualnej przerwy w blogowaniu, to słuchaj podszeptów swojego serca. Jeśli to jest to, czego właśnie potrzebujesz, to nie wahaj się :) Może się mylę, ale wydaje mi się, że z czasem byś zatęskniła i wróciła na blogowisko – tego akurat się nie boję.

      O, kurczę, to brzmi groźnie, już się boję ;) Mam nadzieję, że niczym Cię nie uraziłam w tamtym wpisie. Chętnie bym poczytała, co masz do powiedzenia :) Jeśli nie chcesz pisać pod tamtym postem, to zawsze możesz wysłać mi komentarz na maila, tylko dla moich oczu :)

      Pozdrawiam Cię serdecznie i nie miej żadnych wyrzutów sumienia z powodu wyciskania lata :)

      Usuń
  9. Też przez to przechodziłam. Zaczepki na ulicy, problemy z powrotem do domu z pracy po wieczornej zmianie. Nie mogłam nawet sama w kawiarni usiąść... ani na ławce w parku z książką.
    Powiem Ci szczerze, że ja o siebie dbam, a mąż się zapuszcza, bo wygląd jest dla niego nie ważny. Ale to jest nieestetyczne już.
    My mamy wpojone, że mamy dbać o siebie, a mężczyźni nie muszą.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pamiętam :( Straszna jest taka niechciana uwaga ze strony płci przeciwnej.

      Otóż to. Jestem wyczulona na podwójne standardy. Facet może być odrobinę ładniejszy od diabła, ale kobieta nie może.

      Usuń
  10. Książki ciężkie czytuję, jeśli znajdę na to właściwy moment i odwagę, ale z reguły dotyczą one problematyki bardziej złożonej (nie indywidualnych tragedii), ale czasów wojen, czy obozów. Choć obecnie jestem w dołku, więc raczej omijam książki traumatyzujące i jak paru poprzedników wolę szukać jaśniejszych stron w literaturze. Pamiętam, jak kiedyś pomagałam finansowo takiej rodzinie, której przytrafiały się wciąż nowe nieszczęścia, od bezrobocia rodziców, po mnożenie się dzieci na potęgę, a dzieci też rodziły dzieci, dochodziły problemy zdrowotne, choroby, molestowanie, a nawet tragiczna śmierć jednego z dzieci. Nie dałam rady psychicznie wspierać dalej tej rodziny, zwłaszcza, że stawała się coraz bardziej roszczeniowa. Tak mi się to jakoś skojarzyło, choć niezupełnie na temat. A co do wyglądu to święta prawda, nie spotkałam faceta, co by zamartwiał się, że sie roztył, a dużych i monstrualnie dużych panów mam w otoczeniu paru, nie mają kompleksów i na plaży obnoszą z dumą swe wielkie cielska i ogromne brzuszyska, podczas, kiedy panie nawet z niedużą nadwagą nie rozbiorą się do kostiumu i próbują tuszować niedoskonałości figury.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak to w życiu bywa – na wszystko musi być właściwy moment :) Ja z kolei bardzo lubię takie indywidualne historie ciekawych ludzi, uważam je za szalenie inspirujące :)
      O nie, przykro mi czytać, że znajdujesz się w dołku (chyba nawet wiem, z jakiego powodu, i ROZUMIEM). Mam nadzieję, że szybko uda Ci się z niego wyjść, bo życie jest za krótkie na smuteczki ;) Umilaj je sobie, jak tylko możesz – zresztą jesteś w tym bardzo dobra :) Nie potrzebujesz wskazówek i porad, bo sama doskonale wiesz, jak sprawić sobie przyjemność :)
      Znam ten "model rodziny". Tu niestety często bardziej chodzi o "biedę umysłową". Dla wielu ludzi to jest po prostu wygodny model życia – nie mają żadnych skrupułów, by wyciągać rękę po pomoc, jak dasz palec, to chcą całą rękę, a najgorsze jest to, że najczęściej są zadufani w sobie i prezentują roszczeniową postawę – "należy mi się i już!". Latami potrafią żyć na koszt podatnika i nie widzą w tym nic złego. Mają np. dom socjalny od państwa, płacą śmiesznie niski czynsz, ale i tak narzekają, że za wysoki, i domagają się kolejnych świadczeń i darmoszek...

      Otóż to, to są właśnie te podwójne standardy. A "najlepsze" jest to, że tacy mężczyźni często mają wygórowane mniemanie o sobie i uważają się za niesamowitą partię, o którą kobiety powinny wręcz bić się (najlepiej w kisielu ;))
      Kiedyś jeden taki (brzydszy od Bazyliszka) paskudnie komentował kobietę przy kości. Szkoda, że nie spojrzał w lustro – mógłby zabić się własnym wzrokiem... Ogólnie to dużo większą wagę przywiązuję do osobowości i inteligencji człowieka niż do wyglądu, ale czasem nie mogę powstrzymać się od krytyki – stąd ten przykład powyżej. Niewybrednie komentując obcą kobietę dał mi niejako przyzwolenie na ocenę jego fizjonomii ;)

      Usuń
  11. O Boże. Przerabiam te tematykę wewnętrznie od lat. Moja niezgodę na takie traktowanie nas kobiet przez... nas kobiety. Same sobie zrobiłyśmy to, że musimy wyglądać, robić koło siebie milion zabiegów. Ja od tego stopniowo od lat odchodzę. Tzn myję się, żeby nie było 🤓
    Wiele trudnych książek w życiu przeczytałam. O ciężkich sprawach, traumach, wydarzeniach, zaburzeniach. Az dotarło do mnie, że z wrażliwością którą mam, bardzo obciążają moją psyche takie treści. W zasadzie, wszystko mi ją obciąża... Dla odciążenia słucham teraz kryminałów. Ale Twoje recenzja mnie zachwyciła.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przykro mi to pisać, ale kobiety niestety potrafią być okropnie jadowitymi żmijami wobec innych przedstawicielek tej samej płci :( Też mają swoje za uszami. Przykro mi, że temat jest Ci tak doskonale znany :(
      Autorka również wspomina o tym w swojej książce – co ciekawe, to właśnie od kobiet słyszała uwagi tego typu, że np. powinna pomyśleć o botoksie, etc.
      Ja na szczęście jeszcze nie dotarłam do tego punktu, w którym czułabym, że moja psychika jest zbytnio obciążona taką literaturą. Mam nadzieję, że nigdy nie dotrę :)
      Nawet nie wiesz, jak bardzo utożsamiam się z tym Twoim "w zasadzie, wszystko mi ją obciąża". Taki chyba los WWO :(
      Dziękuję Ci bardzo za ten ciekawy komentarz!

      Usuń
  12. chyba to dla mnie na razie za ciężkie książki. Jakoś nie mam od dłuższego czasu ochoty czytać o takich przejściach różnych. Ale po chyba roku przerwy jednak udało mi sie ostatnio coś przeczytać

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Robisz postępy! :) Mam nadzieję, że to była miła lektura i że zachęci Cię do sięgnięcia po kolejne :) Czytanie rządzi! :D

      Usuń
  13. Climbing nearly five thousand meters above sea level while battling severe altitude sickness takes incredible courage, yet watching native condors soar gracefully overhead must feel completely worth every dizzy moment. Discovering that brilliant piece of Polish exploration history tucked away on those dramatic Peruvian maps adds such a fascinating layer. Walking among those towering giant cacti while gazing down into such a massive abyss creates memories that stay etched in your soul forever.

    OdpowiedzUsuń

Be real. Be yourself. No AI-generated comments, please!
Nie czytam blogów tworzonych przez sztuczną inteligencję, a komentarze przez nią wygenerowane usuwam.